środa, 17 grudnia 2014

Aktualności

uzupelninia do cyklu Tropami Przodkow cz.2

 

 

czesc druga UZUPELNINIA, rodziny:

 

 

SUCHOZEBRSKI; RUCINSKI; BIELINSKI; NIEMIRKA; LIPKA; LIPINSKI; KUROWICKI; KUKAWSKI; KORYCINSKI; KRYNSKI; KAMIENSKI; KALICKI; GRADZKI; CZAPSKI; BRODACKI; BLONSKI; BUJALSKI; CHADZYNSKI; DLUSKI; DMOWSKI; GALECKI; KARSKI;



Dane uzupełniajace

do wyzej wymienionych rodow

 

 

 

 

SUCHOZEBRSKI

Najstarsze wypisy w księgi sadowe drohickie 2 poł. XV w.:

1474 r. Andrzej z Suchożebrów
1476 r. Michał z Suchożebrów
1477 r. Michał z Suchożebrów
1479 r. Michał de Suchożebry
1479 r. Michał z Suchożebrów
1481 r. Andrzej z Suchożebrów
1481 r. Dabrowa de Suchożebry
1480 r. Stanisław z Suchożebrów

Popis pospolitego ruszenia Radoszkowice 1567 r.:

Suchożebry:

Jakub syn Bartosza - klacz, kord
Andrzej syn Stanisława - klacz, miecz

Suchożebry:

Andrzej syn Szczęsnego - klacz, miecz
Jakub syn Jana - klacz
Stanisław syn Jana - pieszo
Matys syn jana - pieszo, rohatyna
Andrzej syn Jana "Wilczok" - klacz, kord
Stanisław "Wilczek" - klacz, miecz
Jan Wilczek wysłał syna Andrzeja - klacz, kord
Jakub Wilczek - klacz, miecz

Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu województwa podlaskiego do Korony, Drohiczyn 1569 r.:

Suchożebry:

Jan syn Jakuba
Stanisław syn Jakuba
Stanisław syn Jakuba
Maciej syn Jana
Andrzej syn Jana
Jakub syn Jana
Jan Gniewięcki i od żony swojej Jagny
Stanisław syn Jana
Andrzej syn Szczęsnego

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

 „…W Suchożebrach został ufundowany jeden z najstarszych kosciołów na tych terenach. Fudatorem był dziedzic wsi Trojan. Zachowana się kopia dokumentu fundacyjnego nie zawiera daty rocznej. Fundacja jednak musiała nastapic przed 1424 r., gdyż była w niej mowa o biskupie włodzimierskim Grzegorzu… W 2 poł. XV w. w Suchożebrach występowali liczni własciciele, nie wiadomo czy pochodzacy z jednego rodu. W 1453 r. występował Piotr wójt z Suchożebrów, który niekoniecznie musiał sprawowac tę funkcję. Był to zapewne jego przydomek. W 1458 r. zostali odnotowani „Zdziestkowięta” z Suchożebrów. W 1483 r. Stanisław, Mikołaj, Maciej, Adam, Jan i Andrzej bracia rodzeni z Suchożebrów, synowie Piotra wójta kupili od Piotra Czermaka 1 Maleszewy. Niektórzy z nich przeniesli się do Maleszewy. W latach 1454-1458 występował Andrzej z Suchożebrów. Oprócz powyższych częsci tej wsi posiadali: Piotr Podawca (1477), Michał (1472-1477), Marcin (1479) i Wojciech (1487). W 1481 r. występował też jakis Dabrowa z Suchożebrów. Może jego przydomek był utworzony od nazwy herbu, którym się posługiwał. Suchożebrscy wystawili do popisu wojskowego w 1528 r. dwa konie… Częsc Suchożebrów nabyli Wodyńscy z Miedznej. Założyli następnie Wolę Suchożebrska…”  

--------------

 Dane uzupełniajace: RUCINSKI

Najstarsze wpisy w księgi sadowe drohickie w 2 poł. XV w:

1476 r. Stefan Ruczenski (Ruciński), Paweł Lisowski, Maciej z Harbasowa
1475 r. Jan Ruciński
1477 r. Szczepan Ruciński
1482 r. Stanisław Ruciński

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.:

Ruciany:

Stanisław syn Pawła - klacz, miecz
Mateusz syn Pawła - klacz, kord
Aleksy syn Mikołaja wysłał syna Jana - koń, miecz
Zygmunt syn Mikołaja - klacz, włócznia
Szczęsny syn Pawła - mklacz, miecz
Jan syn Macieja wysłał swego syna - klacz, włócznia
Piotr i Augustyn synowie Marcina bracia współdziedzice - klacz, miecz,
Jan Żak syn Stanisława wysłał syna Pawła - klacz
Jan syn Pawła wysłał syna Konstantego - klacz, miecz
Stanisław syn Marcina - klacz, miecz
Michał syn Jana wysłał syna klacz, miecz
Jan syn Andrzeja - klacz, miecz
Paweł syn Marcina - klacz i miecz
Andrzej "Dzieciuk" syn Macieja - klacz, miecz

Przysięga na wiernosć Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Stanisław syn Pawła,
Jan syn Pawła
Maciej syn Pawła
Stanisław syn Macieja
Jan syn Andrzeja
Maciej syn Michała i za ojca swego
Stanisław syn Marcina
Paweł syn Marcina
Piotr syn Marcina
Szczęsny i jakub synowie Pawła
Andrzej i Jan synowie Macieja

Podatek z 1580 r.

Rucziany, Wyszomierz i Kicki:

Hieronim z Wyszomierza i Aleksander z Rucian z czesnikami swoimi dał z włók ziemskich 10 po groszy 15

Podatek tzw. pogłówne z 1662 r.:

Ruciany:

Rucieńscy (Rucińscy) dzidzicowie z Rucian od siebie, braci, sióstr, matek, czeladzi po złotych 1 od osób 32, a od żon, dzieci osób 36 po groszy 15

Podatek tzw. pogłówne z 1676 r.:

Bielany Wasy:

wdowa Rucińska

wies Ruciany:

Kaziemierz Ruciński
Marcin Sosnowski
Jan Ruciński
Stefan Ruciński
Bartosz Ruciński
Wojciech Ruciński
Władysław Ruciński
Jan Ruciński
Marcin Ruciński
Jakub Ruciński
Jan Ruciński
Sebastian Sosnowski
Jan Ruciński
Tomasz Ruciński
Wojciech Żoch (Żochowski?)
Stefan Przywóski
Wojciech Trębicki
Stanisław Kożuchowski
Paweł Jastrzębski

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

„…Położona na południe od Bielan wies Ruciany w XV w. nosiła nazwę Ruty (Ruthy). W 1458 r. sad rozsadzał spór między Mikołajem Kowiesza, a Janem z Rut (Rucian), jego bratankami oraz ich szwagrem Michałem. Sad stwierdził, że sprawa ta była już w sadzie rozpatrywana w czasach księcia Witolda. Na podstawie tego dziedzice z Rucian wygrali proces. Jan na mocy wyroku uzyskał dwie częsci dziedzictwa, a jego bratankowie jedna. W 1458 r. występował także Szymon z Rut. W 1464 r. sad orzekł, że Michał z Rut ma płacic ze swojej częsci należnosc za stacje królewskie co trzeci rok, natomiast Jan z synami z Rucian miał płacic stacje przez pozostałe dwa lata. Dziedzice Rucian już w XV w. używali nazwiska Rucieński (pózniej Ruciński). Wspomniany Jan Rucieński występował jeszcze w 1475 r., natomiast Michał w 1481 i 1487 r. Jego żona była Katarzyna. Kolejnymi dziedzicami Rucian byli: Mscisław, który w 1478 r. w imieniu swoich dzieci: Andrzeja i Małgorzaty oskarżał Jakuba Węża o zabójstwo swojej żony; Szczepan występujacy w latach 1475 – 1477 oraz Stanisław wspomniany w 1482 r. Brak Rucińskich w popisie z 1528 r. Został tam zapisany jedynie wozny Rucieński, który stawił się sam…”

------------

 Dane uzupełniajace: NIEMIRKA vel NIEMIERKA

Informacje od Tomasza Jaszczołta:

Około 1448 r. wielki ksiażę litewski Kaziemierz Jagiellończyk polecił wydzielić staroscie drohickiemu częsć dóbr Gródek nad Bugiem i nadać je braciom Niemierzy i Broniszowi, ten pierwszy założył wies Niemierki, obecne Niemirki

1479 r. Jan Jabłoński pozwał pania Niemierzynę
1481 r. Stanisław Niemierka

Popis pospolitego ruszenia 1567 r. Radoszkowice:

Niemierki:

Jakub "Paluch" wysłał sługę Macieja Wygonowskiego - klacz, miecz
Jakub "Pawluk" - klacz, kord
Andrzej "Moskwik" - klacz, rohatyna
Jerzy "Moskwik" - pieszo, rohatyna
Baltazar syn Urbana - pieszo, rohatyna
Jan syn Szczęsnego - klacz, rohatyna
Stanisław syn Wawrzyńca - koń, rohatyna
Bartosz syn Wawrzyńca - koń, miecz
Piotr "Czok" - klacz, miecz
Jan "Skupik" syn Hieronima - klacz, rohatyna

Przysięga na wiernosć Koronie 1569 r. Drohiczyn:

Niemirki:

Jan syn Pawła Niemierka
Jakub syn Jakuba
Andrzej syn Mikołaja i za tescia swego z Toczysk niemocnego
Jan syn Hieronima
Jan syn Szczęsnego
Marcin syn Jakuba
Bartosz syn Wawrzyńca

Niemirki (drugi zapis):

Walenty syn Jana Niemierka
Baltazar syn Urbana
Józef syn Wawrzyńca
Stanisław syn Wawrzyńca
Bartosz syn Benedykta

Niemirki (trzeci zapis)

Piotr syn Stanisława
Jerzy syn Mikołaja

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

 „…Niemirki powstały pomiędzy 1445 – 1450 r. na wydzielonej częsci dabrowy należacej do Gródka. W 1456 r. bracia Niemiera i Bronisz występowali w sadzie z Janem Ostrowskim. 18 marca 1465 r. Kazimierz Jagiellończyk zawiadamiał swoim listem starostę drohickiego i kuchmistrza królowej Piotra Strumiłłę, że bili przed nim czołem ziemianie drohiccy: Niemiera z bratem Broniszem i kładli jego list wysłany do Michała Golginowicza niegdys starosty drohickiego, ażeby wyszukał im ziemię do nadania. Ten znalazł dabrowę koło Gródka. Ograniczył ja i dał obu braciom. Król pózniej potwierdził nadanie Goliginowicza. Z kolei niedatowanym listem król zawiadamiał poprzedniego starostę drohickiego Nasutę (1450-1464), że potwierdził nadanie Goliginowicza oraz zwolnił obu braci od dawania srebrszczyzny (podatku pobieranego od szlachty w Wielkim Księstwie Litewskim) W 1477 r. starosta drohicki Iwaszko Ilinicz rozpatrywał skargę poddanych królewskich Rusinów z Gródka na „Lachów” Niemierę i Bronisza. Rusini skarżyli się, że Michał Goliginowicz dał im niemało dabrowy, a ci teraz zajmuja także drzewa bartne. Starosta potwierdził jednak poprzednie nadanie Michała Gilinowicza. Wszystkie powyższe dokumenty zostały podane do oblaty w 1568 r. przez Bartłomieja Niemirkę. Niemira i Bronisz byli szlachcicami pochodzenia polskiego. Na ich nadaniu powstały Niemirki, a ich potomkowie przybrali nazwisko Niemirka (dawniej też Niemierka). Chociaż nazwa wsi pochodzi tylko od imienia jednego z nich, to mogli w niej mieszkac potomkowie obu braci. W 1471 r. w konsystorzu janowskim dla Stanisława Rospada z Jabłonny swiadczyły panie Małgorzata Niemierzyna i Małgorzata Broniszowa, które z pewnoscia były żonami obu wspomnianych braci. Niemiera mógł być identycznym z występujacym w l. 1469 i 1473 zastępca sędziego o tym samym imieniu. Synem Niemiery był Stanisław zwany Niemirka lub Niemirowicz, który występował w sadzie w l. 1479 – 1481. W 1502 r. był komornikiem sadowym drohickim. Bronisz brat Niemiery miał syna Wojciecha, który w 1483 r. piszac się z Niemirek procesował się z Piotrem rzadca z Mołożewa, występował jeszcze w 1509 r. W 1525 r. występowali Feliks, Urban i Jakub synowie niegdys Jakuba z Niemirek, którzy pozwali Bartłomieja Poniatowskiego o zabicie ich brata Stanisława. W 1528 r. Niemirkowie wystawili do popisu wojskowego 1 konia. W 1563 r. jeden z Niemirków podawał jako swój herb Slepowron…”

------------

 Dane uzupełniajace: LIPKA

Informacje uzyskane od Tomasza Jaszczołta:

Lipkowie mieszkali na samej granicy województwa podlaskiego i mazowieckiego. W XVI w toczyli liczne procesy z kapituła warszawska, która posiadała dobra Kołodziaż po stronie mazowieckiej. Lipkowie twierdzili, że nadanie na którym mieszkaja otrzymał w XV w. ich przodek Piotr Czermak z Maleszewy od starosty drohickiego Pietraszaka Strumiłły.
Piotr Czermak występował w aktach drohickich w l. 1470-1474. Całkowicie bałamutna i nieprawdziwa jest tradycja o pochodzeniu tej rodziny od Tatarów. W 1567 r. na popis wojskowy pospolitego ruszenia stawiło się 29 Lipków, o różnych przydomkach. w 1569 r. przysięgę na wiernosć Koronie składało 33 przedstawicieli tej rodziny. w 1676 r. na 35 rodzin mieszkajacych w Lipkach aż 33 to sami Lipkowie.

1482 r. Jan z Wrotnowa Lipka...
1479 r. Paweł Kurzec
1512-1513 - Jan Lipka, dworzanin i pokojowiec królewski

Popis pospolitego ruszenia 1528 r. Drohiczyn:

Lipkowie z Podlasia wystawili poczet trzech konnych

Popis pospolitego ruszenia z 1567 r. Radoszkowice:

Lipki:

Jan "Jakała" wysłał syna Macieja pieszo z kordem
Jan syn Piotra "Konieczny" - pieszo, rohatyna
Józef? "Piguła" - pieszo, miecz
Adam "Szczeklar" - pieszo, miecz
Walenty syn Jana "Kadaj" - klacz, rohatyna
Matys "Służebny" - Klacz, rohatyna
Jan "Borowczyk" - pieszo, rohatyna
Sebastian "Chwałkowicz?" - klacz, rohatyna
Jan syn Szczepana - pieszo, rohatyna
Maciej syn Augustyna - pieszo, rohatyna
Wojciech "Łojczy" syn Andrzeja - pieszo, miecz
Wojciech Lipka woźny ziemski wysłał pasierba - pieszo, rohatyna
Jan "Kostesa" wysłał syna Walentego - klacz, kord
Razmuz syn Macieja - pieszo, rohatyna
Ambroży syn Jana - klacz, rohatyna
Salomon syn Wszołka - klacz, miecz
Jan syn Wszołka - klacz, miecz
Wit syn Mikołaja i od brata razem z maj±tku - pieszo, miecz
Serafin Tryszczeński - pieszo, kord
Stanisław "Zanoza"? wysłał syna Adama - pieszo, miecz
Matys "Płaczek" - pieszo, rohatyna
Stanisław "Dukalik" - pieszo, rohatyna
Piotr syn Mikołaja - pieszo, rohatyna
Stanisław "Kurec"? (Kurcz) z ojcowizny Kurcz z żony częsci - klacz, miecz
Aleksander "Kurec" (Kurcz?) od żony swojej - pieszo, rohatyna
Serafin syn Jakuba - pieszo, kord
Maciej "Kutaska" Wyszomierski od żony pieszo
Walenty syn Macieja - pieszo, rohatyna
Andrzej "Kozańczyk" wysłał brata Walentego - koń, rohatyna

Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu województwa podlaskiego do Polski 1569 r. Drohiczyn:

Lepki (Lipki):

Salomon Wszołek
Adrzej Szeliga
Maciej Służebny
Stanisław Bartoszek
Maciej Wyszomierski
Piotr Porodziej
Jan Wszołek
Jan Kosciesza
Walenty Łoj
Jan Chudzik
Rusłan Porodziej
Jan Falek
Jan Skonieczny
Wojciech Łoj
Jan Łoj
Paweł Szeliga
Józef Piguła
Jan Szeliga
Maciej
Augustyn
Wojciech woźny ziemski
Ambroży Wszołek
Jan Borowczyk
Andrzej Wszołek
Stanisław Buczko
Walenty Szeliga
Biernat Porodziej
Jan Porodziej
Jerzy syn Krzysztofa
Erazm Szeliga
Jan Szklarz
Wit
Stanisław Wyszomierski

Podatek z 1580 r.:

w imieniu swoim i pozostałych dziedziców Lipek podatek opłacił od 12 włók ziemskich Andrzej Lipka syn Walentego
---------------

 Dane uzupełniajace: LIPINSKI

Najstarsze wiadomosci:

1474 r. Testes Mikołaj Lipieński (Lipiński):
1. Paweł wójt z Niemojek
2. Marcin Goleń
3. Kostka
4. Jakubowski ze Skolimowa
5. Jan z Kamianki
6. Maciej z Sawic

1474 r. Mikołaj Lipiński
1474 r. Maciej Kamieński, Mikołaj Lipiński, Mikołaj Kaliski, Stanisław de ibidem
1477 r. Mikołaj Lipiński

Popis pospolitego ruszenia 1567 r. Radoszkowice:

Lipiny:

Adam syn Jana - koń, miecz, rohatyna
Jan syn Mikołaja - klacz
Oleksy syn Serafina? "Kalina" - klacz, kord, rohatyna
Augustyn syn Andrzeja - pieszo, miecz
Stanisław syn Walentego - klacz, miecz
Jan syn Stanisława - klacz, rohatyna
Serafin syn Mikołaja - klacz, miecz
Matys syn Mikołaja - klacz, rohatyna
Lenart syn Stanisława wysłał syna - klacz, roahtyna
Sebastian syn Stanisława - klacz, kord
Adam syn Mikołaja - klacz, miecz
Serafin syn Hieronima - klacz, miecz
Stanisław syn Mikołaja - klacz,. miecz
...?... syn Stanisława - koń, miecz
Piotr syn Stanisława, wnuk Mikołaja "Połowicz" - koń
Gabriel syn Andrzeja "Połowinicz"? - koń, miecz
Mikołaj syn Serafina "Kalina" - koń, miecz
Hieronim syn Andrzeja "Połowinicz" - koń, miecz

Przysięga na wiernosć Koronie 1569 r. Drohiczyn:

Lipiny:

Wit Lipieński (Lipiński) syn Staniosława
Serafin syn Hieronima
Maciej syn Mikołaja
Lenart syn Stanisława
Mikołaj syn Serafina
Adam syn Mikołaja
Gabriel syn Andrzeja
Serafin syn Mikołaja

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

„…Lipińscy z Lipin byli wspomniani po raz pierwszy w 1455 r. z racji sporu pomiędzy nimi o ziemię. Od 1458 r. występował Mikołaj Lipiński, który pózniej był komornikiem sędziego ziemskiego drohickiego. Z tej racji często pojawiał się w sadzie drohickim. Był znany jeszcze w 1481 r. W 1458 r. wystapił także Szymon z Lipin a w 1463 r. Maciej z Lipin. W 1474 r. Jadwiga córka Piotra z Lipin procesowała się z Elżbieta córka Jana stamtad. W 1479 r. był wspomniany Andrzej Lipiński, a w 1481 r. Piotr z Lipin. Lipińscy wsyatwili do popisu w 1528 r. dwa konie…”
----------------

 Dane uzupełniajace: KUROWICKI vel KOROWICKI

Najstarsze zapisy:

1474 r. Jaczko Korowicki (Krowicze) z bratankiem Waskiem zastawili k±t Mikołajowi z Toczysk
1478 r. Stefan (Szczepan?) Korowicki syn Jana
1475 r. Telak, Jaczko de Corovicze
1476 r. Stefan Haczkonis de Korowicze

Popis pospolitego ruszenia z 1567 r.

Wasyl syn Andrzeja Korowicki (Kurowicki) stawił dwa konie zbrojne

Przysięga na wiernosć Koronie 1569 r. Drohiczyn:

Korowicze:

Andrzej Korowicki (Kurowicki),
Wasyl Korowicki i

dzierżawcy w Korowiczach
tj. Szczęsny Zembrowski syn Jakuba wraz z braćmi

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

„…Kurowice (dawniej też Korowice) zamieszkiwali bojarzy ruscy pełniacy służbę ziemska tak jak szlachta pochodzenia polskiego. Już w XV w. używali oni nazwiska Korowicki (Kurowicki). W XVII w. spolonizowali się i przeszli na katolicyzm. W 1464 r. Piotr Kurowicki był Gajownikiem drohickim, czyli urzędnikiem nadzorujacym gospodarkę lesna oraz bartna dóbr hospodarskich. W 1474 r. Piotr wraz z bratem Jaczkiem był swiadkiem bojarów ze Zrebczyc (Bohów i Baczek). Piotr występował jeszcze w 1480 r. jego synem mógł być Wasil, który w 1474 r. ze stryjem Jaczkiem zastawił kat lasu Mikołajowi z Toczysk. Synem Jaczka był Szczepan, wspominany w l. 1475 – 1476. Kolejnym członkiem rodu był Chodor Korowicki wymieniony w l. 1478 – 1480, który również był poswiadczony w l. 1478 – 1509 jako Gajewnik drohicki. W 1479 r. zastawił on kat lasu Klemensowi Tchórznickiemu. Może był on identyczny z Kurowickim, który w 1517 r. został wspomniany jako Gajewnik drohicki. W 1528 r. nie wymieniony z imienia Kurowicki stawił do popisu dwa konie…”
-----------------

 Dane uzupełniajace: KUKAWSKI

Najstarsze zapisy:

1476 r. Mikołaj Kukawski
1476 r. Górscy - Kukawscy

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.

Wies Kukawki:

Paweł Kukawski - klacz, rohatyna
Jan Sliwa - pieszo z rohatyna
Wojciech syn Jana - klacz, rohatyna
wdowa Pawłowa - wysłała sługę pieszo
Jan "Grotek" - wysłał syna Sebastiana - koń, kord
Szczęsny syn Jakuba - klacz, rohatyna
Marcin syn Mikołaja - klacz, miecz
Jakub syn Stanisława "Stosow?" - koń, rohatyna
Wawrzyniec syn Marcina "Stosow?" - koń, kord
Szczęsny syn Pawła "Bohnowicz?"  - pieszo, miecz
Jan syn Jakuba - koń, rohatyna

Kukawki Małki:

Stanisław syn Piotra - pieszo, rohatyna
Adam "Królewicz" - koń

Przysięga na wiernosć Koronie 1569 r. Drohiczyn:

Szczęsny Kukawski syn Pawła
Jakub syn Stanisława
Maciej syn Stanisława
Paweł syn Jakuba i od brata swego Jana na służbie będacego
Marcin syn Mikołaja
Wojciech syn nJana
Szczęsny syn Jakuba
Sebastian syn Jana
Jakub syn Adama

Podatek z 1580 r.:

Maciej Kukawski z czesnikami swoimi dał z Górek z włók ziemskich  2 zł 2 gr. i 4 sz.

Adam Boniecki Herbarz Polski:

Maciej i Paweł Kukwascy współdziedzice wsi Górki Kukwaki w drohickim w
1580 r.
Marcin syn Mikołaja dzidzic częsci Kukawek w 1582 r.
Wojciech syn Jana potwierdza w grodzie drohickim  w 1660 r. skrypt dany Ossolińskiemu.
Piotr Kukawski z województwa podlaskiego podpisał w 1733 r. elekcję Stanisława Leszczyńskiego
Wojciech Kukawski syn Tomasza i Teresy Raczyńskiej sprzedał w 1765 r. częsć Biernat Michałowi Olędzkiemu.
Jan Kukawski z żona Ewa Sawicka sprzedali w 1765 r. częsć w Uziębłach Janowi Uzięble, którego kwitowali  w 1774 r., a sam Jan Kukwaski kwitował Arciszewskiego w 1784 r.
Mikołaj Kukawski syn Stefana z żona Elżbieta Jastrzębska kupił w 1701 r. częsć Tuczny od Sikorskiej
Mikołaj Kukawski testamentem spisanym w 1742 r. zapisał częsć Tuczny żonie, a resztę synom: Wawrzyńcowi, Marcinowi, Janowi, Michałowi i Dominikowi Kukwaskim. Marcin Kukawski zaslubił w 1754 r. w Hoszczy Jadwigę Buczyńska. Synowie jego: Józef ur. 1755 r., Ludwik ur. 1761 r. i Maciej ur. 1766 r. (metryki w Huszczy) legitymowali się ze szlachectwa w Galicji Zachodniej 1803 r.
Szymon Kukwaski syn Antoniego i Krystyny Głuchowskiej, nabył w 1786 r. częsć Głuchówka w drohickim od Katarzyny z Głuchowskich Ostojskiej, a brat jego Mateusz Kukwaski w 1789 r. częsć Kukawek  od Jakuba Olędzkiego. Obaj wylegitymowali się ze szlachetwa w 1804 r. w Galicji Zachodniej. Tamże legitymował się w 1799 r. Nikodem Kukawski syn Szymona z Tucznej i Marianny Jeżewskiej. Po Nikodemie ze zwiazku z Salomea Parczewska syn Makary Stefan Kukawski ur. 1782 r. w Czyżowie (metryki w Czyżowie).
Ludwika córka Teodora Kukwaskiego i Franciszki de Grunwald żona Ignacego Rawicza Dabrowskiego w 1850 r.

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

„…W Kukawkach także (jak w sasiednich Górkach) mieszkał niewielki ród, który przyjšł nazwisko Kukawski. W 1458 r. występował Paweł Kukawka i Jakub z Kukawek, może bracia. W 1465 r. pojawiła się pani Jakuszowa z Kukawek. W latach 1475-1481 jedynym znanym dziedzicem Kukawek był Mikołaj, występujacy parokrotnie w sadzie drohickim. Szlachta z Kukawek i Małek wystawiła w 1528 r. do popisu jednego konia… Małki to zagioniona już w końcu XVI w. wies w parafii Paprotnia. Z informacji o niej wiemy jedynie, że w 1473 r. pisał się stad Stanisław Kraska, a w 1487 r. Wawrzyniec…”
-------------------

 Dane uzupełniajace: KORYCIŃSCY

Najstarsze zapisy:

1473 r. Stanisław de Korycziany (Koryciany)
1477 r. Stanisław z Korycian
1481 r. Pluta z Korycian
1482 r. Jakub z Korycian

Popis pospolitego ruszenia 1567 r. Radoszkowice:

Wies Koryciany:

Maciej syn Michała - klacz, kord
Stanisław syn Michała - pieszo, rohatyna
Adam syn Hieronima - koń, miecz
Serafin Tyborowicz - koń, rohatyna
Ambroży Kryński - koń, rohatyna
Maciej syn Lenarta - koń, miecz
Wojciech syn Szczęsnego - koń, miecz
Stanisław syn Szczęsnego - koń
Hieronim syn Jana wysłał syna - koń, miecz
Walenty syn Michała - pieszo, rohatyna
Tyburcy syn Marcina - pieszo, miecz
Wojciech syn Marcina - koń, miecz

Przysięga na wiernosć Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Maciej Korycieński syn Michała
Stanisław syn Michała
Walenty syn Michała
Wojciech syn Marcina
Tyburcy syn Marcina
Wojciech syn Szczęsnego
Stanisław syn Szczęsnego
Maciej syn Lenarta
Jan syn Stanisława
Serafin syn ¦cibora
Jan syn Hieronima
Adam syn Hieronima

KRYŃSKI

Najstarsze wpisy w księgi drohickie:

ok. 1460 r. Rogalka z Krynek

inne:

1476 r. Sięgniew z Krynek (obok Kłopotowo, Skolimowo, Głuchowo)
1476 r. Miklasz de Krynki i Stanisław z Krynek
1480 r. Piotr de Krynki
1476 r. Sięgniew z Krynek i brat Piotr
1476 r. Paweł Kryński
1477 r. Sięgniew i brat Piotr Kryński
1479 r. wiesBiałokunka Pawła Kryńskiego
1482 r. synowie Pawła z Krynek
1483 r. Bańko Kłopotowski pozwał Piotra z Krynek


Przysięga na wiernosć Koronie Drohiczyn 1569 r.:

w wykazie sa listy dotyczace m.in. Krynek Soboli (2x), Krynek Białokunek i Jarek, Krynek Małych Soboli i Krynek Borowych

Krynki (par. Paprotnia):

Stanisław syn Wawrzyńca
Wojciech syn Wawrzyńca
Sebastian syn Jana
Stanisław syn Macieja
Paweł syn Mikołaja
Jakub syn Walentego
Andrzej syn Tomasza
Andrzej syn Biernata
Paweł syn Biernata
Paweł syn Ambrożego
Maciej syn Ambrożego
Paweł?...
Andrzej syn Jakuba
Biernat syn Macieja
Dorota córka Stanisława

Popis Pospolitego Ruszenia Radoszkowice na Litwie 1567 r.:

Krynki (par. Paprotnia):

Ambroży syn Mikołaja od matki - pieszo
Stanisław "Wrzoska?" - pieszo, rohatyna
Andrzej "Solka" syn Biernata - klacz, kord, siekiera
Lenart syn Jana - pieszo, rohatyna
Jakub syn Piotra - pieszo, rohatyna
Mikołaj syn Tomasza - pieszo, rohatyna
Stanisław syn Mikołaja - pieszo, rohatyna
Stanisław syn Błażeja? - pieszo, rohatyna
Wojciech syn Wawrzyńca - pieszo, rohatyna
Sebastian syn Wawrzyńca - klacz, miecz
Paweł syn Mikołaja - pieszo, rohatyna
Stanisław syn Wawrzyńca - pieszo, rohatyna
Paweł syn Ambrożego - klacz, rohatyna
Stanisław "Skupik?" - klacz, miecz
Biernat "Wielgolas?" - klacz, miecz
Andrzej syn Jakuba - pieszo, kord
Wojciech syn jakuba z Krynek i Kamianki - klacz, rohatyna
Paweł syn Biernata - pieszo, rohatyna, siekiera

Zbigniew Wasowski fragmenty z ksiażki "Monografia parafii Rozbity Kamień..." dotyczace Kryńskich:

1568 r. pozew Kryńskich (Warszawa) w sprawie dworu Bernarda syna Macieja
1567 r. Drohiczyn - Stanisław Kryński syn Bernarda i Barbara Pniewska jego małżonka
1590-99 r. Drohiczyn i Lublin - Bernard syn Macieja przeciw Sawickiej ze Skwierczyńskich
1626 r. Drohiczyn - Agnieszka Kryńska, Jakub syn Stanisława, Jan syn Cherubina Kryńscy o niedopuszczenie do wprowadzenia na dobra Krynki
1626 r. Drohiczyn - Brtłomiej i Stanisław Kryńscy synowie Andrzeja i Zofii córki Jana Tarkowskiego żony Grzegorza Kryńskiego darowali dobra swe w Krynkach
1593 r. Drohiczyn - Bernard syn Macieja dobra swe w Krynakach Stanisławowi i Bartłomiejowi  synom Andrzeja Kryńskiego a swoim wnukom darował
1631 r. Drohiczyn - Zofia córka Jana Tarkowskiego, pierwsza żona Macieja Kryńskiego, potem żona Grzegorza Kryńskiego swoim synom Walerianowi i Stefanowi Kryńskim dobra zapiasała
1637 r. Lublin - Jakub Pniewski częsci kupione kiedys od Jana Kryńskiego syna Cherubina darował Jakubowi Kryńskiemu synowi Stanisława
1638 r. Drohiczyn - Jan i Marcjan synowie Jakuba Kryńskiego bratu swojemu Stanisławowi z Krynek zastawili
1665 r. Drohiczyn - Andrzej, Melchior, Piotr, Wawrzyniec i Tomasz synowie Bartłomieja i inni sadzili się o granice z dobrami Mordy, Czołomyje, Ogrodniki i Czepelin
1666 r. apelacja między dziedzicami Kryńskimi i Ciecierskimi i innymi pozwanymi w procesie województwa podlaskiego powiatu drohickiego
1669 r. Drohiczyn - Wielebny ksiadz Walerian Kryński - Maciejowi synowi Wojciecha Borkowskiego i Anny Kryńskiej małżonkom dobra w Krynkach darował

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

 „…Położone na południe od Paprotni Krynki Rogale, jak wskazuje nazwa, były zamieszkałe przez szlachtę herbu Rogala. Już w 1456 r. występował w sadzie drohickim Rogalka z Krynek ze swymi bratankami. Może jego żona była pani Maciejowa Kryńska, która w 1462 r. swiadczyła w sadzie swojej sasiadce Małgorzacie z Olond (Olędy). W 1481 r. toczyła się przed konsystorzem janowskim sprawa małżeńska Stanisława z Krynek i Małgorzaty z Korycian. Swiadkami w tej sprawie byli Borzym i Mikołaj z Krynek. Także w tym roku występowali Mikołaj i Bernard z Krynek, którzy wiedli jakis spór z Wojciechem plebanem z Przesmyk. Oprócz nich był znany w 1487 r. Jan Kryński… 6 włók w Krynkach kupił od poszczególnych Kryńskich Jan Steczko starosta drohicki, własciciel sasiedniej Hołubli. W 1509 r. swoje częsci sprzedali mu Jan i Maciej synowie Mikołaja oraz Stanisław syn Bernarda. W 1523 r. król Zygmunt I Stary potwierdził Janowi Steczce to kupno. Kryńscy w 1528 r. wystawili do popisu 2 konie. Kryńscy byli herbu Rogala, lecz w 1525 r. swiadkowie Bartłomieja syna Jana z Krynek zeznali, że jest on herbu Powaba…”

„…Koryciany należały do rodziny Korycieńskich, którzy mogli być wspólnego pochodzenia z Tarkowskimi, gdyż utrzymywali z nimi kontakty rodzinne i sasiedzkie. W latach 1452 – 1458 występował Piotr zwany Sypień z Korycian, a w 1458 r. Grzegorz, Maciej i Mikołaj. Synami Piotra byli: Mikołaj, Stanisław, Jakub i Piotr znani z przydomkiem Sypniewicze. W 1469 r. występował Wszebor z Korycian, który też mógł być synem Piotra. W 1481 r. gdy toczyła się sprawa małżeńska Małgorzaty z Korycian, córki Stanisława, z mężem Stanisławem z Krynek. Jednym z jej swiadków był stryj Wszebor z Tarkowa niewatpliwie identyczny z Wszeborem z Korycian z 1469 r. W 1479 r. Mikołaj i Stanisław z Korycian zamienili się gruntami z Maciejem i jego bratankiem Bernardem z Chromny (ziemia łukowska). Maciej z Chromny z dwóch częsci które uzyskał od bratanka Bernarda w Korycianach zrezygnował na rzecz Stanisława Pluty. Występował ponadto w l. 1485 – 1495 ze swa żona Dorota. W 1528 r. Korycieńscy wstawili do popisu jednego konia. W 1552 r. Stanisław Korycieński wywodził szlachectwo z herbem Gozdawa…”
-----------------

 Dane uzupełniajace: KAMIENSKI vel KAMINSKI

Najstarsze zachowane zapisy:

1474 r. Maciej Kamieński, Mikołaj Lepieński, Mikołaj Kaliski i Stanisław
1474 r. Szepioto, Maciej Kamieński, Jakub Nieciecki
1474 r. Paweł Kamieński z bratem Jakubem
1475 r. Bernard Dysz, Paweł Kamieński
1476 r. Wańko z Kamienki
1476 r. Andrzej (Ciołek) z Kossowa zapisał sumę swemu zięciowi Stanisławowi synowi Mikołaja Kamieńskiego
1480 r. Wawrzyniec Wańko z Kamianki
1476 r. Małgorzata żona Mikołaja Kamieńskiego pozwała Jakuba Kamieńskiego
1476 r. Testes Mikołaja Kamieńskiego:
1. Paweł
2. Mikołaj z Kalisk
3. Jakub Nasiłowski
4. Wojciech Nasiłowski
5. Andrzej Nasiłowski
6. Mikołaj Witański
1477 r. Maciej Kamieński syn Piotra z braćmi Janem, Jakubem, Pawłem i Myczkowa przeciwko Mikołajowi z Kamianki
1477 r. Florian i Jakub bracia Kamieńscy trzy częsci na Kamiance
1476 r. Maciej Kamieński z synem Stanisławem
1479 r. Andrzej z Kamianki
1479 r. Małgorzata żona Mikołajaz synami Macieja Kamieńskiego
1479 r. Klemens z Długiego (nad Bugiem), Mikołaj Kamieński
1481 r. Maciej Kamieński, Pluta, Rafał Przesmycki, Boruta de Kaliski
1481 r. Paweł Kamieński, Dzierżek Karski,
1481 r. Maciej Kamieński z bratem janem
1481 r. Mikołaj Kamieński wójt z Duplewic (obecna nazwa D±browa)
1482 r. Bartosz syn Mikołaja Kamieńskiego
1482 r. "Matiam" Kamieński "advocatum de Losycze (Łosice), Maciej Kamieński wójt łosicki z bratem Janem
1482 r. Stanisław kamieński de Długie
1480 r. wójt i "consules" drohiczyński Kamieński i "Pyday"
1484 r. Jakub Kamieński
1477 r. Paweł Dłudki de Długie (nad Bugiem) sprzedał częsć Długich Stanisławowi Kamieńskiemu z Kamianki Lackiej. na tych gruntach powstała wies Długie Kamieńskie, a od Stanisława Kamieńskiego de Długie poszła kolejna gałaź Kamieńskich herbu ¦lepowron

W. Semkowicz "Wywody szlachectwa...":

4 stycznia 1557 r. wymienieni Jan Kamieński "camerarius ziemski drohicki i Andrzej brat dziedzic de Kamianka  

Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu województwa podlaskiego do Polski Drohiczyn 1569 r.:

Kamianka Ruska:

Bartosz Kamieński syn Jana
Stanisław syn Baltazara
Sebastian syn Stanisława
Walenty syn Irzyka
Jan Sledziowicz
Bartosz syn Jerzego
Walenty Dabrowny
Malcher syn Stanisława
Wojciech syn Mikołaja
Andrzej syn Piotra
Jakub syn Piotra
Jakub syn Jana
Andrzej Sledzik
dziedzicowie z Kamianki Ruskiej

Popis pospolitego ruszenia Radoszkowice (Litwa) 1567 r.:

Kamianka Lacka:

Jan Długi - koń, rohatyna
Wawrzyniec Długi stawił konia przez Marcina Kalickiego a sam służy w poczcie pana "Glubowicza"
Trębicki syn Błażeja - koń, miecz, rohatyna
Wawrzyniec Roguski z bratem - koń, miecz
Szymon z Długich stawił drugiego konia
Andrzej wysłał syna Malchera - koń, rohatyna
Stanisław syn Michała (Misiewicz?) - koń, oszczep
Ezof syn Andrzeja - koń, rohatyna
Paweł syn Andrzeja - koń, rohatyna
Bartosz syn Andrzeja - pieszo, kord, siekiera
"Wenclaw" wysłał syna Adama - koń, rohatyna

Kamianka Czabaje:

Andrzej - koń
Stanisław syn "Wenclawa" od żony - koń, miecz
Joachim? - koń, kord, siekiera
Jan syn Wojciecha - koń, siekiera

Kamianka Mypki:

Jan syn Jerzego - klacz, miecz
Matys syn Jerzego - klacz, miecz
Piotr syn Jakuba ??? Zygmunt Wirowski - klacz, rohatyna
Maciej syn Piotra Papa - koń
Zygmunt Wirowski - koń, rohatyna

Wies Kamianka Wańki:

Matys syn Jana - klacz
Adam syn Jana - klacz

Długie Wola Kamieńska:

Jan syn Szymona Kamieński - koń

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

 „…Na północ od Przesmyk powstała grupa wsi o wspólnej nazwie Kamianka (Lacka, Czabaje, Nicki, Wańki), położona nad rzeka o tej samej nazwie (dzisiaj Kołodziejka). Były to wsie zamieszkane przez szlachtę równie licznie rozrodzona jak Przesmyccy, co pozwala sadzic, że osiadła ona tu już na pocz. XV w. Poczatkowo była to tylko jedna wies (Kamianka Lacka?). W ciagu XV w. przez podziały wyodrębniły się następne. Pierwsza informację o Kamiance znajdujemy w zródłach z 1438 r.. Wówczas Jan zwany Samica zrezygnował dwie częsci Kamianki, swoja i należaca do Jakuba, oraz częsc w Kaliskach będaca własnoscia Szczepana, Piotrowi synowi Borzyma. Swiadkiem transakcji był min. Mikołaj z Kamianki. Z pózniejszych zródeł wynika, że Mikołaj i Piotr byli bracmi. Zatem za najstarszego przodka tej rodziny należy uważac Borzyma, który miał życ na pocz. XV w. Piotra syna Borzyma nie spotykamy więcej w zródłach jako żyjacego. Natomiast w 2 poł. XV w. spotykamy kilku jego synów: Mikołaja, Macieja, Jana, Pawła, Jakuba i córkę Małgorzatę… Mikołaj zwany Niczko (od łac. Nicolaus) występował w l. 1469-1495. W 1481 r. został poswiadczony jako wójt w Duplewicach (dzis Dabrowa) należacych do Leonarda Grotowica z Tokar. Na jego czesc powstała wies Kamianka Nicki (Niczki). Maciej syn Piotra…był wójtem w Łosicach (obecnie miasto). Miał syna Stanisława wymienionego w l. 1475 – 1479 i córkę Jadwigę, żonę Stanisława z Głuchowa (1477-1480). Jan syn Piotra w 1464 r. razem z synem Boruta kupił wies Hrunice koło Drohiczyna. I chyba od niego poszli pózniejsi Hruniccy herbu Slepowron. Jan wspomniany był jeszcze w 1482 r. natomiast jego syn Boruta był znany w l. 1464-1483… Mikołaj z Kamianki, brat Piotra syn Borzyma występował w sadzie drohickim jeszcze w l. 1458-1476, procesował się ze swoimi bratankami. Po smierci Mikołaja jego sprawy wiodła dalej wdowa po nim Małgorzata, wymieniona w 1479 r. Mikołaj miał dwóch synów: Bartłomieja znanego od 1474 r., który w 1482 r. zapisał oprawę swej żonie Zuzannie, i Stanisława, który ożenił się z Katarzyna córka Andrzeja Kossowskiego, sędziego ziemskiego drohickiego. Chyba za pieniadze uzyskane od tescia jako posag, kupił ok. 1477 r. od Pawła z Długich, częsc wsi Długie nad Bugiem (dzisiaj Długie Kamieńskie). Dał tym samym poczatek nowej linii Kamieńskich… Wawrzyniec zwany Wańko, syn Macieja z Czapli, który posiadał częsc Kamianki, zwana pózniej od jego imienia Kamianka Wańki. W 1476 r. dokonał się w sadzie drohickim podział częsci Kamianki pomiędzy Mikołajem (Niczkiem) i Wawrzyńcem zwanym Wańko… Kamieńscy z parafii Przesmyki należeli do najczęstszych bywalców sady drohickiego… Herbarze podaja, że Kamieńscy pieczętowali się herbem Slepowron. Z pewnoscia jednak byli również używajacy innych herbów. W 1528 r. wystawili do popisu wojskowego 4 konie…”
-------------------

 Dane uzupełniajace: KALICKI

Współczesnie jest dwie wsie Kaliski, obie znajduja się na terenie powiatu siedleckiego

Najstarsze wpisy w księgi drohickie (XV w.)

1477 r. Mikołaj z Kalisk
1481 r. Maciej Kamieński, Pluta, Rafał Przesmycki, Boruta de Kalysza (Kaliski)
1481 r. Jakub de Kaliszka (Kaliski)

W. Semkowicz "Wywody szlachectwa...":

Drohiczyn 7 czerwca 1585 r. wymieniony Mikołaj syn Hieronima Kalickiego

Popis pospolitego ruszenia Radoszkowice (Litwa) 1567 r.:

Wies Kaliskie:

Stanisław syn Macieja - pieszo, rohatyna
Stanisław syn Mikołaja - pieszo, miecz
Matys Biały - klacz, rohatyna
Stanisław Brodacz? (Brodicz) - pieszo, rohatyna
Szczęsny syn Mikołaja - klacz, rohatyna
Andrzej syn Mikołaja - klacz, rohatyna
Jan Węglik? - pieszo, rohatyna
Stanisław syn Macieja wysłał siostrzeńca Wirykowskiego? - pieszo, rohatyna
Maciej Nadbór od żony swojej - klacz, kord
Stanisław syn Macieja - pieszo, miecz
Stanisław Dwoczka? - koń

Wies Kaliski:

Michał syn Stanisława wysłał syna swojego Jana - klacz
Kacper syn Michała z Kalisk i Sawic Ruskich - klacz
Stanisław syn Marcina - klacz
Andrzej Żoch (Żochowski?)
Hieronim syn Mikołaja wysłał syna - pieszo, rohatyna
Jan syn Lenarta - pieszo, miecz, siekiera
Sebastian syn Jakuba - pieszo, rohatyna
Maciej syn Jakuba - pieszo, miecz, siekiera
Mikołaj syn Jakuba - klacz, siekiera
Stanisław syn Jakuba - klacz, rohatyna
Wawrzyniec syn Jakuba - pieszo, kord, siekiera
Mikołaj Kowal - pieszo
Jan syn Mikołaja - pieszo, miecz
Maciej Sawicki - koń

Przysięga na wiernosć Koronie po przył±czeniu województwa podlaskiego do Polski, Drohiczyn 1569 r.:

Kaliski:

Michał Kaliski syn Stanisława i od synów swoich: Kacpra i Jana
Stanisław syn Marcina
Wojciech Żoch
Jan syn Lenarta
Sebastian syn Jakuba
Maciej Sawicki
Maciej Toczyski syn Jakuba
Mikołaj Toczyski
Stanisław Toczyski, Wawrzyniec Toczyski
Hieronim syn Mikołaja
dziedzicowie z Kalisk

A. Boniecki "Herbarz..." fragmenty i notatki:

Kaliccy herbu Dołęga

Aleksander Kalicki komornik graniczny mielnicki w 1765 r. został pisarzem ziemskim mielnickim 1777 r. Umarł w 1787 r. W 1783 r. nabył Kurów od Kurowskiego. Kazimierz Paweł Kalicki syn Aleksandra legitymował się ze szlachectwa w Królestwie, w pierwszej połowie XIX w.

Kaliccy herbu Kotwicz

... to Kaleccy (twierdzi Boniecki) Szymon syn Jakuba i Katarzyny Bujalskiej (ur. 1754 r. parafia skrzeszewska) i brat jego Tomasz ( ur. 1772 r. parafia przesmycka) legitymowali się ze szlachectwa w Galicji Zachodniej

Kaliccy herbu Jastrzębiec

z Kalisek na Podlasiu. Michał kalicki dzidzic Opatowca w bielskim 1578 r. Jan Kalicki banita uzyskał glejt w 1615 r.
Żyjacy w 1 poł. XVIII w. Wojciech Kalicki pozostawił dwóch synów: Jana i Józefa. Jan nabył częsć Nowosielca od Nowosielskiego w 1759 r., a Józef w 1775 r.
Paweł Kalicki syn Jana ur. 1763 r. parafia Niemojki legitymował się ze szlachectwa w Galicji Zachodniej
Tu legitymowali się w 1804 r.: Lidwik Kalicki syn Macieja (ur. 1756 r. parafia Hadynów). Był on wnukiem Łukasza nabywcy Bolest w 1753 r. , Józef Kalicki syn Kazimierza i Felicjanny ze Skwierczyńskich ur. 1761 r. w parafii Paprotnia, wnuk Grzegorza nabywcy Skwierczyna w 1755 r. Grzegorz Józef Kalicki syn Marcina i Marianny ze Skwierczyńskich (ur. 1777 r. w parafii Paprotnia), wnuk Jakuba dziedzica na Kaliskach. Adam Kaliski syn Adama, wnuk Jana dziedzica na Kaliskach. Mikołaj Kalicki syn Jakuba dziedzica na Kaliskach. Grzegorz Kalicki syn Walentego, wnuk Tomasza dziedzic na Kaliskach w 1787 r.
Karol Kalicki nabył w 1737 r. częsć Wyrzyk od Wyrzykowskiego. Z Petroneli Wyrzykowskiej miał synów urodzonych w parafii Górki (obwód bielski): Bonifacego Stanisława (1759) i Wawrzyńca (1742), którzy legitymowali się ze szlachectwa w 1804 r. w Galicji Zachodniej.
Feliks Kalicki (inżynier) syn Bernarda i Jadwigi z Waliszewskich zaslubił w 1904 r. w Wawrszawie Zofię Wretowska, córkę Dominika Wretowskiego i Zofi Jezierskiej

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

„…Kaliski (parafia Przesmyki) istniały już w 1438 r., gdy wspomniany został Szczepan, własciciel częsci tej wsi. W sasiedniej parafii Paprotnia istniały drugie Kaliski, skad też dokładne rozróżnienie dziedziców jednej i drugiej wsi jest utrudnione. Z Kalisk (par. Przesmyki) pisali się na pewno Marcin i Jakub, którzy byli w 1466 r. pozwani przez dziedziców Zalesia w parafii Przesmyki o dziedzictwo w Kaliskach. Marcin i Jakub twierdzili, że posiadali je już za czasów księcia Witolda. Jakub występował już w 1458 r.. W 1470 r. Paweł z kalisk swiadczył w sprawie ko?cioła w Przesmykach. Kaliccy z parafii Przesmyki w 1528 r. wystawili do popisu jednego konia…”

„…Kaliski (w parafii Paprotnia)…istniały w 1429 r. gdy Mikołaj Żuk i Stanisław z Kalisek swiadczyli na dokumencie koscioła w Paprotni. W 1458 r. występował Bartłomiej zwany Młot z Kalisk. Kolejnych dziedziców Kalisk poznajemy dopiero w latach 70.XV w. W?ród nich występowali: Mikołaj, Jan, Bartłomiej, Stanisław, Paweł, Boruta, Jakub. W 1528 r. dziedzice z Kalisk wystawili do popisu 2 konie. W XVI w. przybrali oni nazwisko Kalickich. Nie wykluczone, że byli wspólnego pochodzenia z dziedzicami Kalisk w parafii Przesmyki…”
-----------------

 Dane uzupełniajace: GRADZKI

Materiały nadesłane przez Jana Gradzkiego:

Gradzcy nosili następujace przydomki zarejestrowane w księgach metrykalnych parafii Kosów Lacki: malik, Jerzak, Pianka, Durniaczek. Malik - ten przydomek występuje również w księdze ziemskiej drohickiej z l. 1553-1557. W 1554 r. Piotr syn Marcina "Malik" i inni potomkowie Piotra Popławskiego zgłosili się z przywilejem nadania Gradów sporzadzonym w 1464 r. w celu wpisania go do ksiag drohickich. Przydomek Malik można zobaczyć również w księdze drohickiej ziemskiej z l. 1516-1517 w Archiwum Akt Dawnych w Warszawie. jest tam informacja o Marcinie Maliku Popławskim. Popławscy z Gradów sadzili się wtedy z rodem Kiszków ze Sterdyni o grunty nzawłaszczone bezprawnie przez Kiszków.
Prawdopodobnie ów Marcin był wnukiem Piotra Popławskiego (tego który nabył Grady), natomiast Piotr syn Marcina był jego prawnukiem.

Przydomek późniejszych Gradzkich Malik występuje również przy nazwisku Kazimierza Gradzkiego w aktach urodzenia i zgonu jego syna Tomasza z 1800 i 1817 r. (Tomasz Gradzki syn Kazimierza i Marianny Wyszomierskiej). Powyższe informacje sa kolejnym dowodem na to, że Gradzcy wywodza się od Popławskich.
Wyżej wymieniony Kazimierz Gradzki był synem Jana i Marianny Strzeszewskiej. Jan Gradzki był synem Mikołaja i Marianny Maleszewskiej. Mikołaj Gradzki był synem Jerzego i Anny z Ceranowa. Jerzy Gradzki był synem Jakuba. Jerzy Gradzki jest pewnie sprawca powstania przydomku "Jerzaki".

Akt nadania Gradów, Węgrów 15 czerwca 1464 r.

(tłumaczenie Tomasz Jaszczołt)

Andrzej Kossowski sprzedaje Piotrowi Popławskiemu dabrowę z dóbr kosowskich za sumę 13 mkop groszy. Orginał obecnie nieznany istniał w 1554 r. kopia w języku łacińskim znajduje się w księdze ziemskiej drohickiej z l. 1553-1557 (w Archiwum Mińsk - Białorus)

Wprowadzenie przywileju na wies Grady

Przybywszy osobiscie do sadu szlachcice: Hieronim syn Wojciecha i Piotr syn Marcina Malik w imieniu swoim oraz innych braci swoich, dziedziców z Gradów przedstawili pismo - przywilej, spisany na pergaminie z przewieszona pieczęcia, zawierajacy w sobie tresć sprzedaży pewnej dabrowy (ziemi) w dobrach Kosów i prosili aby to pismo wprowadzić i wpisać w akta ziemskie drohickie. Sad zas widzac rzeczone pismo z pieczęcia, uznawszy je za prawdziwe i nie zepsute (nie sfałszowane) polecił je wprowadzić i wpisać. Którego to pisma tresć przedstawia się słowo w słowo, tak jak następuje.

"W imię Swiętej Trójcy i nierozłacznej jednosci. Ponieważ to co jest znane ludziom obecnym, w miarę upływu czasu szybko ulega zapomnieniu, jedynie zapisane będzie upamiętnione i wzmocnione. Dlatego konieczne jest swiadectwo na wieki zapisane na pismie. Stad ja Andrzej z Bożej łaski dziedzic i własciciel kosowski, wszystkim i każdemu z osobna niniejsze pismo posiadajacym, czytajacym, słuchajacym czynię wiadomym, że chcac dabrowę nasza w dziedzictwie naszym Kossowie leżaca zaludnić osobami płci obojga oraz majac na względzie dobre i wierne posługi Piotra zwanego Popławski, temuż Piotrowi i jego prawnym potomkom, w tym naszym wyżej wspomnianym dziedzictwie dabrowę sprzedajemy, dajemy i przeznaczamy za 13 kop groszy w swej długosci i szerokosci między granicami wsi Kuczaby i z drugiej strony wsi Lubiesza.
I to dajemy i poddajemy we władanie jemu i jego prawym potomkom, aby mogli spokojnie władać na wieki. Z której to dabrowy tenże Piotr i jego prawni potomkowie nam i naszym potomkom zobowiazani sa służyć zbrojnie konno, w naszym interesie i naszych potomków, sam z kusza, ma także wyruszać na wyprawę wojenna ze swoim panem, kiedy tylko zajdzie potrzeba. Któremu to Piotrowi Popławskiemu i jego prawym potomkom dajemy wspomniana dabrowę i pozwalamy nia zarzadzać, darować (komu innemu), sprzedać lub na swój użytek obrócić i to ze wszystkimi użytkami, dochodami, lecz za nasza zgoda. Na  swiadectwo czego pieczęć nasza przewiszona. Działo się to w Węgrowie u Wawrzyńca (dziedzica Węgrowa) w piatek po niedzieli zwanej "factus est dominus protector" (15 czerwca), w obecnosci szlachetnych panów: wójta węgrowskiego Jana, Wawrzyńca dziedzica stamtad, Piotra Wrzoska, Mikołaja Nieczka i innych godnych wiary przy niniejszym fakcie zebranych w roku Pańskim tysiac czterysta szesćdziesiatym czwartym. Spisał Stanisław z Nura. Ochronę ma zapewnić pan Kossowski."

