piątek, 25 kwietnia 2014

Wiersze wybrane s. Karina Domagała

 

s. Karina Domagała
Wiersze wybrane
 
 
SZCZĘŚCIE
9 styczeń 2011
 
 
Szczęście
nie przychodzi przekazem pocztowym,
ani bankowym czekiem.
 
Czasami zdobywa się je z wielkim trudem,
 
czasami samo przychodzi
nie wiadomo skąd,
nie wiadomo dlaczego.
 
Kupić
możesz rozrywkę,
sex,
ale nie kupisz nigdy
szczęścia
i
miłości.
 
Nigdzie nie kupisz
kochającego
serca,
które by ”tchnęło” radość
i
szczęście
 we wszystko,
co robisz,
we wszystko
co
posiadasz.
 
Takiego serca
 
takiego szczęścia
 
kupić nie możesz !
 
Bo
tylko
MIŁOŚĆ
 
daje je gratis.
 
 
 
NIGDY NIE ZAPOMINAJ NAJPIĘKNIEJSZYCH DNI
TWEGO ŻYCIA!
 
8 styczeń 2011
 
 
 
Kiedy jesteś zmęczony,
bezradny i nieszczęśliwy,
kiedy Twe serce zalewa gorycz
i umiera nadzieja…
pomyśl wtedy
 
O NAJPIĘKNIEJSZYCH DNIACH
TWEGO ŻYCIA.
 
Dniach
pełnych słońca,
radości,
uśmiechu.
Dniach pełnych
 pastelowych kolorów,
zadowolenia
i zwyczajnej ludzkiej życzliwości.
 
Wracaj wtedy pamięcią do dni,
podczas których byłeś taki szczęśliwy,
podczas których czułeś się tak dobrze.
 
NIE ZAPOMINAJ TWYCH DOBRYCH DNI
Jeśli o nich zapomnisz,
 MOGĄ WIECEJ DO CIEBIE NIE POWRÓCIĆ.
NIE ZAPOMINAJ…
 
 
DLA ALI…
31 grudzień 2010r.
 
ALU,
 nasza błękitnooka, blondyneczko
GWIAZDECZKO
naszego domu
z rączkami i nóżkami powykrzywianymi,
z sondą
 przy perkatym nosku.
 
Żyłaś tak krótko tylko po to
 – by cierpieć.
Za kogo Boże…?
Za kogo…?
 
Nie zaznałaś miłości rodzinnego domu
nie zaznałaś prawdziwej czułości
swojej mamy
nie dane Ci było mówienie
 bieganie po łąkach
i zrywanie kwiatków
 
Byłaś NASZA…
 
Gdy czekaliśmy na pierwszą gwiazdkę
by połamać się opłatkiem
TY NASZA GWIZDKO
 odleciałaś w Przestworza
i zabłysnęłaś na niebie…
 
Zatrzymałaś się nad naszym Domem,
bo pozostałaś na zawsze
 
- tylko NASZA…
 
Dziś odbył się Twój pogrzeb…
 
ALU,
KRUSZYNKO,
GWIAZDKO NASZA
świecąca już radośnie,
 
do zobaczenia wkrótce w NIEBIE !
 
 
 
 
 
POPDARUJ MI PANIE NOWE SERCE…
1 styczeń 2011
 
 
W Nowym Roku
podaruj mi Panie NOWE SERCE
by nie było obojętne na płacz
porzuconego,
niechcianego dziecka
i na głos żebraka
proszącego o kromkę chleba.
 
Podaruj mi Panie NOWE SERCE
radosne, ciepłe, wyrozumiałe dla innych,
od siebie wymagające.
 
NOWE SERCE,
 
które nie chciało by
nikogo zatrzymywać tylko dla siebie…
(…a to takie trudne PANIE…
… z TOBĄ możliwe.)

Podaruj mi Panie
NOWE SERCE
mężne do walki ze złem,
SERCE
 zatopione w Bogu,
SERCE
które będzie wsparciem
i bankiem modlitwy
dla innych.
 
 

(ciąg dalszy...)

s. Karina Domagała
 
Moje przemyślenia…
2008 – 2011
 
 
 
 
JAK DOBRZE, ŻE JESTEŚ...
22 IV 2008


Są takie chwile,
kiedy drugi człowiek jest niezbędny;
jego obecność jest dla nas;
otuchą,
pomocą,
pocieszeniem.