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

„…Na częsci dóbr kosowskich powstały również Grady, które zostały założone po 1464 r.. Znamy przywilej Andrzeja z Kosowa z tego roku wystawiony 15 czerwca dla Piotra Popławskiego, jego sługi. Andrzej Kossowski za liczne zasługi Piotra sprzedał mu za 13 kop groszy dabrowę ze swoich dóbr, położona między granicami Kuczab i Lubieszy. Z dabrowy tej Piotr i jego potomkowie mieli służyc Kossowskim zbrojnie na każde wezwanie, kiedy zajdzie potrzeba. Przywilej ten podali do oblaty w aktach ziemskich drohickich w 1554 r. potomkowie Piotra – Gradzcy z Gradów. Znamy jednak także drugi przywilej Andrzeja Kossowskiego dla Piotra Popławskiego, wystawiony rzekomo w 1422 r. Jest on jednak falsyfikatem sporzadzonym w poł. XVI w. zapewne przez niektórych dziedziców Gradów, którzy nie mieli widocznie prawdziwego przywileju z 1464 r. W 1474 r. Andrzej Kossowski zastawił jakies Grędzice, a może więc Grady, Stanisławowi Dyszowi z Dybowa. Gradzcy byli szlachta zależna od Kossowskich jeszcze w XVI w. W 1519 r. Andrzej i Jakub Kossowscy skarżyli się na Piotra Kiszkę, że przywłaszczył dla siebie ich dobra Grady, w których siedza ich poddani: Szczepan, Piotr, Wawrzyniec, Andrzej, Wojciech, Łukasz, Szymon, Marcin i Jan Popławscy. Gradzcy ci pisali się z Popław jeszcze w XVII w. Należeli niewatpliwie do stanu szlacheckiego, chociaż do poł. XVI w. formalnie podlegali Kossowskim…”
----------------

 Dane uzupełniajace: CZAPSKI

Najstarsze wpisy w księgi drohickie:

1474 r. Jakusz z Czapli
1480 r. Piotr Czapski
1483 r. Boruta z Czapli

inne:

1405 r. nadanie wielkiego księcia litewskiego Witolda wsi Głuchowo i Czaple w ziemi drohickiej

J. Urwanowicz - urzędnicy podlascy:

Stanisław z Czapli podkomorzy drohicki 1455 r., sędzia drohicki 1464 r.

Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu województwa podlaskiego do Polski, Drohiczyn 1569 r.

Stefan Czapski dziedzic z Czapli

Czaple:

urodzona Barbara z Zebrzydowic Iwanowska wdowa po urodzonym Janie Iwanowskim pisarzu ziemskim drohickim i od syna swego urodzonego Krzysztofa Iwanowskiego z Czapli, z Minczewa etc.  dworzanina Króla Jego Mosci

Czaple:

Kacper Czapski syn Stanisława
Jan syn Lenarta
Kacper syn Mikołaja
Paweł syn Mikołaja woźny ziemski drohicki
Stanisław syn Pawła
Stanisław syn Jana
dziedzicowie z Czapli

Czaple:

Stanisław syn Marcina
Walenty syn Jana
Stanisław syn Lenarta
Maciej syn Krzysztofa
Stanisław syn Krzysztofa
Zygmunt syn Stanisława
dziedzicowie z Czapli Andrelewic

Paweł syn Marcina
Mikołaj syn Jana
dziedzicowie z Czapli

Popis pospolitego ruszenia Radoszkowice (Litwa) 1567 r.:

Czaple Andrelewice:

Paweł syn Szczęsnego - klacz, miecz
Stanisław syn Wojciecha - pieszo, miecz
Marcin syn Wojciecha - pieszo, miecz
Sebastian syn Marcina - pieszo, miecz
Matys syn Krzysztofa - koń, rohatyna
Tomasz syn Piotra - pieszo, rohatyna
Kacper syn Mikołaja - pieszo, rohatyna
Stanisław (Nindowicz???) - pieszo, kord
Stanisław syn Lenarta - klacz, miecz
Kacper syn Stanisława - klacz, kord
Stanisław syn Krzysztofa - pieszo, rohatyna
Jan syn Bartosza - pieszo, rohatyna
Stanisław syn Jana - klacz, miecz
Andrzej syn Bartosza - klacz, kord
Stanisław syn Pawła - klacz
Paweł syn Macieja - klacz, miecz
Herubin syn Marcina - pieszo, kord
Szczęsny Raczkowicz (syn Rafała?) - pieszo, miecz
Paweł Czapski woźny ziemski - klacz, miecz
Jan "Stawiany" syn Lenarta - pieszo
Walenty syn Szymona - pieszo

Wies Czaple Obrapałki:

Paweł syn Jerzego - klacz, miecz
Jan "Werczyński?" wysłał syna Szymona - klacz, kord
Matys "Łagiełka?" - pieszo, rohatyna
Szymon syn Jeremiego? - pieszo, miecz
Stanisław Dzierżyk? wysłał syna Andrzeja - klacz

Czaple Liszki:

Szepan Czapski - koń, zbroja
Paweł syn Mikołaja - klacz, rohatyna
Jakub syn Mikołaja - pieszo, kord
Matys syn Andrzeja - klacz, miecz
Sebastian syn Andrzeja - klacz, miecz, siekiera
Bartosz syn Krzysztofa - klacz, miecz
Mikołaj syn Andrzeja - klacz, miecz
Ambroży syn Wawrzyńca - klacz, miecz
Marcin syn Wawrzyńca - klacz, miecz
Andrzej syn Wawrzyńca - pieszo, kord
Mikołaj syn Matysa z Liszek i Prostyńca? - koń
Stanisław Drozdowski - pieszo

Czaple Jarki:

Jan syn Piotra - klacz, miecz
Jakub syn Mikołaja od ojca klacz
Mikołaj Ligieza? - klacz, miecz
Wojciech Wyrozębski - klacz, miecz

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

„…Czaple w 2 poł. XV w. były podzielone na kilka częsci. Aleksander Jabłonowski na pocz. XX w. w archiwum hrabiów Ostrowskich w Korczewie widział oryginalny dokument księcia Witolda z 1405 r. nadajacy braciom Henrykowi, Piotraszowi, Marcinowi i Andrzejowi z Sarnowa wies Czaple w ziemi drohickiej. Bracia ci mogli pochodzic z Sarnowa w ziemi wyszogrodzkiej. Ich potomkowie dzielac się nadaniem założyli kilka wsi. Kupili także częsc innych wsi: Wyrozęby i Kamianki. Od imienia jednego z tych braci – Andrzeja – Andrala pochodzi niewatpliwie nazwa Czaple Andralewicze. W XV w. mieszkajacy tu Czapscy (Czaplscy) używali na przemian także nazwiska Andrelewski… W 1452 r. Stanisław i Jarosław z Czapli kupili częsc Wyrozab od Marcina Wyrozębskiego. Jednak kupno to posiadał tylko Stanisław. Jarosław pozostał w Czaplach i na jego częsci powstała wies Czaple Jarki. Stanisław był oprawca sadu drohickiego oraz komornikiem sadowym. Pisał się na przemian z Czapli i z Wyrozęb… W 1438 r. Szczepan z Czapli z bratem Janem ustapili swoja częsc w Czaplach Mikołajowi z Saczkowa… częsć Czapli należała już od poł. XV w. do rodziny Saczków herbu Korczak. W 1455 r. Saczko z Gałek zapisał w sumie 34 kop półgroszków wies Czaple swemu zięciowi „Jewłaszce de Rzvansza”. Saczko występował w tej transakcji z synami: Rafałem, Mleczka, Janem, Laczka i Hryczka… Rafał Saczko miał z żona Barbara czterech synów: Mikołaja, Jana, Rafała i Stanisława. Czaple należace do Saczków były dodatkowo okreslane jako Ruskie od mieszkajacych tu chłopów ruskich (poddanych). Oprócz Czapli posiadali oni wies Choszczówkę (dzisiaj zaginiona, znajdowała się między Liszkami, a Skrzeszewem)… W 1528 r. do popisu wojskowego Czapscy stawili 4 konie, a Mikołaj „Rochwał” (czyli Mikołaj Rafałowicz z Czapli) jednego. Już na pocz. XVI w. wyodrębniły się Czaple Obrępałki, gniazdo Obrapalskich herbu Lubicz…”
---------------------

 Dane uzupełniajace: BRODACKI

Najstarsze zapisy w księgach drohickich z XV w.:

1478 r. Andrzej z Brodacz, Swiętosław z Brodacz
1478 r. Jan zwany Brodaczem, Stefan de Brodacze
1484 r. Swiętosław Brodacki z Brodacz

Popis pospolitego ruszenia Radoszkowice na Białorusi 1567 r.:

Brodacze:

Stanisław syn Pawła - klacz, miecz
Marcin syn Pawła Błoński - pieszo, rohatyna
Mikołaj "Roj" wysłał syna Walentego - klacz, miecz
Paweł "Jurko?" (syn Jerzego?) - klacz, miecz
Stanisław "Roj" - klacz, rohatyna
Stanisław  syn Wojciecha - klacz, rohatyna
Mikołaj syn Krzysztofa - pieszo, rohatyna
Stanisław Toczyski - klacz
Lenart syn Andrzeja - klacz, miecz
Grzegorz syn Macieja "Rogala" - pieszo

Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu województwa podlaskiego do Polski, Drohiczyn 1569 r.:

Brodacze:

... syn Pawła i od ojca ....(imiona nieczytelne)
Stanisław syn Andrzeja
Stanisław syn Bartosza
Bartosz syn Ambrożego
Tomasz syn Andrzeja
Jan syn Walentego i za ojca swego
Serafin syn Jana
Maciej syn Mikołaja
Jan syn Jakuba

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

 „…Brodacze, jako graniczace z Wojewódkami, były notowane już w 1453 r. Natomiast pierwszych włascicieli tej wsi spotykamy pózniej. W XV w. nosili oni przydomek Brodacz, dopiero pózniej nazwali się Brodackimi. Byli herbu Prus, z którym zostali poswiadczeni w 1594 r. W 1469 r. Swiętosław Brodacz miał sprawę w sadzie z sasiadem Andrzejem z Dziegietni. Występował jeszcze w 1484 r. Oprócz niego dziedziczyli tu także inni: Andrzej Brodacz w 1478, Mikołaj w latach 1478 – 1485, Jan w 1478 r.. Marcin w 1485 r., Stefan Brodacz żonaty z Dorota, występujacy w latach 1478 -1484. zródła nie podaja informacji o ich pokrewieństwie. Z pewnoscia jednak stanowili jeden ród, jak widac, niezbyt licznie rozrodzony. W 1528 r. wystawili do popisu 2 konie…”

 …W 1469 r. Andrzej Skoczek z Dziegietni płacił karę sadowi i sasiadowi Swiętosławowi Brodaczowi za rany, które mu uczynił. W 1478 r. był oskarżany przez Mikołaja Brodacza o zabór trzech koni. W aktach drohickich występował jeszcze (Andrzej Skoczek Dziegiecki) do 1484 r., np. w 1483 r. wział w zastaw od Swiętosława z Brodaczy jakis grunt…

(Zródło: BPAN Kraków, nr 8823, z.X, k.11, z.XIII, k.34; APK, ZZ, nr32; AGAD, Castr. Droh. nrII/1, k.265v,266,266v,471,475v,485, 493; ADS, D 1, k.47; NAHB Mińsk, f.1759, op.2, nr22, k.4,6)
----------------

 Dane uzupełniajace: BLONSKI

Najstarsze wpisy w księgi drohickie:

1473 r. Krystyn de Błonie i brat Paweł przeciw Dorocie stamtad
1473 r. Jan z Błonia
1473 r. Agnieszka, Tomasz de Błonie przeciw Krystynowi
1474 r. Mikołaj Zaleski z Błonia
1474 r. Jan syn Tomasza z Błonia
1474 r. Maciej z Błonia
1474 r. Jan z Błonia, Stanisław Kożuchowski
1475 r. Wszebor z Błonia
1475 r. Bolesta z Błonia
1475 r. Jan Błoński, Stanisław z Błonia
1476 r. Jadwiga córka Myszka z Błonia
1476 r. Krystyni Jan bracia z Błonia
1476 r. Maciej Kożuchowski i Jan Przechowicz z Błonia
1476 r. Andrzej Błoński, Adam syn Jakuba Kożuchowski
1476 r. Piotr Połaski pozwał Jana Przechowicza z Błonia
1476 r. Jan i Stanisław z Błonia
1476 r. Bartłomiej z Błonia syn o. Notarii
1477 r. Paweł z Błonia
1479 r. Jakub Kożuchowski i Jan Błoński
1479 r. Jan syn Tomasza Błoński
1482 r. Stanisław Kożuchowski, Chrzczon z Błonia, Szymon Krasnodębski,
1483 r. Mikołaj z Błonia
1484 r. Małgorzata Błońska Wszeborowa
1484 r. Jan Przech z Błonia z bratankiem Stanisławem sprzedali ziemię Annie z Mysliborów (? Anna ze Stanów córka Myslibora?)

inne:

1441 r. Andrzej z Błonia z małżonka Katarzyna sprzedał pół Błonia Tomaszowi i Przecławowi z Bielon
1420 r. nadanie wielkiego księcia Witolda wsi Błonie w parafii Kożuchówek

(z "wywodów" Semkowicza):

1458 r. Drohiczyn: Mikołaj i Stanisław de Błonie - herby Lubicz i Slepowron
1464 r. Drohiczyn: Andrzej, Tomasz, Wojciech de Błonie - herb Lubicz

Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu województwa podlaskiego do Polski 1569 r. Drohiczyn:

Błonie Wielkie:

Maciej Błoński syn Jana
Adam syn Jana
Maciej syn Adama
Grzegorz syn Macieja Wszebor
Jan syn Stanisława Wszebor
Andrzej syn Włodzimierza
Sebastian syn Jana
Tomasz syn Mikołaja
Stanisław syn Mikołaja
Maciej syn Sebastiana
Jakub Błoński
dziedzicowie z Błonia, Kusiów(?) etc.

Błonie Małe:

N. (?) Błoński syn Mikołaja
N. (?) syn Mikołaja
Walenty
Jan
Paweł
Jakub syn Jana
dziedzicowie z Małego Błonia
Adam syn Stanisława
dziedzic z Wielkiego Błonia

Popis pospolitego ruszenia Radoszkowice koło Mińska na Białorusi (dawniej Litwa) 1567 r.:

Błonie Wielkie:

Maciej syn Jana - pieszo, miecz
Adrian (?) Złotkowicz - pieszo, miecz
Marcin syn Pawła Szygnowicz? - klacz, miecz
Piotr Wszebór wysłał syna Mikołaja - klacz, miecz
Matys syn Adama - klacz, miecz
wdowa po Mikołaju wysłała sługę pieszo z mieczem
Tomek syn Mikołaja Wróblik - pieszo, rohatyna
Erazm syn Mikołaja "Bembnorow?" - klacz
Szczęsny Górka syn Piotra wysłał najmitę Piotra Wszebora - klacz
Sebastian syn Jana Wszebor wysłał syna Andrzeja na klaczy
Maciej syn Sebastiana ze stryjami Jakubem z Błonia i Błonia Małego etc. stawił trzy konie i rohatyny
Paweł Wszebor - klacz, miecz
Adam syn Jana - pieszo, miecz
Grzegorz Wszebor wysłał syna Wojciecha - klacz, miecz
Stanisław Wróbel syn Mikołaja - pieszo, kord
Maciej Wszebor wysłał syna Grzegorza - klacz, kord

Błonie Małe:

Walenty syn Krzysztofa - klacz, kord
Grzegorz Zielonka - klacz, miecz
Jan syn Lenarta - pieszo, miecz
Adam Zielonka - klacz, miecz
Paweł "Chrosnicz?" wysłał syna - klacz, miecz
wdowa Begnorowa? wysłała syna - pieszo, miecz

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

„…dla okolicy Błonie znamy pełen tekst przywileju nadawczego księcia Witolda, zachowany w pełnej kopii. Według niego odbiorca nadania był niejaki Jan z Obrazowicz (de Obrazovicze), który otrzymał wies Błonie w ziemi drohickiej, niedaleko rzeki Liwiec (Livyecz) na prawie lennym z obowiazkiem służby wojskowej, ze wszystkimi użytkami z wyjatkiem barci. Dokument został wystawiony przez Witolda w Bersztach na Litwie. W kopi zapisana jest data roczna 1420, jednak zarówno data dzienna – sobota w dzień sw. Grzegorza, jak i swiadkowie dokumentu: Mikołaj Sepieński sędzia ziemski poznański, Jakub Kobylański, marszałek dworu, Mikołaj Czechowski, sekretarz, Iwaszko Moniwid i Radziwiłł, marszałek hospodarski dowodza, że dokument faktycznie wystawiony był w 1429 r. Nie wszyscy pózniejsi dziedzice Błonia byli potomkami Jana z Obrazowicz. W 1441 r (lub 1451) Andrzej z Błonia z żona Katarzyna sprzedał pół Błonia Tomaszowi i Przecławowi z Bielan. Błonie już w 1 poł. następnego wieku dzieliło się na Duże i Małe. Może więc powyższa sprzedaż była poczatkiem tego podziału. W 1458 r. występowali Mscisław i Wojciech z Błonia oraz Andrzej. W 1458 r. starosta drohicki nałożył vadium pomiędzy Mikołaja, Wojciecha i Stanisława z Błonia herbu Lubicz oraz pomiędzy ród Slepowronów. W 1464 r. sad drohicki nałożył vadium pomiędzy Andrzejem niegdys z Błonia, a Tomaszem z Błonia i jego synami herbu Lubicz. Jeden z tych synów miał na imię Wojciech. Ci Błońscy byli więc herbu Lubicz. Z pewnoscia jednak siedziały tu rodziny innych herbów. W 1474 r. występował Maciej Kuczaba z Błonia, a w l. 1475 – 1485 Bolesta z Błonia. Przydomki ich obydwu były tożsame z nazwami herbów, którymi się zapewne posługiwali. Pózniejsze herbarze podawały także Błońskich z ziemi drohickiej z herbem Nałęcz… Tomasz z Błonia żonaty z Agnieszka nie żył już w 1473 r. Jego synem był Jan „Tomkowicz” występujacy w l. 1474 – 1485. Przecław (Przeczek), brat Tomasza, również miał syna o imieniu Jan, który w odróżnieniu od brata stryjecznego był nazywany Przeczkowicz, lecz nie zawsze. Stad problemy w ich odróżnianiu. Paweł z Błonia w 1467 r. otrzymał od Mikołaja Sokołowskiego wójtostwo w Rogowie. Jego żona była Anna ze Stanów. Bracmi Pawła byli także Krystyn (Chrzczon) i Jan z Błonia występujacy z l. 1473 – 1495. Mogli oni być synami Tomasza zmarłego przed 1473 r. W l. 1475 – 1484 występowali: Wszebor z Błonia, którego żona była Małgorzata, Mikołaj Zalasek z Błonia i Maciej Cygan z Błonia. W 1483 r. pojawił się Mikołaj syn Wszebora z Błonia. Częsc Błonia posiadał również pisarz ziemski drohicki Jan, który jak wiemy pisał się wczesniej z Krasnodębów. Pisarz Jan zmarł w 1475 r. o odtad występowała wdowa po nim Agnieszka, która była poswiadczona w zródłach w l. 1475 – 1483. Była ona jego druga żona. Natomiast pierwsza pochodziła z Księżopola. Z niej Jan miał synów Bartłomieja, Piotra i Pawła występujacych w l. 1476 – 1483. Bracia ci cały czas pisali się z Błonia… W 1485 r. Bartłomiej i Piotr pozwali swoja macochę Agnieszkę o posag matki i stawili swych wujów z Księżopola, którzy zeznali, że dali swej siostrze 80 kop posagu. Jan Przechowicz z Błonia miał także częsc wsi Zaliwie w ziemi liwskiej, gdyż w 1477 r. razem z bratankiem Stanisławem zastawił je Janowi Kożuchowskiemu… W 1528 r. Błońscy stawili do popisu 4 konie, natomiast Jan Błoński stawił się samotrzec, tzn. sam z dwoma towarzyszami. W 1539 r. Elżbieta wdowa po Janie Błońskim testamentem przekazała kosciołowi w Skibniewie 8 kop gr ze swego wiana zapisanego przez męża na Bachorzy, a kosciółowi w Sokołowie resztę wiana z Bachorzy i Przezdziatki…”
-----------

 Dane uzupełniajace: BIELINSKI


(głównie w oparciu o badania Zbigniewa Wasowskiego i Tomasza Jaszczołta)

Najstarsze zapisy:

1474 r. Jarosław z Bielon
1476 r. Mikołaj, Maciej Paluch, Stanisław, Jan i Swiętosław z Bielan procesowali się z Jarosławem z Bielan
1476 r. Mikołaj, Maciej, Jan i Swiętosław pozwali Jarosława i jego syna Mikołaja z Bielan
1479 r. Jarosław Bieliński
1481 r. Bartłomiej Bieliński
1483 r. Jarosław z Bielan z synem Mikołajem zastawili "połosę" roli Prędocie Wyszomierskiemu
1448 r. Urban z Wojciechem bracia rodzeni z Komorów dziedzictwo które kupili od Jana z Bielan sprzedali za 24 kopy groszy wraz z patronatem koscioła
1488 r. Jan z Bielan
1466 r. Jan zwany Przepiórka i jego bratanek Stanisław z Bielan
1456 r. Jarosław z Bielon ze swa żona Katarzyna z Bielon

Popis pospolitego ruszenia 1528 r. Drohiczyn:

Bielińscy z Bielan w trzy konie

Popis pospolitego ruszenia 1565 r.

Jerzy Walenty syn Jarosława stawił się na czterech koniach zbrojnych w oszczepy dwóch z Bielan i  dwóch z Jarnic (opodal Liwca)

Popis pospolitego ruszenia 1567 r. Radoszkowice na Litwie

Bielany Borysy:

Andrzej syn Mikołaja - klacz, miecz
Eliasz syn Mikołaja - klacz, miecz

Bielany Jarosławy:

Mikołaj z bratem swym Jerzym z Jarosławów, z połowy Jarnic, z Kowies, z Sosny Kicek - cztery konie z włóczniami w zbroi

Bielany Wasy:

Jakub syn Szczęsnego - koń, włócznia, zbroja
Jan syn Szczęsnego - klacz, kord, zbroja
Michał syn Szczęsnego - klacz, miecz, zbroja
Wincenty syn Szczęsnego - klacz, miecz, zbroja
Wojciech syn Mikołaja - klacz, miecz, zbroja
Samson syn Wojciecha - klacz, miecz
Andrzej syn Stanisława - klacz, miecz
Paweł syn Druzjaniny(?) - klacz, miecz

Przysięga na wiernosć Koronie 1569 r. Drohiczyn :

Bielany:

Jan Bieliński syn Kucza
Andrzej syn Stanisława
Wojciech syn Mikołaja
Samson syn Wojciecha
Druzjanna żona Jana

Bielany Jarosławy:

Mikołaj syn Wojciecha Jarosławów
Jerzy syn Wojciecha Jarosławów z Bielan Jarosławów i z Jarnic

Podatek 1580 r.:

Borysy, Żyłaki:

Eliasz Bieliński z czesnikami z Bielan Borysów włók ziemskich 2 1/2

Bielany Jarosławy:

Jerzy i Baltazar Bielińscy z Bielan i Jarosławów włók ziemskich 30
Baltazar z Kicek dał od 1/3 włóki ziemskiej

Bielany Wasy:

Jan Kudelski z Wasów i Żyłaków włók ziemskich 7 1/2

Podatek tzw. pogłówne z 1662 r.:

Bielany Borysy:

Grzegorz Bieliński
Paweł Bieliński
Piotr Kudelski
Katarzyna Bielińska
Stanisław Bieliński
Mateusz Bieliński
Grzegorz Bieliński

Bielany Jarosławy:

Władysław Waż
Adam Bieliński
Stefan Waż

Bielany Wasy:

Bielińscy dziedzicowie Wasów od braci, sióstr i czeladzi po 1 zł - 19 osób
i od żon, dzieci - osób 25

Bielany Żyłaki:

Jan Bieliński Kucz
Jan Słaby
Marcin Bieliński
Maciej i Jan Bielińscy
Stanisław Waż
Adam Bieliński

Podatek tzw. pogłówne z 1676 r.:

Bielany Borysy:

Władysław Bieliński
Piotrowska, Mateusz Bieliński, Marcin Bieliński
Marcin Bieliński
Stanisław Bieliński
Stanisław Waż
Stanisław Kudelski
Jan Bieliński
Wawrzyniec Kryński
Walenty Paczóski

Bielany Żyłaki:

Wawrzyniec Bieliński
Marcin Bieliński
Andrzej Bieliński
Augustyn Bieliński
Jan Bieliński

Bielany Wasy:

Józef Bieliński
Bartosz Ruciński
Kacprowa Bielińska
Wojciechowa Bielińska
wdowa Rucińska
Wojciech Bieliński
Andrzej Bieliński
Janowa Rucińska
Jan Bieliński
Maciej Paczóski
Wojciechowa Bielińska
Jan Bieliński
Grzegorz Bieliński
Jakub Bieliński

Bielińscy urzędnicy za czasów I Rzeczpospolitej:

Teodor Bieliński - pisarz ziemski drohicki w 1765 r. z majatku Podniesno
Kazimierz Bieliński - burgrabia drohicki w 1752 r.
Maciej Bieliński - burgrabia drohicki w 1763 r. z majatku Podniesno

Adam Boniecki "Herbarz Polski" (fragmenty):

Bielińscy herbu Junosza

Józef Bieliński syn Pawła, wnuk Jana, prawnuk Wojciecha z Bielan legitymował się 1782 r. w ziemstwie lwowskim. Andrzej Bieliński syn Jakuba sprzedał  w 1753 r. częsć Bielan Borysów i Żyłaków bratu swemu stryjecznemu Piotrowi Bielińskiemu, synowi Franciszka. Piotr Bieliński syn Piotra nabył w 1759 r. częsć dóbr Bielany Wasy od Macieja Bielińskiego, syna Piotra. Antoni Bieliński, syn Piotra i Franciszki, wnuk Piotra, ur. 1765 r. wylegitymował się w Galicji Zachodniej. Wylegitymowali się także: Paweł Bieliński  ur. 1756 r. i Antoni Bieliński ur. 1767 r., synowie Antoniego i Jadwigi Kozieradzkiej (Kosieradzkiej) wnukowie Pawła i Jadwigi Waż i prawnukowie Jana. Ojciec ich Antoni Bieliński zwany "Gęsiak" nabył w 1761 r. częsć dóbr Bielany Borysy, a dziada ich Pawła kwitowała w 1766 r. Małgorzata, córka Piotra Bielińskiego.
Augustyn Bieliński  ur. 1761 r., syn Piotra i Jadwigi, wnuk Adalberta (Wojciecha). Ojciec jego Piotr Bieliński nabył w 1782 r. częsć dóbr Bielan Wasów i Borysów.
Franciszek Bieliński ur. w 1739 r. i Jan Bieliński ur. w 1750 r., synowie Macieja  i Marianny (Krasnodębskiej), wnukowie Marcina. Ojciec ich  Maciej Bieliński nabył w 1766 r. częsć dóbr Bielan Wasów od Gertrudy Bielińskiej.
Sylwester Bieliński ur. 1756 r., syn Mateusza i Gertrudy, wnuk Franciszka "Muchy" i Anastazji. Ojciec jego Mateusz Bieliński ur. w 1727 r., a dziad Franciszek, syn Wojciecha nabył w 1752 r. częsć dóbr Bielany Żyłaki od Franciszka Bielińskiego, syna Jerzego.

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

 „…Skomplikowana struktura własnosciowa występowała w okolicy Bielany (do XVIII w. występowała w zródłach forma Bielony). W XVI w. okolica ta składała się z czterech wsi: Bielany Borysy, Jarosławy, Wasy i Żyłaki. Niewatpliwie podział na odrębne wsie zaczał kształtowac się już w poł. XV w…. Bielany zostały w 1424 r. właczone do erygowanej parafii w Sokołowie i dopiero potem przeszły do parafii rozbickiej. W 1441 r. (lub 1451) Przecław i Tomasz z Bielan kupili od Andrzeja z Błonia częsc jego gruntów i tam osiedli. W 1448 r. był wspomniany Jan z Bielan, od którego grunty kupili Urban i Wojciech z Rozbitego Kamienia. W 1450 r. Jarosław z Bielan z żona Katarzyna sprzedali połowę swego dziedzictwa w Bielanach – Janowi z Bębnowa (może Babnowo lub Baborowo?)… W 1480 r. (Jarosław z Bielan) zastawił połosę roli Prędocie Wyszomierskiemu, a w 1482 r. zeznał dług u mieszczanina z Pułtuska… Na dziale  Jarosława  i jego potomków z pewnoscia powstały Bielany Jarosławy… W 1489 r. od Mikołaja zwanego Szalany i jego syna Jana kupił częsc gruntów Mikołaj Żyłak z Suchożebrów. Na kupnie tym powstała wies Bielany Żyłaki. Mikołaj Żyłak wstępował jeszcze w 1495 r… Z pewnoscia istniały co najmiej trzy rody Bielińskich różnych herbów. Może  pierwotni dziedzice byli herbu Lubicz. Ten herb podawali Tomasz i Przecław… Niewykluczone, że inni ich krewni pozostali w Bielanach i pochodziła od nich częsc Bielińskich. W 1557 r. byli znani Bielińscy herbu Korab. W 1528 r. Bielińscy wstawili do popisu 3 konie…”
---------------

 Dane uzupełniajace: BUJALSCY

Tomasz Jaszczołt podaje:

Bujalscy wywodzacy się z obu Bujał na Podlasiu byli herbu Slepowron, Swiadcza o tym ich wywody szlachectwa. Kacper Niesiecki przypisał im mylnie Koscieszę, której używała inna rodzina z Małopolski.

Najstarsze księgi drohickie notuja następujacych dziedziców z Bujał:

1470 r. Piotr i Jan z Bujał procesuja się z plebanem Wielisławem z Niecieczy
1470 r. biskup łucki właczył wies należaca do Piotra, Jana i Grzegorza z Bujał do parafii Nieciecz
1464 r.Wojciech i Gniewosz z Bujał
1484 r. Gniewosz Bujalski
1466 r. Piotr i Gniewosz z Bujał
1477 r. Jan, Stanisław, Kmita i Gniewosz z Bujał
1477 r. Jakub, Grzegorz, Piotr z Bujał
1474 r. Jakub Kopacz z Bujał

Pospolite ruszenie Radoszkowice na Litwie 1567 r.:

Bujały Wielkie (Mikosze):

Walenty Brodzik
Jakub Włodek
Mikołaj syn Andrzeja
Jan Podlesny
Wojciech syn Piotra
Jan syn Stanisława
Mikołaj Łysik
Stanisław Kurdan
Jan syn Szymona
Wawrzyniec Mikosz
Walenty Żakowicz
Bartosz syn Grzegorza
Marek syn Wawrzyńca
Stanisław Niemierczyk
Maciej syn Jerzego
Wacław syn Stanisława
Aleksy
Walenty Niemierczyk
Stanisław syn Szymona

Bujały Mniejsze (Gniewosze):

Jakub syn Stanisława
Jakub syn Wita (Witosiewicz)
Jan Wrzeszcz
Wojciech Kopacz
Stanisław Gniewosiewicz
Paweł Gniewosiewicz
Stanisław syn Szymona
Szymon Głuchowicz
Wojciech Gniewosiewicz
Maciej syn Piotra
Wojciech Malik
Benedykt Kopacz
Mikołaj Wrzeszcz
Stanisław syn Marcina
Walenty Wrzeszcz

Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu Podlasia do Polski Drohiczyn 1569 r.:

Bujały Gniewosze i Mikosze:

Wawrzyniec Mikosz
Marek syn Wawrzyńca
Jan syn Stanisława
Wojciech syn Piotra
Walenty syn Mikołaja
Mikołaj syn Jakuba
Jakub syn Abrahama
Jan syn Stanisława
Wojciech syn Marcina
Stanisław syn Szymona
Wojciech syn Stanisława
Mikołaj syn Marcina
Jakub syn Marcina
Stanisław syn Marcina
Mikołaj Wrzeszcz
Jan Wrzeszcz
Stanisław syn Piotra
Maciej syn Piotra
Mikołaj syn Piotra
Benedykt
Wojciech syn Pawła
Szymon syn Pawła
Wojciech Głuchowicz
Jan syn Szymona
Aleksy syn Piotra
Stanisław syn Jakuba
Mikołaj syn Andrzeja
Maciej Juchnowicz?
Walenty syn Macieja
Stanisław syn Jana
Adam syn Jana
Bartłomiej syn Grzegorza
Wacław syn Stanisława
Józef syn Stanisława

Podatek łanowy z 1580 r.:

Od 15 włók ziemskich z obu Bujał opłacili go Paweł i Stanisław Gniewoszowie i Jan, i Stanisław Bujalscy.

Podatek tzw. pogłówne z 1676 r.:

Bujały Gniewosze:

Andrzej Bujalski
Maciej Wierzbicki
Anna Bujalska
Wojciechowa Bujalska
Krzysztof Bujalski
Łukasz Bujalski
Stanisław Krasowski
Andrzej Bujalski
Kamieński
Stanisławowa Bujalska
Wojciech Bujalski
Jakub Bujalski
Jakub Bujalski (drugi)
Jan Tymiński
Wojciechowa Bujalska
Bujały Mikosze:
Marcin Rozbicki
Piotr Wierzbicki
Jan Zawadzki
Tomasz Krasnodębski
Szymon Wielogórski
Jan Bujalski
Jerzy Bujalski
Andrzej Skibniewski
Wojciechowa Bujalska
Walerian Sikorski
Marcin Łazowski
Józef Bujalski
Paweł Bujalski
Piotrowa Bujalska
Maciejowa Bujalska
Stanisław Bujalski
Piotr Bujalski
Wierzbicki
Michał Kozłowski
Wojciechowa Bujalska

Herbarz Polski Adam Boniecki:

Bujalscy herbu Kosciesza pochodza z Bujał w województwie rawskim, gdzie licznie rozrodzeni różnych przydomków jak: Surdeka, Sługocic, Oleksic, Lichota używali.

Sa i Bujały w województwie podlaskim na których także Bujalscy dziedziczyli. (chodzi tu o Bujalskich herbu Slepowron z Podlasia, autor myli ich z Bujalskimi herbu Kosciesza i uważa za jeden ród).

Andrzej Bujalski pisarz kancelarii królewskiej, następnie skekretarz królewski, został metrykantem  koronnym 1638 r. Piotr Bujalski syn Sebastiana łowczy rawski 1635 r. kupił w 1632 r. częsć Bujał od Łukasza Bujalskiego syna Marcina, Mikołaja Bujalskiego, syna Stanisława i Jana Bujalskiego syna Jana, żonaty był z Marcianna z Belskich. Barbara Bujalska córka Sebstiana, żona Stanisława Rossochowskiego 1605 r. Maksymilian Bujalski syn Walentego, wnuk Piotra 1661 r., Anna z Bujalskich za Marcinem Potrykowskim 1660 r.

Andrzej Bujalski na Bujałach Gniewoszach komornik ziemski krakowski, ożeniony z Elżbieta Chadzyńska córka Jana w 1677 r. Bartłomiej i Stanisław Bujalscy podpisali z ziemia drohicka elekcję króla Michała Wisniowieckiego, a Jan i Dominik Bujalscy stroniccy Augusta III głosowali za nim w 1733 r. Wojciech Bujalski skarbnik bracławski w 1742 r. Łukasz Bujalski syn Wojciecha nabył Wyszomierz (?) 1761 r. Rafał i Feliks Bujalscy synowie Stanisława ustapili sumy ze spadku po Cegłowskim bratu Janowi Bujalskiemu w 1780 r. Andrzej Bujalski z żony Eleonory ze Smorczewskich miał córkę Franciszkę za Antonim Kopciem Dabrowskim, kwitowała wraz z mężem Szymona Bujalskiego w 1793 r.

Pisali się z województwem podlaskim na elekcję Jana III: Andrzej Bujalski i dwóch Wojciechów Bujalskich, a na obiór Augusta II - Jakub Bujalski.  Potomkowie Stanisława dziedzica Bujał Mikoszów w ziemi drohickiej, po czterech synach Wojciecha dowiedli szlachectwa w Królestwie:

1. Jakub Bujalski miał dwóch synów: Fabiana i Tomasza. Fabian miał Wojciecha, po którym Karol z Petronelli Kossakowskiej  pozostawił  syna Franciszka w 1842 r., a Franciszek, brat Karola z Teresy Bujalskiej zostawił Rocha, Antoniego, Józefa w 1845 r. Tomasz drugi syn Jakuba miał syna Łukasza, ten Józefa, który z Heleny Ratyńskiej zostawił Józefa w 1845 r.
2. Kazimierz zostawił Wojciecha, ten Andrzeja, po którym syn Jan z Benedykty Żochowskiej miał dwóch synów: Ignacego w 1842 r. i Jakuba, którego syn Teofil w 1844 r.
3. Wojciech zostawił Jakuba, ten Tomasza, ten Jana, ten Feliksa, którego syn Franciszek w 1842 r.
4. Mateusz miał syna Krzysztofa, ten Adama, ten Ambrożego, ten Kazimierza, po którym został Emilian Juliusz w 1850 r.

Bujalscy, ziemianie oszmiańscy. Krystyna Iwanówna z Lubochońskich, wdowa po Andrzeju Bujalskim i synowie jej: Kazimierz, Stanisław i Mikołaj Bujalscy wystawili skrypt Starbowskiemu 1645 r. Kazimierz Bujalski rotmistrz mozyrski w 1771 r. oboźny mozyrski 1785 r. Michalina Bujalska przełożona Bernardynek w Wilnie w 1786 r.

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

„…Położone na zachód od Jabłonny Bujały dzieliły się już w końcu XV w. na dwie częsci: Gniewosze i Mikosze. W parafii Jabłonna znajdowały się tylko Bujały Gniewosze, natomiast Bujały Mikosze należały do koscioła w Niecieczy. Bujały Gniewosze przybrały nazwę od Gniewosza z Bujał występujacego w l. 1458-1494. Jego bratem lub krewnym mógł być Jakub Kopacz z Bujał występujacy w 1477 r. Szlachtę o przydomku Kopacz spotykamy pózniej w Bujałach Gniewoszach.  Drugie Bujały, które należały do parafii w Niecieczy w poł. XV w. stanowiły własnosc Lutka z Bujał, występujacego w 1458 r. Jego synami byli Piotr, Jan i Grzegorz, którzy w 1470 r. wyrokiem biskupa zostali właczeni do parafii Nieciecz. Żona Piotra Agnieszka, występowała w 1471 r. w konsystorzu janowskim. Piotr występował jeszcze w l. 1466-1476, a Grzegorz w l. 1476-1482. Grzegorz w 1477 r. został nazwany synem Lutka. Jan z Bujał w 1492 r. zrezygnował ze swego dziedzictwa na rzecz bratanków Stanisława i Mikołaja z Bujał. W 1495 r. Stanisław i Mikołaj wzięli w zastaw jakies pole od Gniewosza z Bujał. Stanisław mógł być identyczny ze Stanisławem Kmitš występujacym w l. 1473-1494. Od tego Mikołaja, czyli Mikosza, znanego w 1502 r. pochodzi nazwa Bujały Mikosze. Bujalscy z obu wsi stawili do popisu w 1528 r. cztery konie. Najprawdopodobniej  w obu wsiach mieszkały rody odrębnego pochodzenia. W 1562 r. Bujalscy swiadczac w wywodzie szlachectwa podali swój herb Slepowron. W następnym roku inny Bujalski podawał jako swój herb Rawicz…”
-----------------
 

Dane uzupełniajace: CHADZYNSKI

Tomasz Jaszczołt podaje:

Rodzina ta była herbu Ciołek, co potwierdzaja wszystkie źródła i herbarze. Najstarszym znanym przodkiem tej rodziny był Brykcy Chadzyński, który ok. 1450 r. ufundował razem z Grzymała ze Sterdyni kosciół w Sterdyni.

Następnie w aktach sadowych drohickich występowali:

1463 r. Jakub i Jan Chadzyńscy
1463 r. Jakub w tym samym roku procesował się z Janem Blochem ze Sterdyni oraz z Piotrem Prostyńskim
1464 r. Jan Chadzyński miał sprawę w sadzie z Janem Dzięciołem ze Sterdyni
1476 r. Jakub i Jan Chadzyńscy
1482 r. Jakub sprzedał pół wsi Blochy Grzymale ze Sterdyni

Genealogia dalszych Chadzyńskich jest dosć dobrze opisana w Herbarzu Bonieckiego.

W 1567 r. na popis wojskowy pospolitego ruszenia stawiło się trzech Chadzyńskich

Dwóch członków tej rodziny przysięgało na wiernosć Koronie w 1569 r.

W 1580 r. podatek z Ch±dzynia opłaciła Anna Chadzyńska, podkomorzyna drohicka

W 1676 r. w Chadzyniu mieszkał tylko Jan Chadzyński, czesnik ziemski bielski z poddanymi

1569 r. przysięga Drohiczyn:

Piotr Chadzyński syn Mikołaja z Seroczyna dziedzic i od brata swojego lat nie majacego
Jan Chadzyński z osiadłosci swojej z dóbr Drohiczyna oprzywilejowanych od króla J. Mosci na wolnosć mianych wedle swego przywileju

1567 r. popis Radoszkowice (Litwa):

Stanisław Chadzyński podkomorzy ze wszystkich imion swoich z Chadzynia, Długich, Zawad razem trzy konie
Paweł syn Marcina wysłał syna Wojciecha na Klaczy z mieczem
Piotr syn Mikołaja - klacz, miecz

W rękach rodziny Ołdakowskich z Warszawy znajduje się osiemnastowieczny notatnik podstolego Aleksandra Chadzyńskiego,syna Władysława, ówczesnego własciciela m.in. Mołomotek . jego ojciec był czesnikiem ziemi bielskiej. To tu można wyczytać o słynnym zajeździe na dobra Długie nad Bugiem.

PATRZ NIŻEJ

Aleksander Jabłonowski, podatek 1580 r.:

Chadzyno Dwoje

urodzona Anna Ch±dzyńska podkomorzyna drohicka dała z Wielkiego Chadzyna z włók osiadłych 2, od ogrodników rolnych 10, z "Matiewa?", Chadzyna od ogrodników rolnych 4 z 1/2 włóki

Rytele:

urodzony Melcher Nieciecki podkomorzy drohicki i szlachetna Anna Chadzyńska dali z włók osiadłych 4 1/2 z ogrodników bezrolnych 3 po groszy 4, a od włóki pustej groszy 7.

Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych...

wymienia dwie wsie tj. Chadzyno - okolica szlachecka, powiat sierpecki, gmina Gutkowo, parafia Unieck. W jej obrębie Chadzyno Krusze, Chadzyno Kuski, Chadzyno Szyniańczyki

Chadzyń - wies, powiat sokołowski, gmina i parafia Sterdyń

Notatki z Herbarza Polskiego Bonieckiego:

Chadzyńscy v. Chondzeńscy herbu Ciołek z Chadzyna w województwie podlaskim

 Bernard z Chadzynia podkoniuszy księcia Janusza Płockiego 1478 r., wojski płocki 1482 r., starosta pułtuski 1488 r., choraży ciechanowski 1493 r.

Andrzej Chadzyński starosta pułtuski nabył Zalesie 1490 r.

Piotr Dzięcioł na Chadzynie 1542 r.

Paweł Chadzyński (1 poł. XVI w.) podczaszy zakroczymski miał syna Macieja podstarosciego zakroczymskiego w 1541 r, zas w 1556 r. był starosta błońskim, podkomorzym drohickim i bielskim, zmarł 1574 r. z żony Anny Kłodzińskiej miał czterech synów: Walentego, Piotra, Pawła i Andrzeja.

Walenty Chadzyński kanonik płocki 1580 r.

Paweł Chadzyński podczaszy zakroczymski

Andrzej Chadzyński wojewoda podlaski 1625 r., starosta nurski, zmarł bezpotomnie

Piotr Chadzyński starosta zakroczymski 1591 r., własciciel Chadzyna i Strekowa

Piotr Chadzyński miał czterech synów:Kacpra, Jana - starostę nurskiego w 1615 r., żonatego z Barbara Kiszczanka (Kiszka herbu Dabrowa), potem z Barbara Ossolińska (1641), bezdzietny, Stanisława i Piotra starostę zakroczymskiego. Synem Stanisława Chadzyńskiego (syna Piotra) był Jan Chadzyński czesnik bielski, elektor Jana III), a synami Piotra Chadzyńskiego (syna Piotra) byli: Stanisław podstoli drohicki 1628 r., Jan elektor Jana Kazimierza i Wojciech. Z nich podstoli Stanisław miał pięciu synów: Andrzeja, Stanisława, Kaziemierza, Karola i Jana.

Aleksander Chadzyński podstoli podlaski 1746 r. zrezygnował z urzędu w 1761 r. na rzecz Józefa Chadzyńskiego, swego syna. Aleksander Chadzyński syn Władysława poslubił w Ceranowie Krystynę Ołdakowska tutejsza dziedziczkę 18 III 1736 r., z tego zwiazku przyszedł na swiat Józef.

Urzędnicy Podlascy Jerzy Urwanowicz:

Władysław Chadzyński syn Adama? czesnik bielski (1683-1696)
Aleksander Chadzyński, syn Władysława podstoli podlaski (1746-1761)
Józef Chadzyńsk, syn Aleksandra, podstoli podlaski (1761 - zmarł 24 IV 1784 r.)
Jan (I) Chadzyński podstoli drohicki (1676-1683), ojciec Władysława
Jan (II) Chadzyński czesnik bielski (1666-1683), podstoli drohicki (1683-1697)

 

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

 „…Chadzyń (dawniej Chadzyno) należał w XVI w. do Chadzyńskich herbu Ciołek. Czy jednak wszyscy XV – wieczni Chadzyńscy byli tego herbu, nie można stwierdzic z cała pewnoscia. Własciciele Chadzynia mieli także częsci w Sterdyni i pisali się na przemian z obu miejscowosci. Możliwe też, że Chadzyń, w którym mieszkali nazywano także Sterdynia. W 2 poł. XV w. w Chadzyniu występowali dwaj bracia Jakub i Jan. Jakub w 1454 r. razem z innymi osobami sprzedawał kat dabrowy w Seroczynie. W 1463 r. uzyskał od sadu wwiazanie w częsc dziedzictwa Jana Blocha ze Sterdyni. W 1470 r. sprzedał ziemię, która kupił od Jana Kuczaby ze Sterdyni, Piotrowi Prostyńskiemu. W 1482 r. sprzedał pół wsi Blochy Grzymale ze Sterdyni. Występował w sadzie drohickim w l. 1473- 1483 w sprawach z różnymi osobami, często pojawiał się z bratem Janem. Jan Chadzyński sprzedał wieczyscie w 1463 r. swe dziedzictwo w Seroczynie Stanisławowi Karskiemu z Miedznej. W tym roku wział w zastaw od Jana Dzięcioła włókę w Sterdyni. W 1476 r. brał w zastaw jakies dobra od Mikołaja Kuczyńskiego, a w 1481 r. od Jana ze Sterdyni. Synem Jana był Stanisław, który w 1485 r. występował ze stryjem Jakubem. W 1485 r. Mikołaj, Piotr i Jerzy bracia z Chadzynia zastawili 1,5 włóki w Chšdzynie Stefanowi „Lacznyczowi”. W 1519 r. występowali: Jan, Mikołaj, Maciej i Stanisław synowie Jakuba z Chadzynia. Częsc Chadzynia posiadała inna rodzina. Byli to bracia Bogusław, Stanisław, Tabor, Jakub i Mikołaj, którzy w 1458 r. przeprowadzili dział Chadzynia. Jakub uzyskał od Wszebora z Długich dwie włóki w Sterdyni. W 1472 r. przed konsystorzem janowskim toczyła się sprawa Jana Chadzyńskiego o grobowiec w kosciele w Sterdyni wytoczona plebanowi Mikołajowi ze Sterdyni. Jan przywiódł wówczas swiadków, którzy złożyli zeznania. Stanisław Tabor z Chadzynia zeznał, że Michał z Chadzynia niegdys darował grobowiec w kosciele w Sterdyni, ten Michał był ojcem Jana i Jakuba Chadzyńskich, wyżej wymienionych. Drugi swiadek Mikołaj ze Sterdyni zeznał, że niegdys Brykcy Chadzyński, ojciec Tabora, darował ten grobowiec Michałowi z Chadzynia, który w zamian za to dołaczył się do budowy koscioła. Stanisław Tabor z Chadzynia pisał się także ze Sterdyni. Możliwe jest, że ów Michał z Chadzynia pisał się ze Sterdyni, byłby więc identyczny z Michałem ze Sterdyni, występujacym w dokumencie sadu dobrzyńskiego z 1425 r. Brykcy Chadzyński, wspomniany już jako nieżyjacy, był według dokumentu erekcyjnego parafii sterdyńskiej z 1518 r. jednym z fundatorów pierwszego koscioła…”

Pamiętnik podstolego Aleksandra Chadzyńskiego

Dzięki uprzejmosci Państwa Ołdakowskich z Warszawy mogłem kiedys przeczytać ręcznie pisany, stary notatnik z lat 40-60 XVIII w., w którym podstoli podlaski Aleksander Chadzyński, herbu Ciołek, własciciel dóbr Mołomotki z częsciami na Kanabrodzie, Gałkach Ruskich i Szlacheckich spisywał różne, interesujace go wówczas rzeczy.

Dotyczyły one spraw zarówno zwiazanych z prowadzeniem majatku, jak i innych m.in. dokumentów, listów, mów sejmowych itp. Zapiski Chadzyńskiego sa prawdziwa kopalnia informacji, nie tylko o naszym terenie, ale dotycza również spraw ogólnokrajowych, a nawet polityki zagranicznej. W tej swoistej kronice tamtych czasów znajduja się także teksty pisane własnoręcznie np. przez stolnika mielnickiego, a pózniejszego podkomorzego drohickiego Leona Kuczyńskiego, dziedzica Korczewa, czy komornika ziemskiego drohickiego Jana Przywóskiego.

W poniżej wynotowanych przeze mnie zapiskach tj. fragmentach swojego „pamiętnika” podstoli Chadzyński zawarł naistotniejsze wiadomosci dotyczace jego rodziny i zalecenia na przyszłosć dla swojego syna również podstolego podlaskiego w latach 1761-1784 – Józefa Chadzyńskiego (zm.24 IV 1784 r.) Starłem się nie ingerować we fragmenty wybranego tekstu oryginalnego, choć „przełożenie z języka staropolskiego na bardziej „czytelny” dla współczesnych okazało się w paru miejscach nieuniknione.

Na stronach 84-99 rękopisu podstoli Aleksander Chadzyński zapisał:

„Informacja ojca dla syna, którego mi Bóg dał z Opatrznosci Boskiej – Józefa Chadzyńskiego. Urodził się dnia 11 kwietnia 1741 r. Ojciec mój miał na imię Władysław Chadzyński, czesnik ziemi bielskiej. Miał siotrę rodzonna Joannę i nie miał więcej majatków, tylko dobra Długie (nad Bugiem) częsć na Kamieńskich, na których chłop trzydniowy Kiezio Kołodziej siedział. Zaczawszy od karczmy Przewozu pod Dwór, siedlisko Panów Dłuskich łowiem ryby aż do granicy Ogrodu Chadzyńskiego, przed Dworem Chadzyńskim i siedliskami za Dworem pod Garbacika Dłuskiego nikt więcej nie mógł łowić tylko Chadzyńscy. Dalej zas za Garbacikiem Dłuskim, jak się jezioro kończy do wybiegu smuga (łaki) już się (sasiadom) Adamowi i Stefanowi Dłuskim nie godziło ryb łowić, tylko Władysławowi Chadzyńskiemu i Aleksandrowi synowi jego, a to z racji tego, że do Chadzyńskich (należały tereny) za jeziorem od granicy Chadzyńskich Ogrodów przed Dworem Chadzyńskiego łaczacej się z granica Adama i Stefana Dłuskich, przez jezioro do Bugu łaki ku wsi Ołtarzewo, po prawej stronie Dłuskich, po lewej za jeziorem ciagna się aż do rowu kończacego się w jeziorze, a wpadajacego w Bug, gdzie była Władysława Chadzyńskiego łaka zastawna księdza proboszcza z Zuzeli, teraz posesja Pana Gostkowskiego sędziego ostrowskiego, który wykupił owa łakę.Druga częsć (majatku) Długie Chadzyńskich  leżaca na Ceranowie, z siedliskiem i chłopem trzydniowym nazwiskiem Jakub o dwóch włókach, z których za wszystkie podatek trzeba płacić Rzeczy Polskiej. Bor zas Chadzyńskich zaczyna się od granicy pola i drużki do Brodu Ceranowskiego, a Adama i Stefana Dłuskich klinik boru od Goscińca Przewozu (Nurskiego) miało być tylko pół włóki, jako szlachta Dłuscy wiedza.

Ojciec mój majacy fortunę Długie z tymi (wspomnianymi wczesniej) częsciami i majacy siostrę rodzona Joannę, wydał (ja) za maż za Pana Kacpra Sutkowskiego, sędziego ziemskiego nurskiego, który miał fortunę Sadły -–stanęła intercyza posagowa od brata (Joanny) Władysława Chadzyskiego, czesnika bielskiego z Kacprem Sutkowskim, sędzia ziemskim nurskim. Siostrze swojej Joannie Chadzyńskiej (wyznaczył) cztery tysiace złotych ojciec mój Władysław Chadzyński zaraz wyliczył i wystawił na nie kwit w Nurze, ale Akta Grodzkie Nurskie Szwedzi spalili, wystawił Joannie drugi do posagu należacy. Miał ojciec mój od ojca swego Stanisława Chadzyńskiego dziedzica Gołynia, który zbył Gołyń Godlewskim za 20 tys. złotych. Nie dopłacił Godlewski tysiaca złotych Stanisławowi Chadzyńskiemu, wystawił dokument (na ta sumę), tylko się on ostał Władysławowi ojcu mojemu. Ten że dokument ojciec mój Władysław Chadzyński oddał szwagrowi swojemu Panu Kacprowi Sutkowskiemu do intercyzy slubnej. Teraz dokument ten u Pana Gostkowskiego (jemu) oddany (bo ów kupił od spadkobierców częsć Długich).”

Tu tresć rękopisu opisuje genealogię tej gałęzi Chadzyńskich reprezentowana przez Aleksandra Chadzyńskiego oraz pokrewieństwo Chadzyńskiego z Sutkowskimi, jak też ich spdkobiercami Ołdakowskimi, Modzelewskimi, Milewskimi i Tymienieckimi.

„Ojciec mój (tj. Aleksandra) Władysław Chadzyński czesnik ziemi bielskiej, majacy za soba Katarzynę Bielska spłodził czterech synów i córek trzy. Starszy syn Władysława – Stanisław Chšdzyński, kanonik łucki, proboszcz gorecki. Drugi syn Władysława – jan Chadzyński był paulinem, przeorem lesniańskim i tam pochowany. Trzeci syn – Konstanty, ten został zabity. Czwarty syn – Aleksander Chadzyński (autor przytaczanych tu zapisków) podstoli województwa podlaskiego.Od Aleksandra pochodzi Józef Chadzyński i Elżbieta. Od Władysława Chadzyńskiego, ojca mojego córki: Anna ksieni łomżyńska, żyła 70 lat. Dalej – Franciszka ta w czasie zarazy umarła. Młodsza siostra – Marianna również zmarła.Gdy ojciec mój Władysław Chadzyński czesnik ziemi bielskiej obumarł wział nas w opiekę do Sterdyni – Jan Chadzyński, stryj rodzony ojca mojego Władysława, a dziadek Kuczyńskich i Grzybowskich. Przyłaczył on nasz majatek Długie do Sterdyni, przejał wraz ze wszystkimi dobrami i inwentarzem. Opiekun nasz Jan Chadzyński łożył z tego na edukację braci moich Stanisława i Jana i szkoły skończyli dochodzac lat osiemnastu.

Tym czasem z wyroków Boskich doszła smierć Jana Chadzyńskiego i tak podstolina drohicka a moja babka została wdowa. Starsi bracia Jan i Stanisław majacy według prawa rozporzadzać majatkiem i losami młodszego rodzeństwa, czyli Konstantego i Aleksandra odebrali ojcowska fortunę Długie (nad Bugiem) i wszystkie mobilia, oddali nas młodszych, wraz z majatkiem pod opiekę Kacpra Sutkowskiego, sędziego ziemskiego nurskiego, który za soba miał Joannę Chadzyńska ojca mojego Władysława rodzona siostrę, a moja ciotkę. Majatkiem Długie i dobrami ruchomymi mieli Sutkowscy zarzadzać, łożac na edukację Konstantego i Aleksandra i w chwili osiagnięcia przez nich pełnoletnosci majatek zwrócić. Stało się jednak inaczej.Wzwyż wymieniony opiekun nas sierot – Kacper Sutkowski, sędzia ziemski nurski, powodowany chciwoscia, nie czekajac aż Konstanty i Aleksander Chadzyńscy dojda pełnych lat nabył, od lat wówczas 18 majacego brata naszego Stanisława Chadzyńskiego dobra Długie za tysiac złotych polskich, starszy mój brat nie wporę dostrzegł apetyt opiekuna na nasz majatek i uczynił manifest w Liwie przeciw tej umowie niecnej.

Jednak Kacper Sutkowski skłonił drugiego, starszego brat mojego Jana Chadzyńskiego, który podpisał wziawszy od niego 500 tynfów kontrakt na zrzeczenie się dóbr Długie. Brat ów mój rodzony był sekretarzem u wojewody wileńskiego a drugi Stanisław u księcia Radziwiłła wojewody nowogrodzkiego, po niewczasie pomiarkowali, że młodszym braciom Konstantemu i Aleksandrowi krzywdę uczynili. Wraz z przekazaniem częsci praw do majatku Długie przez starszych braci zaostrzył się jeszcze apetyt Kacpra Sutkowskiego. Tak przyszedwszy do lat 16 kolejny brat Konstanty, nie majšcy żadnego wsparcia i widoków na odzyskanie ojcowizny wział od Sutkowskiego 500 tynfów. Dowiedziawszy się o tym przebywajacy u hetmana Stanisław i Jan Chadzyńscy, że i Konstanty wszedł w kontrakt, posłali po niego ludzi i konie swoje i zaciagnęli go sumptem swoim do choragwi husarskiej, hetmańskiej. Konstanty był oficerem, chorażym husarskim, podczas konfederacji Leduchowskiego zginał od swego własnego człowieka. Ja zas, Aleksander Chadzyński najmłodszy brat, nie wzięłem z ojcowskiej fortuny Długie ani jednego szelaga, bo mnie Biskup Fiadelski, sufragan Łucki Rostkowski wział z niewoli opiekunów, w 13 roku życia, w koszuli jednej tylko. Wsparł mnie bp. Rostkowski wszystkimi dobrami, jak przystało na dorzanina z zacnego domu i oddał do dworu wojewody krakowskiego Lubomirskiego, pózniej byłem u kanclerza wielkiego księstwa litewskiego, stamtad poszedłem na służbę do biskupa łuckiego brzeskiego Prependowskiego. Z jego polecenia chodziłem na statkach do Gdańska i poczatki tajników handlu i zapoznania się z Gdańskiem pobierałem, aż do momentu, gdy z wyroków Boskich Pan mój biskup łucki umarł. Lat wtedy miałem 20.

Wówczas to na naszych dobrach ojcowych Długie syn wuja Kacpra – Wojciech Sutkowski siedział.Zebrawszy kupę zbrojna, ludzi piętnastu najechałem Długie, zjęłem dobra siła i rok tam siedziałem. Poczęli mnie różni pozwami zarzucać, a Wojciech Sutkowski chciał mnie wypędzić. Zobowiazany jednak jako dworzanin do służby zgodziłem się za częsć moja na Długich, jak też częsci braci z pomienionym bratem stryjecznym Sutkowskim wziać od niego 3 tys. złotych polskich, a sumę tę miał mi w rok zapłacić. Gdy termin przyszedł spaty zajechałem do Zambrowa, należnych pieniędzy jednak nie otrzymalem. Wtedy jednak trafili mi się sasiedzi z Długich bracia Stefan i Adam Dłuscy, którzy majac majatki obok chcieli złaczenia fortun swoich poprzez wykupienie częsci mojej. Trzeba było im tej ziemi, bo corocznie z boru wedle dwóch młynów tratwy na rzekę spuszczali. Zgodziłem się na to, bo cała tę sprawę sami mieli uregulować prawnie zanoszac manifest do Warszawy a nawet Piotrkowa. Pożeniwszy się owi Dłuscy z pannami Pęczkowskimi pomarli jednak nie zostawiwszy sukcesorów. Majatek po nich – Długie odziedziczył naturalnym prawem pózniej brat ich rodzony ksiadz Dłuski natenczas proboszcz kosowski i rozdysponował nim czyniac zapisy bratowej i ostatecznie dobra znalazły się w rękach sędziego ostrowskiego Jakuba Gostkowskiego. Gostkowski przejał Długie z pominięciem moich Aleksandra Chadzyńskiego podstolego województwa podlaskiego praw do tej ziemi, jak też tajnym i skrytym sposobem dogadał się z sukcesorami Kacpra Sutkowskiego tj. jego synem Wojciechem i wnukami: Janem miecznikiem drohickim, Michałem i Piotrem Ołdakowskimi.

Zatem ja Aleksander, dziedzic Długich oswiadczam, że nigdy nie kwitowałem zwrotu od moich opiekunów Sutkowskich zajętego przez nich majatku rodzinnego Długie, jak też wszelkich dóbr ruchomych po zmarłych moich rodzicach, które sobie przywłaszczyli. Teraz gdy Bóg dał mi spadkobierców: syna Józefa Chadzyńskiego, córki Barbarę i Elżbietę, zalecam i daję im błogosławieństwo, aby krwawej pracy dziada naszego Władysława Chadzyńskiego i Katarzyny z Bielskich nie zaprzepascili, a dobra ojcowe Długie windykować zechcieli. (11 April 1741 r. Aleksander Chšdzyński)”
--------------------

Dane uzupełniajace: DLUSKI


Tomasz Jaszczołt podaje:


"Przodkiem rodziny był Łuka, czyli Łukasz z Długiego, który w 1451 r. procesował się ze Stanisławem ze Sterdyni. Jego synami byli Maciej, Marcin i Paweł Dłuscy. Paweł przed 1477 r. sprzedał częsć Długich Stanisławowi Kamieńskiemu z Kamienki Lackiej. Powstała tu wies Długie Kamieńskie, a od Stanisława poszła kolejna gałaź Kamieńskich herbu Slepowron, Oprócz tychże częsć Długich posiadał ok. 1450 r. Wszebor. Jego syn Jakub Wszeborowicz z Długich występował w 1476 r.. Poszła od nich rodzina Wszeborowskich, a wies przyjęła nazwę Wszebory. W 1477 r. Paweł Dłuski syn Łukasza z Długich procesował się z Piotrem Strumiłła z Ciechanowca."


Pospolite ruszenie 1567 r. Radoszkowice (Litwa):


Jan syn Ambrożego z Długich Grodziska
Stanisław Chromy
Grzymek syn Mikołaja
Jan syn Mikołaja
Andrzej syn Mikołaja
Szymon syn Mikołaja
Jakub syn Wojciecha
Jan syn Jakuba
Paweł syn Jakuba
Gabriel syn Stanisława
Wojciech syn Macieja
Walenty syn Macieja
Marcin syn Pawła
Paweł syn Stanisława
Adam syn Wawrzyńca
Andrzej syn Hieronima
Wojciech syn Hieronima
Stanisław syn Hieronima
Jan Dudek syn Hieronima
Jan syn Wawrzyńca
Wojciech syn Marcina
z Długich Starych (Łuk)

Przysięga na wiernosć Koronie 1569 r. Drohiczyn:


Jan syn Jakuba
Jan syn Wawrzyńca
Marcin syn Pawła
Wojciech syn Hieronima
Andrzej syn Hieronima
Stanisław syn Hieronima
Wojciech Grzymek
Jakub syn Wojciecha
Jan syn Jakuba
Gabriel syn Stanisława
Tomasz syn Jana
Andrzej syn Mikołaja
Szymon syn Mikołaja
Jan syn Marcina
Wojciech syn Marcina
Walenty syn Marcina
Jan syn Ambrożego
Jan syn Macieja z braćmi Walentym i Wojciechem
Jan syn Stanisława
Paweł syn Stanisława
Jakub syn Mikołaja


Podatek z 1580 r.:


ze wsi Długie Łuki, czyli Stare (dzis - Grzymki) opłacił w imieniu wszystkich Stanisław Dłuski oraz Szymon Dłuski syn Mikołaja


Podatek z 1676 r. tzw. pogłówne:


Długie Grzymki:


Władysław Chadzyński
Jakub Dłuski
Adam Dłuski
Kacper Dłuski
Pawłowa Dłuska
Grzegorz Dłuski
Piotr Dłuski
Grzegorz Dłuski
Adam Dłuski
Jakub Brzeziński
Grzegorz Michalik Dłuski
Tomaszowa Dłuska
Mikołaj Dłuski
Wojciechowa Dłuska
Łukasz Dłuski
Wojciech Rytel

Długie Wólka Nadbużna:

Jakub Dłuski
Grzegorz Dłuski
Pawłowa Dłuska
Grzegorz Dłuski
Bartoszowa Dłuska
Maciej Dłuski
Mateusz Grodzicki

Dłuscy mieszkali jeszcze wtedy we wsiach Wszebory i w Grodzickich


Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:


 „…Na północ od Ceranowa nad samym Bugiem znajdowała się rozległa okolica Długie, która już w 2 poł. XV w. była podzielona na kilka częsci. Dziedzice z Długich mieli także jakies częsci w parafii Sterdyń i w samej Sterdyni. W 1458 r. Jan z Długich sprzedał jakis grunt Stanisławowi Taborowi z Chadzynia. W 1451 r. Stanisław ze Sterdyni przywiódł do sadu swiadków przeciw Łukaszowi. Ten Łukasz był niewatpliwie identyczny z Łukaszem z Długich, który miał synów: Macieja, Marcina i Pawła oraz córkę Jadwigę. Paweł występował w zródłach w l. 1458-1485. W 1477 r. zastawił częsc Długich Janowi Zgleczewskiemu z ziemi nurskiej. Maciej z Jadwiga, dzieci Łukasza, w 1496 r. sprzedali swojš częsc Jakubowi synowi Piotra z Długich. Ten Jakub był ich stryjecznym bratem, bo w 1477 r. Paweł syn Łukasza, ich brat nazwał Piotra z Długich swoim stryjem. Jakub występował w aktach sadowych już od 1475 r.  Oprócz nich działy w Długich posiadali: Mikołaj z synem Stanisławem i Jadwiga z synami Janem i Wawrzyńcem oraz Klemens. W l. 1483-1503 był wzmiankowany Grzymek z Długich, może identyczny z Grzymała z Trzcieńca, który miał sprawę w 1485 r. z Pawłem z Długich. Częsci na których dziedziczyli wyżej wymienieni to zapewne Długie Stare (pózniej zwane także Długie Łuki, a obecnie Długie Grzymki) oraz Długie Grodzisko (od grodziska znajdujacego się w pobliżu, obecnie Długie Grodzickie). Dłuscy w 1621 r. podawali jako swój herb Lubicz. Dziedzice z Długich Grodziska od XVI w. używali nazwiska Grodzicki… Długie Kamieńskie powstały na częsci, która Paweł syn Łukasza sprzedał Stanisławowi Kamieńskiemu z Kamianki w prafii Przesmyki. Stanisław był synem Mikołaja. Jego żona to córka Andrzeja Kossowskiego sędziego drohickiego… Również na częsci Długich powstały Wszebory. W 1458 r. wsytępował Wszebor z Długich, który posiadał również jakies częsci w Sterdyni. W tym roku zapisał 2 włóki w Sterdyni Jakubowi z Chadzynia. Jego synem był niewatpliwie Jakub Wszeborowicz z Długich występujacy w 1476 r. Ich potomkowie używali nazwiska Wszebor (Wszeborowscy) Mogli oni być wspólnego pochodzenia i herbu z Dłuskimi. W 1525 r. król Zygmunt Stary rozpatrywał spór między Mikołajem Paschalem, Maciejem synem Piotra i Jakubem Wszeborem z Długich a Hartymem, Juszkiem i Lewoszem z Lebiedzi poddanymi Piotra Kiszki z Ciechanowca oraz Stanisławem Ogryskiem poddanym Jerzego Raczki w sprawie wchodów bartnych do lasów należacych do Dłuskich. W 1528 r. dziedzice wszystkich częsci Długich wystawili do popisu 4 konie…”
---------------

DMOWSKI

Dane uzupełniajace, głównie w oparciu o badania Zbigniewa Wasowskiego i Tomasza Jaszczołta:

Zapisy w Księdze Konsystorza Janowskiego z l. 1469-1488

1475 r. Małgorzata z Dmochów

Noty księdza Dunina - Kozieckiego z najstarszych ksiag sadowych drohickich:

1455 r. Retko z Dmochów
1469 r. Stanisław Wałach z Dmochów

W. Semkowicz "Wywody szlachectwa..."

1464 r. starosta drohicki nałożył wadium pomiędzy szlachtę Kowiesów i szlachtę herbu Slepowron (prawdopodobnie Rozbickich?), tenże starosta nałożył wadium pomiędzy szlachtę z Osin herbu Cholewa a szlachtę z Dmochów herbu Nałęcz.

Dane z Księgi Grodzkiej Drohickiej z l. 1473-1485

1473 r. Jan z Dmochów z Michałem stamtad i Jan z Dmochów
1476 r. Pani Rogalina z Dmochów, Adam z Dmochów, Stanisław z Dmochów
1477 r. Wjciech z Dmochów, Michał z Dmochów, Jadwiga z Dmochów z bratem Adamem, Mikołaj z Dmochów
1480 r. Maciej z Dmochów
1481 r. Dorota z synem Andrzejem z Dmochów, Maciej z Dmochów, Michał z Dmochów, Stanisław z Dmochów, Mikołaj Dmowski
1482 r. Stanisław z Dmochów "na Rogalińskim", Mikołaj i Stanisław z Dmochów, Andrzej, Jakub i Maciej z Dmochów

Popis pospolitego ruszenia ziemi drohickiej Drohiczyn 1528 r.

Ziemianie z Dmoch Rogali stawili się w pięć koni

Popis pospolitego ruszenia w Rakowie na Litwie 1565 r.:

W srodę 8 sierpnia stawił się Stanisław syn Jerzego z Dmochów na koniu zbrojny w oszczep

17 sierpnia - Jan syn Macieja z Rozbitego kamienia w imieniu Szczęsnego z Dmochów wystawił jeźdźca na koniu zbrojnego w oszczep

Popis pospolitego ruszenia w Radoszkowicach opodal Mińska na Białorusi w 1567 r.

Dmochy Mingosy:

Stanisław syn Jerzego - klacz, włócznia, zbroja

Dmochy Rętki:

Jan "Klepacz" - klacz, miecz
Jan "Puzo" - klacz, włócznia, zbroja
Szymon "Kiesik" - klacz, włócznia, zbroja
Szczęsny syn Wojciecha - pieszo, miecz
Szczęsny Klepacki - pieszo, kord
Stanisław "Puzo" wysłał syna Jana - klacz, zbroja
Walenty syn Wawrzyńca - pieszo, miecz

Dmochy Rogale:

Mikołaj syn Kowalca - klacz, miecz, zbroja
Melchior "Trzcionek" syn Wojciecha - klacz, miecz, zbroja
Adam syn Wojciecha - klacz, włócznia zbroja
Jan "Trzcionek" od żony swojej Katarzyny - klacz, zbroja
Mateusz syn Trzcionka - klacz, włócznia, zbroja
wdowa Walentynowa wysłała pieszego sługę z włóczni±
Jan syn "Kępki" - klacz, włócznia, zbroja
Paweł syn Macieja - pieszo, włócznia, zbroja
Piotr syn Macieja kowal - pieszo z włóczni±
Stanisław syn Mikołaja - klacz, włócznia, zbroja
wdowa Stanisławowa wysłała pieszo syna Jerzego z włóczni±
Serafin syn Andrzeja - klacz, zbroja
wdowa Lenartowa stawiła sługę Andrzeja z klacz± w zbroi
Stanisław wysłał Macieja pieszo w zbroi
Wawrzyniec "Swiniopas" wysłał syna Bartosza na koniu w zbroi

Dmochy Rozumy:

Marcin syn Franciszka - pieszo, włocznia
Bartosz syn Stanisława - klacz, włócznia
Stanisław Trzcionek wysłał syna na klaczy z włóczni±
Maciej syn Mikołaja - klacz, miecz
Wojciech syn Jana - klacz
Andrzej syn Macieja - pieszo
Jan syn Marcina - pieszo
Jan syn Jaszczułta? - pieszo
Piotr syn Jaszczułta - pieszo
Mikołaj syn jakuba - klacz
Lenart syn Stanisława - pieszo
Maciej Kępa - pieszo z włóczni±

Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu województwa podlaskiego do Królestwa Polskiego Drohiczyn 1569 r.:

Dmochy Rogale:

Adam Dmowski syn Wojciecha
Wawrzyniec syn Grzegorza
Maciej Jaszczułt
Jakub syn Lenarta
Maciej syn Jakuba
Marcin syn Stanisława
Jan syn Stanisława
Walenty syn Stanisława
Serafin syn Pawła
Bartosz syn Stanisława
Mikołaj syn Stanisława
Wawrzyniec syn Stanisława
Mikołaj syn Jakuba
Franciszek (Fracz) syn Jakuba
Paweł syn Walentego
Stanisław syn Mikołaja
Grzegorz syn Jakuba
Melchior syn Wojciecha Trzcionka
Jan syn Jakuba
Jan syn Stanisława i w imieniu matki swej Reginy
Stanisław syn Jakuba
Szymon syn Macieja
Piotr syn Macieja i od brata swego  małoletniego Pawła
Sebastian syn Macieja

Dmochy Rozumy:

Stanisław syn Jana Kępki
Andrzej syn Jana
Wojciech syn Jana
Andrzej syn Macieja
Maciej syn Mikołaja

Podatek z 1580 r.:

Z Dmoch Rogali i Rozumów zapłacili od włók ziemskich 10 po groszy 15 Adam i Mikołaj "Lepka" (Lipka?) z Dmochów obojga

Podatek z 1662 r. tzw. pogłówne

Dmochy Rętki:

Maciej i Tomasz Paczóscy
Maryna Dmowska
Jan Dmowski Sokolik
Anna Kudelska
Barbara Dmowska Prykowa
Wojciech Dmowski
Wawrzyniec "Sosieński" (Soszyński)
Franciszek i Sebastian Dmowscy
Jan Dmowski
Wojciech Rozbicki
Wojciech Krasowski
Jan Dmowski

Dmochy Rogale:

Dmowscy dziedzicowie Dmochów Rogali od siebie, braci, sióstr, czeladzi po 1 zł osób 40, a od żon i dzieci osób 15

Dmochy Rozumy:

Szymon, Jan, Tomasz, Jaku? Dmowski
Paweł Nasiłowski
Katarzyna Dmowska
Sebastian Rozbicki
Katarzyna Sikorska
Maciej Zaleski
Adam Krasowski
Jan Sikorski

Podatek z 1676 r. tzw. pogłówne:

Dmochy Rętki:

Maciej Dmowski
Grzegorz Dmowski
Krasowski
Piotr Rozbicki
Jan Dmowski
Jakub Dmowski
Krzysztof Nasiłowski
Walenty Dmowski
Kosak?
Franciszek Dmowski
Wojciechowa Dmowska

Dmochy Rogale:

Wojciech Dmowski
Jan Dmowski
Stefan Dmowski
Andrzej Dmowski
Maciej Dmowski
Stanisław Dmowski
Bartosz Dmowski
Maciej Dmowski
Jan Dmowski
Jan Dmowski (II)
Szymon Dmowski
Wawrzyniec Dmowski
Dominik Dmowski
Adam Dmowski
Bartosz Dmowski
Tomasz Dmowski
Piotr Dmowski
Warzyniec Dmowski

Dmochy Rozumy:

Sebastian Rozbicki
Piotr Dmowski
Adam Rozbicki
Wojciech Dmowski
Bartosz Doliński
Michał Sikorski
Stanisław Dmowski
Grzegorz Dmowski
Jakubowa Dmowska

Adam Boniecki "Herbarz Polski" (fragmenty):

Dmowscy herbu Pobóg

Stanisław Dmowski, syn Zygmunta i Andrzej Dmowski, syn Stanisława, dziedzicza na Rętkach w 1585 r.
Wojciech Dmowski syn Łukasza nabył w 1729 r. częsć wsi Dmochy Rogale od Anny Dmowskiej. Syn jego Mikołaj Dmowski ur. 1741 r. (metryka w Rozbicach- Rozbity Kamien)
Tomasz i Wojciech Dmowscy synowie Wawrzyńca, własciciele w 1729 r. częsci Dmochów.
Marcin Dmowski syn Tomasza nabył w 1756 r. częsć Dmochów od Rozalii Remiszewskiej, a z żony Salomei syn jego Wawrzyniec Dmowski ur. 1751 r. (metryka w Rozbicach)
Kaziemierz Dmowski syn Józefa nabył w 1784 r. częsć Dmochów od Nasiłowskiej. Grzegorz Dmowski syn Andrzeja sprzedał w 1782 r. częsć Dmoch Antoniemu Dmowskiemu.
Ignacy Dmowski, syn Grzegorza ur. 1771 r. (metryka w Rozbicach).
Marianna Dmowska, córka Jakuba Dmowskiego herbu Denis (???) za Danielem Wężem.
Stanisław Dmowski, syn Andrzeja nabył w 1750 r. częsć wsi Reczki, od Jaruzelskich. Syn jego Wawrzyniec Stefan Dmowski ur. 1728 r. (metryka w Mokobodach) ożeniony z Apolonia Krasnodębska, pozostawił synów: Aleksandra Stanisława ur. 1763 r., Andrzeja ur. 1765 r. i Władysława Piotra ur. 1767 r.
Jan Dmowski syn Wawrzyńca, ustapił częsć Osin Dolnych w 1746 r. synowi Jackowi, który z żony Pertoneli miał syna Pawła ur. 1748 r. (metryka w Mokobodach).
Franciszek i Szymon Dmowscy, synowie Grzegorza kupili w 1759 r. częsć dóbr Przywózki, a Franciszek Dmowski tegoż roku nabył także częsć wsi Jareuzale i Dmochy Reczki od Antoniego Węża, a w 1795 r. częsć Przywózk od bratanka Piotra Dmowskiego syna Szymona. Aleksander Dmowski syn Andrzeja nabył w 1770 r. częsć Przywózk od Jakuba Błońskiego, a syn jego Dominik Dmowski dokupił jeszcze czastkę w 1791 r.
Wylegitymowali się ze szlachectwa w Królestwie: Ludwik i Franciszek Dmowscy synowie Macieja w 1853 r., Henryk Dmowski syn Franciszka w 1858 r.; Stanisław, Franciszek i jan Dmowscy synowie Józefa i Barbary Księżopolskiej w 1860 r., a Julian i Wacław Dmowscy synowie Walentego i Józefy Lenarskiej w 1862 r. (przy tych ostatnich Zbigniew Wasowski autor Monografii parafii Rozbity Kamień na Podlasiu podaje uwagę, że sa to bracia Romana Dmowskiego!)

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

 „…Dmochy były podzielone w XVI w. na cztery działy: Mingosy, Rogale, Rętki i Rozmumy. Podział ten zaczał kształtowac się niewatpliwie już w 2 poł. XV w. W zródłach spotykamy Jakuba Mingosa występujacego w l. 1473-1474. Od jego przydomku pochodzi nazwa pierwszego działu. Rogale powstały na częsci zasiedlonej przez szlachtę tego herbu. W 1480 r. występowała pani Rogalina, natomiast w 1482 r. była notowana częsc Rogalińska w Dmochach. Mężem owej Rogaliny był Stanisław z Dmoch o przydomku Wałach, zwany również Rogala, poswiadczony w l. 1465-1492. W 1532 r. w Dmochach Rogalach występował Marcin syn Wałacha. Rętki pochodza od Rętka z Dmoch (Ranthk) wymienionego w 1455 r… Dmowscy z Dmochów byli różnych herbów. W Rogalach siedzieli rodowcy herbu Rogala. W 1464 r. starosta drohicki nałożył vadium pomiędzy Osińskich herbu Cholewa i Dmowskich herbu Nałęcz. Byli więc Dmowscy i tego herbu. Natomiast watpliwym jest herb Pobóg, którego używali dziedzice Dmochów, ale tylko w ziemi nurskiej. Co ciekawe nie pisali się oni Dmowskimi, lecz Dmochowskimi. Herb Pobóg niektórzy Dmowscy przyjęli zapewne po lekturze herbarzy w XVIII i XIX w. W 1528 r. Dmowscy stawili do popisu 5 koni, a zapisani osobno Rętkowie – jednego…”
-----------------

 Dane uzupełniajace: GALECKI

1567 r. Radoszkowice na Litwie, popis pospolitego ruszenia:

Gałki:

Maciej syn Pawła - pieszo, rohatyna
Wojciech syn Andrzeja - klacz
Jan syn Michała - pieszo, miecz
Gabriel Wierzbicki od żony swojej "Drewniowny?" - pieszo
Jakub syn Stanisława Drewnikow? - pieszo, rohatyna
Fracz (Franciszek) Gałecki - koń, zbroja
Łukasz Lipkowicz - koń
Adam syn Szymona - pieszo

Wies Gałki:

Jan Saczko, komornik ziemski drohicki z Gałek i Mołomotek - koń, zbroja
Wawrzyniec Rewiski? - klacz, miecz
Jan syn Aleksandra (Olechnowicz) - klacz, kord
Jadwiga Chojecka wysłała syna Szczęsnego na klaczy
Jan Saczko komornik wysłał sługi pieszo od ubogich sierot "Ganny" i Barbary córek Walentego Saczka

Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu Podlasia do Polski Drohiczyn 1569 r.:

Gałki Łępice:

Fracz (Franciszek) Gałecki
Jan syn Michała
Łukasz syn Macieja
Andrzej syn Szymona
Maciej syn Pawła
Fracz (Franciszek) syn Marcina
Abrahama syn Stanisława z Łępic
Stanisław syn Marcina
Jan syn Aleksandra
Jan syn Marcina

Drugie Gałki:

Jan Saczko Gałecki komornik ziemski
Wawrzyniec Czewski? i od brata swego Herubina nieobecnego
Mateusz Chojecki i od brata swego Bartosza nieobecnego

Wykaz urzędników z a czasów I Rzeczypospolitej Jerzy Urwanowicz:

Gałecki herbu Junosza

Jan - miecznik podlaski (1717 r.)

Wawrzyniec - wojski drohicki (XVIII w.)

oprócz tego:

Andrzej Gałecki - woźny ziemski, rozwoził kopię uniwersału z wezwaniem na przysięgę do Drohiczyna w 1569 r.  Prawdopodobnie chodzi o Andrzeja Gałeckiego syna Szymona z Gałek Łępic

Herbarz Polski Adama Bonieckiego (fragmenty):

Gałeccy czasami Gałęccy herbu Junosza z Gałek w ziemi wyszogrodzkiej. Założyli następnie drugie gałki w ziemi drohickiej na których jeszcze w XVIII w. dziedziczyli. (-twierdzi historyk Boniecki, ale wszystko wskazuje na to, że to nie prawda - przyp DK).

Abraham z Gałek zaswiadcza szlachectwo 1363 r. Napiórkowiczów z Łowczewa. Mikołaj z Gałek stolnik wyszogrodzki 1400 r. Jan Gałecki syn niegdy Onasza z Gałek choraży wyszogrodzki 1428 r. Katarzyna pozostała po nim wdowa zapisała córkom swoim Annie i Katarzynie 200 kop groszy w 1432 r. Abraham z Gałek podsędek wyszogrodzki 1474 r. Jan Gałecki żonaty z Anna Maleszowska dzidziczka Maleszowy sprzedał te dobra w 1576 r. Krasińskiemu. Stanisław Gałecki w Chełmie. Małgorzata Gałecka dziedziczka Czerniejowa w chełmskiem 1564 r.

Fraciszek Gałecki pisarz grodzki drohicki  w 1571 r.następnie sędzia grodzki miał synów siedmiu: Jan, Stanisława, Franciszka, Marcina, Krzysztofa, Michała i Wojciecha. Z nich dwaj ostatni własciciele Gałek w ziemi drohickiej kwitowali Mleczkę w 1586 r. Adam Gałecki syn Michała sprzedał Miłkowice Szklińskiemu w 1593 r. Tenże  Adam Gałecki z zmiemi drohickiej swiadek przy wywodzie szlachectwa Chojeckiego w 1637 r. zeznał, że jest Junosza. Krzysztof Gałecki syn Franciszka zapisał żonie Elżbiecie dożywocie w 1591r. Wojciech Gałecki syn Andrzeja 1585 r. Marcin gałecki dziedzic na Gałkach, syn Jana 1596 r. Mikołaj Gałecki nabył proces z Srzedzińskiego z Kochanowska 1592 r. Jerzy i Ambroży Gałeccy synowie Jana procesuja Kryskiego 1605 r. Wawrzyniec Gałecki syn Stanisława w powiecie przedeckim 1621 r. Marcin Gałecki poborca drohicki 1661 r.

Franciszek Gałecki infamis sejmowy utracił urzad czesnika kijowskiego 1667 r. Jan Gałecki sekretarz królewski, pułkownik 1677 r., brat Aleksandra Gałeckiego chorażego choragwi Zamoyskiego 1667 r. następnie czesnika kijowskiego 1677 r. Adam i Wojciech Gałeccy z województwem podlaskim, a Felicjan z ziemia wyszogrodzka podpisali elekcję Jana III Sobieskiego. Mikołaj, Antoni i Wojciech Adam - pisarz grodzki drohicki, synowie Krzysztofa Gałeccy procesuja Ossolińskiego 1678 r.

Józef Gałecki syn Franciszka nabył w 1713 r.  częsć Swiniar w ziemi drohickiej, które syn jego Adalbert (Wojciech) urodzony z Marianny Krasnodębskiej odstapił w 1783 r. Kazimierzowi Jeruzalskiemu, synowi Fabiana i Marianny z Gałeckich.  Jerzy z Gałek Gałecki vicesgerent kijowski 1742 r. podsędek 1765 r. a sędzia owrucki 1776 r. ożeniony z Agata Michałowska. Syn jego Michał Gałecki 1799 r. Antoni Gałecki komornik ziemski owrucki 1779 r. Adam Gałecki poseł liwski, Michał Gałecki poseł warszawski i Andrzej Gałecki z ziemi mielnickiej podpisali elekcję Stanisława Augusta Poniatowskiego.
Marianna z Gałeckich córka Andrzeja i Anny z Czarnockich, żona Andrzeja Baranowskiego sprzedała w 1762 r. częsć dóbr Czaple Ruskie i Andrelewice Czarnockiemu.

Jakub Gałecki udowodnił pochodzenie swoje szlacheckie w 1782 r. w sadzie ziemskim czchowskim. Wylegitymowali się ze szlachectwa w Królestwie:
1. Potomkowie Jana Gałeckiego żyjacego w 1772 r. po którym zostało synów trzech: Jacenty, Wawrzyniec i Mikołaj Gałeccy. Ludwik Gałecki syn Jacentego i Marianny z Henklów 1839 r., a synowie jego: Eugeniusz i Czesław Gałeccy urodzeni z Brygidy Twardowskiej 1840 r. Gabriel Gałecki syn Michała, a wnuk Wawrzyńca 1842 r. Józef Gałecki syn Mikołaja i Małgorzaty Wainworn 1839 r.
2. Potomkowie Wojciecha Gałeckiego własciciela Gałek w ziemi drohickiej 1698 r. mianowicie: Jan Gałecki syn Macieja 1839 r. i Jan Nepomucen Gałecki i Julian Gałecki synowie Szymona i Wiktorii z Grabowskich w l. 1845-52.
------------------

 Dane uzupełniajace: KARSKI

Tomasz Jaszczołt tak pisze o tym rodzie:

W najstarszych aktach sadowych drohickich występowali dwaj bracia Stanisław i Marcin karscy herbu Korab. Stanisław był dziedzicem wsi Miedzna, Wola Tchórzowa, Ugoszcz i Orzeszówka. Ufundował on także kosciół w Miedznej. jego żona była Katarzyna, z która miał córkę Jadwigę wydana za Stanisława Wodyńskiego herbu Kosciesza, pisarza ziemskiego drohickiego. W ten sposób Miedzna z innymi wsiami trafiła w ręce Wodyńskich (później Butlerów). Stanisław Karski występował w źródłach jeszcze w 1476 r.. Marcin Karski, brat Stanisława posiadał dziedzinę  koło Skrzeszewa, która pierwotnie nazywała się Zrebczyce. Dopiero w XVI w. przyjęła się obecna nazwa Karskie. Karscy wywodza się zatem od Marcina, który jest wspomniany w aktach 1447-1475. W 1482 r. występowali synowie Marcina: Piotr, Szczepan i Dzierżek Karscy. W 1567 r. na popis satwiło się czterech Karskich, a w 1569 r. przysięgę składało szesciu członków tej rodziny. W 1580 r. w imieniu pozostałych współdziedziców podatek z 7,5 włóki opłacił Walenty Karski. W rejestrze z 1676 r. Karscy w Karskich nie występowali, mieszkali w innych wsiach.

Popis pospolitego ruszenia z 1567 r. Radoszkowice na Litwie:

Karskie:

Mikołaj Karski od brata swego Walentego - koń, miecz
Jerzy Karski - koń, zbroja
Szczęsny Karski wysłał sługę na koniu z mieczem

Przysięga na wiernosć Koronie  1569 r. Drohiczyn:

Karskie:

Szczęsny syn Stanisława
Walenty syn Stanisława i od brata swego nieobecnego Mikołaja dziedzicowie z karskich, z Zrebczyc
Lenart Wierzbicki syn Pawła

Małaszczyno? Karski :

Mikołaj Karski syn Jana z dóbr Małaszczyzna? i w Litwie leżacych
Mikołaj syn Jakuba
Jan syn Jakuba  
-------------------

 

 

opr. Dariusz Kosieradzki



Poprawiony (sobota, 02 lutego 2013 14:52)

 

uzupelnienia do cyklu Tropami Przodkow cz.1

 

 

KOZUCHOWSKI; KOSOWSKI; TOCZYSKI; PLISZKA; PLUTA; CZARNOCKI; RZEWUSKI; WRZOSEK; TARKOWSKI; ZOLKOWSKI; SWINARSKI; TREBICKI; JABLONSKI - RESPOND; KORCZEWSKI; JERUZALSKI; MOGIELNICKI; STALEGOWSKI; TRZCINSKI; WROTNOWSKI; ZELAZNICKI; SKUP; ZEMLO; UZIEBLO; PAPLINSKI; LOZA; STANSKI; SKWIERCZYNSKI; SOSZYNSKI; PNIEWSKI; RACZYNSKI; REMISZEWSKI - REMBISZEWSKI; ZAWADZKI; GORSKI; ZALESKI; PAPLINSKI; WSZEBOROWSKI; MECZYNSKI; OSINSKI; PROSTYNSKI; SKOLIMOWSKI; KOSIERADZKI; RYTEL; PIENKOWSKI; PAPROCKI; DYBOWSKI; ZEMBROWSKI;


 

Dane uzupełniajace DO POWYZEJ WYMIENIONYCH RODOW



Najstarsze zapisy: KOZUCHOWSKI

1438 r. Jakub z Kożuchowa swiadek na dokumencie fundacyjnym parafii katolickiej w Wyrozębach pod Sokołowem

Witold Semkowicz "Wywody szlachectwa..."

1455 r. Paweł de Kożuchów
1453 r. Jakub de Kożuchów

Księgi drohickie z XV w.:

1473 r. Jerzy z Kożuchowa
1474 r. Maciej z Kożuchowa, Jan Przeszek, Stanisław z Kożuchowa
1474 r. Jan z Błonia, Stanisław Kożuchowski
1474 r. Kożuchowski de Zawady
1475 r. Wojciech z Kożuchowa
1480 r. Stanisław z Kożuchowa, Piotr pleban z Kożuchowa
1476 r. Andrzej Błoński, Adam syn Jakuba Kożuchowski
1476 r. Piotr Zajac Żółkowski i Budka, Swiętosława, Mikołajowa i Maciejowa z Kożuchowa
1477 r. Dorota córka Stanisława z Kożuchowa, Swiętosław, Mikołaj, Budek, Maciej jej bracia
1479 r. Jakub Jałmużna (Księżopolski?), Stanisław syn Swiętosława z Kożuchowa
1479 r. Jakub Kożuchowski, Jan Błoński
1479 r. Stanisław Swiętoszkowicz z Kożuchowa
1481 r. Jurga (Jerzy) Kożuchowski
1481 r. Adam z Kożuchowa, Stanisław z Kożuchowa
1482 r. Stanisław Kożuchowski, Chrzczon ? z Błonia, Szymon Krasnodębski
1482 r. Adam z Kożuchowa
1482 r. Włodek Kożuchowski
1480 r. Stanisław i Jakub z Kożuchowa i Paweł Rudy
1484 r. Chrzczon z Błonia, Jakub Kożuchowski

Popis pospolitego ruszenia Radoszkowice Litwa 1567 r.:

Kożuchowo Wielkie:

Stanisław "Rybczyk" - klacz
Jakub Rybczyk - klacz, miecz
Maciej Rybczyk - pieszo, rohatyna
Matys "Zajac" - pieszo, rohatyna
Mikołaj "Chrosny" - klacz
Stanisław Jurga - pieszo z rohatyn±
Wojciech Jurga - pieszo
Jakub Zawisza - klacz
Andrzej "Bossak" - klacz
Stanisław Bossak - klacz, miecz
Melcher syn Michała - klacz, miecz
Baltazar syn Michała - klacz, miecz
Paweł "Gasiorek" wysłał syna Bartosza pieszo z mieczem
Szczęsny "Zajac" - klacz, miecz
Stanisław syn jana "Litwiniek" - pieszo
Marcin Bossak - klacz, miecz
Maciej Jurga - klacz, miecz
Herubin z bratem Bartoszem - koń, miecz
Wojciech syn Pawła Osiński - klacz, miecz

Krasnodęby Kasmy (Kosmy):

Szymon Kożuchowski wysłał syna Bartosza - klacz, mieczem

Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu województwa podlaskiego do Polski, Drohiczyn 1569 r.:

Kożuchowo:

Andrzej syn Pawła
Mikołaj syn Jakuba
Stanisław syn Szymona
Stanisław syn Jana
Szczęsny syn Stanisława
Maciej syn Stanisława
Stanisław syn Jana
Maciej syn Szymona
Jakub syn Szymona Zawisza
Stanisław syn Pawła
dziedzicowie z Kożuchowa

Jakub Zawisza Kożuchowski
dziedzic ze Skorupek

J. Urwanowicz "Wykaz urzędników podlaskich..."

Kożuchowski herbu Roch (Bon.)

Jan Kożuchowski - łowczy drohicki (1648, zm. 27 VIII 1658 r.)
Marcin Kożuchowski - poczaszy drohicki (1642-1645)

Adam Boniecki "Herbarz Polski..." - fragmenty:

Kożuchowski herbu Roch vel Pierzchała z Kożuchowa na Podlasiu

Jan Kożuchowski łowczy drohicki podpisał elekcję Jana Kazimierza umarł 1658 r.
Stanisław Kożuchowski został podstolim łukowskim 1661 r.
Aleksander, Karol i Stanisław Kożuchowscy z ziemi drohickiej elektorowie Michała Korybuta
Walenty Kożuchowski z województwem podlaskim podpisał elekcję Augusta II
Mateusz Kożuchowski syn Marcina i Marianny Sobikówny (Sobiczewskiej?) sprzedał w 1752 r. częsć swoja na Krasnodębach Kosmach i Bachorzy bratankowi swemu Grzegorzowi Mateuszowi Kożuchowskiemu synowi Fabiana i Heleny Wyrozębskiej
N. (?) Kożuchowski ożeniony z Przygodzka
Maciej Kożuchowski syn Antoniego nabył w 1741 r. częsć Karowowa w ziemi łukowskiej, syn jego Jakub Kożuchowski odstapił w 1795 r. częsć tę bratu Janowi Kożuchowskiemu
Michał Kożuchowski syn Jakuba ur. 1793 r. w parafii Trzebieszów, wylegitymowany 1804 r Galicja Zachodnia. Tam i w tymże roku ligitymowani: Michał Kożuchowski syn Tomasza i Doroty Wierzbickiej, wnuk Jana, urodzony 1771 r. w parafii Jabłonna (Lacka). Jakub i Józef Kożuchowscy synowie Benedykta wojskiego bracławskiego i Marianny Izdebskiej. Brat ich Stanisław Kożuchowski poborca w ziemi drohickiej 1790 r.
Jan Kożuchowski ur. 1782 r. w parafi Kożuchówek, syn Lamberta dziedzica na Włodkach 1799 r. i Marianny, wnuk Adama
Stanisław Kożuchowski, syn Jakuba odstapił 1771 r. częsć Kożuchowa Wielkiego i Błonia małego synowi Wojciechowi Kożuchowskiemu, którego syn Antoni urodzony z Magdaleny Błońskiej 1783 r. w parafii Kożuchówek, legitymowany ze szlachectwa 1804 r. Galicja Zachodnia

 

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

 „…Już  w 1419 r. występował pleban z Kożuchowa Maciej, który był swiadkiem fundacji koscioła w Kuczynie na Nurcem. Fundacja w Kożuchowie musiała być zatem nieco wczesniejsza. W 1458 r. plebanem w Kożuchowie był Trojan, a w latach 1471 – 1488 Piotr… Fundatorami koscioła w Kożuchowie byli niewatpliwie miejscowi dziedzice – szlachta herbu Pierzchała. Jednym z nich mógł być Jakub z Kożuchowa, który w 1438 r. swiadczył na dokumencie fundacyjnym koscioła w Wyrozębach. W 1453 r. zarzucał nieszlacheckie pochodzenie Marcinowi z Wyrozęb. Już w 2 poł. XV w. dziedzice Kożuchowa byli bardzo licznie rozrodzeni. Potwierdza to m.in. ich częste pojawianie się na kartach ksiag sadowych z tego okresu. Wspomniany Jakub występował w sadzie w 1458 r., a żył jeszcze w 1474 r., gdy jako jeden ze „starców” swiadków swiadczył w sprawie bojarów z Żrebczyc oraz w 1477 r., gdy wymieniany był z synami Adamem i Jakubem… Była to jedna rodzina dziedziczaca na Kożuchowie. Drugi krag rodzinny stanowili czterej bracia: Budek, Swiętosław, Mikołaj i Maciej – synowie Stanisława wymienianego w 1465 r… Trzecia rodzinę wymieniana w tym czasie w Kożuchowie stanowili: Jan zwany Żyłka, poswiadczony tylko w 1469 r. oraz syn Wojciech występujacy w latach 1474 – 1484… Nie wiadomo z kim z powyżej wspomnianych osób spokrewniony był Władysław, czyli Włodek z Kożuchowa, występujacy w l. 1474 – 1492, poswiadczony także jako kolator koscioła. Na jego czesc powstała wies Włodki, a jego potomkowie przybrali nazwisko Włodek. Z częsci Kożuchowa wyłoniły się także Zawady. W 1474 r. występował jakis Kożuchowski z Zawad… W 1501 r. występował Jan Kożuchowski zwany Zawada. Kożuchowscy mieszkajacy w Zawadach przybrali następnie nazwisko Zawadzkich…”


-------------

KOSOWSKI

Dane uzupełniajace (głównie w oparciu o informacje uzyskane od historyka Tomasza Jaszczołta):

Pospolite ruszenie Radoszkowice na Białorusi 1567 r.:

Wojciech syn Jana z bratem Melchiorem
Kacper syn Baltazara
Stanisław syn Andrzeja
Michał syn Feliksa
Wojciech syn Rafała
Jakub syn Rafała
Marcin syn Cherubina
Rafał syn Szczęsnego
Paweł syn Andrzeja
Wojciech syn Hieronima
Walenty Kosowski
Jerzy Kosowski pisarz grodzki drohicki

Przysięga na wiernosć Koronie po przył±czeniu województwa podlaskiego do Polski 1569 r.:

Jerzy pisarz grodzki drohicki
Stanisław syn Andrzeja
Paweł syn Andrzeja
Walenty syn Andrzeja
Seweryn syn Andrzeja
Bartosz syn Andrzeja
Wojciech syn Jana
Melchior syn Jana
Wojciech syn Rafała
Marcin syn Cherubina
Kacper syn Piotra
Rafał syn Feliksa
Paweł syn Jana

Podatek z 1580 r.:

Z Kosowa, Gutów i innych posiadłosci płacili:

Kacper Kosowski
Rafał Kosowski
Walenty Kosowski
Wojciech Kosowski
Jadwiga żona Seweryna Kosowskiego

Podatek z 1676 r. tzw. pogłówne:

Jakub Kosowski z Dębego
Władysław Kosowski z Dębego, Gutów i Telaków
Stefan Kosowski z Gutów
Adam Kosowski z Kosowa
Maciej i Stanisław Kosowscy z Kosowa, Gutów i Olszewa
Kazimierz Kosowski z Jabłonny Lackiej

O KOSOWSKICH W XV WIEKU SZUKAJ RÓWENIEŻ W ODCINKU: GRĄDZCY HERBÓW TRZASKA I RAWICZ

KOSOWSCY HERBU CIOŁEK PATRZ TEZ ADAM BONIECKI HERBARZ

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

„…Wies Kosów została nadana przez księcia Witolda rycerzowi Marcinowi z Ciołkowa w ziemi płockiej (dzisiaj Ciołkówko 12 km na północny wschód od Płocka), staroscie pułtuskiemu… Marcin otrzymał Kosów na prawie lennym, czyli feudalnym. W zamian za nadanie miał obowiazek stawiac się zbrojno na każda wyprawę. Kmiecie z jego dóbr mieli uczestniczyc w naprawie zamków… przywilej Witolda został wystawiony w Brzesciu w niedzielę po Bożym Ciele (13 czerwca) 1417r. swiadkami byli (m.in.) Mikołaj z Sepna (własciciel Sokołowa)… Marcina nie znamy już więcej ze zródeł podlaskich. Był natomiast notowany przez zródła mazowieckie… w 1437 r. Marcin z Kosowa wystapił razem z Janem z Ciołkowa w sadzie zakroczymskim. Według miejscowej tradycji zapisanej w XIX w. Marcin z Kosowa miał być ok. 1425 r. fundatorem pierwszego koscioła w tej miejscowosci. Tradycja ta zasługuje na wiarę… Pózniejsi Kosowscy z cała pewnoscia byli potomkami Marcina z Ciołkowa. Zarówno Kosowscy, jak i Marcin byli herbu Ciołek. Synem Marcina musiał być Andrzej z Kosowa, który występował od końca lat 40. XV w… synem Marcina, a bratem Andrzeja mógł być również Klemens Kosowski, który pojawił się w sadzie drohickim z synem Wojciechem w 1464r… w 1469 r. (Andrzej Kosowski został) sędzia ziemskim drohickim. Kosowski był  (nim) do 1481 r., kiedy to najpewniej zmarł… Jedynym znanym synem Andrzeja Kosowskiego był Stanisław, o którym była już mowa przy Jakimowiczach (Starej Wsi). Był on żonaty z dziedziczka tej wsi Anna…(synem Stanisława był zas) Mikołaj, który jednak został zapisany z nazwiskiem Kosowski. Kosowscy na otrzymanym od Witolda nadaniu założyli szereg wsi. Niewykluczone, że również od pózniejszych ksiażat otrzymywali dodatkowe nadania… w 1458 r. istniały Guty… Golanki istniały już w 1469 r…. Grady, które zostały założone po 1464 r….podobnie mogło być ze wsia Złotki. W XVI w. mieszkali tu Złotkowscy, którzy również (jak Popławscy w Gradach) zostali osadzeni przez Kosowskich… Nowa Wies istniała w 1474 r…. do Kosowskich należały też wsie Łomna i Olszew występujace w zródłach dopiero z XVI w. W 1519 r. Andrzej Kosowski zastawił Zawady Andrzejowi i Markowi synom „Brodzica” ze Sterdyni. Może ci szlachcice pozyskali Zawady na własnosc. Pózniej mieszkała tu rodzina szlachecka, która przyjęła nazwisko Zawadzki… Stanisław Kosowski – Jakimowski z żona Anna miał trzech synów: (Mikołaja, Jakuba i Andrzeja i od nich) pochodziły trzy linie rodziny dziedziczace tu w XVI i XVII w. Kosowscy najbardziej rozrodzeni byli w 2 poł. XVI w. Mikołaj żonaty z Ludmiła Raczkówna miał trzech synów: Rafała, Feliksa, Jakuba, plebana w Kosowie i córkę Dorotę, żonę Bogdana Prostyńskiego. Mikołaj zmarł wczesnie. Jakub z żona Barbara Wodyńska miał czterech synów: Stanisława, Mikołaja plebana w Miedznej i Suchożebrach, Andrzeja i Hieronima. Andrzej najmłodszy syn Stanisława Jakimowskiego (Kosowskiego) ożenił się z córka Stanisława Zawiszy z Zembrowa, sędziego drohickiego…”

-------------

 Dane uzupełniajace: TOCZYSKI

Najstarsze wpisy w księgi drohickie XV w.:

1473 r. Mikołaj Toczyski
1474 r. Jaczko Krowicki (Kurowicki) z bratankiem Waskiem zastawili kat Mikołajowi z Toczysk
1476 r. Paweł syn Szczepana z Toczysk
1477 r. "Myszko de Toczyska"
1477 r. Jakub z Toczysk i Stefan z Toczysk

Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu województwa podlaskiego do Polski w 1569 r.:

Toczyski:

Walenty Toczyski syn Jana woźny ziemski drohicki
Wojciech syn Stanisława
Jan syn Piotra
Jan syn Mikołaja
Ambroży syn Mikołaja
Szymon syn Michała
Stanisław syn Mikołaja
Tobiasz syn Stanisława
Andrzej syn Walentego
Szczęsny syn Macieja
Jan syn Szczepana
Jakub syn Macieja
Maciej syn Jana
Andrzej syn Jana

Kaliski:

Maciej Toczyski syn Jakuba
Mikołaj Toczyski
Stanisław Toczyski
Wawrzyniec Toczyski

Toczyski Czortki:

Marcin syn Wawrzyńca Toczyski
Stanisław syn Wawrzyńca
Szczepan syn Jana
Andrzej syn Wawrzyńca
Piotr syn Michała
Jan syn Marcina i od synowca swego Jana i od brata Kacpra niemocnych

"Toczyska":

Aleksy Toczyski komornik ziemski
Jakub syn Walentego
Stanisław syn Sebastiana

Wyrozęby Kunaty (Konaty):

Stanisław Toczyski syn Jana

Swinary:

Marek Toczyski

Popis pospolitego ruszenia Radoszkowice na Białorusi 1567 r.:

Toczyski Czortki:

Stefan "Oczko" - klacz, miecz
Marcin "Nemecz" - wysłał syna Piotra - klacz, miecz
Stanisław "Czurepek" - pieszo, rohatyna
Wawrzyniec syn Wojciecha - pieszo, rohatyna
Jakub "Piętka" - pieszo, rohatyna
Andrzej syn Walentego - pieszo, rohatyna

Toczyski Chrome:

Aleksy Toczyski komornik ziemski drohicki - koń, zbroja, rohatyna
Jakub syn Mikołaja - wysłał sługę Jana na klaczy
Mikołaj syn Mikołaja - z częsci swoich z Jabłonny i Toczysk - koń, rohatyna
Matys synowiec Mikołaja - klacz, rohatyna
Jan syn Marcina - klacz, rohatyna
Piotr syn Sebastiana - klacz, kord
Stanisław syn Wawrzyńca -  wyłał syna Matysa - klacz, rohatyna
Szczepan syn Stanisława - klacz, rohatyna

Toczyski Srednie:

Walenty woźny ziemski - klacz, miecz
Andrzej syn Jerzego - klacz, miecz
Jan "Rogala" - pieszo, rohatyna
Lenart syn Wawrzyńca - pieszo, rohatyna
Szczęsny syn Pawła - pieszo, rohatyna
wdowa Piotrowa wysłała Szczęsnego Toczyskiego pieszo z kordem

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

 „…Toczyski powstały na nadaniu księcia Zygmunta Kiejstutowicza. Informację o tym przekazuje niedatowany list starosty drohickiego Piotra Strumiłły z ok. 1470 r. rozpatrujacy skargę poddanych królewskich z Gródka na Pawła, Macieja i Marcina Toczyskich. Ich ojciec Mikołaj wysłużył tu ziemię u wielkiego księcia Zygmunta, który kazał ja odgraniczyc staroscie drohickiemu Andruszkowi Dowojnowiczowi (1438) i wwiazac w nia Mikołaja… Wspomniany Mikołaj, który jako pierwszy otrzymał nadanie od księcia Zygmunta w 1458 r. wział w zastaw młyn w Zembrowie od sędziego Piotra, a sam zastawił dziedzictwo w Sterdyni Stanisławowi z Tchórznicy, występował jeszcze w 1475 r. Jego synowie zaczęli się pojawiac od l. 70. XV w. Oprócz wymienionych w dokumencie Piotra Strumiłły synami Mikołaja mogli być również: Wojciech z Toczysk, który w 1464 r. otrzymał wójtostwo w Skrzeszewie z rak biskupa łuckiego Jana Łosowicza oraz Szczepan Jakub z Toczysk występujacy w 1477 r. Toczyscy byli herbu Awdaniec, potwierdza to m.in. przydomek używany przez niektórych z nich od 1477 r. – „Jawdancowicz”. W 1528 r. wystawili do popisu aż 6 koni. W 1599 r. wywiedli szlachectwo z herbem Awdaniec…”

---------------

 Dane uzupełniajace:

PLISZKA HERBU PÓŁKOZIC

Najstarsze zapisy w księgach drohickich XV w.:

1470 r. Maciej z Pliszek
1475 - 1481 r. Mikołaj z Pliszek
1477 r. Marek Pliszka
1482 r. Mikołaj Pliszka

Przysięga na wiernosć Koronie po przył±czeniu województwa podlaskiego do Polski 1569 r.:

(według informacji Tomasza Jaszczołta przysięgało wówczas 20 członków tej rodziny, w wykazach drukowanych sa zas liczne luki):

np. Pliszki:

Andrzej syn .....
Jan syn Szczęsnego
Piotr syn Jakuba
Stanisław syn Tomasza i za brata ....
Maciej syn ......
Mikołaj syn ....
Zygmunt .....
Katarzyna wdowa po .... (itp.)