Jak dobrze,
że jest
KTOŚ,
do kogo możesz zwrócić się o pomoc.

Jak dobrze,
że
 
TY JESTEŚ,

by komuś przyjść z pomocą,
po prostu przy nim być,
gdy tego potrzebuje.

JAK DOBRZE, ZE JESTEŚ...
 
POSŁUCHAJ CISZY...
5 maj 2008
 
 
 

Zielone łąki z rodzinnych stron
i łany zboża
kołysane łagodnym wiatrem
 
i cisza cudowna...

Posłuchaj jej przez chwilę,
niech dotknie wnętrza Twej duszy...

POKÓJ,
KTÓREGO SZUKASZ,
JEST W TOBIE,
 
UMIEJ GO ODNALEŹĆ…
TY SAM…
 
 
 
 
 
KUBUŚ
(16 IV 2008)
 
 
 
Gdy byłam małym brzdącem,
bracia przynieśli do domu małego bociana
wyrzuconego z gniazda.
Nazwaliśmy go Kubuś.

Zbieraliśmy dla niego żaby na łące,
a gdy podrósł,
razem z nami chodził na żabie wyprawy,
stał się członkiem naszej rodziny.

Nadszedł sierpień
- bociany ćwiczyły loty,
wzbijały sie coraz wyżej,
i wyżej…
a nasz Kubuś chodził tylko po podwórku.

Pewnego dnia stado bocianów
krążyło nad naszym podwórkiem,
by zachęcić Kubusia do odlotu razem z nimi...
a my dzieci płakaliśmy,
że Kubuś odleci od nas na zawsze...

I tak sie stało.
 
Odleciał…

Po kilku tygodniach dowiedzieliśmy sie,
że sfrunął w niedalekiej wiosce na podwórko,
chodził, piszczał,
ale jego mowy nikt nie rozumiał...
a później...
zasnął na zawsze...

Gdy sie o tym dowiedzieliśmy,
płakaliśmy jak po stracie kogoś najbliższego...

 

KAZDEGO DNIA
POWINNAM ĆWICZYC MOJE WZLOTY KU BOGU.
SYSTEMATYCZNIE,
CORAZ WYZEJ
 I WYZEJ...

JEZELI TEGO NIE BEDE ROBIC,
NIGDY NIE WZBIJE SIE WYSOKO KU NIEMU,
A SZCZEGÓLNIE WTEDY
GDY PRZYJDZIE MI ODLECIEC DO NIEGO
NA ZAWSZE...

 
 
 
BIEDRONECZKO LEC DO NIEBA…
14 maj 2008r.
 
 
 
 
Dziś rano
przyfrunęła do mojego pokoju
biedronka.

Pamiętam
 moje dzieciństwo,
gdy boso biegałam po łące
i podrzucałam biedronki do góry wołając:
BIEDRONECZKO LEC DO NIEBA,
PRZYNIES MI KAWAŁEK CHLEBA.

Dziś biedroneczko
 leć daleko,
aż do Kamerunu,
gdzie w buszu,
i skwarze równikowego słońca,
spala się dla BOGA
 mój ukochany brat Roman...

i proszę,
zanieś mu kawałek chleba
z rodzinnego domu,
by nie był głodny,
by ”jego” dzieci nie musiały
umierać z nędzy
i głodu...
 
 
 
WIECZNA MIŁOŚĆ
7 maj 2008
 
 
MIŁOŚĆ
JEST WIECZNA !!!

JEST
CZYSTYM TRWANIEM,

WIECZNYM KOCHANIEM !!!

***

Dla tej   MIŁOSCI   WIECZNEJ
25 lat temu,7 maja 1983r.
mój najmłodszy i ukochany brat
Roman – kapłan
wyjechał na misje do Kamerunu.
i
trwa tam do dziś
 spalając się
 dla TEJ MIŁOSCI WIECZNEJ.

Proszę CIĘ,
pomódl się za niego
by dalej trwał...

 
 
MOJA MAMA
26 maj 2008
 
Posłuchaj,
dziś opowiem Ci o mojej Mamie.