Popis pospolitego ruszenia Radoszkowice na Białorusi 1567 r.

(według informacji Tomasza Jaszczołta stawiło się wówczas 18 Pliszków, w moim wykazie brak zapisków odnoszacych się do tej wsi i tego rodu)

Podatek z 1580 r.:

Z 4, 5 włóki ziemskiej podatek ten opłacił w imieniu swoim i pozostałych współdziedziców Stanisław z Pliszek

Podatek z 1676 r. tzw. pogłówne

wynika z niego, że we wsi Pliszki było razem 14 dymów (domów) z czego w 8 mieszkali przedstawiciele rodu Pliszków

PLUTA HERBU KUCZABA

Najstarsze zapisy w księgach drohickich XV w.:

przed 1470 r. Stanisław Pluta kupił częsć Korycian na Podlasiu i powstała tu wies Pluty
1477 - 1481 r. Stanisław Pluta z Korycian
1481 r. Grzymek syn Pluty z Korycian, Andrzej "Pluczyc" z Korycian
1483 r. Bartłomiej z Plut


Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu województwa podlaskiego do Polski 1569 r. Drohiczyn:

Pluty Czarnoty:

Stanisław syn Lenarta
Jerzy syn Stanisława Jan syn Mikołaja
Mikołaj syn Stanisława
Lenart syn Piotra
Paweł syn Wojciecha
Wawrzyniec syn Stanisława
Bartosz syn Mikołaja
Gotard Kamieński syn Jerzego
Stanisław syn Andrzeja
Szczęsny syn Marcina
Rafał syn Jerzego
Paweł syn Stanisława

Popis pospolitego ruszenia Radoszkowice na Białorusi 1567 r.:

Wies Pluty:

Mikołaj syn Stanisława - klacz, kord
Adrzej syn Wawrzyńca - klacz, kord, siekiera
Jan syn Hieronima - od dzieci stawił koń i miecz
Grzegorz Czarnocki syn Stanisława - klacz, miecz
Wawrzyniec Czarnocki syn Stanisława - klacz, kord
Druzjana? "Andrzejewna" z imienia swojego z Plut i z Kamianki - klacz
Jan syn Mikołaja - klacz, miecz
Wojciech syn Macieja - z częsci swojej - klacz, miecz
Lenart syn Piotra wysłał syna Salomona - koń, rohatyna

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

 „… Sasiadujaca z Paprotnia wies Pluty powstała na częsci gruntów Korycian, zapewne przez kupno ich częsci. Nabywca tej częsci był chyba Stanisław Pluta z Korycian występujacy w latach 1473 – 1481. Jego synami byli z pewnoscia Grzymek Plucic, Andrzej Plucic, Jakub Plucic i zapewne Bartłomiej z Plut… Plutowi ci pochodzili najpewniej ze wsi Pluty w ziemi wiskiej, gdzie w 1483 r. spotykamy Andrzeja syna nieżyjacego Stanisława z Plut, niewatpliwie identycznego z powyższym Andrzejem Plucicem z 1481 r. Plutowie ci musieli zatem jeszcze po przeniesieniu się do ziemi drohickiej posiadac częsci także w ziemi wiskiej… Plutowie z ziemi wiskiej byli herbu Kuczaba, tego samego herbu byli więc również Plutowie z parafii Paprotnia, którzy w 1528 r. wystawili do popisu jednego konia…”

 „..Pliszki były gniazdem niewielkiego rodu Pliszków. W 2 poł. XV w. występowali tu: Mikołaj zwany Szczerba, Marek oraz bracia Piotr i Bartłomiej. W 1528 r. Pliszkowie ci wystawili do popisu wojskowego dwa konie…”

-------------

 Dane uzupełniajace: RZEWUSKI

Najstarsze zapiski w księgach sadowych drohickich z XVw.:

1479 r. Paweł Rzewuski

Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu województwa podlaskiego do Polski 1569 r. Drohiczyn:

Rzewuski Żale:

Paweł Rzewuski syn Stanisława
Wawrzyniec syn Marcina Pliszki
dziedzicowie z Rzewusk Żali

Rzewuski:

Jan, Kacper, Wawrzyniec  i  Sebastian synowie Mikołaja
Jakub, Stanisław, Szymon synowie Wojciecha
Sebastian
Stanisław syn Jerzego
Stanisław i Jan synowie Macieja
...luka w wpisach... i Maciej synowie Szczęsnego
Sebastian syn Stanisława
Stanisław syn Jana
dziedzicowie z Rzewusk

Popis pospolitego ruszenia Radoszkowice na Białorusi 1567 r.:

Wies Rzewuski Zawady:

Gana Skaczkowa? - żona Stanisława Rzewuskiego z Rzewusk i Zawad z oprawy swojej stawiła sługę swojego Jana pieszo
Wawrzyniec Milanowski - koń
Stanisław "Smieszkowicz" - koń, miecz
Kacper "Bałowicz?" - koń, rohatyna
Sebastian "Balik?" - koń, rohatyna
Hieronim syn Szczęsnego - koń, rohatyna
Jan syn Piotra wysłał syna Abrama - koń
Paweł syn Stanisława - pieszo, rohatyna
Stanisław syn Piotra - koń, rohatyna
Sebastian syn Jerzego wysłał sługę Floriana Skolimowskiego - koń
Stanisław syn Pawła - koń, miecz
Jan "Miadejka?" syn Macieja - koń, rohatyna
Jan syn Mikołaja - koń, miecz
Bartosz "Smieszkowicz" - koń, miecz
Jakub syn Wojciecha - koń, miecz, rohatyna
Serafin syn Szczęsnego - koń, rohatyna
Szymon syn Stanisława - koń, miecz
Lenart "Smieszkowicz" - koń, miecz
Stanisław syn Wojciecha wyłał sługę "Brejskowo?" - pieszo
Stanisław syn Macieja - koń, rohatyna
Lenart syn Jana wysłał sługę Lipińskiego - koń, miecz
Maciej syn Wojciecha - koń, kord
Jakub syn Jana  - koń, kord
Maciej Rzewuski od żony - koń

Rzewuski Żale:

Wojciech syn Stanisława - koń, rohatyna
Jan syn Pawła - koń, rohatyna
Wawrzyniec Pliszka - koń
Piotr Ligowski? - koń, miecz
Paweł syn Stanisława - koń, rohatyna
Mirosława (Miłosława?) Madziejeczna wysłała sługę na koniu z mieczem
Stanisław "Nadbór" - koń, miecz
Andrzej syn Piotra "Nadbór" - koń, miecz
Jarosz syn Jana - koń, miecz
Adam syn Jana - koń, miecz

Przesmyki:

Andrzej Rzewuski wysłał zięcia swego Kamieńskiego na klaczy

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

 „…Stare Rzewuski były gniazdem drobnoszlacheckiej rodziny Rzewuskich, której jedna gałaz w XVII w. przeniknęła do magnaterii. W XV i XVI w. nazwisko tej rodziny zapisywano jako „Rzewski”. W 1448 r. występowali w sadzie Tomasz i Stanisław Rzewscy. W l. 1469 – 1479 najczęsciej pojawiał się Maciej zwany Połec z żona Anna. Oprócz niego w Rzewuskach dziedziczyli w tym czasie: Marcin, Jan, Mikołaj, Stanisław, Michał, Paweł, Adam… Na przełomie XV/XVI w. powstała też wies Rzewuski Zawady. W 1503 r. występował Jan Zawada z Rzewusk. W 1528 r. wszyscy Rzewuscy wystawili do popisu wojskowego aż 8 koni… Było jednak chyba kilka różnych rodów mieszkajacych w Rzewuskach. W 1550 r. w wywodzie szlachectwa Jana syna Piotra z Rzewusk swiadczyli: Maciej i Stanisław Rzewuscy herbu Bolesta, Jan i Paweł z innych Rzewusk herbu Zagroba, oraz Stanisław i Jan z innej wsi Rzewuski herbu Jastrzębiec. Z kolei w 1630 r. Rzewuscy z Rzewusek Żali i Zawad podawali, że sa herbu Lubicz. Z Rzewuskich herbu Lubicz wywodziła się zapewne magnacka gałaz rodziny, która używała pózniej herbu Krzywda…”

---------

 WRZOSKOWIE

Dane uzupełniajace:

Najstarsze zapiski z ksiag sadowych drohickich z XV w.:

1473 r. Mikołaj de Wrzoski
1473 r. sprawa pomiędzy Bartoszem "oprawca" (urzędnikiem doprowadzajacym do sadu), a Małgorzata Mikołajowa z Wrzosek
1475 r. Michał Wrzosek
1479 r. Leonard de Wrzoski
1481 r. Piotr Wrzosek z Węgrowa
1481 r. Michał Wrzosek de Telaki
1481 r. Katarzyna Wrzosek żona Stanisława
1483 r. Jakub Wrzosek z Węgrowa

Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu województwa podlaskiego do Polski, Drohiczyn 14 maj 1569 r.

Wrzoski:

Jakub syn Jana i .... syn Stanisława
Andrzej syn Stanisława
Szczęsny syn Stanisława
Jakub syn Stanisława
Wawrzyniec syn Stanisława
Hieronim syn Stanisława
Stanisław syn Marka
Stanisław syn Adama
Wawrzyniec syn Adama
Marcin syn Jerzego
Jędrzej syn Jana
Jakub syn Macieja
Stanisław syn Piotra
Walenty syn Bartłomieja
Jan syn Macieja
Maciej syn Marcina
Stanisław syn Marcina
Wojciech syn Dominika
Jakub syn Jana i za ojca swego Michała niemocnego
Jan syn Abrahama
Paweł syn Macieja
Mikołaj syn Abrahama
Stanisław, Andrzej, Paweł, Jan synowie Abrahama
Mikołaj syn Jakuba
Adam syn Stanisława
Tomasz syn Stanisława
Szczęsny syn Macieja
Róża - wdowa po Janie
Stanisław syn Rafała
Szczęsny syn Rafała
Dorota - wdowa po Walentym
dziedzicowie z Wrzosków

Pospolite ruszenie, Radoszkowice na Białorusi 1567 r.:

Wrzoski:

Jakub "Grondyj?" - klacz, kord
Jan syn Abrahama - klacz, miecz
Bartosz syn Mikołaja - klacz, miecz
Walenty Niepiekło z półwłóczka swego i swojej żony stawił klacz i miecz
Jan i Stanisław "Drobiakow?" bracia rodzeni - pieszo, rohatyny
Stanisław wysłał sługę - klacz, rohatyna
Stanisław "Benk?" wysłał syna Szczęsnego - klacz, miecz
Stanisław syn Szczęsnego - pieszo, miecz
Marcin syn Jerzego - pieszo, kord
Maciej "Benk?" - klacz, miecz
Jakub syn Jana - pieszo, kord
Jan - pieszo z kordem
Walenty syn Szczepana "Wawrzyńców" - pieszo z mieczem
Stanisław syn Bartosza - pieszo, rohatyna
Maciej syn Wawrzyńca "Benk?" - pieszo, miecz
Wojciech syn Dominika - pieszo, miecz
Walenty syn Dominika - pieszo, miecz
Marcin syn Stanisława - pieszo, kord
Walenty "Tryszczeński?" od żony swej pieszo z mieczem
wdowa po Marcinie wysłała syna Marcina - pieszo, miecz
Andrzej Wyszomierski od żony swej - klacz, kord
Stanisław syn Marcina  "Bochenkow???" - pieszo, miecz
Stanisław syn Macieja "Nagórny" - pieszo, rohatyna
Jakub "Kuropatwa" wysłał syna Macieja pieszo z rohatyn±
Stanisław "Drobnik?" syn Dzierżka - pieszo, rohatyna
Mikołaj syn Jakuba - koń, arkabuzer!
Walenty syn Stanisława - pieszo z mieczem i siekier±
Stanisław syn Adama - koń

Podatek z 1580 r.:

Wrzoski: urodzeni Stanisław i Paweł Wzroskowie z czesnikami swoimi z 10 włók ziemskich

TARKOWSCY

Dane uzupełniajace:

Najstarsze zapiski sadowe z Drohiczyna XV w.:.

1476 r. Mikołaj Tarkowski zwany Cholewa
1477 r. Marek Pliszka, Mikołaj Tarkowski
1479 r.Mikołaj Cholewa z Tarkowa
1481 r. Paweł "de Tarnkowo" (Tarkowo), Maciej "Tarnkowski" (Tarkowski)
1482 r. Mikołaj Cholewa z Tarkowa (wraz z ) Maciejem z Paprotnej Podawczyc, Mikołajem Pliszka, Andrzejem Łoza
1483 r. Piotr "Poswiętny" z Tarkowa, Czamborowa z zięciem Janem i córka Barbara

Przysięga na wiernosć Koronie 1569 r. Drohiczyn:

"Tarnkowo Małe" (Tarkowo Małe):

Maciej syn Jakuba
Ambroży syn Jana
Stanisław syn Jana
Sebastian syn Jana
Stanisław syn Macieja
Adam syn Stanisława
Józef syn Stanisława i za synowca swego
Wojciech syn Jakuba
Jan syn Jakuba
Więcław syn Piotra
dziedzicowie z Tarnkowa Małego

"Tarnkowo Małe i Wielkie":

Jan syn Jana i za synowca swego...
Krzysztof...
Wojciech...
Jan syn Wojciecha
Walenty za żonę swoja Zofię
dziedzicowie z Tarnkowa (Tarkowa)

Popis pospolitego ruszenia Radoszkowice 1567 r.:

Wies Tarkowo:

Matys syn Pawła z Pliszek, z Tarkowa Małego z częsci swojej, która ma od Jana Glimuntowicza, od ojca swojego i z innych częsci swoich gdziekolwiek ma stawił konia
Matys "Soborek" syn Mikołaja - koń
Jozue? syn Mikołaja - koń
Adam syn Stanisława - pieszo, rohatyna
Paweł syn Macieja "Pępko?" - pieszo, kord, rohatyna
Wawrzyniec syn Piotra - koń
Jan syn Jakuba - koń
Maciej syn Jakuba "Soborek?" - koń
Wojciech syn Jakuba - koń
"Wenslaw" (Więcław) syn Piotra - klacz, kord

Wies Tarkowo Wielkie:

Matys "Czastko?" wysłał syna Lenarta - koń
Mikołaj "Nadolny" Cholewa - koń, rohatyna
Jan syn Mikołaja - koń
Lenart Cholewa syn Macieja - koń
Andrzej syn Jana - pieszo
Wojciech syn Jana - koń
Stanisław syn Marcina - koń, rohatyna
Serafinowa wdowa wysłała - koń
Marcin syn Pawła - koń
Walenty "Próchnik?" syn Mikołaja - koń
Walenty Trębicki - koń
Jan Żółkowski wysłał syna - koń
Więcław Cholewicz wysłał syna - koń
Jakub syn Macieja - pieszo z kijem!!!
Jakub syn Adama - koń
Szczęsny "Kasma?" z Tarkowa - koń
Jan "Waga" wysłał wnuka swojego - koń
Andrzej syn Marcina - pieszo

"Urzędnicy Podlascy..." J. Urwanowicz:

Tarkowscy herbu Klamry (Niesiecki IX s.9)

Benedykt Tarkowski - wojski mniejszy mielnicki (a.1772r.), wojski większy mielnicki (1772), czesnik mielnicki (1772-75), pisarz mielnicki (1775), zm. 11 lutego 1777 r.
Feliks Tarkowski - czesnik podlaski, zm. 12 listopada 1711 r.
Sebastian (Stanisław) - komornik mielnicki 1632 r., podstoli mielnicki (1648-50), chor±ży mielnicki 1650 r., sędzia  mielnicki, zm. 18 grudnia 1665 r.
NN (bez imienia) - podstoli drohicki w XVIII w.

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

„… Wsie Tarków Wielki i Tarkówek Mały w XV w. stanowiły jeszcze jednya dziedzinę. Mieszkajacy tu ród szlachecki był herbu Cholewa. Znamy członków tego rodu od poł. XV w. W 1448 r. występował Stanisław Olkowicz z Tarkowa. W 1469 r. Mikołaj z Tarkowa przedstawił swiadków w sadzie w sprawie o kradzież. W 1470 r. tenże Mikołaj wyrokiem konsystorza janowskiego miał zwrócic kosciołowi w Przesmykach dobra zapisane przez nieżyjacego Stanisława z Tarkowa. Mikołaj mógł być synem owego Stanisława. Mikołaj zapisywany z przydomkiem Cholewa pojawiał się w sadzie drohickim do 1482 r. W latach 1458 – 1482 występował Andrzej zwany Waga… w następnym roku występowała wodwa po nim Beata z dziecmi: Maciejem, Klemensem, Janem, Stanisławem, Piotrem, Dorota i Katarzyna. Oprócz nich z Tarkowa w tym czasie pisali się: Wszebor, Wawrzyniec, Paweł, Piotr zwany Poswiętny z żona Stachna, Maciej… Tarkowscy stawili się do popisu wojskowego z 4 końmi (1528)…”

 „…Wrzoski były wzmiankowane po raz pierwszy w zapiskach sadu drohickiego w 1450 r… informacje o mieszkańcach tej wsi pochodza z lat pózniejszych. W 1464 r. Piotr Wrzosek swiadczył na dokumencie Andrzeja Kossowskiego nadajacego dabrowę Piotrowi Popławskiemu. W księdze sadowej drohickiej z lat 1483-1484 spotykamy kolejnych dziedziców z Wrzosek, których jednak z braku bliższych danych trudno powiazac w konkretne grupy rodzinne. W latach 1473 – 1475 występował Michał, być może identyczny z Michałem Wzroskiem z Stelag, odnotowanym w 1481 r., w 1473 r. występował Mikołaj Wrzosek z żona Małgorzata… W latach 1475 – 1485 był notowany Maciej zwany Garbatym z Wrzosków, którego synami byli Szczepan i Stanisław występujacy w latach 1478 – 1483. W latach 1485 – 1497 był znany Dersław… W latach 1481 – 1482 wzmiankowany był Piotr Wrzosek z Węgrowa. Z Węgrowa pisał się również Jan Wrzosek, żonaty z Dorota, notowany w latach 1478 – 1483. W 1477 r. pojawił się Jakub. Od 1488 r. występował Leonard, który w 1495 r. zeznawał w sprawie Pogorzelskich przeciw Wodyńskim. W 1552 r. Wrzoskowie wywodzac szlachectwo podali jako swój herb – Dabrowę…”

------------------

 Dane uzupełniajace: ZOLKOWSKI

Najstarsze wpisy w księgi drohickie XV w.:

1474 r. Maciej z Żółkw
1476 r. Grzegorz Żółkowski
1477 r. Mikołaj z Żółkw
1477 r. Stanisław i Maciej z Żółkw

Pospolite ruszenie Radoszkowice na Białorusi 1567 r.:

Maciej syn Lenarta

Marcin syn Mikołaja
Stanisław "Samostrzelik"
Stanisław syn Szczęsnego
Zych syn Mikołaja
Piotrowa wdowa
Jakub syn Jana
Maciej syn Jana
Paweł syn Macieja
Wojciech
Walenty syn Wojciecha
Szczęsny syn Marcina
Jan syn Marcina
Piotr syn Szczęsnego
Szymon syn Szczęsnego
Maciej syn Jana
Kacper syn Jerzego
Wojciech "Zajaczek"
wdowa Sebastianowa

Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu województwa podlaskiego do Polski 1569 r. Drohiczyn:

Jan syn Marcina
Szczęsny syn Marcina
Wojciech woźny ziemski
Kacper syn Jerzego
Wojciech syn Jerzego
Marcin syn Mikołaja
Walenty syn Wojciecha
Bienik? syn Ludwika
Maciej syn Ludwika
Wincenty syn Pawła
Stanisław syn Szczęsnego
Piotr syn Szczęsnego
Szymon syn Szczęsnego
Maciej syn Andrzeja
Paweł syn Jana

Podatek z 1580 r.:

Od 5 włók ziemskich podatek w swoim imieniu i innych współwłascicieli Żółkw opłacił Maciej Żółkowski

Podatek z 1676 r. tzw. pogłówne:

W Żółkwach mieszkali wtedy:

Jan Żółkowski
Wawrzyniec Żółkowski
Jakub Bujalski
Maciej Kożuchowski
Mateusz Żółkowski
Jakub Żółkowski
Wawrzyniec Żółkowski
Stanisław Żółkowski

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

„…Żółkwy po raz pierwszy zostały wymienione w 1458 r. gdy pojawił się w sadzie Stanisław Żółkowski. W 1466 r. Piotr z Żółkw był swiadkiem Piotra z Bujał. Być może był on identyczny z Piotrem Zajšcem Żółkowskim poswiadczonym w latach 1475 – 1477. Oprócz niego w Żółkwach dziedziczyli bracia Maciej (1474 – 1477) i Stanisław (1477), Grzegorz (1476), Mikołaj (1476 – 1477) i jego brat Gariel (1477). W 1495 r. starosta drohicki Jakub Dowojnowicz rozpatrywał skargę bojarów z Repek na Macieja i Stanisława Żółkowskich, że dzierżawia ich ziemię „nie wiadomo jakim prawem”. Żółkowscy twierdzili że ziemię tę posiadali po swoich ojcach, dziadach, którzy kupili ja u przodków tych bojarów w czasach księcia Zygmunta Kiejstutowicza, a granice wyznaczył ówczesny starosta drohicki Andruszko Dowojnowicz ojciec Jakuba. Jakub Dowojnowicz potwierdził granice wyznaczone przez swego ojca i oddalił pretensje Repków. W 1528 r. Żółkowscy stawili do popisu wojskowego 2 konie…”

----------

 SWINARSCY

Najstarsze zapisy:

1452 r. król Kazimierz Jagielończyk potwierdził braciom Mikołajowi i Stanisławowi posiadanie wsi Swinary po ojcu Wawrzęcie
1452 r. wymieniony niejaki "Wojewódka" ze Swinar w ziemi łęczyckiej
1476 r. Marcin ze Swinar
1477 r. Stanisław i Jan dziedzice na Swinarach
1477 r. Marcin ze Swinar
1484 r. Mikołaj Swinarski

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.:

Swinary:

Antoni syn Jakuba komornik ziemski - koń, rohatyna
Jan syn Jakuba - klacz, rohatyna
Stanisław "Wnuk" - klacz, miecz
Jakub syn Jana "Swinar" - klacz, miecz
Serafin syn Jana - klacz, miecz
Andrzej syn Macieja - klacz, miecz
Józef syn Jana - klacz, miecz
Serafin syn Macieja - klacz, miecz
Jakub syn Mikołaja - klacz, miecz
Maciej syn Mikołaja - klacz, miecz
Łukasz syn Jakuba - klacz, kord
Piotr syn Jakuba - klacz, miecz
Florian syn Andrzeja - klacz, miecz
wdowa Wojciechowa "wysłała" - klacz i miecz
wdowa Stanisławowa Jaruzelska "wysłała" - pieszo, rohatyna
Marek Toczyski z Toczysk i Swinar - klacz i miecz
Ganka córka Szymona sierota "wysłała" pieszo, rohatyna
Jan syn Andrzeja - koń, rohatyna

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Swinary:

Antoni Swinarski komornik ziemski drohicki, syn Jakuba
Stanisław syn Jakuba
Jan syn Jakuba z Kowies i Sosny

Swiniary:

Łukasz Swinarski syn Jakuba i od syna swego, który lat nie ma - Adama
Florian Swinarski
Andrzej Swianarski
Stanisław "Rundek"
Swinarski.... (luka w tekscie)
Serafin syn Jana
Jakub syn Jana
Jędrzej Suski
Józef Suski
Serefin syn Macieja
Krzysztof i Stanisław synowie Stanisława
Jakub syn Mikołaja
Maciej i Piotr synowie Mikołaja
Marek Toczyski

TRĘBICCY

Najstarsze zapisy:

1473 r. Stanisław z Trębic
1475 r. Wit z Trębic
1481 r. Stanisław Trębicki
1483 r. Stanisław Trębicki, Prokop Trębicki

Przysięga na wiernosc Koronie 1569 r. Drohiczyn:

Trębice:

Jan syn Jakuba
Stanisław syn Piotra
Stanisław syn Macieja
Marek syn Marcina
Jerzy syn Marcina
Jan syn Mikołaja
Stanisław syn Mikołaja
Maciej syn Tworka
Mikołaj syn Tworka
Mikołaj syn Macieja
Szczęsny syn Wojciecha
Wojciech syn Jakuba
Jan syn Tworka i od stryja niemocnego

Popis pospolitego ruszenia Radoszkowice na Białorusi 1567 r.:

Trębice Stare:

Stanisław syn Piotra - klacz, miecz
Stanisław syn Macieja - klacz, kord
Paweł syn Marka - klacz, rohatyna
Jerzy syn Macina - klacz, rohatyna
Jan syn Mikołaja - klacz, miecz
Stanisław syn Mikołaja - klacz, kord
Stanisław syn Marka - koń
Maciej syn Tworka i z Wierzbic za małzonkę stawił - klacz, miecz
Mikołaj "Tworkowicz" - klacz
Mikołaj syn Macieja - klacz, rohatyna
Szczęsny syn Wojciecha - pieszo, rohatyna
Wojciech syn Jakuba - klacz, kord
Jan syn Jakuba - klacz, miecz
Andrzej "Chodołka"? - klacz, miecz
Szymon "Chodołka" - klacz, miecz
Sebastian syn Jakuba - klacz, rohatyna
Stanisław syn Jakuba - klacz, rohatyna
Krzysztof syn Jakuba - klacz, rohatyna
Paweł syn Jakuba - klacz, rohatyna
Stanisław syn Jana - klacz, rohatyna
Adam syn Wawrzyńca - klacz, rohatyna
Andrzej syn Jana - klacz, miecz
Stanisław syn Mikołaja - pieszo, rohatyna
Serafin syn Mikołaja - klacz, rohatyna
Sebastian syn Mikołaja - klacz, rohatyna
Sebastian syn Stanisława - klacz, kord
Jan syn Stanisława - klacz, rohatyna
Lenart syn Mikołaja - klacz, miecz
Szczęsny syn Mikołaja - klacz, miecz
Paweł syn Walentego - klacz, miecz
Grzegorz syn Andrzeja - klacz, miecz
Lenart syn Wojciecha wysłał syn Serafina - klacz, rohatyna
Salomon syn Macieja - klacz, miecz
Jerzy syn Macieja - pieszo z rohatyna
Wawrzyniec syn Lenarta wysłał zięcia Stanisława - klacz, miecz
Jan syn Walentego - klacz, miecz

Kapica Milewski:

DOM TRĘBICKICH - dobra "Trembice" w ziemi drohickiej

1605 r. akta drohickie - Jan i Stanisław synowie Salomona Trębickiego, dziedzice dóbr Trębice
1640 r. akta drohickie - Marcin syn Stanisława Trębickiego, Szymon Trębicki - dobra Trębice Nagórne
1655 r. akta drohickie - Laurenty syn Krzysztofa Trębickiego komornik ziemski drohickie

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

 „… Trębice w XVI w. podzieliły się na trzy odrębne wsie – Stare, Piardy i Chadałki (obecnie Górne i Dolne). Istniały już w poł. XV w. W 1452 r. Piotr Trębicki i Paweł z Trębic swiadczyli Wojciechowi Skorupce. Piotr miał przydomek Król i występował jeszcze w 1485 r. Jego bratem był Florian (Tworian) występujacy w latach 1458 – 1485. Z tego samego pokolenia byli też niewatpliwie Wit (1453 – 1492) i Stanisław zwany Piardo (1469 – 1487). Oprócz nich byli również wspomniani: Wszebor, Jan Kokoszka, Maciej, Prokop i Błażej. Trębiccy w 1528 r. wystawili do popisu 3 konie…”

 „…Swiniary w 1452 r. należały do braci Mikołaja i Stanisława. W tym roku Kazimierz Jagiellończyk wystawił dla nich dokument, w którym potwierdził posiadanie Swiniar po ich ojcu Wawrzęcie. Bracia otrzymali zwolnienie od wszelkich ciężarów na rzecz panujacego, za wyjatkiem podymnego, które mieli płacic ich kmiecie w wysokosci 2 groszy z każdej włóki rocznie. Mikołaj i Stanisław mieli również obowiazek sprawowania służby wojskowej, tak jak czynili to ich przodkowie za czasów księcia Witolda. Najpewniej więc Swinary otrzymał już od księcia Witolda Wawrzęta ojciec Mikołaja i Stanisława. Przywilej dla niego mógł ulec zniszczeniu, dlatego bracia wystarali się o nowy u Kazimierza Jagiellończyka. W latach 70- tych występowało już pokolenie dzieci odbiorców dokumentu z 1452 r. Stanisław z żona Dorota miał córkę Annę, żonę Mikołaja Księżopolskiego oraz synów: Jana, Piotra i Stanisława, wymienionych w 1482 r. Z kolei synami Mikołaja mogli być Marcin, Beata, Jan i Mikołaj występujacy także w 1482 r. Swinarscy w 1528 r. wystawili do popisu jednego konia…”

------------

 Dane uzupełniajace:

JABŁOŃSCY Respondowie:

Najstarsze zapisy:

1477 r. Mikołaj Szepioto z Jabłonny, Stanisław "Rospad" (Respond) stamtad
1477 r. Stanisław Szepioto de Jabłonna, Mikołaj Szepioto z Jabłonny
1477 r. Mikołaj Szepioto Jabłoński
1478 r. Stanisław "Respath" (Respond), Stefan de Wierzbica (Wierzbice)
(1479 r. Dacbog Jabłoński z ziemi brańskiej)
1479 r. Stanisław "Respad" (Respond) z zięciem Jerzym Niecieckim (z Niecieczy)
1479 r. Jan Jabłoński pozwał pania Niemierzynę
1480 r. Szepioto Jabłoński

Popis pospolitego ruszenia Radoszkowice 1567 r.:

Jabłonna i Sarnaki:

Malcher Walentynowicz (syn Walentego?) od matki swojej i braci nierozdzielnych (wspólnota majatkowa) ze wszystkich posiadłosci swoich powiatu Drohiczyńskiego i Mielinickiego stawił dwóch konnych z rohatynami
Jan Chruslicki? - klacz, kord, rohatyna
Krzysztof syn Mikołaja - koń, rohatyna

Jabłonna Respondowa:

Stanisław syn Matysa z Jabłonny i Tchórznicy - koń, zbroja
Jan "Gembisty? Kempisty?" - koń i miecz

KORCZEWSCY

Najstarsze zapisy:

1476 r. Stanisław Korczewski "gubernator - (łac)"
1480 r. Maciej Bońko z Kłopotowa z Stanisławem Korczewskim i Piotrem Namyskim
1476 r. Sprawa Stanisława Korczewskiego z Maciejem Porzezińskim
1481 r. Sprawa Stanisława Korczewskiego z siostra Fiedka Dowojnowiczowa
1481 r. Stanisław Korczewski "nomine" Czarna

------------

 Dane uzupełniajace:

JARUZELSCY/czasami Jeruzelscy

Uwaga -o tym rodzie jest praca herladyczno - genealogiczna przedwojennego historyka p. Włodarskiego (szukaj)

Najstarsze zapisy:

1474 r. Bartek z Jaruzali
1474 r. Bartłomiej z Jeruzali i Jan stamtšd

Popis pospolitego ruszenia z 1567 r.:

Ze Swinar:

wdowa Stanisławowa Jaruzalska - pieszo, rohatyna

Jeruzale:

Mikołaj syn Stanisława "Szołudka??" - klacz, miecz
Andrzej syn Stanisława - klacz, miecz
Jan syn Stanisława - klacz, miecz
Stanisław "Tobułka?" wysłał syna - klacz, miecz
Maciej syn Stanisława -
Jan Zazułka? - klacz, miecz
Mikołaj Wojdzilik? - pieszo, miecz
Jan Gnotka? syn Macieja - klacz, miecz
Wawrzyniec syn Mikołaja - klacz, miecz
Jan syn Mikołaja - pieszo, miecz
Jan "Woda?" wysłał syna swojego na klaczy z mieczem

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Jeruzale:

Jan syn Piotra Jeruzalski
Wawrzyniec syn Mikołaja i od synowca swego lat nie majšcego - Stanisława syna Andrzeja
Jan syn............? (luka w tek?cie)
Stanisław syn Jana Zemła (Zemło)
Stanisław syn Szczęsnego
Mikołaj syn Stanisława
Stanisław syn Andrzeja
Mikołaj syn Stanisława
Stanisław syn Macieja "Kiczka"
Andrzej syn Stanisława "Zreczkow? (- rus.)
Mikołaj syn Macieja
Jan syn Stanisława
Andrzej syn Stanisława

MOGIELNICCY

najstarsze zapisy:

1474 r. Mikołaj Mogielnicki
1477 r. Stanisław Zaleski zastawił pół Zalesia Mikołajowi Mogielnickiemu
1481 r. Mikołaj Mogielnicki
1481 r. Jan i Marcin Mogielniccy bracia
1473 r. Marcin Mogielnicki

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Mogielnica:

Benedykt Mogielnicki syn.... J ....(luka w tek?cie) (Jana?)
Piotr syn Jana
Piotr syn Klimonta
Jan syn Klimonta
.......

Popis Pospolitego Ruszenia 1567 r.:

Mogielnica:

Jan syn Macieja - klacz, kord
Tobiasz syn Jakuba - klacz, rohatyna
wdowa Mikołajowa wysłała syna Floriana - pieszo, kord
Marcin syn jan Bujalskiego - klacz, rohatyna
Mikołaj "Korstwa?" wysłał syna Stanisława - koń, rohatyna
Benedykt "Pierdoszek?" - klacz, rohatyna
Stanisław "Pierdoszek?" - klacz, rohatyna
Piotr "Pierdoszek?" - klacz, rohatyna
Jan Bujalski wysłał syna na klaczy
Piotr Bujalski - klacz, miecz
Tobiasz Jakub? z opieki brata swego Walentego - klacz, miecz
Maciej Zaleski - koń, rohatyna

-----------

 Dane uzupełniajace:

STALĘGOWSCY vel STELĘGOWSCY

brak wzmianek w najstarszych wykazach z XV w. (nie trafiłem dotychczas)

Przysięga na Wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Piotr Sztelag wozny ziemski drohicki

Stelagi:


Hieronim syn Mikołaja
Paweł syn Mikołaja
Jan syn Szczepana
Adam syn Marcina
Wojciech syn Grzegorza
Urban syn Piotra
Maciej syn Piotra
Paweł syn Grzegorza
Marcin syn Racibora
Sebastian Stelšgowski

Popis pospolitego ruszenia Radoszkowice na Białorusi 1567 r.

Kuczaby i Stelagi:


Adam syn Marcina - klacz, miecz
Jan syn Szczęsnego - klacz, miecz
Paweł syn Racibora - pieszo, rohatyna
Tomasz syn Jerzego - pieszo, rohatyna
Marcin syn Racibora - pieszo, miecz
Piotr syn Racibora - pieszo, rohatyna
Szczepan "Redko" - pieszo, rohatyna
Sebastian syn Grzegorza - koń
Paweł syn Mikołaja "Podgajny" - pieszo, miecz, siekiera
Wojciech syn Grzegorza wysłał syna Piotra - pieszo z rohatynš
Paweł syn Grzegorza wysłał syna Szczęsnego - koń, rohatyna

TRZCIŃSCY herbu Krzywda

najstarsze zapisy:


1474 r. Jakub Trzciński
1475 r. Mikołaj de Trzciniec
1475 r. Jakub de  Trczenyecz (Trzciniec)
1476 r. Jakub Kobusz z Trzcieńca
1479 r. Jakubowa (zona Jakuba) z Trzcieńca
1479 r. Marcin Niedbalicz?

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Sredni Trzciniec:


Wojciech syn Jakuba i za ojca swego starego
Jan syn Macieja
Wszebor - dziedzicowie z Trzcińca

Grędzice Trzciniec:


Tomasz syn Macieja Ku?my
Walenty syn Tomasza
Sebastian syn Tomasza
Wawrzyniec Wańtuch z synami swoimi Szymonem i Wojciechem
Jan syn Macieja i za matkę swojš Kalistynę i za braci Mikołaja, Macieja i Malchera - dziedzicowie z Grędzic Trzcińca

Trzciniec:


Lenart syn Macieja
Marcin syn Andrzeja
Walenty syn Wojciecha
Stanisław syn Wojciecha
Bartosz syn Stanisława|
Maciej syn Bartosza
Szczęsny syn Pawła
Paweł syn Stanisława
Marcin syn Mikołaja
Paweł syn Stanisława
Paweł syn Macieja
Szymon syn Macieja
Jan syn Macieja
Stanisław syn Marcina
Sebastian syn Jana
Job (?) syn Marcina
Serafin syn Macieja
Szczęsny syn Macieja
Paweł syn Stanisława
Wawrzyniec syn Szczęsnego
Mikołaj i Jan synowie Macieja
Maciej syn Macieja
Piotr syn Macieja
Jakub syn Stanisława
Piotr syn Jakuba
Szymon syn Jana
Jan syn Macieja
Stanisław syn Macieja
Paweł syn Macieja
Jan syn.....N (luka w tek?cie)
Fracz Kulesza

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.:

Trzciniec Szłapy?:


Stanisław syn Marcina- klacz, miecz
Wawrzyniec syn Macieja "Syroczyn" - klacz, rohatyna
Jan syn Macieja - klacz, miecz"
Maciej "Onk" (?) - wysłał syna Fršcza pieszo
Andrzej syn Macina "Łuka" - pieszo

Trzciniec Dupy (tak jest w tekscie):


Stanisław syn Andrzeja - klacz, miecz
Wojciech syn Matysa Popek - pieszo, miecz
Paweł syn Macieja wysłał syna swego klacz, miecz
Tomasz Kasma - pieszo, rohatyna
Mikołaj syn Matysa - klacz, miecz
Wawrzyniec "Wańtuchowicz" wysłał syna Szymona - klacz
Jan syn Marcina "Bozek" - pieszo, kord
Mikołaj syn Matysa - klacz, kord
Andrzej syn Andrzeja - pieszo, rohatyna
Jozue syn Andrzeja - pieszo
Stanisław syn Sebastiana - pieszo, miecz
Maciej syn Bartosza - pieszo, miecz
Stanisław "Myslich?" wysłał syna Marcina - klacz, miecz
Szymon Szeliga wysłał syna Tomasza na klaczy

Trzciniec Sredni:


Szczęsny Łuniewski od zony swej - pieszo
Jakub "Wsibor" wysłał syna Wojciecha - klacz, miecz
Bartosz syn Andrzeja - klacz, miecz
Jan "Marków" - pieszo
Andrzej "Wojko" - pieszo, miecz
Fracz Kulesza wysłał syna Sobiecha - pieszo, miecz
Cherubin - pieszo, miecz
Piotr "Bakowicz?" - pieszo, miecz
Maciej Bak syn Andrzeja - pieszo, miecz
Jan Bakowicz syn Andrzeja - pieszo, miecz
Maciej Wszebor wysłał syna Jana - pieszo, miecz
Andrzej syn Marka Łyka(?) - pieszo, miecz
Maciej Onk wysłał syna Fracza - pieszo, miecz
Jan syn Macieja Onk - pieszo, miecz
Jakub syn Stanisława Kotkowicz? - pieszo, miecz
Szymon syn Jana - pieszo
Piotr Kotkowicz wysłał syna Jana - pieszo, kord
Piotr syn Andrzeja Onko? - pieszo, miecz
wdowa Marcinowa wysłała syna Lenarta - pieszo, miecz
Wojciech syn Jakuba "Dabrowa" - pieszo, miecz
Jakub syn Stanisława "Lelewicz?" - pieszo

Encyklopedia Szlachecka.... :
podaje wiele rodów o nazwisku Trzciiński i roznych herbach i czyni wzmiankę "Trzciński herbu Krzywda 1600 r., drohickie"

WROTNOWSCY

w najstarszych zapisach jest tylko:

1482 r. Stanisław z Wrotnowa Lipka
1482 r. Mikołaj Dysz z Wrotnowa

Kazimierz Jagiellończy nadał lub potwierdził nadanie wsi Dybowo i Wrotnowo bracim Mikołajowi i Maciejowi "Dyszom" (Dybowskim?) w 1466 r.

WIĘCEJ PATRZ - DYBOWSCY

ŻELEZNICCY czasem ŻELAZNICCY

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Żelezniki:

Jan Żeleznicki
Andrzej syn Wojciecha
Maciej syn Jana
dziedzicowie z Żelezników

Żelezniki:

Andrzej syn Wawrzyńca
Bartosz syn Stanisława
Maciej syn Jakuba
Zofia wdowa po Jakubie
Bartosz syn Mikołaja
Szczęsny syn Jana
Walenty syn Mikołaja
Krzysztof syn Bartosza
Jan syn Wawrzyńca
Jan syn Stanisława
Jan syn Macieja
Jan syn Jakuba
dziedzicowie z Żeleznik

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.:

"sioło Żelezniki":

Stanisław syn Jakuba "Kumont? Gumont?" - klacz, kord
Matys syn Jakuba wysłał sługę - klacz, miecz
Andrzej syn Wojciecha - klacz, miecz
Jakub syn Jana i z Dybowa? od żony - 2 konie i miecze
Matys syn Jana sam w domu wysłał sługę Łukasza na klaczy
Jan syn Stanisława - klacz, miecz

Żelezniki:

Jan syn Macieja - klacz, miecz
wdowa Wojciechowa wysłała syna na klaczy
Matys "Synowiec" - klacz, rohatyna
Walenty i Mikołaj "Nagórniacy"? bracia nierozdzielni (majatkiem) - koń, miecz
Stanisław syn Jakuba wdowiec - klacz, miecz
Szczęsny "Drozdzik"? - klacz, miecz
Andrzej syn Wawrzyńca - piesz, rohatyna
Matys syn Stanisława - wysłał syna Mikołaja klacz, rohatyna
Jan syn Wawrzyńca - klacz, miecz
Rafał? syn Macieja - pieszo, rohatyna
Jan "Panczyk"? - klacz, miecz
Bartosz syn Stanisława - klacz, miecz  

---------------

 Dane uzupełniajace:

SKUP vel SZKUP vel SKUPNIEWSKI

najstarsze zapisy:


1483 r. Maciej Skup, Stanisław z Księzopola
1484 r. Budek z Księzopola zastawił pole Stanisławowi z Księzopola i Maciej Skup zastawił pole Stanisławowi z Księzopola

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Skupie:


Bartosz syn Stanisława
Mikołaj syn Jana
Grzgorz syn Stanisława i za ojca
Tomasz syn Macieja
Paweł syn Marka
Andrzej syn Wawrzyńca
Stanisław syn Wawrzyńca
Stanisław Derski
.... syn Marcina (tu sa luki w tekscie oryginalnym)

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.:

Skupie:


Mikołaj Mikosik wysłał syna - klacz, miecz
Stanisław syn Wawrzyńca - klacz, miecz
Andrzej syn Wawrzyńca - klacz, miecz
Stanisław "Dierzkowicz" - klacz, kord
Andrzej syn Marcina - klacz, miecz
Serafin "Mikosowicz" - klacz, miecz
Bartosz "Dylik" - klacz, miecz
Stanisław Kołaczyk - pieszo, rohatyna
Mikołaj Kołacz - pieszo, rohatyna
Zygmunt Zemła (Zemło) z zony czę?ci - klacz
Wiesław syn Macieja - klacz, miecz
Andrzej Mikos - klacz, miecz
Marcin syn Marka wysłał syna Walentego - koń
Mikosz Stary wysłał sługę konno

ZEMŁO vel ZEMŁA

najstarszy zapis:


1476 r. Jakub Zemła ze Xazopole (Księzopole)

Rodzina ta prawdopodobnie pochodzi od Księzopolskich, więcej patrz Księzopolscy

Przysięga na wiernosc Koronie 1569 r. Drohiczyn

Jałmuzny Zemłowe:


Piotr Ladenka?
Jan Dzierzek
Stanisław syn Piotra
Szczęsny syn Piotra
Piotr syn Aleksandra
Hieronim Dierzek
Włodek syn Piotra
Stanisław syn Aleksandra
Wawrzyniec syn Wojciecha z Księzopola i Komorów
Stanisław syn Jana Zemła z Jeruzali

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.

Wies Zemły:


Szczęsny syn Piotra - klacz, miecz
Piotr syn Aleksego - klacz, miecz
Hieronim syn Andrzeja - klacz, miecz
Włodek syn Aleksego - klacz, miecz
Piotr "Ładkow?" (z ros.) - klacz, miecz
Jan syn Mikołaja - klacz, miecz
wdowa Mikołajowa wysłała - klacz, miecz
Stanisław "Syrij? (z ros.) syn Andrzeja - klacz, miecz
Stanisław syn Piotra (Pietrewicz Skenpecz? - ros.) - klacz, miecz


Skupie:
Zygmunt Zemła z częsci zony swojej ze Skupi



UZIĘBŁO vel OZIĘBŁO

brak zapisów w najstarszych księgach ziemi drohickiej

Na podstawie informacji uzyskanych od Tomasza Jaszczołta:

w 1448 r. szlachcice ze wsi Ługi w ziemi łukowskiej kupili od Sasina z Korytnicy (ziemia drohicka) częsc gruntów - jeden z nich nosił przydomek UZIĘBŁO tak prawdopodobnie powstała wies Uziębły i nazwisko jej włascicieli Uziębło

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 14V1569 r.:

Uziębły:


Mikołaj syn Macieja
Lenart syn Macieja
Szczęsny syn Macieja
Serafin syn Macieja
Stanisław syn Jana
Walenty syn Jana
Szczęsny syn Jana
Stanisław syn Mikołaja i z bracia swoja tj. Michałem etc.
Kalikst syn Macieja
Jan syn Macieja
Stanisław syn Pawła
Jan syn Pawła
Grzegorz syn Grzegorza
Marcin Stanisława

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.:

Uziębły:


Jan syn Macieja "Krasek?" - klacz, rohatyna
Stanisław syn Mikołaja - klacz, rohatyna
Szczęsny syn Macieja - klacz, kord
Serafin syn Macieja - klacz, kord
Mikołaj syn Macieja - klacz, zbroja, rohatyna
Mikołaj syn Macieja Kwasek
Lenart syn Macieja - klacz
Kaliks "Kwasek?" - klacz
Jan syn Pawła - klacz, miecz
Stanisław "Kwasek?" - klacz, miecz
Marcin syn Stanisława - pieszo
Grzegorz syn Grzegorza - klacz, miecz
Stanisław syn Jana - klacz
Szczęsny syn Jana - klacz, kord



PAPA vel PAPIŃSKI

Przysięga na wiernosc Koronie 1569 r. Drohiczyn:

Papy:

Stanisław syn Tomasza
Mikołaj syn Walentego
Grzegorz syn Jakuba
Michał syn Jakuba
Sebastian syn Mikołaja
Andrzej syn Mikołaja
Ambroży syn Jakuba z Podawcy, Olęd i z Pap
Augustyn syn Jana

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.:

Papy:

Augustyn syn Jana.....
Stanisław syn Tomasza? - klacz, miecz
Sebastian syn Mikołaja - klacz, kord
Grzegorz syn Jakuba - klacz, rohatyna
Michał syn Pawła - klacz, kord, siekiera
Andrzej syn Mikołaja - klacz, miecz
Sebastian syn Mikołaja z Pap, z Wyrozab z żony częsci - klacz, miecz
Ambroży syn Jakuba - klacz, rohatyna, siekiera



ŁOZA czasem Łozińscy

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Łozy:

Mikołaj syn Macieja
Andrzej syn Macieja
Więcław syn Mikołaja
Maciej syn Jana
Józef Łoza
Stanisław syn Macieja
Andrzej syn Macieja
Bartosz syn Hieronima
Andrzej syn Serafina
Stanisław syn Mikołaja
Hieronim syn Wawrzyńca
dziedzicowie z Łozów

Łozy:(drugi raz)

Stanisław syn Wawrzyńca
Jerzy syn Wawrzyńca
Jakub syn Andrzeja
Hieronim syn Wawrzyńca
dziedzicowie z Łozów

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.:

Łozy:

Stanisław Łoza wysłał syna Macieja pieszo z rohatyna
Jerzy syn Wawrzyńca - klacz, miecz
Hieronim? brat - klacz, rohatyna
Mikołaj syn "Matiasa" - klacz, siekiera
Jakub syn Andrzeja - pieszo, miecz
Stanisław syn Mikołaja - klacz, kord, siekiera
Więcław "Bydyk?" - pieszo, rohatyna
Bartosz syn Hieronima - koń, miecz
Andrzej syn Serafina - klacz, miecz  
-------------

 Dane uzupełniajace:

STAŃSCY

najstarsze zapisy w księgach drohickich:

1474 r. Jan ze Stanów, Jakub brat stamtad
1474 r. Mikołaj i jakub ze Stanów bracia
1476 r.Stanisław ze Stanów
1476 r. Marek ze Stanów Dolaszyc
1476 r. Jan ze Stanów
1477 r. Jan de Stany
1476 r. Bartłomiej ze Stanów
1477 r. Jan Piechalowicz de Stany, Jakub ze Stanów brat Jana
1477 r. Anna ze Stanów córka Myslibora
1482 r. Jan Dołęga Stański
1482 r. Jakub ze Stanów
1482 r. Jan Piechalowicz de Stany, Wojciech Dołęga in Stany
1484 r. Anna ze Stanów sprzedała częsc Janowi i Stanisławowi Dołędze

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Stany:


Walenty syn Macieja
Stanisław syn Macieja
Jan syn Macieja
Adam syn Wojciecha
Jan syn Wojciecha i od ojca niemocnego
Mikołaj syn Jana
Mikołaj "Pirchał?" syn Jana
Wojciech Stański
Jan syn Stanisława
Szczęsny syn Stanisława
Salomon syn Jana
Jagna wodowa po Jakubie od ojca swego Jana
Jan syn Pawła
Walenty syn Macieja
Szczęsny syn Marcina
Donat syn Jana
Walenty syn Walentego
Andrzej syn Macieja
Andrzej syn Jakuba
Paweł syn Stanisława
Krzysztof syn Stanisława
Jakub syn Macieja
Marcin syn Włodka



SKWIERCZYŃSCY

najstarsze wpisy w księgi drohickie (XVw.):

1473 r. Mikołaj Skwirczyński (Skwierczyński)
1474 r. Jan ze Skwierczyna
1481 r. Jan Skwirczyński stryj, Bujno, Jan, Wojciech i Paweł bracia ze Skwierczyna

W. Semkowicz - Wywody szlachectwa...:

str.236 1453 r. Drohiczynn - Banach de Skwirczyno
str.242 - 23 XI 1529 r. Drohiczyn - Jan na Skwierczynie

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.

Ze Skwierczyna:

Stanisław syn Wojciecha - klacz, miecz
Mikołaj syn Szczęsnego - klacz, miecz
Bartosz syn Pawła - pieszo, rohatyna, siekiera
Matys syn  Pawła - klacz
Jan "Tesla?" - wysłał syna na klaczy z rohatynš
Matys syn Jana - klacz, rohatyna
Stanisław syn Wojciecha - klacz, miecz
Antoni syn Wojciecha - pieszo, rohatyna, siekiera
Florian syn Jana - klacz, miecz
Florian syn Walentego - pieszo, miecz
Jan "Papa" - klacz, miecz
Stanisław syn Andrzeja - klacz, miecz
Florian syn Jana - klacz, miecz
Mikołaj syn Wojciecha wysłał syna Wojciecha na klaczy z mieczem
Antoni syn Jana - klacz, rohatyna
Wawrzyniec syn Olechna (Aleksandra) - klacz, miecz
Maciej syn Szczęsnego - klacz, miecz
Jan syn Szczęsnego - pieszo, kord
Wojciech syn Jana - pieszo, rohatyna
Szczęsny syn Stanisława - koń, miecz
Maciej syn Wojciecha - koń, miecz
Stanisław syn Piotra - koń

Przysięga na wiernosc Koronie, Drohiczyn 1569 r.:

ze Skwierczyna:

Stanisław syn Wojciecha
Jan syn Tomasza
Mikołaj syn Szczęsnego
Mikołaj syn Szczęsnego
Jan syn Szczęsnego
N.... syn Jana i za ojca swego ..... (luki w tekscie)

Skwierczyn Lacki:

Malcher syn Mikołaja
Maciej syn Wojciecha
Mikołaj syn Wojciecha
Maciej syn Pawła
Bartłomiej syn Pawła
Florian syn Walentego
Maciej syn Jana
Paweł syn Jana
Wojciech syn Jana
Stanisław syn Andrzeja
Stanisław syn Piotra
Aleksy (Aleksander) syn Pawła
Antoni syn Jana
Andrzej, Piotr, Wojciech, Szczęsny synowie Stanisława
Stanisłw syn Wojciecha
Antoni syn Wojciecha

SOSZYŃSCY czasem SOSNOWSCY (gniazdo Sosna Kiczki, Sosna Kozółki)

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.

"Kiczki Sosnowo"

Stanisław syn Mikołaja dziedzic z Kiczek Sosnowa

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.

Sosna Kozółki:

Michał syn Stanisława - klacz
Jan syn Stanisława - klacz, miecz
Sebastian syn Pawła - klacz, miecz
Jan syn Pawła "Kostielkowicz?" (ros.) - klacz, miecz
Maciej.....
------------------

 Dane uzupełniajace:

PNIEWSCY

najstarsze zapisy w księgach drohickich z XV w.:

1482 r. Jan Pniewski
1483 r. Paweł z Pniewisk

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Kurowski - Piotr Kurowski z Pniewisk

Pniewiska:

Stanisław syn Bartosza
Wojciech syn Jakuba
Jakub syn Stanisława
Stanisław syn Jana
Mikołaj syn Pawła
Jan syn Jakuba
Bartosz syn Jerzego
Jan syn Jerzego
Maciej syn Jana

Popis pospolitego ruszenia Radoszkowice 1567 r.:

wies Pniewiski:

Stanisław syn Bartłomieja - koń, arkabuzer!
Wojciech Pniewski syn Jakuba wysłał sługę pieszo z rohatyna
Mikołaj Trębicki - koń
Stanisław syn Jana - koń, siekiera
Maciej syn Jerzego - koń, rohatyna
Maciej syn Jana - pieszo
Bartłomiej syn Jerzego - klacz
Jan syn Jakuba - koń, miecz
Piotr syn Marcina - koń, siekiera
Jakub "Przedbor?" - koń
Maciej syn Jana - koń, kord
Zygmunt Zaleski stawił sługę swego - Augustyna Kurowskiego - koń, zbroja a sam w poczcie pańskim "Iliniczów" (ros.)



RACZYŃSCY

najstarsze wpisy w księgi:

1476 lub 1477 r. Abraham Raczyński
1479 r. Abraham Raczyński
1481 r Abraham de Raczyno
1481 i 1482 i 1483 r. (trzykrotnie) Abraham z Raczyna Raczyński

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Raczyno:

Lenart syn Wojciecha
Marcin syn Macieja
Mikołaj syn Lenarta
Jan syn Bartosza
Abraham syn Andrzeja
Stanisław syn Macieja
Walenty syn Stanisława
Mikołaj "Pliszka" syn Andrzeja Pliszki
Wawrzyniec syn Andrzeja Lipeński (Lipiński)
Maciej syn Jakuba
Andrzej Raczyński
Wojciech syn Stanisława
Barbara wdowa po Macieju
Wojciech syn Jana
Jan "Ziółko" i za wdowę Katarzynę
Łukasz syn Stanisława
Jan syn Andrzeja


Popis pospolitego ruszenia 1567 r. Radoszkowice:

Marcin syn Macieja - pieszo, kord
Marcin syn Wojciecha - klacz, rohatyna
Lenart syn Wojciecha - klacz, miecz, rohatyna
Andrzej syn Macieja wysłał sługę ..... (nieczytelne ros.) - klacz, rohatyna a sam w poczcie wojewody nowogrodzkiego
Jan syn Macieja Lisowski - pieszo, kord
Stanisław syn Macieja - klacz, miecz
wdowa Matysowa wysłała sługę Stanisława Obudzyńskiego? - pieszo, rohatyna
Łukasz Łęczycki (Łęczycka) - klacz, kord, siekiera
Wojciech syn Jana - klacz, kord, siekiera
Jakub Supełka? żupeła? (ros.) - pieszo, rohatyna
wdowa Stanisławowa (żona Stanisława) wysłała syna pieszo z rohatyna
Walenty Przesmycki od żony - klacz, rohatyna
Wojciech syn Rafała - pieszo, siekiera, z kijem(!!!)
Mikołaj Żułka? syn Lenarta - klacz, miecz
Jan Żułka? - pieszo, rohatyna
Mikołaj Pliszka od żony pieszo z rohatyna
Daniel syn Macieja - klacz, rohatyna
Stanisław syn Marcina - pieszo z rohatyna
wdowa Hieronimowa stawiła syna Grzegorza - pieszo
Wojciech syn Marcina "Bzdzielik?" przysłał Skolimowskiego - klacz, rohatyna, miecz, siekiera
Abram (Abraham) syn Matysa - klacz, miecz
od Barbary Raczyńskiej Stanisławowej Łukasz Bujno stawił sługę Lenarta na klaczy z mieczem



REMISZEWSCY vel Rębiszewscy vel Rembiszewscy

najstarsze wpisy w księgi drohickie z XV w.:

1482 r. Wojciech ksiadz z Rębiszewa?
1481 r. Mikołaj z Rębiszewa Dominikowicz (syn Dominika)

przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Rembiszewo (Remiszew):

Andrzej syn Stanisława
Mikołaj syn Stanisława
Baltazar syn Stanisława
Jan syn Jakuba
Walenty syn Marcina
Wojciech syn Mikołaja
Stanisław syn Macieja
Wawrzyniec syn Macieja

Kamianka Lacka:

Andrzej Rembiszewski i od żony swojej dziedziczki

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.:

"Rembisze Wochery??? (ros.): Remiszew Truszki???

Stanisław syn Macieja Papa wysłał syna Andrzeja z Rębiszowa i z kamianki i z żony częsci - klacz, miecz
Stanisław syn Macieja Truszka? - klacz, miecz
Jan syn Jakuba z matka swa - klacz
Wojciech syn Mikołaja - klacz, miecz
Walenty syn Marcina - klacz, miecz
Stanisław syn Macieja "Trusko" - koń, miecz

Rębiszewo Chrome (Remiszew):

Mikołaj syn Stanisława z bratem swoim Marcinem z częsci swojej Rębiszewa stawili - koń
Lasota wysłał syna Jana - klacz
Marcin syn Stanisława - koń



ZAWADZCY

(niektórzy utrzymuja, że pochodza od Kożuchowskich, ewentualnie, czyli że mieli wspólnego przodka)

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Jan syn Mikołaja Zawadzki za synowca swego Więcława lat niemajacego
Abram syn Jakuba
Bartosz syn Abrama
Piotr syn Serafina
Jakub syn Abrama
Gotard z synami Pawłem i Zygmuntem
Gotard syn Jakuba
Wojciech syn Jakuba - wozny
Jan Zawadzki
Więcław syn Macieja
Andrzej syn Marcina
Paweł syn Marcina
Piotr syn Serafina
Salomon syn Adama
szlachetny Sobieski syn Szczęsnego
Maciej syn Rafała
Andrzej syn Rafała
Salomon syn Rafała
Jan syn Marcina
Andrzej syn Macieja
Mikolaj rzeczony Juguda (???)
Serafin syn Wojciecha
Maciej syn Wojciecha
Jan syn Andrzeja
------------

 Dane uzupełniajace:

GÓRSCY

Najstarsze wpisy w księgi drohickie:

1476 r. Górscy - Kukawscy

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Górki (?):

Jan Górski Misior
Andrzej syn Stanisława
Stanisław syn Macieja
Cherubin syn Macieja
Wojciech Górski
dziedzicowie z Górki

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.:

wies Górki:

Mikołaj syn Marcina - pieszo, rohatyna
Bartosz syn Piotra - pieszo, rohatyna
Szczęsny syn Jana - klacz, kord, rohatyna
Walenty syn Michała wysłał syna Wawrzyńca - klacz, kord
Lenart syn Jana - klacz
Paweł Głuchowski przez syna Adama - klacz, kord
Fršc syn Mikołaja - klacz, rohatyna
Wawrzyniec - wozny (ziemski drohicki?)wysłał syna Adama - pieszo?
Michał syn Jana - pieszo
Stanisław Brodacz - klacz, miecz
Marcin Brodacz wysłał syna Macieja - klacz, kord
Stanisław syn Macieja - klacz, rohatyna
Sebastian syn Jana - klacz, rohatyna
Jakub syn Stanisława - klacz...
Sebastian syn Stanisława - klacz, rohatyna z częsci żony swojej
Grzegorz syn Michała wysłał syna Stanisława - klacz, kord
Stanisław Stelmach wysłał syna - klacz, kord
Stanisław syn Jana "Myszkowicz" - klacz, miecz, siekiera
Marcin "Myszkowicz" - pieszo, rohatyna
Wojciech syn Jana - klacz, rohatyna
Cherubin syn Matysa "Tobolicz" (ros.) - pieszo z kijem!
Piotr syn Walentego "Szkopek" - pieszo, miecz

ZALESCY vel Zalewscy

najstarsze wpisy w księgi drohickie:

1474 r. Mikołaj Zaleski z Błonia
1477 r. Stanisław Zaleski zastawił pół Zalesia Mikołajowi Mogielnickiemu
1481 r. Matiam Zaleski
1484 r. Maciej i Stanisław Zaleski z Mogielnickimi

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Zalesie:

Jan Zaleski Zawada
Maciej Zawichost
Maciej syn Jerzego
Więcław syn Piotra
Maciej syn Piotra
Stanisław syn Jakuba
Andrzej syn Jakuba i za Jakuba brata swego
Maciej syn Piotra
Jakub syn Szczęsnego
Jan syn Szczęsnego
Piotr syn Andrzeja
Jan syn Andrzeja
Urban syn Piotra
Marek syn Piotra
dziedzicowie z Zalesia

Zalesie (drugie):

Stanisław syn Jerzego
Andrzej syn Stanisława
Augustyn syn Stanisława
Maciej syn Jakuba
Stanisław syn Jerzego
Stanisław syn Piotra
Sebastian - WOZNY ZIEMSKI
Helena wdowa po Macieju
dziedzicowie z Zalesia

 cdn...

PAPLIŃSCY

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Paplino:

szlachetny Stanisław Papliński

szlachetny Szymon Papliński

urodzona Anna z Olędzkich żona została po niegdy Stanisławie Olędzkim z synami swemi Jerzym (Jurga), Baltazarem, Wojciechem, Florianem

dziedzicowie z Paplina i "Zadniej Wolej"

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.:

Paplin:

Baltazar Olędzki syn Stanisława ze Skwierczyna i Paplina stawił sługi swoje Jana i Walentego na koniach i w zbrojach
Stanisław syn Szymona - klacz, miecz
Stanisław syn Andrzeja wysłał syna Hieronima - koń, rohatyna  



WSZEBOROWSCY

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.:

Wszebory:

"Malcher" syn Piotra - klacz, miecz
Stanisław syn Piotra - klacz, miecz
Mikołaja "Wszebora" dzieci wysłały "Sebastiana Piętkowskiego"? na klaczy z kordem
wdowa po Pawle wysłała syna Andrzeja - pieszo z mieczem
Stanisław syn Piotra - pieszo, miecz
Paweł syn Macieja - klacz



MĘCZYŃSCY

Przysięga na wiernosc Koronie Drohiczyn 1569 r.:

"Męczyno":

Jakub syn "Nagórki" dziedzic z Męczyna  
------------------



 Dane uzupełniajace: OSIŃSCY:

Najstarsze wpisy w księgi drohickie:

1481 r. Jan z Osin

Przysięga na wiernosc Koronie po przyłaczeniu województwa podlaskiego do Polski 1569 r. Drohiczyn:

Osiny Stara Wies:

Sebastian Osiński
Krzysztof
Maciej
Jan
Mikołaj
Szczęsny
Szczepan
Wojciech
Jan "Dzięciołka"
Andrzej
Tomasz
Stanisław
Piotr
Marcin
Hieronim
Krzysztof syn Jana
dziedzicowie z Osin



PROSTYŃSCY:

Najstarsze wpisy w księgi drohickie:

1476 r. Andrzej Prostyński
1476 r. Andrzej z Prostyni
1476 r. Stanisław "Dysz" proposuit ad Andrzej de Prostynia
1480 r. Piotr Prostyński
1479 r. Elżbieta żona Piotra Prostyńskiego, córka Miłkowskiego
1479 r. Jan Horbowski, Piotr Prostyński
1481 r. Piotr Prostyński z żona Elżbieta
1481 r. Paweł Lyszowski contra Piotr Prostyński
1482 r. Jan Cholewa z Piotrem Prostyńskim
1482 r. Piotr Prostyński



SKOLIMOWSCY

Popis pospolitego ruszenia 1567 r.:

"Skolimowo, Wojnowo, Rogoziec, Ptaszki":

wdowa Pawłowa wystawiła konia
Mikołaj "Krzywosz?" (ros.) - koń, miecz
Paweł "Krzywosz" - klacz, miecz
Mikołaj syn Stanisława z czę?ci swoich stawił konia i rohatynę
Jan syn Stanisława - klacz, miecz
Marek "Krzymkowicz?" - klacz, rohatyna
"Gabriel" syn Jana "Krzymkowicz" - klacz, miecz
"Sarenim?" (ros.) "Krzymkowicz" - klacz, miecz
Jan syn Wojciecha - klacz, rohatyna
Michał syn Wojciecha - wysłał syna na klaczy z rohatynš
Michał "Giza?" - klacz, miecz
Augustyn syn Pawła - klacz, rohatyna
Sebastian syn Pawła - klacz, rohatyna
Jerzy syn Jana - klacz, miecz, siekiera
Maciej "Jajko?" - klacz, miecz
Szymon syn Jakuba - klacz, rohatyna
Bartosz "Jajko" - klacz, miecz
Adam syn Stanisława - klacz, miecz
"Sarenin?" - Serafin? (ros.) syn Mikołaja - klacz, rohatyna
Stanisław Soszyński - klacz, kord
Sebastian syn Mikołaja - pieszo, rohatyna
Jan "Popieluch?" (ros.) - wysłał syna Stanisława na klaczy
Walenty "Skokunik?" (ros.) - klacz, miecz
Maciej "Wnik?" (ros.) - klacz
Jakub syn Stanisława "Durnik?" - pieszo, rohatyna
Stanisław "Luba" wysłał syna Jana na koniu
Mikołaj Tarkowski - pieszo

"Skolimowo Stara Wies":

Wojciech syn Jakuba - klacz
Wojciech syn Piotra - wysłał syna "Józefa?" na klaczy
Paweł syn Piotra - klacz, rohatyna
Jan syn Wojciecha - klacz, rohatyna
Jan "Bieńczyk?" - klacz, miecz
Jan Skolimowski - klacz, rohatyna
Jan "Kobyleński" (Kobyliński) z ojcowizny i z czę?ci żony swojej - klacz, miecz
"Ezof" (ros.) Józef? syn Wojciecha - koń  


--------------

 Wiadomosci uzupełniajace: KOSIERADZKI

Witold Semkowicz „Wywody szlachectwa...” (str. 30-31)

289. Rypin, roki ziemskie, d. 13 lipca r. 1425.

Sad ziemski dobrzyński stwierdza na podstawie swiadectwa krewnych, szlachectwo Mikołaja, Michała, Szymona i Jana ze Sterdyni, Stanisława z Księżopola,Wojciecha i Pawła z Kozieradów (błędny zapis W. Semkowicza w tekscie - „Kosiedałów”) i Stefana.

Nos Petrus Bloch de Thurza iudex et Throianus de Osthrowyte subiudex terrestres Dobrinenses, omnibus et singulis, tam praesentibus quam futuris, quibus expedit universis, publice profitemur, quod cum in iudicio illustrissim principis et domini domini Vladislai ei gratia regis Poloniae et Dobriniae etc. Pro tribunali residebamus iudicando, tandem ad nostram et nostrorum nobilium sive dignitariorum protunc in iudicio assessorum venientespraesentiam nobiles viri domini Nicolaus et Swiethoslaus haeredes de Kobosczino et Petrus etiam de ibidem do clenodio Luby, Albertus, Simon haeredes de Sdanowo de clenodio Cholewi, nec non Dobyemir de Choczen, Stanislaus de Malusino de clendio Ogonow, publice protestantes recognoverunt et protestati sunt, in haec verba dicendo: „Nos recipimus ad nostram animam et ad nostrum honorem, quia Nicolaus, Michael, Simon et Joannes, Petrus de Stridiniya, Stanislaus de Kxiezopolie,Albertus (Wojciech) Paulus (Paweł) de Kozierad (poprawny zapis dóbr) et Stefanus haeredes, sunt nobiles et de nobili genere, rite et rationabiliter procreati, istius clenodi et proclamationisLuby et eiusdem scunti”. Nos vero praenominati iudex et subiudex talem recognitionem iustam et rationi consonam audientes et sane percipientes, nullum timentes, solum Deum prae omnibus habentes, habito consilio maturo dominorum praesentibus subscriptorum, praedictos dominos Nicolaum, Michaelem, Simonem et Joannem, Petrum, Stanislaum, Albertum, Paulum et Stephanum ex ipsorum primoridiis sive antecessoribus pro nobilibus et bene natis pronunatiamus, dicimus et tenemus, ipsique domini et eorum antecessores tali iure et privilegio nobilitatis ubilibet, sicut alii nobiles sive terrigenae totius terrae Dobrinensis utebantur et sunt usi, unde prius dicti domini, videlicet Nicolaus, Michael, Simon et Joannes, etrus, Stanislaus, Albertus, Paulus et Stephanus nobis humiliter supplicaventur, ut ipsorum generostitatem sive nobilitatem nostris firmaremus litteris et firmare dignaremur. Nos vero praecibus eorum acclinati, cum iusta petentibus non est denegandus assensus, prius dictorum sive fratrum nobilitatem in prepetuum confirmavimus, approbavimus, innnovavimus atque eam praesentis scripti patrocinio ex certa scientia confirmamus. In cuius rei testimonium sigilla nostra praesentibus sunt appensa. Actum et datum in Rippin, feria V ipso die sanctae Margarethae Virginis, sub anno nativitatis Domini millesimo quadringentesimo vicesimo quinto. Praesentibus ibidem strenuis nobilibusque viris dominis Nicalao de Thuchowo subcameriario, Jacussio de Radzikow vexillifero Dobrinensibus, Joanne de Lubiechowo burgrabio Rippinensi, Nicolao de Ranthwini, Bronissio de Okalevo et allias testibus quampluribus fidedignis. Z oblaty podanej do aktów ziemskich drohickich, przez Aleksego Toczyskiego, d. 21 czerwca roku 1558 (Terr.Drohic. t.10.077. p.89)
Tłumaczenie fragmentów (Henryk Wisniowolski)

„My sędzia Piotr Bloch z Turzy i podsędek Trojan z Ostrowitego ziemianie dobrzyńscy publicznie oznajmiamy wszystkim razem, jak i z osobna, tak współczesnym, jak i przyszłym, którym będzie to potrzebne w imieniu najjasniejszego władcy z łaski Bożej Władysława króla Polski, Dobrzynia etc., że jak nakazuje obyczaj przyjęlismy pod publiczna przysięga oswiadczenie szlachetnych i godnych mężów panów: Mikołaja i Swiętosława z Kobuszyny, oraz Piotra herbu Lubicz, także Wojciecha (Albetra) i Szymona ziemian ze Zdunowa herbu Cholewa, jak również Dobromira z Choczenia, Stanisława z Maluszyny herbu Ogończyk, iż ziemianie: Mikolaj, Michał, Szymon, Jan, Piotr ze Sterdyni, Stanisław z Księżopola, Albert (Wojciech), Paweł z Kozierad (Kosierad) i Stefan sa szlachetnie urodzeni, ze szlacheckiego rodu, tego samego herbu Lubicz. My ustanowieni sędziami, nie lękajacy się nikogo prócz Boga, uważnie i z rozsadkiem wysłuchawszy prósb pokornych panów: Mikołaja, Michała, Szymona, Jana, Piotra, Stanisława, Alberta, Pawła i Stefana, znajac teraz ich pochodzenie i przodków, po odbyciu spiesznej narady oznajmiamy i ogłaszamy szlachetnie urodzonym potwierdzajac pismami naszymi, że ci mężowie: Mikołaj, Michał, Szymon, Jan, Piotr, Stanisław, Albert, Paweł i Stefan maja przywilej szlachectwa, tak jak inne rycerstwo i ziemianie całej ziemi dobrzyńskiej. My prawdziwie przychylni ich sprawiedliwym prosbom, a nie słyszac przeciw temu protestów uznajemy szlachectwo tych panów braci, utwierdzeni zas wiedza aprobujemy i odnawiamy je na zawsze moca pisemnego rozporzadzenia sadu do czego, jako dowód pieczęcie obecnych sa przyłożone. Akt sporzadzono w Rypinie, w dniu sw. Małgorzaty Dziewicy, po narodzeniu Pana 1425 roku, w obecnosci szlachetnych mężów panów: Mikoaja z Tłuchowa, Jakusza z Radzikowa, Jana z Lubowca – burgrabiego Rypina, Mikołaja z Rętwin, Bronisza z Okalewa i innych godnych zaufania swiadków.”

 Księgi grodzkie drohickie 1473-1485:

1478 r. Jan Kosieradzki
1479 r. Bartosz Kosieradzki, Stanisław Kosieradzki, Stanisław Kosieradzki, Wojciech z Kosierad
1480 r. Mikołaj „Piskuła” z Kosierad, Anna „Korabiowa” z Kosierad
1481 r. Mikołaj z Kosierad, Abroham Kosieradzki, Stanisław Kosieradzki
1482 r. Bartłomiej z Kosierad, Wszołek z Kosierad

 Księga Konsystorza Janowskiego z l. 1469-1488 r.

1481 r. Stanisław z Kosierad

Najstarsze księgi sadowe drohickie:

1468 r. Leonard z Kosierad procesował się z z Wojciechem Kowieskim z Kowies (parafia Rozbity Kamień)

 Popis wojskowy pospolitego ruszenia , 1528 r. Drohiczyn:

„Naseradskii” (błędny zapis Jabłonowskiego, być może spowodowany uszkodzeniami w tekscie pierwotnym listy, niewatpliwie – N to K) „Kosieradzki - w dwa konie”

 Popis wojskowy pospolitego ruszenia województwa podlaskiego w tym ziemi drohickiej, Raków koło Mińska na Białorusi (wtedy Litwa) 1567 r.

Wzmiankowani Wężowie, którzy wystawili ze swoich rozległych dóbr w tym częsciach na Kosieradach – 6 zbrojnych i 3 podwody, oprócz nich:

 Wies Kosierady (Korabie):

Wawrzyniec syn Pawła – koń, miecz, zbroja
Serafin syn Jakuba – koń, kord
Gabriel syn Jakuba – klacz, kord
Szymon syn Jakuba – klacz, miecz
Jan „Szuda?” syn Jakuba – pieszo, włócznia
Matys (Mateusz) syn Jakuba – klacz, kord
Wdowa Janowa wysłała pieszego
Walenty syn Mikołaja – klacz, miecz
Stanisław syn Mikołaja – pieszo, kord
Gabriel syn Mikołaja – klacz, kord
Jan zwany Kusmierz syn Macieja – klacz, kord
Szczęsny syn Macieja – klacz, kord
Paweł syn Matysa (Mateusza) – klacz, kord
Marcin syn Matysa (Mateusza) – klacz, kord i rohatyna

Kosierady:

Wojciech dziedzic – klacz, kord, rohatyna
Stanisław syn Szczęsnego – klacz, rohatyna
Walenty Nasiłowski – klacz, kord
Wawrzyniec syn Pawła wysłał syna Szczęsnego – klacz, kord
Jakub syn Pawła – klacz, rohatyna
Piotr syn Stanisława – klacz, miecz, zbroja
Wojciech syn Stanisława – klacz, kord
Stanisław „Jazo?” – klacz, miecz
Gabriel syn Matysa (Mateusza) – klacz, rohatyna
Szczęsny syn Jana – klacz, kord
Andrzej „Rudy” – koń, kord
Stanisław syn Jana – klacz, kord
Stanisław syn Marcina – klacz, rohatyna
Walenty syn Jana – klacz, kord
Wdowa Wawrzyńcowa wysłała sługę pieszo z kordem
Mikołaj syn Stanisława – klacz, miecz
Szczęsny syn Stanisława wysłał syna – koń, miecz, włócznia
Jan syn Piotra z Kosierad i Paczusk – koń

Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu Województwa Podlaskiego do Polski, Drohiczyn 1569 r.: (- nie zachował się spis z wsiami Kosierady i Korabie)

Podatek króla Stefana Batorego zwany też łanowym z 1580 r.:

Kozieradi Korabie (Korabie):

Szlachetny Szczęsny syn Maciejów z czesnikami swemi z Kozierad, Korabiów dali z włók ziemskich 10 po groszy 15.

Kozieradi (Kosierady):

Szlachetny Walenty, syn Stanisławów Naszelowski (Nasiłowski) dał z Kozierad z włók ziemskich 10 po groszy 15.

Fragmenty z ksiażki Zbigniewa Wasowskiego „Monografia parafii Rozbity Kamień na Podlasiu”, rodz. 2.12. „Wywody i nagana szlachectwa Kosieradzkiego”

W 1666 r. Kazimierz Borychowski, syn Andrzeja poddał w watpliwosć szlachectwo Jana Kazimierza Kosieradzkiego w sadzie lubelskim. Wywód szlachectwa Kosieradzkiego miał miejsce rok później na sejmiku szlachty ziemi drohickiej, a w 1670 r. Jan Kazimierz Kosieradzki dostarczył dokumenty i dołaczono je do akt Trybunału Koronnego w Lublinie i ksiag grodzkich drohickich. Jan Kazimierz Kosieradzki herbu Pomian załaczył drzewo genealogiczne. Wywód rozpoczyna Jan Kosieradzki (XV/XVIw.), jego synowie w 1530 r. dzielili się dobrami Kosierady, a kończy się na osobie naganionego w szlachectwie Jana Kazimierza Kosieradzkiego (2 poł. XVII w.), syna Pawła Kosieradzkiego i Zofii z Kryńskich, dziedzica na częsciach wsi Kosierady, Korabie i Urbanki.

Podatek pogłówny z 1662 r.:

Korabie:

Wojciech Kosieradzki z żona
Maciej, Wawrzyniec Paczóscy z parobkiem
Wawrzyniec Paczóski z żona

Kosierady :

Kosieradzcy dziedzicowie z Kosierad od siebie, matek, braci sióstr, czeladzi po złotych 1 od 38 (osób), a od żon, dzieci po groszy 15 od 34 osób

Krasów:

(m.in.) Paweł Kosieradzki z żona, matka, dziewka i pastuch

Pogłówne z 1676 r.:

Wies Kosierady Korabie:

Bartosz Kosieradzki z żona i Wawrzyniec Kosieradzki z żona – 6
Jan Kosieradzki z żona, rydlem kopie – 2
Jerzy Kosieradzki z żona i Wojciech Kosieradzki z żona – 6
Marcjan Kosieradzki z żona, baba stara, chłop z żona – 8

Wies Kosierady (Wielkie):

Pawłowa Kosieradzka, syn, komornik, chłop z żon± – 6
Piotr Krasowski i Wojciech Kosieradzki z żon± – 5
Piotr Krasowski, żona, syn – 4
Walenty Kosieradzki synów dwóch i córka – 6
Wojciech Kosieradzki, żona, dziewka – 5
Wojciech Kosieradzki żona, syn, córki dwie – 6
Wawrzyniec Kosieradzki żona, syn, córka – 5
Szymon Kosieradzki żona, syn i Andrzej Kosieradzki żona – 7
Marcin Kosieradzki żona – 3
Łukasz Kosieradzki i Marcin Kosieradzki żona, córki dwie – 7
Paweł Kosieradzki żona, Piotrowa „Guldano” – 4
Szymon Wojewódzki żona i Wawrzyniec Kosieradzki żona – 4
Walenty Kosieradzki i Kazimierz Kosieradzki – 4
Krasowska wdowa z córka uboga i Katarzyna Kobyleńska (Kobylińska) – 3
Małgorzata Bujalska i Anna Krasowska – 2

Wies Paczóski Wielkie (Duże):

(m.in.) Maciej Paczóski i Grzegorz Kosieradzki z żona – 6
Stefan Kosieradzki z żona i Stanisław „Gralik” Paczóski z żona – 6

Kosieradzcy urzędnicy za czasów I Rzeczpospolitej:

Wojciech Kosieradzki, komornik ziemski drohicki 1620 – 1646 ( z Kosierad, ziemia drohicka, jego potomkowie używali przydomku Kosieradzcy Komorniczakowie)
[G] Szymon Kosieradzki burgrabia łosicki w 1812 r. (!)

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

„…dokument sadu ziemskiego dobrzyńskiego wymieniał również Wojciecha i Pawła z Kosierad, którym krewni swiadczyli o szlacheckim pochodzeniu. Wprawdzie w dokumencie tym wszyscy wymienieni szlachcice z ziemi drohickiej, a więc dziedzice Sterdyni, Księżopola i Kosierad, zostali podani z herbem Lubicz, jednak nie koniecznie mogło tak być. Nie znamy pózniej występujacych Kosieradzkich z herbem Lubicz, natomiast istnieli Kosieradzcy herbu Pomian, którzy mogli być potomkami Wojciecha i Pawła z Kosierad, wymienionych w 1425 r. Herb Pomian, którego używali Kosieradzcy był najbardziej rozpowszechniony na Kujawach i w ziemi dobrzyńskiej, skad pochodzili najprawdopodobniej dziedzice Kosierad… Obok Kosieradzkich herbu Pomian istnieli także Kosieradzcy herbu Korab mieszkajacy we wsi Kosierady Korabie (dzis tylko Korabie). Byli oni tam już w 2 poł. XV w., bowiem w 1480 r. spotykamy w zródłach Annę Korabiowa z Kosierad, a w 1492 r. Jana Korabia. Nie sposób rozdzielic członków obydwu rodzin występujšcych w XV w., gdyż wszyscy pisali się z Kosierad bez dodatkowych okresleń… byli już wtedy dosc licznie rozrodzeni…”

Legendy zebrane przez nauczycielkę ze szkoły w Rozbitym Kamieniu Janinę Pawłowska (okres międzywojenny):

Miejscowe opowiesci o Kosieradach Wielkich i Korabiach

Dawniej w całej okolicy, gdzie znajduja się obecnie Kosierady i wsie sasiednie, były olbrzymie bory zamieszkałe przez dzika zwierzynę. Najwięcej było dzikich kóz.

Pewien podróżny kupiec, jadac z towarem, zabładził w tym borze i na noc rozłożył sobie obóz pod starym drzewem na dużej polanie lesnej. W nocy zbudził go ruch panujacy na polanie. Ostrożnie wyjrzał spod nakrycia i ujrzał mnóstwo kóz, które odbywały jakis kozi wiec. Podróżny przygladał się zdziwiony, że w tak olbrzymiej ilosci zebranych zwierzat panuje porzadek i jakby "„prawo zwierzęce"” Obudziwszy się rano, nie mógł sobie zdać sprawy, czy zjawisko nocne było snem, czy rzeczywistoscia. Rozejrzawszy się dookoła zauważył, że na skraju polany w gaszczu krzewów stoi jakies domostwo. Było stare i opuszczone. Podróżny zamieszkał w nim i wkrótce bardzo się przywiazał do tej okolicy. Każdej nocy mógł teraz ogladać kozi sejm. Poznajac okolicę natrafił na osadę pszczelarzy. Z czasem zamieszkał z nimi, a że osada była bezimienna nazwał ja „Kozie Rady”. Nauczył osadników trzebienia lasów i uprawy roli. W kilkanascie lat później odbywało się w tych lasach polowanie. Ksiażę, własciciel tych borów, natrafił na dobrze już zagospodarowana osadę. Docenił trud i gospodarnosć ludzi i nadał im ziemię uprawiana przez nich na własnosć. Nadał im też herb szlachecki oraz prawo używania nazwiska pochodzacego od nazwy osady – „Kozieradzcy”. Z czasem, w potocznej mowie, nazwisko przybrało brzmienie „Kosieradzki”, a nazwa miejscowosci zamieniła się na Kosierady.

Teren na którym leży wies Korabie, stanowił dawniej jeden obszar należacy do Kosierad. Prawdopodobnie w XVI-XVII wieku jeden z Kosieradzkich wyruszył w swiat. Wędrujac dotarł do morza. Tam zaciagnał się na statek kupiecki. Z wyprawy morskiej powrócił szczęsliwie, za zasługi otrzymał duża nagrodę. Chcac upamiętnić wsród potomków swój pobyt na morzach, poprosił króla o zmianę herbu na „Korab”. Król spełnił tę prosbę. Krewni Kosieradzkiego obrazili się za zmianę herbu i szykanowali jego rodzinę tak dalece, że po powrocie w rodzinne strony przeniósł się on w niezamieszkałe strony i tam założył nowa osadę. Nazwał ja Kosierady Korabie. Teren wybrał wyżynny lecz odosobniony. Wiosna i jesienia przepływajaca w pobliżu rzeczka rozlewał się szeroko odgradzajac Korabie od sasiedztwa. Zbudował więc łódkę i ona stanowiła połaczenie Korabi z innymi osadami. Łódź ta opatrzona herbem „Korab” przekazywana była potomkom. Od 1934 r. Kosierady Korabie nosza już tylko nazwę Korabie.

W 1827 r. wies Kosierady liczyła 28 domów i 165 mieszkańców. W 1886 r. Kosierady Wielkie miały 21 domów, 147 mieszkańców i 473 morgi ziemi, a Kosierady Korabie – 18 domów, 122 mieszkańców i 403 morgi ziemi.

Opowiesć zasłyszana przeze mnie od nieżyjacego już pana Swinarskiego mieszkańca kolonii Kosierady pod Korabiami, opublikowana w Gazecie Sokołowskiej N 26(36) z 15 XII 2002 r., nazwałem ja:

Jak głupie kozy madrej rady udzieliły

Pewnego dnia, niespodziewaj±cych się niczego mieszkańców zaskoczył straszna wiadomosć. Nieprzyjaciel wdarł się w głab bezbronnej ojczyzny siejac wszędzie smierć i zniszczenie. Przerażenie ogarnęło ludzi, bowiem wróg nie szczędził nikogo. Zabijano mężczyzn, porywano w niewolę niewiasty i dzieci, płonęły coraz bliżej miasteczka i wsie. Pożoga zbliżała się w błyskawicznym tempie ku Podlasiu. Ogarnięci panika mieszkańcy naszej okolicy szukali opieki i ochrony, ale tej nie było komu udzielać. Zrozpaczeni oczekiwali zatem z rezygnacja na to co przyniosa najbliższe chwile. Tylko w jednym miejscu nie pogodzono się z losem. Mieszkańcy kilku wsi zwołali naradę. Gdy wszyscy przybyli zasypywano się wzajemnie pytaniami.
- Co poczać? Gdzie się schronić mamy? – szeptały między soba zatrwożone kobiety, podnoszac zaraz głosny lament, któremu płaczem wtórowały dzieci.
- Zginiemy, broniac się do końca! – wykrzykiwali jeden przez drugiego mężczyźni, dodajac sobie nawzajem odwagi.
W tym ogólnym rozgardiaszu, byliby pewnie się z niczym do domów rozeszli, gdy nagle jeden z zebranych niespodzianie zakrzyknał:
- Do Starca! Do Madrego! On doradzi co czynić mamy!
Ucichła wrzawa, bo wszyscy znali i szanowali osobę o której wspomniał ów maż. Wnet podjęto wspólna decyzję i wysłano posłańców. Ci pognali co koń wyskoczy, by rady Starca zasięgnać. Przybyli bór i rychło ujrzeli przed soba drewniane zabudowania chat, maleńkiej osady, gdzie ten zamieszkiwał. Naprzeciw im z domostw wybiegli ludzie.
Odebrano od nich zmęczone biegiem rumaki, natychmiast też poprowadzono do chałupy, gdzie przy ogniu wypoczywał najstarszy z rodu. Ten bez sladu zdziwienie na pomarszczonej podeszłym wiekiem twarzy zaprosił ich by spoczęli przy ognisku i wyjasnili z czym przybywaja. Gdy to uczynili, usmiechnał się tajemniczo i powiedział posłańcom cos, co wprawiło ich najpierw w zdziwienie, później zas we wsciekłosć.
- Nie mnie powinniscie waszmosciowie o dobra w tej sprawie radę pytać. Przed chata, w zagrodzie stoja kozy, idźcie do nich one wam jej udziela ... – dalsze słowa Starca zaginęły w skrzekliwym rechocie.
Wysłannicy, którzy zorientowali się, że ów jawnie sobie z ich nieszczęscia pokpiwa, dobyli szabel chcac tę jawna obrazę krwia niegodziwca zmyć. Naraz stanał przed nimi jakis maż rosły, ręce w gescie pokoju do góry wznoszac i przemówił do nich w te słowa:
- Radzę panom braciom pohamować swój gniew przedwczesny , a głębiej się zastanowić nad tym, co dziad mój chce wam w ten sposób powiedzieć. Kozy, które ów tu wspomina znane sa w naszej okolicy z tego, iż od czasu do czasu dziczeja, uciekajac od domostw ludzkich i zagród na swobodę. Problem z nimi zas jest taki, że nikt nie wiedział dotad, gdzie się wtedy w lesnych ostępach kryja, bo i potrzeby takiej nie było, gdyż po kilku dniach same wracały. Zaledwie przedwczoraj po ich ostatniej udanej ucieczce, przypadkowo polujac w puszczy natrafiłem na wzgórze i polanę na nim, gdzie one spokojnie się pasły. Jest to miejsce odosobnione, ustronne, położone w lesnej głuszy, wprost idealne, by nasze rodziny mogły tam bezpiecznie przeczekać najgorsze chwile najazdu, gdy my z nieprzyjacielem zmagać się będziemy.
Posłańcy w końcu zrozumieli. Zawstydzeni miecze do pochew schowali. Natychmiast dobra nowinę pozostałym przekazali. Tak więc pozbierano kto co miał najcenniejszego i ukryto się na wspomnianym wzgórzu. Tym czasem nieprzyjaciel przeszedł przez kraj, obracajac to co spotkał na swej drodze w popiół i zgliszcza. Jednak kozia kryjówka spełniła pokładane w niej nadzieje. Ludzie z niej korzystajacy przeżyli i w odróżnieniu od wielu innych wrócili cali i zdrowi do swych zniszczonych gospodarstw.
Później zas, kiedy wspominano tamte straszne chwile wszyscy zgodnie chwalili madrosć Starca i spryt jego kóz. smiano się do łez, majac ciagle w pamięci opowiadanie posłańców, a okolicę położona opodal zbawczego wzgórza, gdzie stanęły następnie dwie wsie – nazwano na czesć kóz i i madrej rady jakiej niechcacy te udzieliły w nagłej potrzebie: „Kozimi Radami”, czyli Kozieradami. Stara ta nazwę przerobiono później na Kosierady, ale to już zupełnie inna historia.
-----------

 Dane uzupełniajace: RYTEL

Najstarsze zapisy:

1473 r. Andrzej de Rytele
1474 r. Andrzej Rytel, Stefan Żoch
1475 r. Stefan Rytel, Stefan Żoch
1476 r. Prędota z Wyszomierza, Stefan z Ryteli
1479 r. Olechno Saczkowicz i Mikołajowa Rytelówna
1482 r. Rytele Lubicze (Lubiczanie)
1482 r. Jakub Swiejko zastawił swoja częsć w Seroczynie (Syroczyn) Stefanowi Rytelowi

Popis pospolitego ruszenia 1567 r. Radoszkowice:

Rytele Srednie:

Jakub syn Pawła - klacz, miecz
Stanisław syn Andrzeja - pieszo, rohatyna
Grzegorz syn Macieja - klacz, miecz
Bartosz Lubicz - pieszo, rohatyna
Jakub Godlewski - klacz, miecz
Jakub syn Stanisława z "Usików"? - pieszo, miecz
Jan syn Mikołaja - klacz, miecz
wdowa po Piotrze wysłała syna Marcina na klaczy
Stanisław syn Wita - pieszo, miecz
Sebastian Lubicz - pieszo, miecz
Jan syn Andrzeja - pieszo, rohatyna, miecz
Bartosz syn Wita - pieszo, miecz
wdowa po Janie wysłała syna Stanisława na klaczy
wdowa po Michale wysłała syna Piotra pieszo z mieczem
Piotr syn Mikołaja - pieszo, miecz
Jan "Kakol" wysłał syna Bartosza pieszo z mieczem
Jakub syn Szczęsnego - koń

Rytele Wszołki:

Lenart syn Jana - klacz, miecz
Szczęsny syn Stanisława - pieszo, rohatyna
Mikołaj Gałazka wysłał sługę na koniu
Jan syn Macieja - pieszo, rohatyna

Rytele Stara Wies i Borki:

Stanisław, woźny ziemski - klacz, rohatyna
Ambroży syn Sebastiana - pieszo miecz
Adam syn Jerzego - klacz, rohatyna
Paweł syn Krzysztofa - koń, miecz
Jan Niepiekło - od niego Matys syn Tomasza na klaczy
Bartosz syn Szczepana "Kochanek" - klacz, miecz
Walenty Ostrowski syn Jana - klacz, rohatyna
Jan syn Stanisława Żaków? - klacz, miecz
Marcin syn Jana "Brażyk"? - klacz, miecz
Stanisław Skorupka syn Jakuba - pieszo, miecz
Lenart wysłał syna Andrzeja - klacz, miecz
Maciej syn Jakuba "Pac"? - klacz, miecz
 Wojciech syn Andrzeja Kuc - pieszo, miecz
Stanisław Kutaska  syn Wojciecha  - klacz, miecz
Jan syn Szczepana - pieszo, rohatyna
Paweł syn Krzysztofa - klacz, rohatyna
Wojciech syn Szczęsnego "Patacha"? - pieszo
Maciej syn Wawrzyńca "Musztaków"? - pieszo, rohatyna
Wojciech syn Stanisława - pieszo, rohatyna
Wojciech syn Szczęsnego "Patików"? - pieszo
Matys syn Tomasza od Jana Niepiekły na koniu
Mikołaj i Marcin synowie Jana Mrozika - koń
Paweł syn Macieja od ojca i żony pieszo
Andrzej syn Jakuba "Gołowczyn?" - pieszo, miecz
Bartosz syn Piotra wysłał syna Jana - klacz, miecz
Michał syn Marcina - pieszo
Walenty syn Jakuba - pieszo, rohatyna
Sebastian syn Ambrożego - pieszo, miecz
Bartosz syn Jakuba "Olkowicz" - pieszo, kord
Stanisław syn Bartosza - klacz, miecz
Walenty syn Wojciecha "Kudeszczin?" - pieszo, kord
Kacper (Gaspar) syn Macieja "Sobiraj" - pieszo
Jan syn Wojciecha "Kudaszczyj?" - pieszo, miecz
Piotr "Skorek" syn Jakuba wysłał syna Marcina - klacz, miecz
Jan syn Jakuba "Skorek" wysłał syna Andrzeja - pieszo
Maciej syn Lenarta - pieszo, miecz
wdowa po Szczepanie wysłała syna - pieszo
Stanisław "Główka" wysłał syna pieszo
Stanisław "Płyszka?" - koń
Jan "Wteszka?" - pieszo
Walenty "Teofilów?" - koń

Przysięga na wiernosć Koronie po przyłaczeniu województwa podlaskiego do Polski, Drohiczyn 1569 r.:

Rytele Srednie, Swięckie:

Jan syn Wojciecha
Andrzej syn Wojciecha
Michał syn Marcina i od brata swego Jerzego niemocnego
Adam syn Jerzego i od dzieci będac opiekunem tj. Jana, Andrzeja, Macieja i Stanisława
Wojciech syn Szczęsnego
Maciej syn Lenarta
Jakub syn Macieja i od żony swej Anny
Wojciech syn Stanisława i od ojca swojego
Sebastian syn Wawrzyńca i od brata swego niemocnego Macieja
Kacper syn Andrzeja i od ojca
Maciej syn Jarosława
Piotr syn Jarosława
Sebastian syn Wojciecha
Jan syn Marcina
Jakub syn Stanisława
Jan syn Jakuba i od ojca swego
Marcin syn Piotra i od ojca
Maciej syn Stanisława
Walenty syn Stanisława
Walenty z Niepiekłów syn Stanisława Stocha? i od żony swej Anny i od wdowy...?
Paweł syn Macieja
Jan syn Macieja
Klimunt syn Jakuba i od wdowy Janowej
Paweł syn Szczepana
Wojciech syn Szczepana
Piotr Rytel
Szczęsny Rytel
Jan syn Szczepana
Bartosz syn Szczepana
Paweł Ostafiejów?
Jan syn Ostafieja? dzidzic z Rytel Wólki
Jan Skłodo z Rytelów Wólki
Jan syn Jakuba
Marcin syn Piotra i od wdowy Abramowej - Jadwigi
Lenart syn Stanisława
Lenart synowiec Lenarta
Lenart syn Jana
Hieronim syn Jana
Lenart syn Jana
Jan syn Macieja z Srednich Rytelów
Piotr syn Jakuba
Stanisław syn Andrzeja dziedzic z Rytelów
Sebastian syn Stanisława
Jan syn Macieja
Jan syn Stanisława i od brata stryjecznego niemocnego Jana
Paweł syn Jana
Katarzyna żona B...?
Paweł syn Jana Grodzickiego
Sebastian syn Jana
Jakub syn Szczęsnego
Stanisław syn Jana
Jan syn Bartosza i za ojca swego
Marcin syn Piotra Uscińskiego
Bartosz syn Jakuba
Maciej syn Jakuba
Jan syn Jakuba
Walenty syn Jakuba ze Swięcka
Andrzej syn Lenarta i od ojca swego niemocnego Lenarta dzidzicowie z Rytelów Borków
Walenty syn Jana Swięckiego
Piotr syn Mikołaja
Marek syn Jana
Stanisław - woźny ziemski
Jan syn Stanisława
Jan syn Adama
Jakub syn Adama Godlewskiego
dziedzicowie z Rytelów Srednich

W. Semkowiecz "Wywody szlachectwa..."

1558 r.:

Adam, Grzegorz synowie Grzegorza de Rytele
Stanisław syn Macieja Ritel de Rytele
Stanisław syn Feliksa dziedzic z Ryteli
Katarzyna Rytelówna

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

 „…Z Długimi od zachodu sasiadowała inna okolica szlachecka: Rytele, również rozległa, która podzielona była na kilka częsci. Była ona zamieszkana przez ród Rytelów, licznie rozrodzony już w XVI w. Od 1511 r. do Parafii Prostyń należały: Rytele Swięckie. Pozostałe, czyli Rytele Wszołki, Suche, Olechny i Wólka Rytelska należały do parafii Ceranów. Niewatpliwe podział na poszczególne częsci zaczał kształtowac się już w XV w. Jednak lakoniczne wzmianki z tego okresu nie pozwalaja przypisac konkretnych osób do poszczególnych działów. Już w 1450 r. występowali w sadzie drohickim bracia Mikołaj i Piotr Rytelowie. W 1451 r. dokonano również rozgraniczenia Ryteli od Ceranowa. W 1458 r. występował Jan Rytel. Żona Mikołaja była Elżbieta, która jako wdowa występowała w sadzie 1475 r. W 1478 r. zastawiła ona częsc swojej dziedziny w Rytelach Wojciechowi Kostce Skibniewskiemu, podsędkowi drohickiemu. Elżbieta ta występowała w sadzie z dwoma córkami: Jadwiga, żona Olechny Saczkowicza i Elżbieta. W 1478 r. Elżbieta zapisała Olechnie swemu zięciowi cała swoja częsc na Rytelach. Może na tej częsci powstała pózniej wies Rytele Olechny… W 1464 r. Gajewnik drohicki Piotr Korowicki (Kurowicki) poręczył za braci Dominika, Andrzeja, Stanisława i Szczepana z Ryteli, że nie będa bronili wychodów bartnych dla Oniszyma i Kostki, bartników. Andrzej występował także w 1473 i 1474 r. Dominik pojawił się po raz ostatni w 1479 r., podobnie Stanisław, natomiast Szczepana spotykamy jeszcze w 1492 r. Ich bracmi byli także Aleksy i Piotr, oraz zapewne Adam wspomniani w nieco pózniejszych zapiskach. W 1475 r. Mikołajowa Rytelowa pozwała Dominika i Szczepana Rytel. W 1476 r. Andrzej Kossowski, sędzia drohicki pozwał braci Stanisława, Aleksego, Piotra i Szczepana z Rytel synów Swięckiego o zabójstwo swego kmiecia Jana. Rytelowie postawili swiadków, którzy złożyli przysięgę w sadzie…wsród nich byli m.in. Adam Rytel, Wawrzyniec Rytel i Marcin Swięcki z Ryteli. Zapewne więc mieszkali oni w miejscu obecnej wsi Rytele Swięckie. W 1479 r. w sadzie pojawili się Szczepan, Stanisław, Dominik, Adam i Jakub syn Andrzeja z Ryteli. W 1482 r. Marcin, Olechno i Szczepan Rytelowie mieli sprawę z Jakubem Rostkiem… Sposród nich najbardziej zamożny był Szczepan Rytel. W 1482 r. wział w zastaw częsc w Seroczynie od Jakuba Swiejka. Miał trzech synów: Pawła, Piotra i Andrzeja. Piotr zapisał się w 1493 r. na studia w Akademii Krakowskiej, podajac jako miejsce pochodzenia diecezję płocka. Andrzej był dworzaninem Aleksandra Jagiellończyka. W 1505 r. otrzymał od niego dobra Liza i Hodyszewo w ziemi bielskiej. W l. 1521-1531 był podsędkiem ziemi bielskiej. Jego potomkowie dziedziczyli na Lizie jeszcze w XVII w.. Trzeci z braci Paweł odziedziczył częsc w Rytelach. On lub jego ojciec był założycielem Wólki Rytelskiej, która była wspomniana już w 1508 r. w dokumencie erekcyjnym parafii Ceranów. O wyższej pozycji wsród jego krewnych swiadczy to, że jako jedyny z nich wystapił w 1511 r. na liscie swiadków dokumentu fundacyjnego koscioła w Prostyni. W 1540 r. jego syn Andrzej darował 2 włóki w Wólce Rytelskiej Stanisławowi z Zawistów w ziemi nurskiej… W 1528 r. wszyscy Rytelowie Swięccy wystawili do popisu wojskowego 4 konie, natomiast Paweł syn Szczepana stawił się samowtór, czyli we dwa konie… W 1 poł. XVI w. istniał już podział na wsie: Rytele Swięckie, Olechny, Wszołki (Srednie), Suche i Borki. Rytelowie kilkakrotnie w zródłach podawali jako herb Lubicz. Niewykluczone jednak, że mogli się do nich wżenic lub nabyc grunty członkowie innych rodów, którzy przybrali potem ich nazwisko… W 1558 r. Sebastian Rytel wywodził szlachectwo z herbem Lubicz. W 1621 r. Stanisław Rytel syn zmarłego Mateusza, majacy posiadłosc w powiecie lidzkim na Litwie, któremu niejaki Mikołaj Poczapołowski zarzucił nieszlacheckie pochodzenie, postawił przed sadem drohickim swiadków z linii ojczystej Jakuba i Wawrzyńca synów zmarłego Hieronima Rytela herbu Lubicz, którzy zeznali, że ojciec Stanisława Mateusz był ich bratem stryjecznym, z linii macierzystej zeznali Rytelowi Dłuscy herbu Lubicz…”
-------------

 Dane uzupełniajace: PIENKOWSCY

 brak zapisów w najstarszych dokumentach

Popis pospolitego ruszenia 1567 r. Radoszkowice:

Jan syn Mikołaja
Andrzej syn Macieja
Jerzy syn Jana
Florian syn Andrzeja
Stanisław syn Jana
Jan syn Michała
Maciej syn Pawła
Andrzej syn Stanisława

Pieńkowscy z Pieniek

Przysięga na wiernosć Koronie Drohiczyn 1569 r.

Andrzej syn Macieja
Jan syn Michała
Jerzy syn Jana
Serafin syn Macieja
Jan syn Mikołaja
Stanisław syn Jana
Andrzej syn Jana
Andrzej syn Stanisława

Pieńkowscy z Pieniek

Podatek z 1676 r. tzw. pogłówne:

Maciej Pieńkowski
Szymonowa Pieńkowska
Kaziemierz Zemła (Zemło)
Piotr Pieńkowski
Wojciech Pieńkowski

z rodzinami

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

„…Nie posiadamy informacji z XV w. o wsi Pieńki, z której pochodzili Pieńkowscy nieznanego herbu (może Pierzchała?). jednak wies musiała istniec, co najmniej w drugiej połowie XV w. W 1543 r. w aktach ziemskich drohickich wpisano dokument zawierajacy genealogię pierwszych pokoleń rodziny, które musiały życ w tym okresie. Według niej przodkiem Pieńkowskich był niewymieniony z imienia Wyszkowski, który miał trzech synów: Piotra, Jana i Pawła. Piotr miał również trzech synów: Jana plebana mielnickiego, Stanisława zwanego Smayda i Wawrzyńca, od których pochodzili dalsi Pieńkowscy…”
--------------

 Dane uzupełniajace: PAPROCKI

(informacje z listu Tomasza Jaszczołta)

Wszyscy Paproccy z ziemi drohickiej byli herbu Cholewa, jak podaja zapiski herbowe. Natomiast herbu Jelita była rodzina Paprockich z ziemi łęczyckiej.

Najstarsze akta:

1477 r. Wit Paprocki z braćmi stryjecznymi
1477 r. Michał z Paprotny
1479 r. Mikołaj Paprocki, Stanisław Paprocki, Stefan i Wit Paproccy
1481 r. Wawrzyniec Paprocki
1475 r. Wit z Paprotni
1482 r. Maciej z Paprotni Podawczyc
1473 r. Wit z Paprotni

Pospolite ruszenie Radoszkowice 1567 r.:

Paprotnia:

Piotr syn Eustachego
Leonard Dobryń
Gabriel syn Szymona
Stanisław syn Ambrożego
Leonard syn  Stanisława


Paprotnia Podawce:

Kacper syn Szymona
Jakub syn Jerzego
Stanisław syn Jerzego
Jan syn Jerzego
Jan syn Andrzeja
Leonard syn Andrzeja
Jan syn Jerzego
Jakub syn Andrzeja
Stanisław syn Andrzeja
Andrzej syn Bartosza
Jan Kubas
Jakub syn Marcina
Stanisław syn Jana
Lenart syn Stanisława
Jerzy syn Macieja
Sebastian syn Bartosza

Przysięga na wiernosć Koronie Drohiczyn 1569 r.:

Z Paprotni i Paprotni Podawczyc:

Leonard syn Stanisława
Eustachy syn Piotra
Sebastian syn Bartosza
Stanisław syn Andrzeja
Leonard syn Andrzeja
Jan syn Andrzeja
Jan syn Jerzego
Paweł syn Szczęsnego
Jakub syn Andrzeja
Stanisław syn Andrzeja
Andrzej syn Bartosza
Jakub syn Jerzego
Leonard syn Macieja
Jerzy syn Macieja
Paweł syn Mikołaja
Zbożny? syn Dobrogosta

Podatek z 1580 r.:

W imieniu wszystkich dzidziców z paprotni podatek od 10 włók ziemskich zapłacił Jan Paprocki.