Była taka, zwyczajna, prosta
jak i Twoja Mama.
Pomimo wieku,
miała gładką, promieniejąca twarz,
biła z niej łagodność,
pogoda ducha
i…
świętość…

Wszczepiła w serca swoich dzieci
 głęboką wiarę,
miłość do Boga
i
szacunek do ludzi.

Kiedy jej powiedziałam,
że chcę iść do klasztoru
- cicho płakała...
i mówiła…
dlaczego następna,
przecież…
 jedna już poszła…?

Później,
uśmiechnęła się
i pozwoliła mi szepcząc:
- dziecko,
jak ci będzie za ciężko
- wracaj do domu.

A później …
 
po kilku latach
najmłodszy brat został kapłanem
i rok po święceniach wyjechał
na misje do Afryki,
do Kamerunu…
 
długo płakała…

Na pożegnanie powiedziała mu:
dziecko,
 ty mnie nie pochowasz...
Jej serce wiedziało to…

ON
pocieszał ją
MAMUSIU KOCHANA
 zrobią to za mnie inni oblaci,
też Twoi synowie…

I tak sie stało.

***
Pamiętam,
 urlopy spędzane w rodzinnym domu
 gdy mama żyła.
Płakała wtedy ze szczęścia,
gdy zjechały się jej wszystkie dzieci.
Msze św. odprawiane przez Romka
przepłakała zawsze…

W nocy budziłam się na szept
jej modlitwy różańcowej…
bo
Mama mówiła sąsiadkom;
to, że poszli służyć Bogu,
to mało.
Muszę wymodlić,
by wytrwali
do końca...

MAMUSIU,
MÓDL SIĘ DALEJ ZA TWOJE DZIECI,
KTORE WIERNIE TRWAJĄ PRZY BOGU,
SŁUŻĄC TYM NAJBIEDNIEJSZYM...
i czekaj na nas
 
TAM
 
w Niebie...
 
 
7 VI 2008
Przyjacielu,

usiądź sobie,
 a ja Ci coś
powiem...
 



Słuchaj sercem,
w przeciwnym razie
usłyszysz tylko szmer słów,
i nie zakosztujesz ich smaku...

Odnajdziesz swoją drogę,
jeżeli nie będziesz wpatrywał się
w siebie.
 
Proszę,

wyjdź z siebie…

jeśli pozostaniesz w porcie,
nie poznasz bezkresnego morza...

 
 
 
 
 
 
ZACZEKAJ…
13 czerwiec 2008r.
 
 
 
ZACZEKAJ,

nie spiesz sie tak,

chcę CI coś powiedzieć !

BÓG
dał nam oczy,
- byśmy zauważyli innych
i przyszli im
z pomocą

uszy,
- byśmy słyszeli płacz głodnych
i poniżanych
i nie byli na niego
obojętni

nogi,
- byśmy do nich spieszyli
z pomocą

ręce,
- byśmy ich podtrzymywali
gdy
są słabi

I SERCE,
BYŚMY ICH KOCHALI...

***

a teraz już idź...
 
 
 
 
 
 
MOJA PIEŚŃ WDZIECZNOŚCI ZA 40 LAT ŻYCIA
 W KLASZTORZE
23 czerwiec 2008r.
 
 
Pozwól mi Panie wyśpiewać moją pieśń wdzięczności
za wspaniałych rodziców,
których mi dałeś i za dar życia.
Za dom rodzinny, pełen miłości, radości i prostej wiary
Za koleżanki i kolegów,
Za kwieciste łąki, bociany i biedronki,
Za śpiew ptaków i beztroskie dzieciństwo
 
Za to, że właściwie od wczesnego dzieciństwa
Wlałeś w moje serce pragnienie służenia Tobie
w dzieciach odrzuconych, niekochanych
Panie TY wiesz, ile ich było przez te 40 lat...
 
Pozwól mi Panie wyśpiewać moją pieśń wdzięczności
za tych wszystkich ,
Których spotkałam na mojej drodze życia zakonnego
A szczególnie tych,
Którzy w sposób szczególny zapisali się w moim sercu...
TY wiesz - oni też...
 