Wywód szlachectwa z 1601 r.

Paprockich z ziemi drohickiej, województwa podlaskiego, udowodnili, że sa herbu Cholewa.

Podatek z 1676 r. tzw. pogłówne:

Paprotnia:

Aleksander Paprocki
Kobyleński (Kobyliński)
Wojciech Paprocki
Walenty Paprocki
Andrzej Paprocki
Piotr Paprocki
Skwierczyńska
Łoza
Jakub Skwierczyński
Wasilewski

Paprotnia Podawce:

Paweł Paprocki
Wojciech Paprocki
Jan Paprocki
Jan Paprocki (II) "Mateuszczak"
Dabrowska wdowa
Andrzej Paprocki
Szymon Paprocki
Stanisław Paprocki
Kalicki
Krzysztof Paprocki
Maciej Paprocki
Jakub Paprocki
Janowa Paprocka
Sebastian Paprocki
Grzegorz Paprocki
Paweł Raczyński
Stanisław Paprocki
Krzysztof Paprocki
Olszewski

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

 „…Własnosc drobnoszlachecka dominowała również w parafii Paprotnia. Była to jedna z najstarszych parafii w tej częsci ziemi drohickiej. W 1429 r. rycerz Jakusz ze Skwierczyna (Ruskiego) nadał już istniejšcemu kosciołowi w Paprotni pw. Bożego Ciała łakę położona między granicami Małego Skwierczyna i Nasiłowa. Odbiorca nadania był pleban Paprocki Piotr z rodu Prusów, który żył jeszcze w 1438 r., gdy swiadczył na dokumencie fundacyjnym koscioła w Wyrozębach. Dokument z 1429 r. nie był zatem pierwotnym uposażeniem koscioła. Musieli go dokonac wczesniej dziedzice Paprotni, którzy byli herbu Cholewa. Kolejny dokument dla koscioła wystawili w 1456 r.  dziedzice Paprotni Jakub z bratankiem Witem. W latach 1475 – 1495 plebanem był Bogusław syn Jakuba z Paprotni. Jakub Paprocki żył jeszcze w 1474 r., natomiast Wit występował do 1487 r. Jego synem był Wawrzyniec, żonaty z Dorota z Pniewisk, wozny ziemski drohicki. Wiadomo także, że Wit miał braci rodzonych i stryjecznych, którzy zostali wspomniani bezimiennie w 1475 r. i w 1477 r. Mogli wsród nich być Maciej zwany Podawczyc (1479-1482), Szczepan (1479), Jan (1479), Mikołaj (1479), Stanisław (1479), Michał (1478-1479), Andrzej żonaty z Małgorzata (1481-1495), Łukasz (1495). W 1528 r. Paproccy wystawili do popisu 3 konie. Od przełomu XV i XVI w. Paprotnia dzieliła się na wies Paprotnię Koscielna i Podawce. Paproccy w 1601 r. wywodzili szlachectwo z herbem Cholewa… W sasiedztwie Paprotni istniała zaginiona wies Krasy, dla której przechowało się bardzo niewiele informacji z XV w. Wiemy jedynie, że w 1456 r. występował Grzegorz zwany Krasicz, w  1479 r. Jan Krasicz z Paprotni…”   

-------------

 Dane uzupełniajace: DYBOWSKI Dysz

Najstarsze wpisy w księgi ziemskie, drohickie 2 poł. XV w.

1475 r. Barnard Dysz, Paweł Kamieński
1476 r. Andrzej z Kossowa (Lackiego) zastawił Nowa Wies (Kosowska) Stanisławowi Dyszowi
1479 r. wójt Jan z Jartypor, Maciej Dysz i (ponownie wymieniony) Maciej Dysz z bratankiem Stanisławem

Popis pospolitego ruszenia z 1567 r. Radoszkowice:

Dybów i Wrotnów razem wypisane:

Stanisław syn Andrzeja "Połdzik?" - klacz, rohatyna
Jan syn Bartosza - klacz, miecz
Paweł syn Bartosza - klacz, miecz
Stanisław Jurdzik - klacz, rohatyna
Walenty Widul? wysłał sługę Wasia Stanisława - klacz, miecz
Matys Wojewódzki wysłał syna Wojciecha klacz, kord
Jan syn Wawrzyńca - klacz, miecz
Stanisław "Nagoleńczyk" - pieszo, kord
Paweł Dysz wysłał syna Walentego - klacz, rohatyna
Sebastian Jurdzik - klacz, miecz
Wawrzyniec "Panek" (Wojewódzki?) - pieszo, miecz
Jan syn Andrzeja "Nagoleńczyk" - klacz, miecz

Księżopole Budki i Trebień

Jan Dybowski - klacz, włócznia

Tosie (koło Kosowa)

Stanisław Dysz syn Macieja - klacz, miecz
Stanisław syn Bartosza - klacz, miecz

Przysięga na wiernosć Kornie po przyłaczeniu województwa podlaskiego do Polski, Drohiczyn 1569 r.:

Długie, Wola, Dybowo:

Jan syn Piotra
Stanisław syn Mikołaja

Dybowo (Dybów):

Jan syn Bartłomieja
Maciej syn Bartłomieja
Paweł syn Bartłomieja
Sebastian syn Jerzego
Walenty syn Macieja?
Stanisław syn ?
Stanisław syn Andrzeja
Paweł syn Stanisława
Jerzy syn Wawrzyńca
Stanisław syn Andrzeja
Walenty syn Andrzeja
Jan syn Piotra
Wawrzyniec syn Piotra
Maciej syn Andrzeja

Paderewo:

Jan Dybowski syn Macieja
Krzysztof syn Stanisława (Paderewski?)

Księżopole Budki:

Adam Dybowski syn Jakuba i za ojca niemocnego

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

„…Sasiadujaca ze Skibniewem od północy wies Dybów była własnoscia rodziny o przydomku Dysz. W 1466 r. król Kazimierz Jagiellończyk potwierdził braciom Mikołajowi i Maciejowi Dyszom posiadanie po przodkach wsi Dybowo oraz Wrotnowo. Dokument został wpisany do ksiag ziemskich drohickich w 1543 r. Jednoczesnie dołaczono do akt genealogię Dybowskich – potomków Mikołaja i Macieja. Według niej Mikołaj Dysz miał dwóch synów: Stanisława i Bernarda. Synami Stanisława byli Jakub, Maciej, Andrzej i Paweł, żyjšcy w 1543 r. Natomiast Bernard miał synów: Macieja, Jana i Mikołaja. Maciej Dysz, brat Mikołaja miał pięciu synów: Andrzeja, Piotra, Wojciecha, Mikołaja i Jana. Z nich Andrzej miał również pięciu synów: Stanisława, Andrzeja, Bartłomieja, Pawła i Jerzego. Piotr syn Mikołaja miał tylko jednego potomka – Pawła. Jego córkami były Dorota, Katarzyna i Małgorzata, które również stały się strona w sporze o Dybów w 1543 r. Genealogia przedstawiona w księdze sadowej zgadza się ze zródłami wczesniejszymi. Można ja również uzupełnic o dodatkowe informacje. Maciej Dysz występował w aktach sadowych już w 1447 r. W następnym roku Piotr zwany Piechala z Wrotnowa zapisał swoim bratankom Maciejowi Dyszowi, Janowi, Piotrowi i Mikołajowi swoje dziedzictwo, które pozyskał od Michała Ugosckiego, zastrzegajac sobie dożywocie na tych dobrach. Bracia ci nazwani zostali Skibniewskimi. Może więc posiadali również częsc Skibniewa. Zapiska zatem ta informuje nas, że Mikołaj i Maciej Dyszowie mieli jeszcze dwóch braci, nie wymienionych we wspomnianej genealogii. Jan razem z Maciejem Dyszem kupili w 1454 r. od Wojciecha Kostki ze Skibniewa dziedzictwo na Dybowie przy brzegu rzeczki Sterdynki za 43 kopy groszy. W 1458 r. starosta nałożył wadium pomiędzy Dyszów i Kurczów (ze Skibniewa). W 1464 r. Stanisław Dysz kupił od Piotra Klukowskiego wójtostwo w Klukowie. W tym samym roku wystapił w sadzie razem z bratem Maciejem… W 1469 r. Stanisław Dysz był namiestnikiem starosty drohickiego Piotra Strumiłły… Dybowscy posiadali po swoim stryju wies Wrotnów, jednak częsc tej wsi mieli również Pogorzelscy z Pogorzeli… W 1471 r. w konsystorzu janowskim wystšpił wójt z Dybowa – Andrzej. W 1528 r. Dybowscy wystawili do popisu wojskowego 7 koni…”

---------------

 Dane uzupełniajace: ZEMBROWSKI

Genealogowie, heraldycy i inni historycy różnie podaja klejnot szlachecki Zembrowskich. Raz jest to Łabędź innym razem Prus, czasami Lubicz.

J. Urwanowicz "Urzędnicy Podlascy":

Zawisza Stanisław  herbu Łabędź (?) sędzia drohicki (1481-1507), zmarł po 1507r.

Encykolopedia szlachecka:

Zembrowski vel Zębrowski herbu ?, 1648 r., Zembrów sokołowski, dyneburski (Kt.Ns.Br.)

Najstarsze zapisy:

1474 r. Stanisław i Jakub z Łazowa sprzedali Łazowo (dzis Łazów pod Sterdynia) Zawiszy
1476 r. Stanisław, Jakub, Zawisza i Miklasz sędziczy de Lassowo (Łazów)
1477 r. Mikołaj z bratem Zawisza z "Patkowic"
1479 r. Zawisza sędzia z Zembrowa
1483 r. Zawisza sędzia drohicki
1483 r. dział między Zawisza sędzia i Mikołajem braćmi: Mikołaj wział Padkowice Prusy, Mokrany (powiat brzeski) i Nowosielec (powiat mielnicki), Zawisza wział: Szabrowo (Zembrów), Chodowo, Wolę i Laszowo (Łazowo)
1476 r. Zawisza sędzia i Grzegorz podsędek

Popis pospolitego ruszenia 1528 r. Drohiczyn:

Stawił się Jakub Zembrowski sędzic (syn sędziego Zawiszy)

Popis pospolitego ruszenia 1567 r. Radoszkowice:

Zembrowo:

Jan Zembrowski wysłał sługę swojego konno i w zbroi, a sam w poczcie pana podczaszego

Przysięga na wiernosć Koronie 1569 r. Drohiczyn:

zapisani przy Kurowicach:

Szczęsny Zembrowski syn Jakuba i od matki swojej Anny dzierżawca w Kurowicach i od braci swoich Jana, Stanisława, Mikołaja, Piotra, Krzysztofa na służbie będacych

Podatek 1580 r.:

Zembrowo:

Marcin Jabłoński urzędnik pana wojewody podlaskiego dał od 7 włók osiadłych, ogrodników bezrolnych 6, od koła jednego dorocznego

Stanisław Zembrowski dał z synowcami swoimi od 10 włók ziemskich i od koła jednego dorocznego groszy 12 ( ten sam ze Szwejków z 2 włók ziemskich)

Parafia Dzatkowska Dolubowska podatek z Adrianik odprowadził:

Jan Zembrowski z częsci pana Stanisława Miełoszewskiego łowczego bielskiego, dał ze Stanisławowa z włók osiadłych 4 1/2 z Olotków, z Widzgowa?...

Fragmenty z ksiażki „Sokołów Podlaski. Dzieje miasta i okolic” pod red. G. Ryżewskiego, Sokołów Podlaski 2006, z rozdziału „Osadnictwo lewobrzeżnej częsci ziemi drohickiej w XV i na pocz. XVI w. – okolice Sokołowa, Węgrowa i  Mord. T. Jaszczołt:

„…Zembrów należał do rodziny, której dwóch członków w 2 poł. XV w. sprawowało urzad sędziego drohickiego. Pierwszym był Piotr Maleszewski z Malowej Góry koło Brzescia i Patkowic w powiecie mielnickim. Malowa Góra była majatkiem należšcym do jego żony Małgorzaty. Najprawdopodobniej identycznym z nim był sędzia Piotr z Brzyski występujacy w l. 1452-1464. Ten sędzia w 1458 r. zastawił młyn na Zembrowie Mikołajowi z Toczysk. Jego synami byli Stanisław Zawisza i Mikołaj, którzy poczatkowo pisali się głównie z Patkowic. Byli też okreslani w zródłach Sędzicami, czyli synami sędziego. Od czasu, gdy Zawisza wział Zembrów, Chodów w parafii Suchożebry, Wolę i Łazów (częsc) kupiony z bratem od Łazowskich. Mikołaj wział Patkowice, Prusy, Nowosielec w ziemi mielnickiej oraz Mokrany koło Malowej Góry w ziemi brzeskiej. W tym samym roku sędzia wział w zastaw od Wojciecha Kostki podsędka drohickiego grunty w Paderewie, które ten miał od Stefana z Paderewa. Od Mikołaja wywodzili się Patkowscy. Jak wiemy jego synowie Mikołaj i Andrzej nabywali grunty w parafii Prostyń… Stanisław Zawisza osiadł natomiast w Zembrowie i dał poczatek rodzinie Zembrowskich. Ożenił się z Dorota wdowa po Mikołaju Sokołowskim, włascicielu Sokołowa, zmarł przed 1481 r. W tymże roku Stanisław Zawisza został sędzia ziemskim drohickim po smierci Andrzeja Kossowskiego. Po raz pierwszy spotykamy go na tym urzędzie 31 grudnia 1481 r. Był sędzia do 1507 r. kiedy zmarł… W 1486 r. sędzia wraz z żona Dorota ufundowali kosciół w swoich dobrach w Zembrowie ku czci sw. Mikołaja, Stanisława, Jakuba, Leonarda, Barbary i Doroty. Przeznaczajac na jego utrzymanie duże uposażenie. Do fundacji przyłaczył się również szlachcic Mikołaj Jarzyna z żona Helena, który podarował pole z łaka między granicami Kurowic i Tchórznicy… Stanisław Zawisza otrzymywał również daniny od Kazimierza Jagiellończyka. W 1486 r. otrzymał 6 kop groszy z karczem bielskich i 6 kop z myta brzeskiego. W 1488 r. otrzymał 8 kop groszy z myta brzeskiego. Pod koniec życia w 1504 r. sędzia zgłosił inhibicję swoich dóbr w Zembrowie, Paderewie, Pilszewie i Suchożebrach. Stanisław Zawisza z żona Dorota (wdowa po Mikołaju Sokołowskim) miał dwóch synów Mikołaja i Jakuba oraz córkę Zofię, żonę Andrzeja Kossowskiego. Synowie sędziego zaczęli pojawiac się w aktach sadowych od 1503 r… Jakub Zembrowski stawił się w 1528 r. sam na popis wojskowy. Pochodzili od niego Zembrowscy dziedziczacy w XVI i XVII w. w Zembrowie. W 1605 r. Zembrowscy podawali jako swój herb Lubicz. W drugim dziesięcioleciu XVI w. w posiadanie częsci Zembrowa wszedł Stanisław Olędzki, pózniejszy starosta gródecki i Wysocki oraz wojski mielnicki. Jako dzierżawca w Zembrowie był znany od 1517 r…”

------------------

opracowanie DARIUSZ KOSIERADZKI

Poprawiony (piątek, 08 lutego 2013 17:09)

 

Kacper Oldakowski i obrona Smolenska 1633

                                  W OBLEZONYM SMOLENSKU 1633
                        


Drewniane przedmiescia Smolenska plonely jak pochodnia rozswietlajac zapadajace wieczorne ciemnosci chcace za wszelka cene otulic mrokiem stojacych na murach zolnierzy. Ci spogladali na ten ognisty spektakl i niejedenemu dreszcz po ciele przebiegl, choc wszyscy potem jak jeden maz twierdzili, ze to od zimnego, przeszywajacego cialo jesiennego wiatru. Ale prawda byla inna, nadchodzila ze wschodu wojenna zawierucha i kazdy z nich zastanawial sie czym sie ona dla skonczy.
 


                                  WROG U BRAM



Wsrod obroncow, na jednej z baszt wsrod tlumu zolnierzy i gapiow widac bylo sylwetke szlachcica Kacpra Oldakowskiego otulonego szczelnie w cieply podbity sobolim futrem plaszcz, ktory zostawil na pastwe wkraczajacego wroga dwor i cale gospodarstwo, a niechybnie zostanie ograbione i zniszczone. Co do tego jednego nie mial ow watpliwosci. Pocieszal sie w myslach, ze ta niedola jest przejsciowa, ze odepra wroga a kiedy nadejdzie pokoj krol wynagrodzi sowicie najmezniejszych, a dobra sie odbuduje i beda jeszcze piekniejsze niz byly wczesniej.

Co bystrzejsi z widzow dostrzegli wsrod pozogi sylwetki jakichs jezdzcow, ktorzy rozbiegli sie posrod polonacych chalup gromadami, to byly pierwsze podjazdy moskiewskie swiadczace o tym, ze armia carska jest coraz blizej Smolenska. Ktos nie wytrzymal i wypalil z muszkietu do niesotroznie podchodzacych rabusiow. Podwojewodzi pulkownik Samuel Drucki - Sokolinski zastepujacy nieobecnego wojewode Gosiewskiego, krzyknal na strzelajacego, by prochu nie marnowal, ten zawstydzony pochylil glowe, tlum zaczal na murach rzednac, zostawali tylko wyznaczeni na warty. Nadchodzila chlodna noc listopadowa 1632 roku i kazdy kto mogl chronil sie do domostw przed zimnem, by przy palenisku ogrzac zmarzniete czlonki i skorzstac z mozliwosci bezpiecznego snu w poteznych obwalowaniach twierdzy Smolenskiej. Wrog pojawil sie w calej swojej mocy u bram kilkanascie dni pozniej tj. 18 listopada 1632 roku.

Historia zdawala sie zataczac kolo, a raczej swoj wojenny walec, gdyz wielu z jej obroncow mialo przed oczami nie tak znowu odlegla przeszlosc, wsrod nich i szlachcic Oldakowski, nie bez powodu martwiacy sie o swoja przyszlosc, minie i gardlo. Dwadziescia lat temu w nocy z 12 na 13 czerwca 1611 roku ten sam Szein, ktory teraz prowadzil rosyjskie hordy kapitulowal z oddzialami moskiewskimi przed armia polska po trwajacym 21 miesiecy oblezeniu. Czyzby czekalo ich teraz to samo? Wielu zadawalo sobie to pytanie nie potrafiac dac jednoznacznej odpowiedzi, groze najazdu potegowalo jeszcze bezkrolewie po smierci krola Zygmunta III Wazy i niemoc Rzeczypospolitej. Jednak nadzieja zdawala sie podobnie jak opatrznosc Boska czuwac nad obroncami Smolenska, gdyz po Zygmuncie na tron mial wstapic nie mniejszy wojownik od niego, syn jego pierworodny Wladyslaw IV a ich hetmanowie nie proznowali.


Z kart historii wiemy, ze Smolensk zostal zdobyty na Rosjanach przez wojska wielkiego ksiecia Litwy Witolda i posilkujacych go Polakow w 1404 roku, a wladztwo litewskie siegalo wtedy nieomal pod sama Moskwe. Trwalo tak ponad sto lat, az do czasow cara Wasyla III , ktoremu raczej bardziej w wyniku zdrady hospodara Michala Glinskiego udalo sie odbic twierdze i zmusic do poddania dowodzacego tu z ramienia Rzeczypospolitej Jerzego Sollohuba 31 lipca 1514 roku. Pozniej podejmowane dzialania wojenne przez Polakow i Litwinow nie przyniosly rezultatu i dopiero okres "wielkiej smuty", wyprawy zwane "dymitriadami" doprowadzily do jego odzyskania w 1611 roku, o czym bylo wyzej.



                               OLDAKOWSCY NA KRESACH



Co sie tyczy bytnosci Oldakowskich Wiemy ze pojawili sie na kresach jak to dzis nazywamy Rzeczypospolitej zapewne w stuleciu XVI, konkretne slady o ich obecnosci w tamtych rejonach kraju zachowaly sie w dokumentach kilkadziesiat lat pozniejszych. Stad wiemy np. o podczaszy nowogrodzkim (Nowogrodek na Bialorusi) Stanislawie Oldakowskim, rotmistrzu, posesjonacie rowniez w odleglym wojewodztwie braclawskim, ktory uczestniczyl w elekcji Jana Kazimierza Wazy brata Wladyslawa IV, a syna Zygmunta III. Ciekawa postacia wydaje sie tez byc nieznany z imienia pulkownik wojsk koronnych Oldakowski, ktory nie chcial przystac do rokoszu i podpisac konfederacji wojskowej w 1662 roku za co zostal zabity przez zbuntowanych i domagajacych sie zaleglego zoldu zolnierzy. Wzmiankuje ich Seweryn Uruski w swoim "Herbarzu Szlachty Polskiej". Z kolei "Encyklopedia Szlachecka..." i inne zrodla wzmiankuja ich obecnosc w ziemi chelmskiej, przemyskiej i na Wolyniu, oraz co nas najbardziej interesuje w ziemi witebskiej lezacej niedaleko Smolenska.

Wydaje sie, ze na tym ostatnim terenie tj. ziemi witebskiej jak tez w okolicach Smolenska Oldakowscy osiedli i wyodrebnili sie jako osobna linia rodowa przybywajac z terenow ziemi nowogrodzkiej. Po 1610 roku jeden z nich, niestety imienia jego rowniez nie znamy otrzymal jak wynika posrenio z zapiskow archiwalnych nadanie krolewskie opodal Smolenska. Najprawdopodobniej w zamian za udzial w walkach prowadzonych przez Rzeczypospolita z Moskwa (Dymitriady), moze nawet bral aktywny udzial w oblezeniu Smolenska, ktory skapitulowal przed wojskami polskimi 13 czerwca 1611 roku. Jako posesjonat i szlachcic ziemi smolenskiej pojawia sie w dokumentach na poczatku 1633 roku. Posiada tez dom w samym Smolensku, gdzie utrzymywal gospodarza i czeladnika, pewnie obaj z rodzinami. Tu rowniez byl szlachcic Oldakowski, (najprawdopodobniej mial on na imie Kacper) zobowiazany stawiac sie sam lub w zastepstwie, kiedy zwolywano pospolite ruszenie.

Obowiazek pospolitego ruszenia w tym rejonie Rzeczpospolitej byl szczegolnie surowo egzekwowany pociagal za soba szereg dosc uciazliwych powinnosci, ale i sprawnosc bojowa sluzacej tu szlachty byla znacznie wyzsza niz w centralnych rejonach kraju nie wspominajac juz uzbrojenia jakie winien wedlug wymogow posiadac taki szlachcic. Zapewne nadanie krolewskie dla Oldakowskiego nie odbiegalo od szeregu innych w owym czasie, wiec otrzymal on dobra ziemskie w ktorym z "ujezdow", musialy byc w miare spore skoro Oldakowski mogl sobie pozwolic na utrzymywanie nie jedego ale dwoch ludzi z muszkietami i innym orezem odpowiednim dla piechoty a w samym Smolensku, zbudowac tu lub odremontowac dom, gdzie musial posiadac zapasy zywnosci minimum na pol roku. Sam szlachcic Oldakowski mial obowiazek stawic sie zbrojnie, konno dla obrony najblizszego "zamku" w tym przypadku twierdzy w Smolensku i w razie napasci wraz ze swoimi ludzmi bronic wyznaczonego odcinka umocnien. Corocznie tez zwolywano pospolitakow z tych ziem na obowiazkowe cwiczenia wojskowe w celu podniesienia ich sprawnosci bojowej.



                             TEATR DZIALAN WOJENNYCH



W historii wojny o Smolensk 1632-34 czytamy o tym obszarze i tutejszych warunkach administracyjnych, politycznych i wojskowych:

"Województwo smoleńskie, wkrótce po jego odzyskaniu w 1611 roku, podzielono na dwa powiaty: smoleński i starodubowski. Powiaty podzielone zostały na ujezdy, które były moskiewskimi jednostkami wojskowo-administracyjnymi, pozostawionymi na Smoleńszczyźnie, Siewierszczyźnie i Czernichowszczyźnie, co odróżniało te obszary od reszty Rzeczypospolitej. Do powiatu smoleńskiego należały ujezdy: rosławski, dorohobuski, bielski, sierpiejski i newelski, natomiast do powiatu starodubowskiego należały ujezdy: starodubowski, poczepowski i trubecki. W każdym ujeździe główny ośrodek był twierdzą składającą się z obwarowanego miasta i zamku. Garnizonem broniącym miasta i zamku, zgodnie z konstytucją sejmową z 1613 roku, dowodził stale rezydujący na miejscu oficer w randze rotmistrza lub kapitana. Garnizony na smoleńszczyźnie, oprócz Smoleńska, nie miały wojsk zaciężnych i składały się tylko z Kozaków. W skład smoleńskiego garnizonu okresu pokoju wchodziła rota piechoty wojewodzińskiej i husaria królewicza Władysława, co razem z Kozakami dawało siłę liczącą 500-600 żołnierzy. Służący w garnizonach Kozacy nie dostawali żołdu, zamiast którego trzymali grunty pod miastami zwolnione od wszelkich podatków. Podlegali jedynie jurysdykcji wojewodów, starostów lub dowódców garnizonu. Obok konstytucji z 1613 roku sejm, zdając sobie sprawę ze znaczenia tych ziem, uchwalił konstytucje dotyczące systemu obronnego w 1620, 1629 i 1631 roku. Z braku dostatecznej ilości środków finansowych nie zostały one jednak dostatecznie zrealizowane.

W razie wojny hetmani zaciągali żołnierzy i kierowali ich do podległych sobie twierdz. Ponieważ od wystawienia listów przypowiednich do wystawienia zaciężnej roty mija dużo czasu, a sami Kozacy są zbyt słabą siłą w przypadku dłuższego oblężenia, obrona zamków Smoleńszczyzny, Czernihowszczyzny i Siewierszczyzny wzmocniona została przez pospolite ruszenie, gdzie obywatele każdego z ujezdów mieli obowiązek stawiać się w murach odpowiednich twierdz. W odróżnieniu od reszty Rzeczypospolitej obowiązek pospolitego ruszenia obejmował całą szlachtę bez względu na posiadany majątek. Jeśli szlachcic służył już w wojsku zaciężnym musiał posyłać zastępcę. Pospolite ruszenie tych ziem powiększane było dodatkowo o tych mieszczan, którzy posiadali nadania ziemskie. Za niestawienie się na pospolite ruszenie groziła konfiskata dóbr (po wojnie skonfiskowano z tego powodu dobra 13 osób). Pospolite ruszenie tych obszarów miało wyższą wartość bojową, gdyż na ogół ziemię nadawano tu byłym żołnierzom. Mieszczan angażowano do obrony dopiero wtedy, gdy dochodziło do bezpośredniej walki z oblegającym miasto nieprzyjacielem".



Na poczatku 1633 roku, kiedy dokonano przegladu pospolitego ruszenia ziemi smolenskiej, juz podczas trwania oblezenia nasz Oldakowski znajdowal sie w miescie wraz z dwoma swoimi ludzmi, ktorych utrzymywal na swoj koszt i ktorzy rowniez byli zobowiazani do obrony tej twierdzy podobnie jak ich pan. W spisie opracowanym przez Jana Brodackiego pt. "Choragiew Ziemska Smolenska, wykaz pocztow z 5 stycznia 1633 roku" widnieje pod numerem kolejnym archiwalnego rejestru 126, widnieje zapis odnoszacy sie do Oldakowskiego z ktorego wiemy, ze stawil sie wtedy osobiscie wraz z pocztem dwoch ludzi (gospodarza i czeladnika), jest tez notatka, byl potem w sluzbie wojskowej jeszcze dwa kwartaly ("dwie cwierci"). Zwazywszy na fakt, ze chwili dokonania spisu odnotowani od pazdziernika znajdowali sie w polrodznej sluzbie wychodzi na to iz Oldakowski przebywal w wojsku az do 1634 roku. Oldakowski by jednym z ponad czterystu szlachty pospolitego ruszenia ziemi smolenskiej ktora przybyla na wezwanie do obrony miasta przed rosyjskim najazdem. Co ciekawe nasz Oldakowski jak swiadcza to nazwiska szlachcicow z smolenskiego pospolitego ruszenia nie byl tu jedynym, ktory posiadal korzenie mazowiecko - podlaskie, niechybnie do takich osob nalezy zaliczyc Modzelewskiego, Zarembe, Niecieckiego oraz Wojewodzkich. Ci ostatni reprezentowani byli w osobach i to pelniacych wazne funkcje i urzedy: Jakub Piotr Wojewodzki porucznik roty husarskiej, jeden z glownych zastepcow wojewody, kierujacy obrona, oraz pulkownik Jan Wojewodzki sedzia wojskowy na Smolensku.

Wsrod zacniejszych obywateli, ktorzy znajdowali sie w oblezonej twierdzy Smolensk byly takie znakomite postacie jak cala plejada pulkownikow i rotmistrzow: Zachariasz Zienowicz, Krzysztof Bieniecki,Andrzej Anforowicz, Waclaw Denisowicz, Wojciech Kisrzewski, Jan Kunowski, Tymofiej Mikulin, Wolter Rozen, Maciej Stryzewski, Jan Szeputowski, oraz generalowie Jan Zbrucki, Paszkiewicz i Obrembski. Oprocz nich w miesice przebywali: Samuel Ziemowicz chorazy mscislawski, Adam Zaremba mierniczy, Jan Jezierski podsedek ziemski, Mikolaj Woroniec pisarz ziemski smolenski, Jakub Wolnar budowniczy smolenski (inzynier)Aleksander Reut stolnik smolenski, Puciata instygator, Jan Pasek sedzia grodzki, Piotr Parczewski administrator biskupa smolenskiego, Piotr Morowinski podstoli smolenski, Andrzej Mankowski sedzia wojskowy, chorazy, Marcin Gosiewski wojski smolenski, Mikolaj Gosiewski podkomorzy smolenski, Krzysztof Falmirz landwojt smolenski, Krzsztof Ejdziatowicz pisarz grodzkii Krzysztof Biedrycki komornik krolewski. Pozostali ktorzy winni stawic sie na pospolite ruszenie sluzyli w innych oddzialach tj krolewskich i hetmanskich, wystawiac za siebie zastepstwo lub z powodu uczestnictwie w dzialaniach wojennych byli nie obecni.


                                           
TWIERDZA NIE  DO ZDOBYCIA?



Na czele calosci wojsk na Smolenszczyznie stal od 1629 roku wojewoda smolenski Aleksander Korwin Gosiewski, ktory zaraz po objeciu urzedu rozpoczol przgotowania do wojny gromadzac zapasy zywnosci i amunicji, naprawiajac i fortyfikujac okoliczne punkty oporu. przez trzy lata zrobil jak na mozliwosci finansowe kraju wiele dla podniesienia obronnosci tego rejonu, jak sie okazalo nie bylo to wystarczajace bo skala konfliktu zbrojnego byla ogromna. Jednak sam Smolensk zostal przygotowany nalezycie. A burza nadchodzila wielkimi krokami, nadciagala zima 1633 roku. Oblezony Smolensk dysponujac stukilkudziesiecioma dzialami i 2.200 zolnierzami czekal na atak nieprzyjaciela.


Wiemy z zachowanych dokumentow, ze: "Twierdza smoleńska z carskiego rozkazu została przebudowana w latach 1598-1609 – wcześniejsze wały drewniano-ziemne zastąpiono murem długości 6500 metrów, wysokości 10-15 metrów i grubości 5-6 metrów. Od wewnątrz, czyli od strony miasta, mury zostały wsparte konstrukcjami w formie arkad – w co drugiej arkadzie umieszczony został otwór strzelniczy, na przemian w dolnej i górnej części muru. W ten sposób powstały dwa rzędy otworów o średnicy 18-20 centymetrów. Mury zwieńczone zostały blankami wysokości 250 centymetrów, przy czym co druga miała otwór strzelniczy. Przed ewentualnymi pracami minerskimi chronić miał dwumetrowy kamienny cokół oraz głębokie na 4 metry i grube na 6,5 metra fundamenty. Na murach co 150-300 metrów umieszczone zostały baszty umożliwiające prowadzenie bocznego ognia przeciwko szturmującym twierdzę wojskom. Miały one 21 metrów wysokości (tylko baszta nad Dnieprem miała 33 metry). Górna część baszt była w formie tzw. mahikułów, czyli była wysunięta ponad dolną część, dzięki czemu możliwy był ostrzał podnóża baszty (przez odpowiednio umieszczone otwory).
Fortyfikacje twierdzy smoleńskiej zostały niedawno naprawione i unowocześnione przez wojewodę smoleńskiego Aleksandra Gosiewskiego. Do dawnych umocnień dobudowano potężną pięciobastionową fortyfikację nazwaną „fortalicją zygmuntowską”, a od południowej strony, która była najbardziej dostępna dla nieprzyjaciela, usypano wysoki wał wzmocniony palisadą. Twierdza była bardzo dobrze zaopatrzona w żywność, jednak poważnym problemem była niedostateczna ilość prochu i amunicji. Na szczęście dla obrońców Szein postanowił nie szturmować twierdzy przed końcem zimy, czekając na przybycie artylerii oblężniczej".


O przgotowaniach poczynionych w przeddzien wojny z Moskwa przez strone polska przeczytac mozemy w opracowaniach historycznych:
"Do października 1632 hetman polny Krzysztof Radziwiłł zaciągnął 2000 żołnierzy, a hetman wielki Lew Sapieha – 2500 żołnierzy. Do 10 pogranicznych zamków skierowano wojska zaciężne w sile 1340 żołnierzy (1160 piechoty i 180 jazdy). Dorohobuż (dowódca Jerzy Łuskina) otrzymał 200 piechoty i 100 jazdy, Biała (dowódca Filip Bucholtz) otrzymała 100 piechoty, Dyneburg (dowódca Seweryn Jezierzyński) otrzymał 100 piechoty, Newel (dowódca Piotr Mrowiński) otrzymał 60 piechoty, Uświat otrzymał 60 piechoty i 60 jazdy, Wieliż otrzymał 120 piechoty, Połock (dowódca Lisowski) otrzymał 200 piechoty, Starodub (dowódca Maskiewicz) otrzymał 100 piechoty, Witebsk (dowódca Ruszczyc) otrzymał 200 piechoty oraz Homel otrzymał 40 piechoty. Oczywiście załoga nie składała się tylko z żołnierzy zaciężnych – byli tam jeszcze miejscowi Kozacy, pospolite ruszenie, a w razie oblężenia powoływano też mieszczan. Zdecydowanie najsilniejszą załogą dysponował Smoleńsk, który miał pod bronią 2212 ludzi. W skład załogi wchodziło 1447 żołnierzy zaciężnych, w tym 884 piechoty (700 polskiej i 184 niemieckiej), 531 jazdy (w tym 250 husarii) i 32 puszkarzy. Załogę uzupełniało 279 kozaków służebnych, 3 strażników murów oraz 443 ludzi z pospolitego ruszenia".


                             POCZATEK OBLEZENIA



W chwili, kiedy szlachcic Kacper Oldakowski znajdowal sie w Smolensku co potwierza spis pospolitego ruszenia z 5 stycznia 1633 roku wojewoda smolenski Aleksander Gosiewski pozostawil zaloge pod dowodztwem Samuela Sokolinskiego, a sam ruszyl do Orszy by polaczyc sie z silami Krzysztofa Radziwilla i prosic o posilki dla oblezonego miasta. Sily hetmanskie wzrosly wtedy do ponad 4 tys. zolnierzy i pod koniec stycznia zaczely akcje zaczepne, glownie dywersyjne przeciwko armi rosyjskiej i jej podjazdom, zbierajac informacje o nich na potrzeby majacej nadciagnac krolewskiej odsieczy. O czym naocznie przekonali sie obroncy, kiedy pod mury dotarla by zademonstrowac swoja obecnosc choragiew litewskich petyhorcow Jana Owerkowicza. Na poczatku marca 1633 roku przedarla sie zasilajac broniacych sie tu Polakow pomoc dla Smolenska dowodzona przez pulkownika Jerzego Jurzyca. Przez most znajdujacy sie w rekach Smolenszczan przeprawiono bezpiecznie zolnierzy w liczbie 300 i zaopatrzenie (2 III), co znacznie poprawilo nastroje wsrod obroncow. Niestety takze na poczatku marca dotarly wreszcie pod umocnienia twierdzy ciezkie dziala rosyjskie i zaczely dotkliwy ostrzal. Oprocz tego pod Smolenskiem stalo lacznie ponad 25 tys. zolnierzy carskich w tym prawie calosc sil tj. pulkow piechoty przeszkolonych na sposob zachodnioeuropejski. Na calym froncie ciagnacym sie wzdluz wschodniej granicy to oni bali teraz gora. Wojska rosyjskie dtylko do stycznia 1633 roku zdobyli 24 zamki i miasta, przy czym większość skapitulowała po krótkiej blokadzie.


Nadszedl dzien 26 marca 1633 roku, po wczesniejszej kanonadzie moskiewskiej artylerii i nieustannym czuwaniu na walach zolnierze polscy odpoczywali, gdzie kto mogl, korzystajac z chwili spokoju. Kiedy cisze przerwaly nagle strzaly, krzyki i zamieszanie jakie wszczelo sie po drugiej stronie Dniepru pilnowanej przez oddzialy carskie. Zolnierze wsrod nich Oldakowski kupa rzucili sie ku murom, by sprawdzic co sie dzieje, czy aby to nie przyczynek do nadchodzacego szturmu na miasto. Jakaz byla ich radosc kiedy dostrzegli najpierw szarzujace konnne choragwie wojskiego mscislawskiego Jakuba Madalinskiego, a nastepnie maszerujacych 600 piechurow i niewielki tabor z zapasami. Sily te po raz drugi juz w tym miesiacu dostaly sie na most smolenski i bezpiecznie weszly do miasta zasilajac wydatnio obroncow w nowych zolnierzy i sprzet, glownie amunicje i proch. Po tym fakcie Rosjanie w kwietniu rozpoczeli budowe fortow i umocnien blokujacych twierdze z tej strony szczelnym kordonem i juz na poczatku czerwca calkowicie odciely Smolensk od dostaw. Wzmozono tez ostrzal artyleryjski i bywaly dni ze na obroncow spadalo do szesciuset pociskow dziennie i nie bylo w miesice bezpiecznego miejsca przed nimi. Obroncy spodziewali sie najgorszego majac jeszcze w pamieci jak w poczatkach kwietnia Rosjanie przeprowadzili nieudany podkop minerski w wyniku czego na skutek poteznej eksplozji zawalila sie czesc murow i baszta. Tylko dzieki usypaniem za wylomem dodatkowego walu i umocnien odparto wtedy zmasowany atak nieprzyjaciela. Teraz mieli naprzeciwko siebie juz ponad 30 tys. moskiewskich soldatow uzbrojonych w blisko 160 dzial, w tym najciezsza artylerie. W najblizszych dniach nalezalo sie spodziewac generalnego szturmu na Smolensk, ale i zaloga Smolenska dysponowala teraz ponad 3 tys. zolnierzy skladajacych sie na zaloge tego garnizonu. Mimo tego dysproporcje sil byly znaczne 10 do 1.



                                      PROBA SIL



Mimo znacznych dysproporcji sil obroncy nie pozostawali bierni. Wiemy ze urzadzali wycieczki poza mury nekajac niespodziewanymi atakami oblegajacych. Wykorzystywano kilkakrotnie do tego celu tajna furte znajdujaca sie przy bramie Abramowskiej, ktoredy oddzialy ochotnikow przedostawaly sie na teren kontrolowany przez nieprzyjaciela zadajac mu straty i wprowadzajac w szergi wroga zamieszanie i chaos.

Do generalnego szturmu Rosjan na twierdze Smolenska doszlo 20 czerwca 1633 roku, dzieki podkopowi minerskiemu wysadzono czesc muru tj. baszte przy bramie Malachowskiej, ale stojace zbyt blisko wojska carskie w wyniku poteznej eksplozji poniosly dotkliwe straty co spowodowalo panike w ich szeregach. Mimo tego Polacy musieli odeprzec zmasowany atak majac wielu zabitych i rannych. Obroncy odpowiedzieli na to dwoma udanymi wycieczkami zbrojnymi poza mury w dniach 28 i 29 czerwca. Nadchodzilo polskie lato a wraz z nim nadzieja wstepowala w serca wszystkich. Zmobilizowana latem 1933 roku przez krola Wladyslawa IV armia majaca isc na odsiec Smolenskowi liczyła juz około 22 tys. żołnierzy w tym ogromna jak na dotychczasowe polskie zaciagi piechota cudzoziemskiego autorymentu i polska, pozyskano tez kilanascie tysiecy Kozakow Zaporskich, ale o tym obroncy twierdzy jeszcze nie wiedzieli. Dopiero 30 sierpnia ciagnacy wolno z wojskiem krol polaczyl sie z silami hetmana Radziwilla i w poczatkach wrzesnia pojawil sie pod Smolenskiem rozlokowujac sily w zalozonym kilka dni wczesniej obozie wrownym nad brzegiem Dniepru.
Armia carska tez nie proznowala. Jak czytamy w opracowaniach historycznych: "Inżynierowie rosyjscy w lipcu przystąpili do dalszych prac minerskich przeciwko kolejnej baszcie. Ciągły ostrzał artyleryjski sprawił, że Rosjanie 16 lipca 1633 roku doprowadzili do zawalenia się od strony południowej murów znacznej części twierdzy. Obrońcy usypali za wyłomem wał ziemny i 17 lipca odparli szturm. Napływające wieści o zbliżającej się odsieczy królewskiej coraz mocniej niepokoiły Rosjan, toteż zaczęło wyciekać coraz więcej żołnierzy z armii Szeina".

Do powazniejszych walk odsieczy z oblegajacymi doszlo 7 wrzesnia 1633 roku rano. Armia krolewska uderzyla na blokujace miasto oddzialy rosyjskie pod dowodztwem pulkownika Matissona ufortyfikowane na wzgorzu. Na wiesc o tym ataku napredce sformowana z ochotnikow smolenskich partia ktora poprowadzil wojewodzi Jakub Wojewodzki uderzyla na Rosjan blokujacych polski most na Dnieprze. Dzieki temu Polakom udalo sie wprowdzic do twierdzy 1200 zolnierzy pod Henrykiem Denhoffem, a Wojewodzkiemu udalo sie spotkac z krolem. Ten niebywaly sukces sklonil obleganych do ponownego ataku i kontaktu z wojskami krolewskimi, niestety oddzialy moskiewskie byly juz ponownie na stanowiskach a sam Wojewodzki zostal smiertelnie ranny i kilkanascie dni pozniej zmarl. W miescie zapanowala radosc, gdyz po 10 miesiacach, koniec oblezenia wydawal sie byc bliski.

Nie ulega watpliwosci, ze wsrod ochotnikow nalezacych do zalogi Smolenska ktorzy kilkakrotnie wyprawiali sie za mury miejskie atakujac, nie moglo zabraknac i naszego szlachcica Kacpra Oldakowskiego, byc moze znajdowal sie rowniez w oddziale sformowanym przez Jakuba Wojewodzkiego. Niestety z braku zrodel nie jestesmy w stanie stwierdzic tego napewno.



                                 KONIEC BLOKADY




Minelo niespelna dwa tygodnie, a 21 wrzesnia 1633 roku czesc zalogi smolenska znow wziela aktywny udzial w walkach toczacych sie pod obwarowaniami swojej twierdzy. Dzialania zbrojne toczyly sie wowczas ze zmiennym szczesciem dla armii krolewskiej ale widac juz bylo, ze zaczyna ona brac gore nad Rosjanami, zwlaszcza po 17 wrzesnia kiedy nadciagnelo na pomoc kilkanascie tysiecy kozakow zaporskich. Na skutek natarcia pulkow krolewicza Jana Kazimierza i uderzenia obroncow miasta doszlo do trwalego zdobycia szancow nieprzyjacielskich blokujacych dotychczas most polski prowdzacy do Smolenska. Tym sposobem blokada zostala przerwana, gdyz Rosjanom nie udalo sie juz odzyskac tego waznego strategicznie przczolka.

Trzy dni pozniej 24 wrzesnia 1633 roku nie tylko nasz szlachcic Kacper Oldakowski ale i wszyscy mieszkancy Smolenska obserwowali ta wazna historycznie chwile. Lodzia przez Dniepr wraz z krolewiczem Janem Kazimierzem przeprawil sie na drugi brzeg rzeki sam krol Wladyslaw IV witany owacyjnie przez Smolenszczan. Nadmienic tu trzeba, ze w ramach bezpieczenstwa zdecydowano sie na lodz, gdyz most nadal pozostawal pod obstrzalem dalekonosnej artylerii moskiewskiej. Krol odebral w Smolensku z rak wojewody Gosiewskiego, delegacji mieszczan i garnizonu, a wszyscy podobno mieli wtedy lzy szczescia w oczach, klucze do miasta. Radosnie bily dzwony w kosciolach Jeziutow, Dominikanow i Bernardynow. Tak oficjalnie zakonczylo sie oblezenie, choc walki pod Smolenskiem trwaly nadal. W ich wyniku 3 pazdziernika 1633 roku glownodowodzacy rosyjski Szein zwinal oblezenie i zamknal sie w swoim glownym obozie wrownym kilka kilometrow na wschod od miasta. Jego kleska zwazywszy na to ze oblegajacy sam zostal oblezony wydawala sie tylko kwestja czasu i tak tez sie stalo.




                                       EPILOG



Zrodla mowia o tym : "25 lutego 1634 roku nastąpiła kapitulacja armii rosyjskiej. Nowy król Polski okazał się świetnym wodzem, śledzącym rozwój sztuki wojennej i umiejętnie stosującym nowatorską wówczas taktykę manewrów stosowaną przez wojska szwedzkie pod dowództwem Gustawa Adolfa.
Po kapitulacji armii Szeina Władysław IV podzielił swą armię na trzy części i ruszył w głąb Rosji. Przodem poszły lotne oddziały jazdy polskiej, które dotarły pod Moskwę siejąc zniszczenie i przerażenie. Główne siły Rzeczypospolitej obległy 22 marca twierdzę Biała, której załogę stanowiło 1000 żołnierzy dowodzonych przez księcia Fiodora Wołkońskiego. Przez 7 tygodni garnizon rosyjski bronił się dzielnie, odpierając wszystkie polskie ataki. Z powodu przedłużającej się zimy wciąż trwały silne mrozy i padał śnieg, co było przyczyną wielu udręk i chorób wśród polskich żołnierzy, przetrzebiając znacznie siły wojsk Władysława IV.
Władysław IV początkowo sądził, że zdobędzie Moskwę i osadzi na tronie swego brata Jana Kazimierza, by potem wspólnie z Rosją uderzyć na Szwecję i odzyskać tamtejszy tron. Piętrzące się trudności znacznie osłabiły optymizm króla – armia rosyjska walczyła nadspodziewanie dobrze, a jej wysokie wyszkolenie, wyposażenie techniczne oraz fortyfikacje zaimponowały Władysławowi IV. Ponieważ zbliżał się koniec rozejmu ze Szwecją, a na południu groziła wojna ze sprzymierzoną z Rosjanami Turcją, polski monarcha zdecydował się na rokowania. W tym celu do Moskwy wysłano Mikołaja Woronicza – Rosjanie chętnie przystali na złożoną przez polskiego posła propozycję rozmów pokojowych".


A co dzialo sie w tym czasie z naszym szlachcicem Oldakowskim, obronca Smolenska? Wiemy napewno, ze pozostawal w sluzbie wojskowej jeszcze dwa kwartaly, tj. kolejne pol roku i wyszedl z niej najpozniej na poczatku 1634. Jak tym, ktorym udalo sie przezyc z blisko 500 zmoblilizowanych na pospolite ruszenie zima 1632/33 ziemi smolenskiej szlachty,  wrocil na swoje zniszczone wojna wlosci by zajac sie odbudowa i doprowadzeniem majatku do porzadku. Szczuplosc zrodel nie pozwala nam przedstawic sylwetki Oldakowskiego w nalezyty sposob, wiele w naszej opowiesci hipotez, gdyban i fantazji, ale opartych na owczesnych realiach i znananej powszechnie a nie zafalszowanej historii, wiec niech ta proba bedzie poczatkiem a nie koncem poszukiwan naszego prawdziwego szlachcica Oldakowskiego - obroncy Smolenska 1633 roku.

                                   opr. ADAM OLDAKOWSKI
                                  DARIUSZ KOSIERADZKI







 





Poprawiony (sobota, 02 lutego 2013 19:21)

 

Wspomnienia - Stanislaw Lukasiuk

         Stanisław Łukasiuk
                             
Migawki Wspomnień

Wstęp


     
Swoją opowieść o przeżyciach z moich lat od narodzin aż do chwili obecnej powierzam mym wnukom Pawłowi i Bartkowi, a szczególnie Bartkowi, który mnie w wielu rozmowach kilkakrotnie prosił o podanie faktów z osiemdziesięciu czterech lat mojego życia.
     Nadmieniam, że będę kierował się prawdą, którą zapamiętałem, podając wiele przykładów. Obecna pamięć moja jest słaba, ale z młodych jeszcze lat pamiętam wiele spraw z okresu samej okupacji, Polski Ludowej, całej służby wojskowej, i wiele wierszyków, które przypominają tamte czasy:

Kto ty jesteś?        Polak mały.
Jaki znak twój?   Orzeł biały.
Gdzie ty mieszkasz?    Między swymi.
W jakim kraju?      Polskiej ziemi.
Czym ta ziemia?     Mą ojczyzną.
Czym zdobyta?       Krwią i blizną.
Czy ją kochasz?     Kocham szczerze.
A w co wierzysz?     W Boga i w Polskę wierzę.
Cóż ty dla niej?   Wdzięczne dziecię.
Coś jej winien?    Oddać życie.


     Ja, Stanisław Łukasiuk, urodziłem się w 1928 roku na Podlasiu we wsi Borychów, powiat Sokołów Podlaski. Rodzice moi to Jan i Paulina, a panieńskie nazwisko mamy brzmi Milik. Mama pochodziła z miejscowości Krzemień nad Bugiem. Rodzice posiadali średnie gospodarstwo rolne, na którym pracowali. Rodzeństwo moje było liczne, z ośmiorga
dzieci ja, z bliźniąt, byłem najmłodszy.

W ogóle rodziny na wsiach były dzietne. Trudny był klimat bezpiecznego wychowania dzieci w rodzinach chrześcijańskich. Czasy, w których żyłem, były niewspółmiernie trudne i niespokojne i od dziecka musiałem je przeżywać.
    Wieś polska była bardzo zaniedbana, ubóstwo było widać gołym okiem na każdym kroku. Większość rodzin mieszkała w małych, niskich domkach strzechą krytych, o żadnych wygodach sanitarnych nie było nawet mowy. W wielu mieszkaniach brak było podłóg, ludzie chodzili po ziemi. Nie było elektryczności, lampki na naftę spełniały tę rolę, po wodę do picia i gotowania ludzie chodzili do wspólnej studni z dala od zamieszkania. Najważniejszym i stałym pożywieniem był chleb, mleko od swoich krów, kartofle, kapusta i mięso z własnych hodowli tucznych świń. Były przypadki, że na przednówku brakowało ludziom pożywienia, sytuacja była ciężka. Praca w gospodarstwie była prymitywna, ciężka, większość ludzi młóciła cepem, brak było maszyn do młócenia zboża, nie każdego było na nie stać. Kobiety oprócz pracy w polu i pracy domowej miały zajęcie przy lnie, tarły go na cierlicach, przędły na specjalnych kołkach, a na koniec na domowych krosnach wyrabiały materiał, stosując go potem do potrzeb domowych, robiły z niego np. koszule, prześcieradła, dywany i inne rzeczy.
    Nauka dla młodzieży kończyła się na szkole podstawowej. Wiele chłopskich dzieci było zdolnych, lecz nie stać było ich rodziców na dalszą naukę. Państwo o to nie dbało.
W mojej rodzinie brat Franciszek był zdolny i rodzice postanowili posłać go do wyższej uczelni, do gimnazjum. Był dobrze przygotowany do egzaminu do szkoły w Siedlcach w 1937 roku. W czasie tego egzaminu profesorowie bardzo go chwalili, poklepywali po plecach i mówili, że ma szansę na dalszą naukę.
    Niestety, po miesiącu przyszła odpowiedź, że egzaminu nie zaliczył. Dlaczego? A dlatego, że był chłopskim dzieckiem. Kształcić się mogły tylko dzieci bogatej sfery, ludzi będących na stanowiskach. Za sanacji chłopi byli traktowani jak ostatnia kasta ludzi, którym nauka się nie należy. Oto przykład z życia wzięty: ja jedyny z ośmiorga rodzeństwa zdobyłem średnie wykształcenie – techniczną szkołę ukończyłem w czterdziestych latach swojego życia, i to już za Polski Ludowej, ale o tym będzie w dalszej części. Podlasie, na którym mieszkałem, należało do wierzących ludzi, którzy co niedzielę chodzili do kościoła katolickiego w wsi Wyrozęby, gdzie byłem ochrzczony. Moi rodzice często się modlili, szczególnie mama odmawiała różaniec, Anioł Pański i wiele innych modlitw. Jej modlitwy były przede wszystkim do Matki Boskiej, prosiła o opiekę nad dziećmi i całą rodziną.
    Uważam, że jej prośby zostały spełnione, bo pomimo ciężkich, trudnych i niebezpiecznych lat okupacji nikomu z dzieci, które były już wtedy dorosłe i zagrożone różnymi wypadkami, nic poważnego się nie stało. Brat Józef w 1939 roku był w czynnej służbie wojskowej, w strzelcach konnych w Grajewie zastała go wojna, ale szczęśliwie powrócił do domu.
    Drugi brat, Franciszek, wyznaczony przez sołtysa na roboty do Niemiec, był już w Warszawie na ulicy Skaryszewskiej. Był już przygotowany do transportu odprowadzającego na stację kolejową, ale siostra Aleksandra handlowała mięsem i różnymi rzeczami z przyjeżdżającymi do Warszawy, miała kontakty z policją granatową służącą Niemcom i tym sposobem załatwiła, że Franciszek nie pojechał do Niemiec. Wszystkie siostry, oprócz Stasi, były w tym czasie w okresie młodzieńczym i podlegały wywozowi do pracy okupacyjnej. Trzy z nich wyszły za mąż i tym sposobem, pozostając na miejscu, założyły swoje rodziny. Ja natomiast mając 20 lat powołany zostałem do czynnej służby wojskowej do WOP w Przemyślu. W tym czasie od 1949 do 1951 roku miałem dwa przypadki w Bieszczadach grożące mi śmiercią. Opiszę to dokładniej w dalszym ciągu. Co niedzielę chodziłem do kościoła sam i z rodzeństwem, tak byliśmy wychowani. Jak się nie poszło do kościoła, to tak jakby niedzieli nie było. Morał był taki: Modlić się, pracować i starszych szanować i cieszyć się dalszym życiem. Choć to życie wcale takie łatwe nie było. Trudności występowały wraz z dorastaniem, a to już miało miejsce w 1935 roku. Ogólnie panował kryzys, handel przeważnie należał do Żydów, Polacy do tego nie mieli polotu i sprytu. W owym czasie panowała organizacja, nie pamiętam dokładnie jej nazwy, rozchodziło się o to, aby nie kupować w sklepach żydowskich, mieszczących się w Sokołowie i innych miejscowościach na Podlasiu. Kto z Polaków kupował u Żydów, ten był źle traktowany. Były nieporozumienia, Żydzi krzyczeli z balkonów swoich domów, że wasze ulice, a nasze kamienice. Organizacja ta nie osiągnęła celu, nie była popierana przez państwo. W tym czasie zapamiętałem piosenkę:


Posłuchajże, wierny ludu,
Oczyść duszę z grzechów brudu.
Bo nastaną ciężkie lata,
I nastąpi koniec świata.
Powstaną na świecie wojny,
Naród będzie niespokojny.
Syn do walki z ojcem stanie,
Straszne będzie krwi rozlanie.
Sybilijna mówi święta,
Że żyć będziem jak zwierzęta.


     Nadszedł rok 1935. Zacząłem chodzić do szkoły podstawowej do Repek. Miałem 7 lat, z których już wiele już zapomniałem.
     Borychów i Repki to sąsiadujące wsie, w których rolnictwo jest głównym źródłem dochodów mieszkańców. Gmina Repki leży we wschodniej części województwa mazowieckiego, po lewej stronie rzeki Bug, pomiędzy Sokołowem Podlaskim a Drohiczynem. Na terenie tym znajduje się wiele obiektów zabytkowych, zespół dworski – dwór, park itp.
    Repki i okolice to region o wysokich walorach przyrodniczych, ważnych dla tych, którzy pragną dla swoich rodzin czystego powietrza i ciszy.
    Chodząc do szkoły, miałem z podanych miejscowości wielu kolegów, których już dziś nie sposób mi wymienić. Szkoły były drewniane, o średnim wyposażeniu, uczyłem się średnio, nie wyróżniając się spośród uczniów. Miałem dobrą pamięć, więc nauczyłem się wiersza o zmarłym w 1935 roku Józefie Piłsudskim, Marszałku odrodzonej Rzeczypospolitej Polskiej, który był wodzem naczelnym i przyczynił się do odzyskania niepodległości Polski w 1918 roku.


Wie to każde polskie dziecię,
Kto to jest na tym portrecie,
Kto to jest ten pan w mundurze,
Czyje to rzęsy i wąsy duże,
Czyj ten uśmiech nie surowy,
Gdy patrzy na dziatek głowy,
To marszałek, który pragnie,
By dziewczęta i chłopcy byli mądrzy,
Śmiali jak powinni być Polacy.


    Minęło już tyle lat, a pamiętam to dokładnie i wiele, wiele jeszcze z tamtego okresu.
    Po ukończeniu 9 lat zacząłem chodzić na nauki do kościoła w Wyrozębach w celu przygotowania się do I Komunii Św. Kościół ten jest ważny nie tylko dla mnie, ale także dla całego mojego rodzeństwa, gdyż wszyscy byliśmy chrzczeni w tym kościele i do niego należeliśmy. Wybudowany został według projektu architekta Henryka Marconiego i konsekrowany w 1865 roku przez Doria Dernałowicza. Neorenesansowy, zwrócony – prezbiterium na południe, murowany z cegły. Dachy dwuspadowe, kryte blachą. Obok znajdują się takie obiekty, jak: dzwonnica, plebania, organistówka i szpital. W szpitalu tym leczono nie tylko ludzi miejscowych, ale i przywożono do niego z dalszych okolic, a nawet z Warszawy, chorych na nowotwory, bez nadziei na wyleczenie z tej choroby. Z kolegami graliśmy w piłkę, w palanta, w pikora i mieliśmy wiele innych zabaw. Nie zawsze dzieci wiejskie miały na to czas, a to dlatego że musiały pomagać rodzicom w gospodarstwach przy różnych pracach. Na przykład chłopcy paśli krowy na pastwiskach, i ja także u swoich rodziców miałem oprócz nauki zajęcia z pasienia krów. Znałem wielu swoich rówieśników, którzy paśli krowy u bogatych ludzi za kilka metrów zboża i tym sposobem pomagali rodzicom w życiu. Większość dzieci pochodziła z ubogich rodzin, a dorobić i zarobić nie zawsze było można. Dlatego najczęściej dzieci nie miały nawet ukończonej szkoły podstawowej, nie z własnej winy, tylko taka sytuacja panowała w ówczesnym czasie. Wieś zawsze była poniżona i upośledzona i to jest fakt, który nie podlega dyskusji.
 Przechodzimy teraz do innego tematu.

Pod Znakiem Wojny i
Okupacji


    Moje dzieciństwo upłynęło pod znakiem wojny. Kiedy wybuchła, miałem już 11 lat, do dziś pamiętam tamte czasy. Zbliżał się rok 1939 rok, pełen grozy i niepokoju w całym narodzie polskim.
Refleksje o klęsce wrześniowej podaję do wiadomości
     Niemal wszyscy sądzą i uczą się w szkołach, że państwo polskie przestało istnieć po paru tygodniach wojny, mimo że zrobiliśmy wszystko, co było możliwe, aby do tego nie dopuścić.
     I tu mylą się:
Mieliśmy rozwinięty przemysł metalurgiczny, doskonałych inżynierów, wykwalifikowanych robotników (w latach trzydziestych często bezrobotnych) i bez większego trudu mogliśmy w ciągu kilku lat wyprodukować 3000 działek przeciwpancernych, potrzebnych, aby każdy pluton piechoty naszej armii wyposażyć w jedno. Tak uzbrojone wojsko polskie zniszczyłoby wiele niemieckich czołgów i nie dopuściło, aby te bezkarnie posuwały się w głąb kraju. Dowództwo naszej armii nie wyszkoliło wojska do walki z czołgami, choć wiadomo było, że Rosja i Niemcy miały dywizje pancerne. Wobec braku odpowiedniego wyszkolenia nasze oddziały, odcięte przez nieprzyjaciela, przestawały walczyć i szły do niewoli. Nawet niedoceniona w Polsce armia Czechosłowacji była w roku 1939 o wiele bardziej nowoczesna od naszej. Byli generałowie, którzy domagali się zmotoryzowania kawalerii, między innymi nawet wyliczając, że wstrzymanie czołgów mniej kosztowałoby niż utrzymanie koni.
    Nie ulega wątpliwości, że nasze przedwrześniowe rządy ułatwiły likwidację państwa polskiego, nie zapewniając dostatecznych środków finansowych na zbrojenia.
   Reasumując, rządy przedwrześniowe, w szczególności kierownicy naszej armii i gospodarki, nie potrafiły dokonać wszystkiego, co było możliwe, aby nie dopuścić do zagłady państwa polskiego w ciągu paru tygodni. Mimo woli potwierdziły się złośliwe określenia Niemców, że Polska była państwem ,,sezonowym”. Fikcją literacką były słynne hasła głoszone przed 1939 rokiem: Silni, zwarci, gotowi, nie damy guzika od munduru, Polska od morza odsunąć się nie da itd. Ale tego wszystkiego nie musimy się wstydzić, Polska była pierwsza, która powiedziała Niemcom ,,NIE”.
Geneza drugiej wojny światowej
      Dojście Hitlera do władzy w 1933 roku i agresywne kroki Niemiec na terenie międzynarodowym ujawniły przed całą Europą groźbę faszyzmu i nowej wojny.
      Dla każdego rozsądnego człowieka było wiadome i zrozumiałe, że faszyzm stwarza niebezpieczną sytuację dla całej Europy, a szczególnie dla Polski.
      Od 1933 roku rozpoczęły się trwające przez cały okres istnienia Trzeciej Rzeszy rządy aparatu państwowego metodą obsadzania przez działaczy NSDAP kierowniczych stanowisk w administracji różnych dziedzin.
      Wyrazem przemian zapoczątkowanych w styczniu 1933 roku było ogłoszenie w pierwszą rocznicę objęcia władzy ustawy o przebudowie Rzeszy. Polityka rządu polskiego uwikłana była w skomplikowaną grę dyplomacji europejskiej. Stosunki z największym sprzymierzeńcem Francji uległy pogorszeniu. Z punktu widzenia Polski rozmowy te stwarzały możliwości narzucania małym i średnim państwom swojego stanowiska w sprawach terytorialnych, tym bardziej że ceną za udział Niemiec w Traktacie Czterech mogły być koncesje na pograniczu państwa polskiego. Demonstracja siły przeprowadzana przez Polskę w marcu 1933 roku na Westerplatte, wzmocnienie stacjonującego na terenie Wolnego Miasta Gdańska garnizonu przez dodatkowy batalion piechoty morskiej, wszystko to miało załatwić dwie sprawy: ostrzec i wywrzeć nacisk na Hitlera i dać odpowiedź na przychylne niemieckim postulatom rewizjonistycznym nastawienie mocarstwowe państw zachodnich. Miało to skłonić Hitlera do rozmów z Polską. Ale propozycje Hitlera podważały istnienie państwa polskiego jako samodzielnego czynnika politycznego i militarnego.
        Niemcy wiosną 1939 roku rozpoczęły planową eskalację antypolskiej propagandy. Kampanię prowadzono początkowo przeciwko rzekomym polskim napaściom na kobiety i dzieci, przy czym władzom polskim zarzucono bezczynność. Stopniowo prasa i radio pomnażać zaczęły liczby krzywd wyrządzonych Niemcom. Było to perfidnym kłamstwem. Hitler i jego dyplomacja wykazywali dążenie do rozpętania wojny przeciwko Polsce, wysuwając propozycje nie do przyjęcia, mianowicie przyłączenie Wolnego Miasta Gdańska do Niemiec i budowę eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej. Rząd polski, ani tym bardziej społeczeństwo, nie mógł wyrazić zgody na te naruszające suwerenność państwa żądania. Hitler wiele razy zapewniał, że Trzecia Rzesza nie ma zamiaru ingerować w sprawy Austrii ani dążyć do Anschlussu, a jednak w początkach marca 1938 roku wojska niemieckie zajęły bez wypowiedzenia wojny i Austrię, i Czechosłowację. W tej sytuacji Hitler zwrócił się do Stalina, by przyjął w Moskwie Ribbentropa w celu podpisania paktu z Niemcami. Akt podpisano 23 sierpnia 1939 roku i tym sposobem dokonano czwartego rozbioru Polski. Hitler był przekonany i wyraził pogląd, że ani Francja, ani Wielka Brytania nie przyjdą z czynną pomocą militarną Polsce. Poza tym Niemcy opuściły Ligę Narodów i Genewską Konferencję rozbrojeniową, aby zyskać wolną rękę w zakresie zbrojeń. W dniu 1 września 1939 roku o świcie Niemcy bez wypowiedzenia wojny zaatakowały Polskę, rozkazując swoim żołnierzom: Zabijajcie bez miłosierdzia i bez litości kobiety, mężczyzn i dzieci polskiego pochodzenia i polskiej mowy. Bądźcie twardzi i bezwzględni, Polska będzie wyludniona i skolonizowana przez Niemców.
      Polska pierwsza sprzeciwiła się Hitlerowi i pierwsza w Europie stawiła opór zbrojny agresji niemieckiej, zamykając w ten sposób drogę dotychczasowemu pokojowemu podbojowi.
     Naród polski został osamotniony, Anglia i Francja, ze słynną linią Maginota, wprawdzie wypowiedziały 3 września wojnę Hitlerowi, co z radością przyjęło całe społeczeństwo polskie, ale było to oszukańczą grą dla Polski. Zamiast udzielenia czynnej pomocy Zachód przysłał wyrazy podziwu dla warszawiaków, dzielnie broniących stolicy. Stefan Starzyński domagał się efektywnej pomocy, a nie tylko słów otuchy. Odpowiedzią była cisza na froncie zachodnim. Anglia i Francja nie chciały walczyć i ginąć za Gdańsk. Dlatego też armia polska uległa przeważającej sile niemieckiej.
     Tylko we wrześniu straty polskie wynosiły 200 tysięcy poległych i rannych żołnierzy, ponadto 420 tysięcy dostało się do niewoli. Ogromne ofiary poniosła także ludność cywilna. Zniszczonych zostało wiele domów mieszkalnych, gmachów użyteczności publicznej, zabytków kultury. Kampania wrześniowa wykazała wewnętrzne wartości i patriotyzm milionów obywateli Rzeczypospolitej Polskiej. Armia niemiecka, licząca około 2 milionów żołnierzy wyszkolonych, zdyscyplinowanych, nowocześnie i dobrze uzbrojonych jak na tamte czasy, napotkała zacięty, bohaterski opór żołnierzy polskich. Przykładem jest obrona Westerplatte, bitwa nad Bzurą, Modlin, obrona Warszawy, wiele innych walk i bitw, i ta ostatnia – pod Kockiem.
    Polacy, mając na froncie około miliona żołnierzy, osamotnionych, zawiedzionych, źle uzbrojonych (byli i tacy, którzy nie mieli zwykłego karabinu), bez broni pancernej, ze słabym lotnictwem i staroświecką kawalerią nie mieli żadnych szans na zwycięstwo. To jest geneza drugiej wojny światowej, wojny, za którą Polska nie musi się wstydzić.
     Winą za to wszystko należy obciążyć państwa zachodnie, które zdecydowanie nie przeciwstawiły się Trzeciej Rzeszy i z tego powodu zapłaciły wysoką cenę również na swoich terenach. Były zaskoczone takim oporem strony polskiej i same poniosły znaczne straty: 45 tysięcy zabitych i rannych żołnierzy. Polacy zniszczyli 370 tysięcy dział, tysiące pojazdów mechanicznych, blisko 1000 czołgów i samochodów pancernych i wiele samolotów.
   Przytoczę słowa wiersza Broniewskiego:    

Kiedy przyjdą podpalić dom,
dom, w którym mieszkasz, Polskę,(…)
I nocą kolbami w drzwi załomocą,
Ty ze snu podnosząc skroń,
Stań u drzwi, bagnet na broń!

 

     W połowie września oddziały armii polskiej cofały się na wschód, by może tam utworzyć linię obronną na Bugu, gdy niespodziewanie powstało nowe zagrożenie.
     Jest 17 września 1939 roku. Tego dnia armia radziecka, sprzymierzeniec Niemiec, podobnie jak Hitler zaatakowała Polskę bez wypowiedzenia wojny, po prostu nóż w plecy. Naród polski się tego nie spodziewał, wielu żołnierzy, oficerów i generałów, którzy nie stawili żadnego oporu, dostało się do niewoli, znaczna część wojska wywożona była przez Rumunię na Zachód.
    Polska została podzielona pomiędzy dwóch fatalnych zaborców Niemcy i Związek Radziecki i znalazła się pod ich okupacją. Podboje niemieckie, sukces wojen błyskawicznych: Dania, Norwegia, Holandia, Belgia, Paryż zdobyty bez wojny w 1940 roku, wzmocniły pewność Hitlera w jego geniusz strategiczny. Niemcy zaczęły zagrażać nie tylko Europie, ale także całemu światu.



Życie narodu polskiego


w czasach okupacji
    To zajęcie Polski przez wojska niemieckie i radzieckie wywołało w całym naszym narodzie wielkie przygnębienie. Zapanowała panika, ludzie postanowili uciekać na wschód z przerażenia, gdyż mówiono, że Niemcy tam, gdzie tylko wejdą, mordują ludzkość polską. Pamiętam, że nasi sąsiedzi i wielu innych pozostawiało swoje domy, uciekając na wschód.
    Ojciec mój powiedział, że nigdzie nie będzie uciekał, bo jeżeli zginąć, to na swoich śmieciach. Wprawdzie po trzech dniach ludzie wrócili na swoje gospodarstwa, tym szybciej że gruchnęła wieść, że Francja i Anglia wypowiedziały Niemcom wojnę, i zapanowała wielka radość, ale niestety trwało to krótko, dwa tygodnie. 17 września armia radziecka wystąpiła przeciwko Polsce i nastąpił całkowity upadek państwa polskiego.
    Wielu polskich rezerwistów wziętych na wojnę zaczęło powracać do domu. Wrócił Cz. Wierzbicki, mąż mojej siostry. Opowiadał, że na wojnie nawet karabinu dla niego zabrakło i cały czas był tylko na odwrocie. Powrócił mój brat Józef, służący w czynnej służbie wojskowej, którego na ziemiach wschodnich zastała wojna w 1939 roku. Również opowiadał mi wojenne historie, a ja lubiłem ich słuchać… Pewnego razu brat, będąc w szwadronie strzelców konnych, został wysłany z patrolem rozpoznawczym. Zostawił konia swego, wysunął się na brzeg lasu i zauważył maszerujących w ich kierunku żołnierzy. Wpatrując się dokładniej z ukrycia, stwierdził, że to ani Niemcy, ani Polacy, tylko wojsko radzieckie. Natychmiast wycofał się i zawiadomił swego dowódcę. Oficer przyjął wiadomość, ale nie dowierzał: Czy wyście zwariowali? Ruskie wojsko? To niemożliwe. Wsiadł na konia, wziął brata i udali się w to miejsce. Miał lornetkę, popatrzył przez nią dokładnie i potwierdził: Faktycznie, tak! Ruskie wojsko! Nie pomyliliście się… Dowódca zebrał cały oddział i powiedział: Dla was to już koniec wojny. I podziękował im za służbę, rozpuszczając wszystkich do cywila. Pouczył ich, aby nie szli zwartą grupą, a po kilku, najlepiej po dwóch. Brat konia swego oddał chadziajowi za cywilne ubranie, krótki karabinek kawaleryjski wrzucił skrycie do studni gospodarskiej i postanowił wracać w rodzinne strony. Z różnymi trudnościami do domu wrócił. Powrót pieszy nie był taki łatwy, ponieważ część ludności ukraińskiej była wrogo nastawiona do Polaków, napadała na nich, co groziło śmiercią. Takich okoliczności było wiele, nie wszyscy szczęśliwie powracali zdrowo do swoich rodzinnych stron. Wielu ojców i wiele matek nie doczekało się powrotu swoich dzieci.
    Ja już byłem starszy i to wszystko widziałem. Lubiłem bardzo wojsko i często chodziłem tam, gdzie oni kwaterowali. Byli bardzo zmęczeni i głodni, ludzie ich karmili chlebem i mlekiem itp. Pewnej niedzieli po 17 września przemieszczało się radzieckie wojsko przez naszą wieś, było ich bardzo dużo, trwało to około pięciu godzin. Obserwowali ich starzy ludzie i dzieci, młodzi nie pokazywali im się na oczy. Widziałem około 50 żołnierzy, jeńców polskich, bardzo pilnowanych, aby nie mogli uciec. To było tak przykre i nieprzyjemne, utkwiło mi to na długo w pamięci. Pewna starsza kobieta zapytała wtedy oficera: Po co wy maszerujecie, kto was tu zapraszał, do Polski? A on na to: My pryśli was oswobodzić i pojdziom  domoj. Na to odejście czekaliśmy wiele, wiele lat…
    Sytuacja na wsiach stawała się ciężka, nakładano na gospodarstwa kontyngenty w postaci zboża lub innych. Urządzano łapanki i wywożono młodzież do Niemiec na przymusowe roboty. Kiedyś, wracając z miejscowości Repki do Borychowa, w odległości dwóch kilometrów, miałem taki przypadek: w pewnej chwili podjechał samochód jadący w kierunku, gdzie ja szedłem. W samochodzie tym było około 20 żandarmów, minęli mnie i zatrzymali się w odległości około 50 metrów ode mnie, obserwując. Ja już przeczułem, co nastąpi. Oni myśleli, że będę uciekał na ich widok, a ja, jak gdyby nigdy nic, szedłem do nich. Doszedłem i pierwszy powiedziałem: Guten Morgen. Tłumacz cywil spytał mnie: skąd idziesz, ze szkoły? Powiedziałem: Tak (chociaż już dawno do szkoły nie chodziłem). A ile ty masz lat? Na to ja ująłem sobie trzy lata i odpowiedziałem, że mam 11. Tłumacz powiedział tylko żandarmom: Klein Kind. Odwagą, że na ich widok nie uciekałem i okłamałem ich, że mam tylko 11 lat, spowodowałem, że zostawili mnie w spokoju. Pojechali natomiast do wsi, do której szedłem, rozbiegli się po obu stronach i rozpoczęli łapankę. Moi dwaj bracia zauważyli ich w ostatniej chwili i zdążyli uciec w zabudowania gospodarskie, gdzie mieli kryjówkę.
   U sąsiadów z lewej i prawej strony zatrzymali dwie dorosłe dziewczyny i zabrali je do samochodu. Matka Lucyny zaczęła rozdzierającym głosem ich prosić, aby córkę zostawili w spokoju, ale oni siłą ją wciągnęli do samochodu. Ojciec Heleny zaczął na nich krzyczeć, że oddaje wszystkie kontyngenty i że nie mają prawa tak postępować. Moi dwaj bracia w kryjówce wszystko dokładnie słyszeli. Mimo to znalazł się sposób, że obie dziewczyny powróciły po trzech dniach do domu. Pieniądze do tego się przyczyniły. Podobnie stało się z moim starszym bratem Józefem. Po pewnym czasie przyszli do domu żandarmi, zabierając Józefa na przymusowe roboty do Niemiec. Prośby i błagania rodziców nie pomogły... Około 200 metrów od nas była górka Skarmica, tam został wolny, z tym że około 2 tygodni przebywał u dalszej rodziny, nie pokazując się w domu. Wiele rzeczy podobnych i innych działo się. Co jeszcze, nastąpi w dalszych opowiadaniach.

Wojna niemiecko-radziecka


22 czerwca 1941 roku armia niemiecka napadła na Związek Radziecki. Początkowo Stalin nie dawał wiary pogłoskom o agresywnych zamiarach Niemiec wobec ZSRR. Błyskawiczny atak na froncie w początkach roku przyniósł dotkliwe straty w ludziach i sprzęcie. Znaczna część samolotów radzieckich rozmieszczana na przygranicznych lądowiskach już w pierwszych godzinach wojny została zniszczona przez zmasowane ataki bombowców. Niemcy zdobyli panowanie w powietrzu. Armia Czerwona pomimo poważnych strat utrzymywała się przy czynnej obronie, zmuszając Niemców do zwalniania tempa marszu. W grudniu pod Moskwą wojska radzieckie rozpoczęły kontrofensywę. Nastąpiło załamanie koncepcji wojny błyskawicznej i odwrót Niemców na taką skalę! Załamanie planu Barbarossa postawiło pod znakiem zapytania Hitlera. Front radziecki nie tylko wytrwał, ale zadał odczuwalne ciosy pod Moskwą i Rostowem. Niemcy ponieśli ogromne straty, gdy dotarli do Wołgi i Stalingradu. Bitwa była straszna, wyniszczająca obie strony w ludziach, gehenna – istne piekło na ziemi. W okresie od 10 stycznia do 2 lutego 1943 roku oddziały radzieckie rozbiły 23 dywizje nieprzyjacielskie, biorąc do niewoli 91 tysięcy żołnierzy i oficerów, oraz 22 generałów niemieckich i rumuńskich, ze słynnym generałem Paulusem. Zwycięstwo w batalii stalingradzkiej stanowiło zasadniczy zwrot w działaniach wojennych. Stalingrad stał się zwiastunem nieuchronnej klęski Trzeciej Rzeszy.
     Pragnę oznajmić, że to Niemcy w początkach wojny niemiecko-radzieckiej odkryli kilkanaście tysięcy ciał żołnierzy polskich w 1940 roku zbrodniczo zamordowanych w różnych obozach, a szczególnie w Katyniu. Początkowo mówiono, że te okrucieństwa zostały popełnione przez Niemców, co było nieprawdą. Po 50 latach zostało całkowicie udowodnione, kto był sprawcą tego morderstwa.


Niemcy w odwrocie
po klęsce z ZSRR


Bitwa o Stalingrad jeszcze nie stanowiła całkowitego upadku Niemiec, pomimo poniesionych dużych strat pozostali potęgą światową. Wzrósł reżim okupacyjny na terenach polskich. Położono duży nacisk na dostawę kontyngentów, a za oddanie w czasie kontyngentu płacono wódką… Chłopi ją brali i pili. Ale i tak w co drugim domu pędzono swój bimber z melasy, zboża, kartofli itd. Niemcy na to przymykali oczy, to wszystko miało jeden cel: rozpić całe społeczeństwo, żeby było głupsze i żeby łatwiej je było zniewolić i panować nad nim.
     Szczególnie ludność miejska, np. Warszawy, miała duże trudności z zaopatrzeniem w żywność. Narodził się handel. Z miast przywożono różne rzeczy, np. odzież i inne, za które brano żywność. Niemcy na to robili obławy, dużo żywności trafiało w ich ręce, a różnymi sposobami docierano do celu. W Warszawie były wypadki zabierania ludziom cywilnym ciepłej odzieży, konfiskowano np. kożuchy, palta i inne, wywożąc to na front wschodni. Przyjeżdżały ze wschodu całe transporty żołnierzy niemieckich, rannych, pomarzniętych, nie do wyleczenia i dalszego życia, widać to było na dworcach warszawskich.
      Życie płynęło jednak dalej, handel się rozwijał i na wsi mój starszy brat handlował zbożem, świniami, szczególnie tucznikami, krowami i na tym dobrze zarabiał. Kupował różne narzędzia gospodarcze, tak więc nasz ojciec już nie młócił cepem, do tego służyła mu maszyna do młócenia, której ojciec nie był w stanie sobie kupić za sanacji. Tym sposobem gospodarstwo stawało się bogatsze, łatwiejsze i przyjemne w dalszej pracy.
      W roku 1944 armia niemiecka cofając się dotarła do Polski. W Lublinie wydano manifest PKWN, powstał ludowy rząd polski z prezydentem Bierutem na czele. Tworzyło się też wojsko polskie u boku armii radzieckiej, wyzwalało nowe tereny, które były cały czas pod okupacją niemiecką.
      Wokół Berlina zamykał się pierścień okrążenia. Prowadząca natarcie w kierunku Łeby pierwsza armia Wojska Polskiego przyczyniła się do rozbicia działającego na północny zachód od Berlina zgrupowania wojsk niemieckich.
    Druga armia Wojska Polskiego pod dowództwem generała Świerczewskiego prowadziła w kierunku Budziszyna i Drezna natarcie, które miało jednocześnie osłaniać od strony południowej główną operację zdobycia Berlina. Warszawa została doszczętnie zniszczona, wyzwolenie przez wojska radzieckie i polskie nastąpiło 17 stycznia 1945 roku.
     Trzecia Rzesza prowadziła wojnę na dwóch frontach, wschodnim i zachodnim. Stany Zjednoczone, którym Niemcy wypowiedziały wojnę w 1941 roku, czynnie się w nią włączyły. Dywanowe ataki lotnictwa USA przynosiły Niemcom ogromne straty, Trzecia Rzesza stała w obliczu militarnej katastrofy, zbliżając się do końca wojny.
Polacy w drugiej wojnie światowej
     Polacy w drugiej wojnie światowej walczyli na wszystkich frontach przeciwko armii niemieckiej. Oddziały polskie wykazywały dużą bojowość, np. w Anglii, pomimo że Anglicy nie udzielili czynnej pomocy Polsce w 1939 roku, Polacy tworzyli bataliony dywizyjne lotnicze w Anglii i bronili dzielnie i z bohaterską odwagą nieba nad Londynem. Co piąty spadający samolot niemiecki w walkach nad Londynem był strącony przez lotników polskich. Sam Churchill Polakom serdecznie dziękował za ich czynny udział w bitwie.
    Poza tym Polacy skonstruowali pomysłową maszynę do dekodowania szyfrów Enigma i tym doprowadzili do odczytywania na bieżąco meldunków i rozkazów bojowych wydawanych przez niemieckich przywódców i samego Hitlera. Enigma skutecznie przyczyniła się do rozgromienia Trzeciej Rzeszy. Można to rozważnie ocenić jako szczególnie ważny, jeśli nie decydujący element zwycięstwa. Do takiego wniosku doszli autorzy brytyjscy, starannie pojmując fakt, że źródłem wielkiego sukcesu była zespołowa praca trzech młodych polskich matematyków i kryptologów.
   Na Zachodzie wysoką działalnością polityczną wykazał się generał WP Władysław Sikorski. Dążył on do przyspieszenia wyzwolenia spod jarzma hitlerowskiego całego narodu polskiego. Za okupacji w Polsce rozpowszechniane było powiedzenie: Im słoneczko wyżej, wyżej, tym Sikorski bliżej, bliżej. Niestety, Sikorski zginął pod Gibraltarem w katastrofie samolotu, do której doszło z przyczyn do dzisiaj nieznanych i niewyjaśnionych.
     We Włoszech Polacy pod dowództwem generała Andersa również okryli się światową bohaterską chwałą, zdobywając Monte Cassino, którego to wzgórza kilkakrotnie nie mogły zdobyć wojska państw zachodnich. Jest tam tablica z napisem: Ku pamięci poległych Polaków. Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni jej służbie. Dywizja pancerna generała Maczka również walczyła przeciwko armii niemieckiej, wyzwalając Holandię, Belgię i inne kraje, radośnie witana przez te narody, które były pod okupacją niemiecką.
    Pod koniec wojny w Niemczech wzmogła się fala terroru. Wyrazem tego było między innymi powołanie w lutym 1945 roku specjalnych sądów doraźnych, które w masowej skali wydawały wyroki śmierci za każdy przejaw niewiary w zwycięstwo Trzeciej Rzeszy. W tych ostatnich miesiącach wykonano tysiące egzekucji na opozycjonistach wobec reżimu, na całych rodzinach przeciwników hitleryzmu.
    Rozkaz ten nazwano ,,Nero-Befehl”. Jeżeli wojna ma być przegrana, naród niemiecki też musi zginąć. Sam Hitler pod koniec wojny popełnił samobójstwo. Ostatnia operacja wojsk radzieckich i polskich na Berlin rozpoczęła się 16 kwietnia 1945 roku i doprowadziła do całkowitej kapitulacji Trzeciej Rzeszy 9 maja 1945 roku.
Moje dorastanie i lata młodzieńcze
w okupacji
    Pod koniec mojego ostatniego roku szkoły podstawowej w Repkach miałem pewne zdarzenie:
     Kierownik szkoły D. Swoboda prowadził z nami lekcję, temat w ogólności dotyczył historii, nacisk był położony na to, aby wiele z tego zapamiętać. Po trzech dniach – sprawdzian! Kierownik postanowił przepytać uczniów, pyta jednego, pyta drugiego, trzeciego, i nic z tego nie zapamiętali. Pyta mego kolegę siedzącego obok mnie, i on nie wie! Ja natomiast znałem odpowiedź i cicho mu podpowiedziałem. Kierownik to zauważył i głośno wyznaczył karę dla wszystkich uczniów: Proszę wyjąć zeszyty i w domu napisać 100 razy: ,,Jest to cnota nad cnotami, trzymać język za zębami”. Miałem przez to wiele nieprzyjemności, szczególnie ze strony dziewcząt, ale wszystko skończyło się dobrze, nie byłem ostatnim takim uczniem w szkole. Po ukończeniu szkoły podstawowej nie było mowy o dalszych studiach, chłopcy i dziewczęta w większości postanowili uczyć się zawodu. Zawody były różne: stolarz, rymarz, krawiec lub krawcowa i wiele innych. Ja zacząłem uczyć się na szewca u Stefana Buszewskiego w Wyrozębach.
    Robiliśmy na stalunki, robiliśmy reperacje dla wszystkich, którzy do nas przychodzili. Był to zakład prywatny. Przychodzili do nas ludzie z podziemia, partyzanci, i dla nich robiliśmy usługi przede wszystkim naprawienie obuwia, ale i inne. Pamiętam, jednemu panu zszywałem kaburę od pistoletu i zapytałem go, co on by zrobił, jakby tu się znaleźli Niemcy. Odpowiedział, że żywcem by się nie dał wziąć, strzelałby do ostatniego naboju… Takie wypadki miały miejsce w życiu okupacyjnym. Były też urządzane przez starszą młodzież tańce i zabawy, w których i ja brałem udział. Bawiliśmy się w mieszkaniach prywatnych. Chodziliśmy też na zabawy do kolegów z sąsiednich miejscowości, oni przychodzili do nas, i takie było odwzajemnianie się… Na tych zabawach śpiewaliśmy piosenki partyzanckie. Przytoczę urywek:


A kiedy uderzy mnie kula,
To dla mnie ukończy się wojna.
I duch mój, koledzy, za wami pobieży,
Dotąd aż Polska będzie wolna.


      Ja w okresie świąt Bożego Narodzenia zorganizowałem herody. Brał w nich udział dziewięcioosobowy zespół (wszyscy odpowiednio przygotowani). Chodziliśmy po domach, powodzenie mieliśmy bardzo duże, koło nas zawsze było dużo dzieci i dorosłych. Przyjmowali nas w mieszkaniach bardzo chętnie i sami nam wręczali za kolędę. Chodziliśmy nie tylko po swojej miejscowości, ale też do pobliskich wsi. Wspólnie dobrze się rozumieliśmy i zgoda panowała wśród nas. Z tego zespołu zostałem sam, ich życie zmieniło się…
     Zbliżaliśmy się do roku 1945, okupacja trwała w Wyrozębach, w których bardzo często bywałem. Była tu gmina z wójtem na czele. Miał on porachunki z podziemiem, prawdopodobnie był na usługach niemieckich. Pewnej nocy partyzanci otoczyli jego dom i wykonali wyrok śmierci wydany przez organizację. W obliczu tego zajścia w miejscowości zapanował strach, Niemcy rozpoczęli dochodzenie w celu wykrycia sprawców. Mieszkańcy Wyrozębów byli bardzo przerażeni, szczególnie mężczyźni i młodzież, ale wszystko skończyło się szczęśliwie. Na pogrzeb wójta przyjechała grupa gestapowców, ja na tym pogrzebie nie byłem, przeważnie były starsze kobiety i opowiadały, że oficer niemiecki przemawiał nad trumną. Tłumacz tłumaczył do wszystkich po polsku, że zginął od czujki komunistycznej, która będzie wkrótce zlikwidowana. Wszystko skończyło się pomyślnie dla całej miejscowości i nic nikomu się nie stało.
    Inne zdarzenie miało miejsce w mojej rodzinnej wsi. Pewnego dnia samochód jadący od Repek do Borychowa zatrzymał się przed wsią na 300 metrów. Wysiadło dwóch gestapowców z jakimś cywilem. Zaprowadzili go w pobliże rzeki zwanej Gawroniec i dokonali na nim morderstwa strzałem w głowę. Potem pojechali do sołtysa i oznajmili, że ze wsi uciekał mężczyzna, nie reagował na zatrzymanie, został zabity, ma być pochowany tam, nie gdzie indziej. Po roku 1945 kości zabitego zostały wykopane i pochowane na wyrozębskim cmentarzu.
   Miałem i ja niebezpieczny przypadek: Pewnego razu pasłem konia nad tą rzeką, bardzo lubiłem jeździć na nim galopem, nawet raz spadłem z niego i nic sobie nie zrobiłem, ale raczej się tym za bardzo nie chwaliłem. W pewnym momencie zauważyłem Niemca idącego w moim kierunku, od razu domyśliłem się, że chce mi zabrać tego konia. Postanowiłem przeciwdziałać temu, podbiegłem do konia i podprowadziłem go pod duży kamień, aby ułatwić sobie wejście na jego grzbiet, i ruszyłem galopem. Niemiec zaczął na mnie głośno krzyczeć, wyciągnął pistolet i strzelił w moim kierunku, nie odnosząc żadnego skutku, odległość była do 300 metrów, gdyby to był karabin, mógłby trafić mnie lub konia. Uciekając drogą okrężną, przyprowadziłem konia do stajni i wszystko dobrze się skończyło. Życie ludzkie w czasach okupacji zawsze było zagrożone i niepewne, częste łapanki, obławy na zgromadzenia, np. odpusty kościelne, i wiele, wiele innych, które nie sposób opisać.
    Zbliżał się front niemiecko-radziecki, ludzie jak mogli, tak się do tego przygotowali. Pamiętam, w ogródkach kopano schrony i inne zabezpieczenia. Nasze gospodarstwo podobnie jak wiele innych zostało całkowicie spalone: cały dobytek żyjący na ziemi, nic nie pozostało, nie mieliśmy gdzie mieszkać. Sytuacja była bardzo ciężka, ale najważniejsze było to, że wszyscy byliśmy cali i zdrowi. Pamiętam przed domem mego chrzestnego stał duży krzyż drewniany, który wraz z otoczeniem został spalony, ale niecałkowicie. Przechodzili koło tego miejsca oficerowie radzieccy i zatrzymywali się na chwilę, kiwając głowami i mówiąc do zebranych, którzy tam stali: Ot i Chrest nie obronił. Oni uważali, że stojący krzyż powinien obronić przed spaleniem i zniszczeniem. Przeważnie kobiety płakały, że nie mają gdzie mieszkać, ale ci oficerowie, a było ich trzech, pocieszali mówiąc: Nie płacz, matka, nie płacz, my wam chaty bystro postroim. Ludzie zaczęli zamieszkiwać u swoich sąsiadów, nie wszystko całkowicie było spalone. Nasza rodzina przeniosła się do domu nieco dalej, do rodziny Cz. Wierzbickiego. Była duża niewygoda, ale życie trwało dalej.  
Polska po 1945 r.
     Polska w 1945 roku została wyzwolona – zniewolenie przez PRL trwało do 1989 roku, około 50 lat. Polska była pod dominacją radziecką, głośno na ten temat nie wolno było mówić.
      Powiat Sokołów Podlaski zapisał bogate karty walki o niepodległość w okresie zniewolenia komunistycznego. Walka zbrojna przeciwko przeniesionej na sowieckich bagnetach władzy komunistycznej trwała tu wiele lat po wyzwoleniu, do początku lat pięćdziesiątych.
   Wywodzące się z Armii Krajowej struktury podziemia w powiecie sokołowskim na przestrzeni lat przechodziły liczne przeobrażenia organizacyjne. Armię Krajowej rozwiązano w 1945 roku. Dowódcą Armii Krajowej na Podlasiu był Władysław Łukasiuk ps. „Młot”, stojący na czele oddziału partyzanckiego od 1939 do 1950 roku. Po kapitulacji Niemiec nie mógł się ujawnić. Tacy jak on i wielu, wielu innych zagranicznych, szczególnie oficerów, chociażby chcieli, nie mogli tego zrobić, groziło im wtedy więzienie.
     Mój ojciec często był odwiedzany przez UB, nawet przeprowadzono rewizję w 1950 roku w pomieszczeniach budowlanych, za to jedynie, że miał na nazwisko Łukasiuk, czyli że jest rodziną „Młota”. A Łukasiuk ps. „Młot” nie był dla nas żadną rodziną, dużo jest takich nazwisk. Sytuacja mojej i wielu innych rodzin stała się bardzo ciężka. Trzeba było działać, pracować. Pracowali moi dwaj bracia, pracowałem i ja – miałem 17 lat i pracowałem już w swoim zawodzie, mając możliwość zarabiania przynajmniej na swoje potrzeby, a obrobienie całej rodziny było osiągnięciem.
    Przywoziliśmy też drzewo budowlane z Repek, z lasów dworskich, które całkowicie zostały upaństwowione. Wielu to czyniło i tym sposobem miało materiał do budowy zabudowań gospodarskich. Nasze zespoły budowlane były dobrze zorganizowane: ciesielstwo, malarstwo, stolarstwo i wiele innych, i odbudowa budynków postępowała bardzo szybko. W gospodarstwie rodziców pozostało tylko nas dwóch, ja z bratem Franciszkiem. Stasia, moja bliźniaczka, wyjechała do Warszawy i tam otrzymała zatrudnienie. Ja też myślałem o mieście… organizowano wyjazdy na dużą skalę, młodzież pozostawiała rodzinne strony. I ja na krótko wyjechałem do Siedlec, pracowałem u mistrza Bańkowskiego w swoim zawodzie. Po powrocie zostałem sam z rodzicami na gospodarstwie, ponieważ brat wyjechał do Szczecina, jak wielu innych, i tam pracował. Rodzice moi byli w podeszłym wieku, nie mogli już ciężko pracować, mamie z powodu choroby Parkinsona stale ręce się trzęsły, z trudem gotowała posiłki domowe.
     Ja nie byłem przygotowany do pracy w gospodarstwie i, co tu ukrywać, byłem niezadowolony z takiej sytuacji, jaka zaistniała. Jednak postanowiłem z rodzicami być, wiązać koniec z końcem i zapomnieć o wyjeździe do miasta, choć o tym bardzo marzyłem. Nadszedł rok 1949. Otrzymałem wezwanie do czynnej służby wojskowej, było to dla mnie zaskoczenie, gdyż dali mi tylko dwa dni na przygotowania do odjazdu.
    Powiadomiłem o tym brata Franciszka, prosząc go, by zostawił Szczecin i powrócił do rodziców, zajął się gospodarstwem. 17 maja 1949 roku pożegnałem rodziców i otoczenie i zostałem przez Mariana Borychowskiego odwieziony do miasta Sokołowa Podlaskiego, a tam zostałem włączony do grupy poborowych.

Z Borychowskim byliśmy dobrze znani... Tragiczny był późniejszy los rodziny Borychowskich, u której partyzanci znaleźli schronienie – sami przyszli. Marian wraz z żoną zostali aresztowani, poddani okrutnemu śledztwu. Marian bez sądu został zamordowany. To są fakty i są na to dowody, ile wycierpiała ta czteroosobowa rodzina w 1950 roku. Tak działo się na Podlasiu jeszcze bardzo długo i wiele rodzin z tego powodu cierpiało.
Moja służba wojskowa
w latach 1949-1951
     Po opuszczeniu rodzinnego domu, jadąc do Sokołowa Podlaskiego do grupy poborowych, byłem przekonany, że działalność i życie wiejskie przeze mnie zostało całkowicie zakończone. Włosy sobie skróciłem do zera, ogólnie byłem zadowolony i zanuciłem sobie piosenkę:
Kto chce rozkoszy użyć,
Niech idzie do wojska służyć.
Marzyłem o wojsku jeszcze w młodych latach. Teoretycznie byłem przygotowany od starszych wojskowych z mojej rodziny, praktyczne opanowanie nastąpiło w okresie podanym. Już w Sokołowie na zbiórce wojskowi zauważyli u mnie uśmiech i zadowolenie, czego nie mogli się dopatrzeć u innych, z których wielu było nie bardzo zadowolonych, dużo podchlebianych i zapijaczonych. Odjechaliśmy do Przemyśla pociągiem do jednostki Wojsk Ochrony Pogranicza, WOP. Na miejscu od razu zaprowadzono nas do łaźni i zaraz potem zostaliśmy umundurowani i obuci. Zostaliśmy żołnierzami. Już zauważyłem duży rygor wojskowy, szczególnie dowódca kompanii krzyczał głośno na nas, aby dokładnie myć kut… Porucznik był bardzo głośny... Należałem do pierwszej kompanii, składającej się z 3 plutonów; każdy pluton liczył 4 drużyny po 10 żołnierzy. Nasza kompania, jak się potem przekonałem, miała ostre dowództwo. Bardzo krótko nas trzymano, nie mieliśmy nic do powiedzenia, należało słuchać i wykonywać rozkazy. Zaprowadzono nas również do szpitala wojskowego, mieszczącego się obok jednostki, aby zaszczepić nas na odporność. Tak te zastrzyki były wykonywane, pamiętam do dziś, prosto w piersi, bardzo bolesne. Wielu żołnierzy źle to zniosło, ja sam dostałem gorączki, po trzech godzinach ustąpiło.
    W teren wyprowadzano nas z koszar plutonami i tam prowadzono z nami różne zajęcia. Nauczono śpiewu i zawsze ze śpiewem chodziliśmy.
Jak śpiew źle wypadł, to nas pędzono, stosując różne metody: biegiem marsz i inne.

Nieuchronnie nadchodził dzień przysięgi, do której bacznie należało się przygotować, musztra, chwyty bronią, ciągłe marsze na baczność itp. Do luf karabinów wkładaliśmy wyciory do czyszczenia broni, bo w lufach dawały one trzask pożądany przy podawaniu komend i w marszu. Przysięga odbyła się 22 lipca 1949 roku, w święto PKWN. Na przysięgę przyjechało wielu cywilów, żony do swoich mężów, bo byli wśród nas żonaci. Przy uroczystym obiedzie, a było też razem z nami wielu rodziców, poczęstowano nas kieliszkiem wódki, wyglądało to bardzo galowo, granie, śpiewanie itp.
     Trzy dni przed przysięgą na korytarzu zauważyłem żołnierza z mojej drużyny, F. Nowaka. Zbliżał się do mnie, a w ręku trzymał kopertę z listem. Był załamany. Pytam: Co się stało?, a on z płaczem odpowiada, że jego narzeczona wychodzi za mąż i nie będzie na niego czekać trzy lata, aż on powróci z wojska, znalazła sobie kogoś innego, i tak musi być. Ja wziąłem go za ramiona i zacząłem mu tłumaczyć: Tranus (tak go nazywałem, był moim bardzo szczerym kolegą) ona nie była dla ciebie przeznaczona. My po powrocie znajdziemy sobie inne żony, tego kwiatu jest pół światu, życz jej wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. On posłuchał, głowę opuścił i w końcu powiedział: Jak ty mi to wszystko ładnie tłumaczysz. I doprowadziłem go do normalnego zachowania.     

Szkoła podoficerska


     Po przysiędze wojskowej ustaliliśmy, że pełnowartościowi żołnierze z całego ośrodka rekruckiego utworzą szkołę podoficerską. Zostałem w niej. Część żołnierzy wyjechała za granicę, pewnie na swoją dalszą służbę.
      Szkolenie podoficerskie cechowała wysoka dyscyplina i większy rygor niż za rekruta. Były wykłady polityczne, które stanowiły bardzo ważną sprawę, mogłeś być fajtłapą, ale jak dobrze mówiłeś o Związku Radzieckim i do tego byłeś ZMP-owcem, a jeszcze lepiej PZPR-owcem, to należałeś do przodujących żołnierzy w kompanii.
   Ja do żadnej organizacji nie należałem, ale ogólnie dobrze sobie radziłem, nie byłem pierwszym w kompanii, ale w środku, i to jest dobra zasada: nie być ostatnim. Śpiewaliśmy piosenki po rosyjsku:


Ach, my bojcy, my stalinowcy
My pierwyj raz w boj pojdziem
My w boj pojdziom, na taczanki,
I palmiot z soboj zeżniom,
Nasz palmiot w boju garezy,
Nie ostegajet nikogda.


      Z koszar zawsze wychodziliśmy ze śpiewem i w terenie przeprowadzane były różne zajęcia praktyczne, szkolenie piechoty i służby granicznej itp. Uczono nas rzucać granatami, oczywiście bez zapalników. Była wstawiona faleza wielkości dużego człowieku w odległości 30 metrów, obrysowana białą farbą na trawie. Nasza drużyna słabo wypadła w tym szkoleniu, tylko ja jeden z dziesięciu zdobyłem stopień na piątkę. Porucznik kompanii był przy tym i obserwował rzuty. Rzucało siedmiu żołnierzy, ledwo na III stopień wypadli, porucznik zaczął krzyczeć na nas, a ja mówię, że jeszcze nie wszyscy rzucali, a on na to: Chodźcie i pokażcie. Wyszedłem z szeregu, położono trzy granaty i rzucam na komendę:
I rzut – granat upada obok tarczy; na piątkę.  
II rzut – granat trafia w pierś tarczy.
III rzut – granat znów trafia w tarczę i przewraca ją.
Porucznik od razu zmienił zdanie i powiedział, że jednak można osiągnąć cel. I tym sposobem uratowałem wyszkolenie drużyny. Innym razem na szkoleniu był temat: „Patrol w służbie granicznej”. Ja byłem przez porucznika wyznaczony do tej służby. Cały pluton z porucznikiem na czele szedł w tyle, do 100 metrów, i pilnie baczył. Trasa była po jednej i po drugiej stronie zarośnięta krzakami, moim zadaniem było dobrze obserwować wyznaczoną trasę. Miałem karabin na pas na ramieniu, nagle z krzaków wyskoczył przemytnik i od razu mnie zaatakował, próbując zabrać mi karabin. Wywiązała się walka między nami, on był fizycznie silniejszy ode mnie i zaczął się śmiać. Już prawie odebrał mi karabin, szczerzył zęby. Ja znalazłem się w bardzo trudnej sytuacji. Nagle uderzyłem go silnie pięścią w te zęby. On zachwiał się, czapka mu spadła i odebrałem mu ten karabin, a on zaniechał śmiechu. Porucznik podał trzy gwizdy, aby przerwać akcję i nie dopuścić do dalszej walki. Nadchodzący pluton okrążył nas, porucznik zaczął odmawiać zajście, zadając pytania: Jak się zachował Łukasiuk na patrolu? Jeden z żołnierzy odpowiedział, że źle, bo w wojsku się nie bije. Pyta drugiego o to samo, on też mówi, że źle, że nie powinienem uderzać pięścią w policzek. Pyta trzeciego, on również odpowiada, że źle, że trzeba było bronić się inaczej. Podsumowując całość akcji, porucznik stwierdził, że Łukasiuk (tak w szkole do nas mówiono) pełnił służbę graniczną, w czasie wykonywania swej czynności został niespodziewanie zaatakowany; nie mógł użyć swej broni, a że trafił na silniejszego fizycznie od siebie, w ostatniej chwili postanowił użyć pięści i tym sposobem nie oddał broni. W takich przypadkach wszystko należy robić, by nie oddać broni, i tu Łukasiuk dobrze się zachował. W wolnym czasie żołnierze dyskutowali o tym między sobą i jeden z żołnierzy powiedział temu, co chciał mi zabrać karabin: Ty ze Stasiem nie zadzieraj, on cię zawsze zagnie, w wojsku wprawdzie się nie można bić, ale on przed całym plutonem i porucznikiem dał ci w ryj, i został jeszcze za to pochwalony.
    Podam teraz inne zdarzenie: Brat mój Franciszek przysłał mi paczkę przez Władka Rucińskiego, który razem ze mną odchodził do wojska z Sokołowa Podlaskiego, a teraz był na urlopie. Władek przyniósł mi paczkę przed obiadem, gdy u nas w pierwszym plutonie panował ,,lotnik”. Ja nie miałem czasu z nim rozmawiać, musiałem szybko zrobić porządek, bo przede wszystkim łóżko miało być pościelone, a ono było całe wywrócone, takie rzeczy miały miejsce w wojsku. Do paczki też nie mogłem zajrzeć, bo już była zbiórka na obiad. Czułem, że na pewno jest tam kiełbasa wiejska, którą bardzo lubiłem. Po obiedzie zajrzałem do paczki i rzeczywiście była tam kiełbasa, ale znów nie miałem czasu jej spróbować, bo już był gwizdek na wymarsz ćwiczebny plutonu. Więc postanowiłem wziąć ją do kieszeni munduru, i z tą myślą, że w polu coś zjem i podzielę się z kolegami, poszedłem na zbiórkę. Na miejscu przeznaczenia pluton zatrzymał się i ustawił się dwuszeregu, ja zawsze byłem w pierwszym. I wtedy dowódca wydał komendę: Pierwszy szereg do przodu! I tak się złożyło, że ja stałem akurat naprzeciwko niego. Padła druga komenda: Wszystkie kieszenie od munduru wywrócić na drugą stronę do kontroli! A ja kieszenie munduru miałem pełne kiełbasy z tej otrzymanej paczki! Zawahałem się chwilę. Zostało to zauważone i dowódca krzyknął na mnie, żebym też wywrócił kieszenie, więc musiałem to zrobić razem z całym plutonem. Kiełbasa wypadła na trawę, nie było innego wyjścia… Dowódca zaczął mnie wyzywać, że jestem maminsynkiem i że prosi mnie też o takie paczki, bo jest bardzo głodny, itp. Po skończonej przemowie odszedł na drugi koniec, a ja zabrałem to wszystko do kieszeni. Takie przypadki były i najadłem się trochę wstydu, bo przecież ja nie prosiłem o żadne paczki z domu, taki był zbieg okoliczności…
     Skoro jesteśmy przy jedzeniu, podam inny przykład: Wieczorem na kolację zazwyczaj była kasza i cały pluton ją jadł. Wszystko było przygotowane przez drużynę służbową, żołnierze przy jedzeniu prowadzili cichą rozmowę, jeden zaczął mówić, że w tej kaszy są robaki, ja ich nie widziałem i normalnie jadłem dalej. On znów zaczął przygadywać o tych robakach, aż w końcu jeden żołnierz, Ślązak, wziął swoją miskę z kaszą i trzasnął go mocno w głowę, zalewając mu kaszą cały mundur. Nastąpiła przerwa w jedzeniu i za to wszyscy wyszliśmy ze stołówki na tor przeszkód, wiadomo, co to jest dla tych, co służyli w wojsku. Żołnierze często nucili sobie:
Rano kasza, wieczór kasza,
Pier… dola nasza.
     Ogólnie życie w wojsku nie było takie złe, w szkole podoficerskiej mieliśmy biały chleb i dodatek graniczny.