Pozwól mi Panie wyśpiewać moją pieśń wdzięczności
Za moje życie pod prąd, radości i łzy,
Za wspólne siostrzane modlitwy
Za nocne adoracje w ciszy klasztornej kaplicy,
Gdzie jesteś tylko TY i ja
 
Pozwól mi Panie wyśpiewać moją pieśń wdzięczności
Za to ,że wybrałeś mnie za damę twego boku,
Za twoją obecność w otaczającej mnie ciszy
Za mój ból, cierpienie, ciemność nocy i bezgraniczną ciszę
 
Pozwól mi Panie wyśpiewać moją pieśń wdzięczności
Za to, że dałeś mi poznać tak wspaniałych ludzi,
Aby moja samotność była teraz dotkliwsza...
 
KOCHAM CIĘ, PANIE moją samotnością,
KOCHAM CIE, PANIE za to, co mi dajesz
Wiem, że mnie potrzebujesz,
Pozwól mi trwać przy TOBIE
Do końca moich dni.
 
 
25 lat misjonarskiego trudu
brata - Romana omi
 
7 maj 2008r.r
 
 
Było to 7 maja 1983r.
gdy po raz pierwszy mój brat Roman,
postawił stopę na afrykańskiej ziemi.
 
Odtąd Kamerun stał się jego drugą Ojczyzną,
czarni ludzie
stali się jego braćmi.
Z nimi dzieli swoje radości i smutki,
ich życie, jest jego życiem,
ich choroby, jego chorobami.
 
Nie obca jest mu tęsknota za rodziną,
 Ojczyzną,
polskimi chabrami,
 makami i skowronkami.
Tylko bociany z rodzinnego Podlasia
przylatują do niego każdego roku
i niosą pozdrowienia
z domu rodzinnego.
 
I trwa tak w misjonarskim trudzie już 25 lat,
ten szaleniec Boży,
siewca Bożego Słowa,
wspaniały budowniczy kościołów,
przychodni, świetny kucharz,
mechanik samochodowy,
 rolnik...
 
Dla Boga spala się w równikowym słońcu.
 
 
Matko Misjonarzy
proszę Cię, bądź z Nim,
pamiętaj o Nim i czuwaj,
tak
 jak czuwałaś w Betlejem.
Towarzysz jego wędrówkom
po misyjnych drogach i bezdrożach,
jak towarzyszyłaś krokom
 Twojego Syna.
 
Bądź z nim w jego trudzie,
TY,
co szłaś obok Twojego Syna,
gdy dźwigał Krzyż na Kalwarię.
 
Wreszcie,
 czekaj wraz z nim,
aż zbudzi się nowy świat.
 
Czekaj tak,
jak czekałaś na zmartwychwstanie
Twojego Syna.
 
BOŻE,
 
Tobie ofiaruję moje życie…
 za Romka, misjonarzy i misjonarki.
I proszę,
przyjmij mój codzienny trud życia zakonnego.
Bo tylko tyle mogę Ci dać...
 
To co we mnie słabe, przemień swoją mocą,
By było piękne i TWOJE.
 
A Was wszystkich
 moi drodzy Przyjaciele
proszę o modlitwę za mojego
ukochanego brata
Romana.
 
 
WDZIĘCZNA RÓŻA
24 sierpień 2008r.
 
ZOBACZ

jak pięknie kwitną kwiaty.
Nie znajdziesz dwóch jednakowych.

Dziś opowiem CI o kameruńskiej róży,
która zawsze kwitnie w moim sercu.

Posłuchaj…

Odwiedziłam mojego brata Romana
- misjonarza w Kamerunie.
Był styczeń, była pora sucha.
Afrykańska ziemia była gorąca
spękana
i spalona od słońca.
Obok misyjnego domu brata
rósł krzak chińskiej róży.

W Afryce woda jest skarbem !

Każdego dnia zużytą wodę wylewałam pod różę.

A ONA, po kilku dniach
 podarowała mi najpiękniejszy prezent
- swój czerwony kwiat.

Odtąd, każdego ranka
róża uśmiechała się do mnie nowym kwiatem.

Nadeszła pora mojego odjazdu.
Smutno mi było żegnać sie z moją różą...

Ostatnią kroplą wody
dla RÓŻY
była moja łza.

KWIAT
BY ŻYĆ
POTRZEBUJE SŁOŃCA I WODY

CZŁOWIEK,
 ABY BYĆ CZLOWIEKIEM
POTRZEBUJE MIŁOŚCI.
 
 
 

Poprawiony (środa, 12 stycznia 2011 10:04)