Koniec służby podoficerskiej,
wyjazd na strażnicę

 
      W toku dalszej służby nie byliśmy głaskani, trzymali nas krótko, szorowaliśmy podłogi z drewna i wykonywaliśmy różne prace porządkowe w kompanii. Za to co niedziela chodziliśmy do kina na Zasanie, po drugiej stronie kładki na rzece San. Mieliśmy mundury wyjściowe przeznaczone do takich różnych uroczystości, jak akademie itp.
      Pewnej niedzieli był normalny gwizdek przygotowania się do kina. Ja postąpiłem bardzo źle i za to poniosłem bardzo srogą karę, ponieważ na sali powiedziałem około czterdziestu żołnierzom, że co niedziela chodzimy do kina, a czy nie mogliby nas zaprowadzić do kościoła? W kinie pokazują nam tylko kołchozy i Stalina… Do kina poszedłem normalnie z kompanią, lecz już wiedziałem, że źle postąpiłem, ponieważ na sali było bardzo dużo PZPR-owców, a ich zadaniem było donosić. Wiedziałem o tym, lecz nie mogłem się od tych uwag powstrzymać. Zaraz po niedzieli mieliśmy szkolenie całej kompanii, „natarcie” na wzgórze koło Przemyśla. Wiadomo, jak wyglądaliśmy po powrocie do koszar, była jesień, a do tego deszczowy dzień, więc byliśmy dobrze zmoknięci. W koszarach służbowy od razu kazał mi się stawić u oficera, bez informacji wiedziałem o co chodzi. Czym prędzej umyłem się w ogólnej umywalni, oczyściłem nieco mundur, ponieważ był cały mokry, przeciągnąłem pas i sprawdziłem, czy wszystkie guziki są zapięte. Pukam do drzwi, trzaskam kopytami i mówię, że Łukasiuk melduje się na rozkaz. Porucznik spojrzał na mnie groźnie i pyta, czy chcę być w szkole podoficerskiej, to ja odpowiedziałem, że chcę. Zerwał się z krzesła i krzyczał, że nie będę w tej szkole! Kazał mi oddać mundur galowy do magazynu i powiedział, że mam wyjechać jutro na strażnicę. I taki był koniec mojej szkoły podoficerskiej, chociaż byłem dobrym żołnierzem i we wszystkim sobie bardzo dobrze radziłem, i jeszcze pomagałem innym.
     Wyjechałem na strażnicę, być może się mylę, ale ta miejscowość nazywała się Kalników, było tam około dwudziestu żołnierzy. Zameldowałem się u dowódcy i od razu zostałem włączony do całości. Zauważyłem, że na strażnicy nie ma takiego rygoru i dyscypliny, jak w kompanii, przeważnie stary rocznik. Źle zostałem potraktowany, oni się mnie bali. Nie bardzo chcieli ze mną rozmawiać, uważali mnie za szpicla, który będzie ich śledził i donosił na wszystko. Poszedłem z drugim żołnierzem na patrol po granicy od styku do styku. Wróciłem bardzo zmęczony, a po nim nie było tego widać. Oni byli już do tego przyzwyczajeni. Byłem bardzo niezadowolony z tej służby, ale co miałem robić, nie było nikogo, żeby się pożalić... Pomyślałem sobie: jak mi przyjdzie do końca służby tak służyć, to będzie bardzo trudne.
       Po kilku dniach żołnierze zaczęli mnie akceptować i ufać mi, poszedłem z jednym na służbę, w innym kierunku, a on mi wytłumaczył, że pójdziemy po długiej trasie, tam jest stodoła i w niej się prześpimy. Weszliśmy do środka i w słomie spaliśmy do rana. Rano wróciliśmy ze służby, meldując, że na trasie naszego kierunku nic poważnego nie zaszło, ale gdyby nas ktoś zauważył i skontrolował, to byłby poważny kłopot grożący więzieniem. Pewnego dnia wszedł na naszą salę oficer, przyjechał z Przemyśla i mówi, że potrzebuje dwóch ochotników na kurs łączności. Ja pierwszy zgłosiłem się i zaraz przyjechałem z powrotem do Przemyśla.
      Znalazłem się więc ponownie w Przemyślu. Na kursie łączności było nas dwudziestu żołnierzy. Zajęcia przeważnie mieliśmy w salach wykładowych przy ul. Sienkiewicza. Wykłady dotyczyły budowy stałych linii telefonicznych, to znaczy kopanie dołów, wstawianie słupów, wchodzenie na słupy w słupołazach z pasem bezpieczeństwa i karabinem na plecach itp. Ja sobie w tych zajęciach dobrze sobie radziłem. Miałem dobrą pamięć, dokładnie słuchałem wykładów i robiłem sobie notatki i zawsze gdy ktoś nie wiedział z teorii, ja wiedziałem, Z początkiem lata rozpoczęliśmy budowę linii telefonicznej z Przemyśla do Leska. Nasze dwa przewody 4-milimertowe. zawieszone były pod poprzeczkami polotowymi, wierciliśmy otwory w drewnianych słupach i wkręcaliśmy haki z izolatorami, przymocowując do nich linię telefoniczną. Praca na ogół była łatwa, ale wymagała wysiłku fizycznego, a do tego była wydzielona dla każdego. Ja z Franusiem wchodziłem na słupy z pasem bezpieczeństwa i z karabinem na plecach, wiercąc dziury i wkręcając haki z izolatorami. Słupy były bardzo twarde, a świdry nasze były słabe, często pękały w czasie wiercenia. Pewnego razu, gdy przechodził porucznik Kamieński, który kierował tą pracą, powiedziałem ze słupa: Ostatni świder mi pękł, czym teraz będę wiercił? Dostałem odpowiedź: Kut… będziesz wiercił. Ten oficer nie miał u nas uznania, nie umiał współżyć z żołnierzami, w terenie nazywaliśmy go ,,Pikus”, słowo pochodzące od… Po ukończeniu budowy wróciliśmy do koszar i dalej kończyliśmy 6-miesięczny kurs podoficerski. Zbliżał się egzamin, ja jak zwykle nie miałem kłopotu z zaliczeniem, wielu żołnierzy przychodziło do mnie po pomoc i ja im tłumaczyłem, jak należy odpowiadać, dużo dobrze mówić o Związku Radzieckim i Stalinie. Dwa dni przed awansem spotkałem znanego oficera, porucznika Filka, oddałem mu honor, a on zauważył u mnie nie dopięty pas i ukarał mnie za to myciem podłogi. Wykonałem rozkaz i zameldowałem się w kancelarii. Przyszedł, sprawdził i kazał mi szorować podłogę jeszcze raz za niedokładne wykonanie zadania. Na nowo zmoczyłem podłogę i wtedy już było dobrze. 7 listopada 1950 roku na akademii odbyły się uroczystości i wielu żołnierzy awansowano. Tylko ja z całego naszego kursu podoficerskiego otrzymałem stopień kaprala, a reszta żołnierzy dostała stopień strzelca. Oficer, który mnie myciem sali ukarał, pierwszy podszedł do mnie i złożył mi gratulacje z powodu awansu i powiedział, że mnie ukarał tak specjalnie, żebym wymagał tego od żołnierzy.
   Po awansie należałem do kompanii telefonicznej, w której dowódcą był kapitan Fraś. Miałem swoją drużynę składającą się z dziesięciu żołnierzy. Nasza kompania wyjechała na trzy dni w okolice podkarpackie w celu wzmocnienia granicznego przeszukania i skontrolowania podejrzanych miejsc. W mieście Olszanica moi żołnierze prowadzili starszą panią. Zatrzymałem ich i zapytałem, czego oni chcą od tej osoby. Dostałem odpowiedź od jednego z żołnierzy: Ta baba jest podejrzana i prowadzimy ją do porucznika. Od razu krzyknąłem na niego: To nie żadna baba, tylko pani, jak wy się zachowujecie! No to oni powiedzieli, że wydaje im się podejrzana. To ja powtórzyłem: Podejrzana?. Ja się tą panią sam zajmę. Starsza pani ok. 80 lat trzęsła się z przerażenia. Zapytałem ją grzecznie, skąd idzie, powiedziała mi, że od sąsiadów. Spytałem: Po co pani tam szła? Dostałem odpowiedź: My razem obrabiamy ziemię, raz oni dadzą nam konia, drugi raz my im. To zadałem jej pytanie: „Czyli pracujecie wspólnie? Odpowiedziała: Tak. Spytałem, gdzie mieszka, a gdy dostałem odpowiedź, powiedziałem jej, żeby powróciła do domu i dwie godziny nie spotykała się z żołnierzami. Wtedy nieznajoma podeszła i chciała mnie pocałować w rękę, na co nie pozwoliłem. W Polsce Ludowej wszyscy byli podejrzani, ja też… Takich i innych akcji mieliśmy wiele i jeszcze dokładnie je opiszę.
     Pewnej niedzieli kapitan Fraś udzielił przepustki na miasto wszystkim podoficerom kompanii oprócz mnie. Było mi trochę przykro… Gdy spotkałem go na korytarzu, oddałem mu honory i przy okazji zapytałem, jak to jest, że moi koledzy poszli na przepustkę, a ja jeden nie. Odpowiedział mi, że nie mógł nas wszystkich puścić, więc zostawił mnie, abym dopilnował całej kompanii, i dodał, że w innym czasie dostanę przepustkę. Przepustki były bardzo rzadko udzielane, a urlopy były tylko w nagrodę, wielu więc żołnierzy i podoficerów w czasie swej służby na urlopie nie było.


Kto służy w wojsku WOP,
Niech zapomni o urlopie.


   Za miesiąc tylko ja dostałem urlop i to na osiem dni. Przyjechałem do swojej rodzinnej miejscowości, odwiedziłem rodzinę i całe otoczenie. Byłem bardzo ładnie ubrany i bardzo dobrze się prezentowałem. Zauważyłem duże zmiany, wiele młodzieży wyjechało na zachód, głównie do Warszawy. W Warszawie miałem siostrę Stanisławę. Przed końcem urlopu odwiedziłem ją i omówiłem sprawy przyjazdu do Warszawy na stałe za rok po ukończonej służbie wojskowej. I wróciłem do swojej jednostki wojskowej.
      Po powrocie z urlopu zameldowałem się w kompanii. Kapitan Fraś zmienił mi zakres służby z dowódcy drużyny na dowódcę plutonu, przydzielił mi cały pluton! Ja początkowo zaprotestowałem, powiedziałem, że nie dam sobie rady z całym plutonem. Kapitan stanowczo powiedział, że to rozkaz i że dostanę dwóch kaprali do pomocy. Dwóch kaprali zameldowało się u mnie. Jeden z nich to był mój dobry kolega, A. Górski, który razem ze mną odchodził do wojska z Sokołowa Podlaskiego. Był bardzo zdziwiony i pytał, czy to sen, czy jawa, meldując się u mnie jako dowódcy plutonu. Podzieliłem pluton na połowę i poznałem ich z żołnierzami, którzy do nich należeli. Oni obaj byli bardzo zadowoleni, byli moimi dobrymi znajomymi i mogłem na nich liczyć. Spełniali dobrze swoje obowiązki i nie miałem z nimi żadnych kłopotów. Ja zawsze musiałem czuwać nad całością i mieć konspekt dotyczący zajęć w terenie, napisany i podpisany przez dowódcę kompanii. Czas służby płynął, po kilku miesiącach mój pluton wyjechał do miejscowości Cisna z zadaniem budowy stałej linii telefonicznej do poszczególnych batalionów. Zastępowałem tam porucznika Stepułę, który kierował całym odcinkiem budowy. Ja żadnej pracy fizycznej nie wykonywałem, tylko wyznaczałem, kto co ma robić, zachowując warunki BHP.
    Ogólnie praca była ciężka. Kopanie dołów, stawianie słupów w terenie górzystym dało się żołnierzom we znaki. Święta państwowe i niedziele mieliśmy wolne, chodziliśmy łowić ryby nad Soliną. Łowienie było proste. Żołnierze górale wchodzili do rzeki, która była bardzo płytka, wkładali ręce pod kamienie i wyrzucali duże i ładne pstrągi na brzeg, a ja wkładałem je do torby.
    Pewnego razu gdy łowiliśmy ryby, zauważyłem kapitana Brzoskiego, który był wykładowcą w szkole podoficerskiej. Podszedłem do niego i zameldowałem się wraz z żołnierzami. Kapitan podał mi rękę i zapytał, czy dostałem nagrodę pieniężną, bo on mnie podał. Ja podziękowałem, ale powiedziałem, że żadnych pieniędzy nie otrzymałem. Dostałem odpowiedź, że on dziś pojedzie do Przemyśla i je sprowadzi. Rzeczywiście, nagroda była mi przyznana, otrzymałem ją przed odejściem do cywila. Bardzo mi się przydała, gdy kupowałem sobie płaszcz. W Cisnej w porze obiadowej nasze namioty niespodziewanie skontrolował dowódca jednostki, pułkownik Kujon. Naszego porucznika nie było, więc wszystko spadło na mnie.
     Zrobiłem zbiórkę plutonu, ustawiłem ich w dwuszeregu, dokonałem innych czynności z tym związanych i przystąpiłem do meldunku. Zameldowałem jak należy, pułkownik podszedł do żołnierzy i zaczął ich pytać z regulaminu służby granicznej. Pyta jednego, nic nie umie, pyta drugiego, ten też stoi na baczność i nic nie odpowiada, pyta trzeciego, on też nic nie wie, więc od razu do mnie (nie znał dobrze języka polskiego): „Waszu żołnierzu nic nie umiejt. Ja również przyjąłem postawę zasadniczą i odpowiedziałem: Pułkowniku, my już trzeci miesiąc budujemy stałą linię telefoniczną i żołnierze zapomnieli o regulaminach służby granicznej. Na to dostałem odpowiedź: Nie tylko telefony są, a i służbu granicznu nada znać. Mieliśmy wielu dowódców jednostek w Polsce, którzy języka polskiego dobrze nie znali. Ogólnie wszystko dobrze się skończyło.
    Wieczorami po kolacji paliliśmy ognisko, żartując między sobą i śpiewając:


Tam nad Sanem w dolinie siedziała
Dziewczyna, była piękna jak różany kwiat,
Kwiaty i róże zbierała…


   Pewnej nocy nad Podkarpaciem przeszła silna burza z wiatrem i piorunami, powodując wiele szkód, a przy okazji uszkodziła naszą linię telefoniczną. Dowódca postanowił wysłać mnie do naprawy, przygotował mi samochód z kierowcą, który czekał na mój sygnał do odjazdu.
    Wybrałem sobie trzech żołnierzy, wzięliśmy z magazynku bloki, łopatę i inne narzędzia. W pewnej chwili zauważyłem, że na miejscu obok kierowcy siedzi mój żołnierz, więc zwróciłem mu uwagę, że to nie dla niego miejsce. Samochód był duży, kryty plandeką, ja już miałem usiąść obok kierowcy, ale coś mi mówiło, żeby obok kierowcy nie siadać.
     Postanowiłem, że kierowca będzie sam, a ja z żołnierzami z tyłu. Dałem sygnał do odjazdu. Kierowca ruszył ostro, przejechał może dwa kilometry i nagle wpadł w ostry zakręt, usłyszeliśmy pisk hamulców, trzask, my w samochodzie poturbowani, do góry nogami, samochód przewrócił się do góry kołami, a my jesteśmy w rowie z rozbitym samochodem.
      Na szczęście byliśmy tylko lekko poszkodowani, obroniła nas plandeka. Pierwszy wylazłem z samochodu, kierowca stał już obok z opuszczoną głową. No więc zapytałem: Co się stało, że jesteśmy w rowie? Kierowca odpowiada: Za prędko jechałem, nie mogłem się wyrobić na zakręcie. Miałem dwa wyjścia, pierwsze – trzasnąć w ten wóz z dziećmi kolonijnymi, który był na zakręcie, albo drugie – trzasnąć w słup nad rowem, rozbijając samochód. Odpowiedziałem mu, że dobrze zrobił, że wybrał to drugie, bo co by było, gdybyśmy trzasnęli w te dzieci. Były przestraszone. Wtem nadjechał ambulans wojskowy i zajął się nami, opatrując lekkie stłuczenia głowy. Podszedłem blisko samochodu i zobaczyłem, że samochód uderzył w słup dokładnie tam, gdzie wcześniej siedział żołnierz i gdzie miałem siedzieć ja. Jednym słowem, ocaliłem życie żołnierzowi i sobie. To chyba modlitwy mojej mamy przyczyniły się do tego, żem ocalał z tego wypadku.
    Po tygodniu pracy powróciliśmy do koszar w Przemyślu i tam nieco odpoczęliśmy od budowy linii telefonicznej.
   Po dwóch dniach wezwał mnie kapitan do kancelarii i powiedział, że wyznaczył mój pluton do wykonania na stadionie w Przemyślu pewnej pracy na bieżni, która nie była jeszcze dokończona. Nie było dyskusji, odpowiedziałem: Tak jest. I wyruszyłem z plutonem. Na stadionie przystąpiliśmy do pracy, każdemu wyznaczyłem, co ma robić. Panował tam bałagan. Należało taczkami wozić tłuczeń kamienny pod bieżnię stadionową. Były dwie duże kupy tego tłucznia. Powiedziałem żołnierzom, że powinniśmy to wykonać i znaleźć jeszcze wolny czas na odpoczynek. Pracę dobrze zorganizowaliśmy i tak się stało, że wszystko wykonaliśmy i została jeszcze cała godzina na odpoczynek…
    Wracaliśmy do koszar. Już w bramie wyjściowej zauważyłem samochód dowódcy jednostki, wyjeżdżający drugą bramą w kierunku, gdzie pracowaliśmy. Po powrocie zameldowałem się w kompanii. Apel wieczorny jak prawie nigdy organizuje kapitan kompanii. A to ciekawe... Cała kompania ustawiona z dowódcami plutonów w należytym rynsztunku. Kapitan wyszedł z kancelarii z książką pod pachą i stanął przed kompanią. Padła komenda: Baczność! Dowódca jednostki, pułkownik Kujon, udzielił pochwały z wpisaniem do akt:
Dowódcy plutonu, kapralowi Łukasiukowi, za dobrą pracę wykonaną przy budowie stadionu. Ja byłem nieco zdziwiony, ale nie zdobyłem się na to, żeby zaprzeczyć, i trzasnąłem butami. Ku chwale ojczyzny, odpowiedziałem. Apel został zakończony.
    Otrzymanie pochwały od dowódcy jednostki nie było takie proste, taka pochwała miała znaczenie i liczyła się bardzo. I znów kapitan wezwał mnie do kancelarii i przydzielił inne zadanie: miałem pojechać z plutonem na akcję graniczną z kompanią szkolną z innym dowództwem w okolice Bieszczad, tam, gdzie teraz jest elektrownia, około 150 kilometrów od Przemyśla. Należało wybrać ostrą amunicję, dwa granaty dla każdego, jeden obronny F1 i suchy prowiant. Samochód podjechał i załadowaliśmy się na przygotowane miejsca. Przypomniałem żołnierzom o dobrym zabezpieczeniu broni w czasie podróży.
   W momencie wyjazdu pogoda była ładna, ale już na miejscu zaczął padać deszcz i padał kilka dni. Mój pluton miał za zadanie przejść przez Solinę (była bardzo płyciutka, po kostki) i zająć stanowiska obserwacyjne terenu. Cała zaś kompania porucznika Hajnowicza zajęła stanowiska po drugiej stronie rzeki. A w górach to jest tak, że jak padają deszcze, zaraz podnosi się poziom wód. Deszcze padały długo, skończył się nam prowiant, już trzeci dzień nie mieliśmy co jeść ani pić, z kompanią nie mieliśmy kontaktu. Woda nas podzieliła. Ludności cywilnej tam nie było, została wywieziona na zachód w 1947 roku, bo trwały walki z Ukraińcami, organizacja UPA dokonywała różnych morderstw na Polakach. Moi żołnierze zostali i ja razem z nimi, przygnębieni głodem, coraz bardziej niezadowoleni, zaczęliśmy chodzić i szukać wyjścia z tej sytuacji.
     Po drugiej stronie rzeki zauważył nas porucznik i zaczął krzyczeć na nas, więc podszedłem na brzeg rzeki, a on dał mi rozkaz, abym z całym plutonem przeszedł przez wodę do niego. Poziom wody był dość duży, więc żołnierze odmawiali wykonania mego rozkazu, po prostu bali się wody. Ja postanowiłem być twardy i pierwszy wszedłem do wody, a żołnierze weszli za mną. Wody było po pas. Po wyjściu z rzeki ustawiłem pluton i zameldowałem się. Porucznik zamiast nam współczuć, że trzy dni nic nie jedliśmy, zaczął mnie rugać i wyzywać, bo jego kompania miała prowiant. Po prostu zaczął mnie straszyć więzieniem.
    W końcu mu powiedziałem: Skończył pan? Jak pan dowodzi tym zgrupowaniem? Nie mógł pan przesłać trochę żywności w plecakach, wiedząc, że jesteśmy głodni od trzech dni? A on mi na to: Widzicie, jak poziom wody się podniósł, nie można było przejść. To krzyknąłem na niego basem: My przeszliśmy! Jest pan nieudolnym oficerem i organizatorem! Jak on to usłyszał, chwycił za kaburę i pistolet i powiedział, żebym przestał, bo mnie zabije!
     Wszystko to działo się przed całym moim plutonem, a dwóch żołnierzy powiedziało w wolnym czasie: Gdyby on cię zranił lub, nie daj Boże, zabił, toby on cały nie odszedł, na miejscu zostałby zabity. Może ktoś, czytając te słowa, powie, że bajki opowiadam. A to było faktem, który nie podlega dyskusji.
   Po tym wszystkim wróciliśmy do Przemyśla, do swojej kompanii i normalnych zajęć w plutonie. Zbliżał się koniec służby wojskowej, zaśpiewaliśmy sobie:       

Te parę miesięcy przeminie jak sen
i nic się nikomu nie stanie.
Służba się skończy nadejdzie ten dzień
i każdy cywilem zostanie.


    I właśnie miałem służbę podoficera w kompanii. Rano prowadziłem całą kompanię na stołówkę czwórkami. Podoficerowie poszli sobie wolno, nie wstępując do szeregu, choć w zasadzie powinni. Śniadanie się odbyło, cała kompania wyszła, a ja zacząłem robić zbiórkę kompanii do powrotu. Nagle zjawił się porucznik Hajnowicz, ten z akcji bieszczadzkiej. Oddałem mu honory, a on od razu zaczął na mnie krzyczeć, że nie zachowuję dyscypliny, podoficerowie nie idą razem z kompanią. Ja mu energicznie odpowiedziałem że ja nie muszę słuchać poniżeń i uwag, że on nie jest moim przełożonym. Na co on odrzekł, że bierze nas pod swoją komendę. Znałem regulaminy i jeżeli bierze nas pod swoją komendę, musiałem wyrazić zgodę. Wszystkich nas czterech zabrał do swojego bloku i tam z nami przeprowadzał musztrę. Popełnił błąd: cała kompania została bez dowództwa, a żołnierze robili, co chcieli. Po pewnym czasie kapitan Fraś dowiedział się o tym i zadzwonił do szefa łączności, majora Grabowskiego, który szybko przyjechał do nas samochodem i popatrzył, jak Hajnowicz przeprowadzał z nami musztrę. Porucznik zameldował się majorowi. Major Grabowski miał bardzo donośny głos i od razu ryknął na Hajnowicza: Co wy się wpier… do kompanii łączności, jakim prawem karzecie moich podoficerów, kto wam na to pozwolił, ja od tego jestem i dowódca Fraś! Nie dał mu dojść do słowa, a nas od razu zwolnił. Major Grabowski był bardzo ceniony przez wszystkich żołnierzy.
     Wstrzymany bez podoficerów tok zajęć kompanijnych teraz został wznowiony. Żołnierze zawsze mieli zajęcie, w salach wykładowych odbywały się różne pogadanki dotyczące zagadnień politycznych i regulaminowych. Szczególnie agitowano nas do służby zawodowej. Ja odpowiadałem, że mam swój zawód w obuwnictwie. Na to słyszałem: Po co mieć do czynienia z kopytami, dostaniesz takie kopyto trzepiące po kaburze pistoletu. Dla mnie zawodowstwo w owym czasie źle by się skończyło, choć w młodych latach o tym marzyłem…
     Nie pozostało mi nic innego, jak tylko czekać do końca służby, a został niecały miesiąc. Za kilka dni kapitan zlecił mi, że mam pojechać z nim na strzelnicę i dokonać próby karabinów do strzelania. Mieli też być strzelcy wyborowi. Rozwinąłem linię kablową, nawiązując łączność na przestrzeni 300 metrów. Zameldowałem, że łączność gotowa, i przystąpiliśmy do strzelania. Myślałem, że strzelanie rozpoczną strzelcy wyborowi, a tymczasem kapitan mówi, żebym ja zaczynał. Karabinów było kilkanaście, wziąłem pierwszy, podałem komendę: Baczność! Strzelamy! Chować się! i oddałem pięć strzałów na 100 metrów. Krzyknąłem, żeby pokazali wynik. Dwaj żołnierze sprawdzili tarczę, zamachali chorągiewkami i krzyknęli głośno, że nie ma w tarczy żadnego śladu. Leżałem jeszcze na stanowisku i powiedziałem do kapitana, że to niemożliwe, żebym na 100 metrów w tarczę nie trafił. Powiedział do mnie, abym odłożył ten karabin, ale obok kapitana stał starszy sierżant i zaproponował, że on to sprawdzi. Kapitan wyraził zgodę. Zajął więc stanowisko po mnie, ładuje karabin i pięć razy strzela na tę odległość. Żołnierze podchodzą do tarczy, machają i krzyczą, że też nie ma, a do niego przy kapitanie: Coście mądrego pokazali? On głowę spuścił i nic nie odpowiadał. Ja jeszcze dodałem: Filozof się znalazł. Kapitan się uśmiechnął i nic nie odpowiedział.
     Dwa dni przed odejściem do cywila spotkał mnie żołnierz, starszy strzelec, dobry przyjaciel za rekruta, i powiedział do mnie z przerażeniem: Stasiu, ciebie chcą zatrzymać. Ja pytam: Skąd to wiesz? Opowiedział: Ja jestem pisarczykiem i w sztabie słyszałem twoje nazwisko, dotyczące ciebie. Przeglądają twoją dokumentację, dyskutują między sobą, to się i dowiedziałem. Na pewno coś tam było i domyślam się, kto się do tego przyczyniał, ale chyba pochwała dowódcy jednostki zadecydowała, żem szczęśliwie powrócił do cywila.
     Miałem już ładne nowe ubranie, które mi brat przysłał, i wyglądałem przyzwoicie. 17 października 1951 roku orkiestra odprowadzała nas na dworzec w Przemyślu do odjazdu. Dosyć dokładnie opisałem całą służbę, miałem ją mozolną, trudną i niebezpieczną, ale szczęśliwie wróciłem do rodzinnych stron.          



Koniec służby wojskowej,
powrót do cywila


      Rodzice wraz z opiekującym się nimi bratem Franciszkiem wiedzieli, że do nich wracam.
      Zrobiłem sobie urlop, odwiedziłem znajomych i zacząłem się zastanawiać, co mam czynić na przyszłość. Ponaprawiałem obuwie domownikom i rodzinie mieszkającej w pobliżu, nawet zarobiłem parę złotych, które były mile pożądane. W ogólnej rozmowie powiedziałem, żeby nie myśleli, że ja tu długo będę siedział, najwyżej miesiąc, a ojciec opowiedział: Siedź tu, nigdzie nic lepszego nie znajdziesz. Ja jednak postanowiłem inaczej, już z siostrą Stasią miałem wszystko ustalone. Wyjechałem do Warszawy.
 Mama moja dała mi pościel, poduszkę, kołdrę i wiele innych rzeczy i wyjechałem.
     Na dworcu w Warszawie spotkaliśmy się ze Stasią, znalazła już dla mnie mieszkanie blisko niej na Ochocie, w pobliżu ulicy Grójeckiej. Potem pojechaliśmy na Podwale i otrzymałem tam pracę w swoim zawodzie w Spółdzielni Przemysłu Skórzanego na dolnym Mokotowie przy ulicy Stępińskiej 11. Ze Stasią spotykaliśmy się codziennie, razem się stołowaliśmy tam, gdzie ona mieszkała.         
       W tej swojej pierwszej pracy zastałem dużo pracowników, przeważnie starszych w latach inwalidów. Pracowało też wielu ludzi w moim wieku, z którymi nawiązywałem kontakt. Praca była pół zmechanizowana, pół ręczna. Ja wykonywałem pracę ręczną, choć była tam maszyna kołkowaczka do przybijania podeszew, ale nikt na niej nie mógł pracować, bo była trudna do opanowania.  
     Pewnego dnia na sali produkcyjnej był prezes spółdzielni, Władysław Kostecki, jak się później dowiedziałem, dobry organizator i miał duże zasługi w jej powstaniu. Zauważył mnie, wiedział, że wróciłem z wojska, i od razu do mnie mówi: Kto nie da rady pracować na tej kołkowaczce, to nie, ale wy musicie sobie z nią poradzić i pracować na niej, ja na was liczę. Odpowiedziałem, że się postaram to uczynić. Maszyna była starej konstrukcji amerykańskiej, często się psuła, była skomplikowana, wymagała cierpliwości przy obsłudze, ale nie załamywałem się. Po miesiącu przy pomocy mechanika opanowałem ją, i wiele innych tutejszych maszyn też. Odbiło to znacząco się na produkcji, po prostu rozwiązałem trudny etap, który był hamulcem w wykonywaniu planów.
     Prezes Kostecki przedstawił mnie do odznaczenia państwowego, otrzymałem odznakę Przodownika Pracy, należałem do Stołecznej Rady Narodowej, miałem kontakt z ludźmi na stanowiskach, w urzędach i rozpocząłem staranie o przyznanie mi mieszkania, ale to tak szybko nie nastąpiło.
 Często z siostrą Stasią jeździliśmy odwiedzać rodziców, obarczonych wiekiem na prowincji. Moja mama prosiła mnie na osobności, abym pomógł Stasi kupić buty i palto, ponieważ ona mało zarabia. Ja się na to zgodziłem, buty jej zrobiłem sam, bardzo ładne, a palto, też nowe na skórkach, kupiłem na raty, była bardzo zadowolona. Stasia dużo mi pomogła w sprowadzeniu do Warszawy, wielu osobom z rodziny, a nawet i obcym też pomagała .
     Czas płynął, zacząłem myśleć o ożenku. Brat Józef mieszkał w Sabniach, w rozmowach ogólnych dowiedział się o pannie mieszkającej w Warszawie. Poznał nas! Z tej znajomości powstało narzeczeństwo, chodziliśmy z sobą około roku i powstało małżeństwo: Jadwiga Mieczkowska została moją żoną.

Pieniądze na ożenek miałem, dostałem dużą dywidendę z pracy, nie miałem żadnych kłopotów z urządzeniem wesela, które było wspólne i odbyło się 6 czerwca 1954 roku w jej mieszkaniu przy ulicy Krochmalnej. Sam ślub odbył się w kościele na Chłodnej, gości weselnych było około czterdziestu osób.
     Po weselu sprowadziłem się na Krochmalną, mieszkaliśmy tam w cztery osoby, ja z żoną Jadzią, jej siostrą Henryką i bratem Józefem, zwanym Ziutkiem. Mieszkanie składało z dwóch mieszkań, około 50 m2, bez wygód, ubikacja była wspólna na korytarzu. W kuchni w korycie leżało około tony węgla. Pytam: Dlaczego ten węgiel tu leży? Dostałem odpowiedź, że nie ma piwnicy i nie ma na nią miejsca. Pomyślałem sobie, że może coś się uda z tym zrobić.
      Poznałem dozorcę tego bloku i pytam go o miejsce na piwnicę, on mi odpowiada: Tu nie ma gdzie, ale można by na półpiętrze… to będzie kosztować. Spytałem: Wykonacie to?, odpowiedział: Tak, ale musi pan mi dostarczyć trochę desek i cementu do wymurowania małej ścianki. O deski się postarałem dość łatwo, ale gorzej było z cementem, trudno było go kupić. U mnie w pracy robiono remont tynków, ogólne odnawianie i widzę: dużo worków cementu leży… Wtem spotykam wiceprezesa, kłaniam się i pytam: Panie prezesie, może pan mi sprzeda worek cementu? Mam kłopoty z kupnem. Prezes mi odpowiada: Ja sprzedać panu nie mogę, ale mogę panu pożyczyć. I worek cementu wziąłem i tramwajem przywiozłem do domu.
       Od razu wiadomo było, że ten worek cementu pożyczony został na wieczne nieoddanie, takie były czasy. Po tygodniu piwnica była gotowa do użytku, cały węgiel wyniosłem i powiększyła się kuchnia. Okazało się, że była to najlepsza piwnica w tym bloku. Kupiłem ładną, kafelkową kuchnię przenośną i wstawiłem ją do pokoju, żeby małżonka miała swoją. Pokój był duży. Z siostrą Jadzi niesnaski były i sprzeczki, zawsze jej było źle, po prostu była starą panną, miała chłopaka, nie wyszła za młodu za mąż, popełniając tym samym błąd. Ze mną często się sprzeczała, ja jej mówiłem, że tu długo nie będę mieszkał, dostanę mieszkanie, mam dobrze zaawansowane jego otrzymanie, a ona na to odpowiadała, że prędzej jej włosy na dłoni wyrosną, niż ja mieszkanie dostanę.
     Po roku urodził się nam Zbyszek, rodzina się powiększyła, byliśmy bardzo zadowoleni z syna. Nawet Henia go lubiła. Z Ziutkiem, bratem małżonki, zawsze dobrze żyliśmy, wspólnie się rozumiejąc. W pracy wszystko dobrze się układało, pracowałem w zespole dwóch kolegów, byłem frezerem, nie było żadnych kłopotów. Często były różne narady, masówki, pogadanki. Zawsze sekretarz partii głośno krzyczał: Towarzysze, musimy uczyć się rządzić!
     W 1956 roku urodziła się Ania, powiększając znowu naszą rodzinę, było coraz więcej kłopotów z mieszkaniem, aż w 1957 roku otrzymałem mieszkanie na Podskarbińskiej, dwa pokoje z kuchnią, z wszelkimi wygodami. I wyprowadzając się rozwiązałem niepomyślną sytuację. Heni włosy na dłoni nie wyrosły, a ja mieszkanie dostałem!
      Małżonka moja była z dziećmi na wsi, u babci, a ja postanowiłem sam się przeprowadzić. Poprosiłem kolegów z pracy, aby mi pomogli wnosić meble i przy okazji obejrzeli mieszkanie, zaprosiłem ich na parapetówkę. I mówię do starszego kolegi Józia, że nie bardzo jestem zadowolony z tego mieszkania, czwarte piętro bez windy… On popatrzył, pochodził po nim, był rodowitym warszawiakiem, w końcu odezwał się: Stasiu! Ty nie wiesz, coś ty dostał, gdyby przyszło na takie mieszkanie ci zapracować i kupić za własne pieniądze, to dopiero zrozumiałbyś, coś ty osiągnął. Żona po powrocie z małymi dziećmi do Warszawy miała nowe mieszkanie, które bardzo się jej podobało, miała wszystkie wygody, pożądane przy wychowywaniu dzieci. Z meblami było gorzej, nie można było ich nabyć, a chcieliśmy za wszelką cenę tego dokonać. Po dwóch latach urodziła nam się druga córka, Ewa, i było już na kogo pracować. Czasami przychodziła do nas siostra żony i pomagała przy dzieciach. Ja z całą trójką chodziłem na spacery do parku w pobliżu naszego bloku.
      Zaczęły się kłopoty z budżetem domowym, jedna moja pensja zaczęła być za mała na utrzymanie całej rodziny. Dobrze, że trafiłem na dobrą małżonkę, która była bardzo staranna i pracowita. Pomimo że przy dzieciach było bardzo dużo roboty, to ona postanowiła jeszcze wziąć chałupnictwo do domu, szyła na maszynie i tym sposobem rozwiązała trudności w utrzymywaniu rodziny. Dzieci nam się ładnie chowały i były zawsze zadbane, czyste i niegłodne. Bawiły się na podwórku pod oknami naszego mieszkania, zawsze mieliśmy je na oku, Ania i Ewa trzymały się Zbyszka, on był najstarszy i nigdy nie oddalał się od domu. Nasze podwórko dla dzieci było bardzo ładne, duże, słoneczne, z karuzelami, huśtawkami, piaskownicami, ławkami… Teraz jego wygląd zmienił się na gorszy. Zostało zaniedbane. Co prawda, teraz i dzieci jest mniej…
      Zaczyna się rok szkolny. Najpierw dla Zbyszka, za rok dla Ani, potem Ewy. Szkoła była bardzo blisko naszego domu, mama na początku przeprowadzała dzieci przez ulicę, aby uniknąć wypadków. Ja prowadzałem całą trójkę na lekcje religii do kościoła, przygotowując je do I Komunii Św.
Nauczyłem dzieci takiego wierszyka:


Rano rozważ,
Co masz czynić, nim
Postawisz krok na progu,
A wieczorem licz się Bogu,
I już lepiej ci obwinić w sercu
Siebie niźli bliźnich, kiedy noga
Się poślizgnie, nic nie poczyń bez
Rozwagi, Boga wzywaj do pomocy,
A nie zbraknie ci odwagi ani we dnie,
Ani w nocy.


      Często nasze dzieci wyjeżdżały na kolonie, nad morze, w góry, w Bieszczady, i zawsze były bardzo zadowolone. Raz ich odwiedziłem w Stoczku Łukowskim. Zawiozłem im słodycze, ciasto, które mama upiekła dla nich, itp. Ucieszyły się moim przybyciem, w końcu Ania mi mówi: Tatuś, tak bardzo bym chciała, żebyś był naszym wychowawcą na kolonii. Ja jej odpowiedziałem, że to jest niemożliwe, będę wychowawcą, jak z kolonii do domu powrócą. Dzieci wyjeżdżały też do swoich dziadków mieszkających na Podlasiu, w miejscowości Sabnie, co roku przebywały u nich dłuższy czas i było im tam dobrze.
       W pracy mojej zachodziły tymczasem zmiany na lepsze. Spółdzielnia zaczęła się powiększać. Przenieśliśmy się do nowo wybudowanego budynku przy ulicy Witolińską 43 o bardzo ładnych salach produkcyjnych i biurach na drugim piętrze. Warunki bez porównania tu były lepsze niż w starym zakładzie: te duże, dobrze oświetlone sale oraz nowy park maszynowy dawały możliwość zwiększenia produkcji i podniesienia jej jakości. Do tego wszystkiego przyczynił się prezes Kostecki. On też zorganizował technikum przemysłu skórzanego dla młodzieży i dorosłych, do którego i ja chodziłem.
     Nauka odbywała na miejscu, na drugim piętrze, w świetlicy. Spółdzielnia wszystkim uczniom kupiła książki zeszyty, wszystko, co było konieczne do nauki. Ukończenie technikum nie było takie łatwe i wielu z tego rezygnowało. Ja całe pięć lat chodziłem i ukończyłem je, choć końcowy egzaminacyjny rysunek techniczny pomógł mi wykonać brat żony, Ziutek. Po szkole od razu awansowałem na starszego mistrza montażu obuwia, zaopatrywałem też chałupników, jeździłem do nich do mieszkań, woziłem im elementy i odbierałem od nich gotową produkcję.
      W początkach 1975 roku przy przesuwaniu maszyn produkcyjnych uległem wypadkowi: zostałem przyciśnięty do parapetu okna i nastąpiło pęknięcie jelita. Byłem operowany w szpitalu, dwukrotnie, przetoka operacyjna goiła się bardzo długo na całym brzuchu. Jednocześnie nadmieniam, że z powodu tego wypadku przy pracy Obwodowa Komisja Lekarska do Spraw Zatrudnienia zaliczyła mnie do trzeciej grupy inwalidzkiej. Około dwóch lat byłem na rencie.
      W okresie długoletniej pracy zawodowej zajmowałem różne stanowiska: początkowo frezera montażu, starszego instruktora pracy rehabilitacyjnej i szkolenia inwalidów, starszego mistrza wydziału montażu od 1 stycznia 1982 roku, kierownika wydziału montażu i szwalni. Z nałożonych obowiązków wywiązywałem się dobrze. Byłem pracowity i zdyscyplinowany. Do PZPR nie należałem. Często z rodziną wyjeżdżałem na wycieczki, na grzyby, na wczasy nad morze, do Zegrzynka nad Zalew Zegrzyński. Na przestrzeni około 42 lat pracy różnie bywało, kłopotów było wiele, nie sposób tego wszystkiego szczegółowo opisać, ale cierpliwie znosiłem swój los, rozliczyłem się z pracą. Dziś tam, gdzie pracowałem, a był to jeszcze dobry budynek, pozostał pusty dół, zniknęło to wszystko, pozostała tylko pamięć.   
      Odchodząc na emeryturę, dostałem wiele pięknych kwiatów od kobiet pracujących w szwalni, od montażu, w którym najdłużej pracowałem i który sprawiał mi najwięcej kłopotów, oraz zegar, który do dziś wisi na ścianie, ale już bardzo słaby jest i ciągnie do końca tak jak i ja. Od Zarządu otrzymałem album z napisem:  

 
Szanowny Kolego!
Wasza pamięć jest wykładnikiem uznania
Wszystkiego, co najlepsze i co nas łączyło
na przestrzeni przepracowanych lat.
29 września 1989 roku

(podpisy Zarządu i Rady Spółdzielni)


    Po 21 latach wyrażam jeszcze raz podziękowanie wszystkim tym, którzy mnie znali, łącząc serdeczne pozdrowienia.


Sami na Podskarbińskiej


      Nasze dzieci po zawarciu związków małżeńskich osiadły w swoich mieszkaniach. Ewa wyprowadziła się z Warszawy do Berlina, tam z Burkhardem pracują i bardzo ładnie i wygodnie mieszkają. Ania i Zbyszek ze swymi rodzinami mieszkają w Warszawie, również w ładnych i wygodnych miejscach.
      Ze wszystkich najgorzej nam było mieszkać na stare lata na czwartym piętrze bez windy. Szczególnie mamie to się dało we znaki, w dodatku miała chore nogi, żylaki. Ja mówię, że to rehabilitacja chodzić tak po schodach, i z tym się godzę. Wprawdzie kiedy otrzymałem to mieszkanie, liczyłem na to, że w przyszłości zamienię je na niżej położone, ale tego nie zrealizowałem, i tak pozostało do dziś. Około 2000 roku zacząłem ze Zbyszkiem rozmowę na temat zamiany, ale on powiedział, że starych drzew się nie przesadza. W nowym osiedlu Terespolska było i jest do sprzedania wiele mieszkań małych, 32-metrowych, zaproponowałem swojej małżonce, że za nasze mieszkanie 52-metrowe moglibyśmy kupić takie, lecz ona kategorycznie się sprzeciwiła, bo gdzież ona to wszystko podzieje? I na tym zostało, po prostu nie miałem poparcia. Ania, kiedy mieszkała ze mną tydzień, nawiązała do zamiany, ale ja powiedziałem, że tak musi pozostać, nie będę czynił inaczej. W tym mieszkaniu dobrze mieszkaliśmy, wychowaliśmy trójkę naszych dzieci i szczęśliwie wszystko się dobrze układało. W takich warunkach żyją w Warszawie tysiące ludzi, i dobrze, i w moim osiedlu wielu tak mieszka, nie tylko ja. Uważam, że w moim życiu dokonałem wielu dobrych rzeczy, przyjechałem ze wsi do Warszawy, po wojsku nie miałem nic, zacząłem wszystko od zera. Rozpocząłem pracę, od razu okazałem się dobrym i zdolnym pracownikiem, wyróżniającym się wśród innych. Założyłem rodzinę, po kilku latach otrzymałem mieszkanie, w którym mieszkam, z trudem, ale jednak załatwiłem drugie mieszkanie dla syna, wiele było trudnych lat, ale wszystko wspólnie z Jadzią pokonywaliśmy. Ona była bardzo pracowita, dbała o dzieci, zawsze w domu wszystko było na czas zrobione, nikt nie był głodny, w trudnych latach, a lekko jej to nie przyszło, pracowała chałupniczo, dzięki temu miała swoją emeryturę,. Z dziećmi utrzymujemy dobre kontakty, przychodzą do nas często, powierzają swoje największe problemy i są chętni do pomocy. Zbyszek z Grażyną, oni zawsze są w pobliżu nas, blisko mieszkają i na nich najwięcej możemy liczyć. Nasze córki, wiadomo, Ewa mieszka na stałe w Berlinie, Ania też często wyjeżdża do Niemiec, tam są lepsze zarobki.
         Zawsze w święta Bożego Narodzenia i Wielkanoc spotykamy się, wszelkie przyjęcia urządzane są przez mamę. Pragnę tutaj dodać, że mieszkanie nasze zostało wykupione, właścicielami zostaliśmy oboje i testamentem zapisane jest na syna, najstarszego z dzieci, który po naszym zejściu dokona sprzedaży i pieniądze podzieli na równe trzy części pomiędzy Anię, Ewę i siebie.
     Z biegiem lat nadeszła starość, a z nią różne choroby, szczególnie Jadzię zaatakowały żylaki i inne schorzenia, które dokuczały jej we wchodzeniu na czwarte piętro. Ostatnio zachorowała w szpitalu na Grenadierów, dużą pomoc okazała wtedy Grażyna: sprowadziła prywatnego lekarza, który poprawił stan zdrowia chorej. Ja natomiast traciłem przytomność, i to w kościele zdarzyło się kilka razy. Ostatnio z tego powodu byłem w szpitalu na Szaserów. Zatrzymano mnie na trzy dni, przebadano dokładnie i konkretnego nic nie stwierdzono. Przy wypisie pytam doktora Krzyżanowskiego, który mną się opiekował: Co mam czynić, nie chodzić do kościoła, bo tam się to zdarza? Lekarz odpowiada, że nie zabrania mi chodzić do kościoła, ale przed wyjściem z domu każe mi zjeść dobry posiłek, przyjąć leki, które mam przepisane, i napić się dostatnio, a ja tego nie czyniłem. Posłuchałem się lekarza, zmieniłem swoje postępowanie: wychodzę nie za często z domu i zawsze po wypiciu przynajmniej szklanki wody, i jest dobrze, aby tak dalej.     
       Ania nasza też poważnie zachorowała na cukrzycę i z nią są poważne kłopoty. Była dwa razy w szpitalu w związku z tą chorobą. W szpitalu na Grenadierów, będąc u niej z wizytą, spotkałem lekarza, który ją leczył. Był moim znajomym. Poszedłem do jego gabinetu, powiedziałem, że jestem ojcem Ani i prosząc o wiadomość o stanie zdrowia córki, zadałem mu pytanie: Dlaczego moja córka zachorowała na cukrzycę, co jest powodem powstania tej choroby? Młody lekarz uśmiechnął się do mnie i odpowiada: Panie, gdybym ja wiedział, skąd pochodzi cukrzyca i gdzie córka ją nabyła,, to bym dostał nagrodę Nobla! Z tą chorobą trzeba żyć, przyjmując regularnie leki, przestrzegając diety, nie pić alkoholu, nie palić papierosów itp. Istniejące obecnie leki i lekarze przyczyniają się do dłuższego życia ludzi na tym świecie, tylko należy o to dbać i przestrzegać wszelkich zasad koniecznych do tych spraw. Zdarza się, że niektórym ludziom brakuje na leki. Faktycznie, są bardzo kosztowne.
      Jak byliśmy nieco młodsi, chodziliśmy i sami, i z dziećmi do parków warszawskich, spacerując zwiedzaliśmy różne obiekty muzealne, pomniki i wiele różnych i ciekawych rzeczy. W niedziele z dziećmi lub sami chodziliśmy do kościoła. Zawsze witaliśmy papieża Polaka przyjeżdżającego z pielgrzymką do Polski. Byliśmy na pogrzebie księdza Popiełuszki. Wyjeżdżaliśmy również poza granicę Warszawy: do lasów na grzyby, do Zegrzynka na kajaki – tam wesoło spędzaliśmy czas w towarzystwie ludzi, co razem z nami byli, przeważnie z mojej pracy. Utrzymywaliśmy kontakty z całą naszą rodziną, często do nas przychodzili, przeważnie moja siostra Stasia, która zawsze miała dużo do powiedzenia i nas o wszystkim informowała. Już na emeryturze, ale i przed nią, chodziłem na spacery do naszego parku na Podskarbińskiej i nad kanałek wodny, na „zwałki” i do parku Skaryszewskiego. Poznałem wielu emerytów, znajomych, starszych ode mnie i w moich latach i tak z nimi spędzaliśmy czas, prowadząc różne rozmowy, przeważnie o polityce i inne. Obecnie pozostał mi tylko jeden, z którym utrzymuję kontakt, pochodzi z Podlasia, spod Siedlec, nazywa się Edmund Jasiński. Reszta znajomych zmieniła swoje życie... Zawsze po powrocie ze spacerów spotykałem w mieszkaniu moją żonę, miałem przygotowany obiad i wszystko było należycie przygotowane, czułem się jak na wczasach, ale to wszystko zmieniło się.
     Pewnego lata pojechaliśmy do Gdańska na wczasy z małżonką, które otrzymałem ze swojej instytucji. Byliśmy dwa tygodnie. Korzystaliśmy z powietrza morskiego i plaż Gdańska. Dzisiaj nie każdego na to stać, mogą pozwolić sobie na to ludzie dobrze zarabiający i bogaci. Dzieci pracowników również wyjeżdżały za niewielką opłatą. Obecnie wiele rodzin z trojgiem dzieci znajduje się w trudnej sytuacji życiowej. Przykre to jest, ale prawdziwe, sytuacja wcale nam się nie poprawia i nie zanosi się na lepsze. Jednym słowem, nie wszystko w Polsce Ludowej było złe. Komunizm jako system upadł w pewnym czasie sam. Upadł w konsekwencji swoich własnych błędów i nadużyć, choć stał się dla całego świata potężną przestrogą i wyzwaniem, ale upadł sam, z własnej immanentnej słabości… Ale do rzeczy, no więc w Gdańsku zwiedziliśmy starówkę, wyprawiliśmy się na Półwysep Helski i na Westerplatte, pływaliśmy statkiem, zwiedziliśmy Stocznię Gdańską, która była dobrze wyposażona i miała potężną wykwalifikowaną załogę, jak tak to nam objaśniono. Całą wycieczką autobusem objechaliśmy Pomorze, obejrzeliśmy wiele ciekawych, historycznych miejsc, byliśmy w Gdyni, chodziliśmy po molo, wpatrując się w nasze piękne morze.
     Po powrocie do Warszawy mieliśmy dużo do opowiedzenia naszym dzieciom i innym, jak wesoło i ciekawie spędzaliśmy wczasy nad morzem. Wtedy wiele ludzi korzystało z tych dobrodziejstw za niewielką opłatą: to wczasy, to sanatoria, to uzdrowiska, leki za darmo… Nie wszyscy to dzisiaj doceniają, tworzą się manifestacje, protesty, niezadowolenia, których nie potrafimy rozwiązywać.

Czekamy na cud?
Pierwsze lata po wojnie


      O Podlasiu, a konkretnie o okolicach Sokołowa Podlaskiego, czyli o moich rodzinnych stronach, w pierwszych miesiącach i latach zaraz po wojnie już napisałem. My wojnę przegraliśmy, za zgodą Roosevelta i Churchilla władzę nad Polską objął Stalin. Wielu ludzi nie mogło powrócić do kraju. Wielu walczących na Zachodzie u boku sprzymierzonych nie tak wyobrażało sobie koniec wojny. Z około 3,5 tysiąca lotników polskich, którzy znaleźli się w Wielkiej Brytanii i walczyli w latach 1940 – 1945, za Polskę oddało życie prawie 2 tysiące. Większość zginęła w płonących lub roztrzaskanych samolotach, albo w wodach Morza Północnego i Atlantyku. Dzielni, ofiarni żołnierze, dobrowolnie wypełniali swój obowiązek wobec kraju i wobec sprzymierzonych. Walczyli o wolną Polskę i o lepszy świat.
    Z biegiem lat dopiero jesienią 1980 roku po sukcesie Solidarności w Gdańsku i po przemianach demokratycznych w Polsce rozpoczął się ruch wyzwoleńczy. Była to walka o życie w ścisłym tego słowa znaczeniu, zniesienie cenzury po likwidacji PRL umożliwiło pisanie i wydawanie książek na tematy dotychczas zakazane – związane z najnowszą historią Polski. To, co wówczas zdawało się niemożliwe, stało się realne. Ludzie mimo zaszczucia przez komunistyczny aparat represji znaleźli wtedy wspólny język. Tak narodziła się solidarność, nie jako organizacja, ale jako postawa społeczna, wobec której bezsilna była machina zła. Taki cud wspólnoty języka może powtórzyć się i dzisiaj.
Okrągły stół
     Na przełomie 1987/88 i po przegranym referendum II etapu reformy stawało się coraz bardziej jasne dla ówczesnych decydentów, że poprawa sytuacji wewnętrznej, zwłaszcza gospodarczej, bez poparcia społeczeństwa jest niemożliwa. Następował gwałtowny, stały spadek optymizmu społecznego.
      Był to rok po III Pielgrzymce do Ojczyzny Jana Pawła II, wielkiego spotkania wolności i nadziei, podczas którego Ojciec Święty upomniał się o prawo do prawdy, prawo do wolności, prawo do sprawiedliwości i prawo do miłości. Cały naród polski przyjmował te przemiany z wielką radością. 27 października 1991 roku odbyły się pierwsze demokratyczne i wolne wybory w Polsce i były marszem ku normalizacji, co widać było we frekwencji. Przeżyłem 84 lata w Polsce, przeszedłem różne koleje życia, poznałem panujące systemy w naszej Ojczyźnie od sanacji do obecnej demokracji… I moim zdaniem, w Polsce mamy kłopoty z demokracją. Od 20 lat dzielimy Polaków na lepszych i gorszych, biednych i bogatych, pieniądz decyduje o wszystkim. Brak jest ładu moralnego, gospodarczego i politycznego. Kwitnie korupcja, wykorzystywanie stanowisk dla własnych celów, co jest dostrzegane przez społeczeństwo. Podam fakt: mój znajomy przyszedł ze swoją chorą matką do przychodni, lekarz badanie rozpoczął pytaniem: Czy pani jest biedna czy bogata? Stąd dzisiejszy problem z ludźmi biednymi, którzy nie kochają tego, co Polskę stanowi. Przeraża mnie to wszystko, likwidowanie tylu zakładów pracy, np. nasze stocznie przestały istnieć, po prostu umarły, tylu doskonałych, wykwalifikowanych inżynierów i robotników i wielu innych zostało bez pracy. 77 lat temu miałem siedem lat śpiewałem piosenkę o morzu:


Morze, nasze morze, wiernie ciebie
Będziem strzec...
Mamy rozkaz cię utrzymać albo
na dnie twoim lec...


     Niemcom, Anglii, Włochom, Francji stocznie są potrzebne, a nam nie? O czym to wszystko świadczy, przytoczę drugi fakt: Kiedy rozpoczynałem pracę po wojsku, na sali produkcyjnej I sekretarz partii, towarzysz Wąsak, głośno krzyczał: Towarzysze, musimy uczyć się rządzić! To lepsze rządzenie przydałoby nam się dzisiaj... Opowiadanie o cudzie gospodarczym i czwartym miejscu chyba nie wszystkich przekonuje, rosną na potęgę miliardowe długi, rośnie nędza. Mamy najwięcej biednych dzieci, w Polsce mamy głodne dzieci! Wiele osób dziwi się, słysząc o tym, a nawet zaprzecza. Czy jest to problem ukryty? Czy przyczyną tak głębokiego ubóstwa wielu rodzin jest niedawna powódź, czy raczej bezrobocie i wysokie koszty utrzymania.
      Mamy największy odsetek biednych dzieci w całej Unii Europejskiej. Trudno w to uwierzyć. Ponad 30 proc. rodzin mających więcej niż troje dzieci żyje poniżej granicy ubóstwa. Dzisiejsza bieda dotyka nie tylko środowiska patologiczne czy ludzi bezrobotnych, ale także tych, którzy pracują zawodowo, lecz ich zarobki są zbyt niskie, by mogli utrzymać rodzinę na godziwym poziomie. Dzisiaj nie ma nawet programu polityki rodzinnej. Czy zatem nasz rząd nie interesuje się rodziną? Istniejące od wielu lat zasiłki rodzinne też nie rozwiązują tego problemu. Ajajaj, a miał być raj.  
Zostałem sam
Upływa szybko życie, jak potok płynie czas.
Za rok, za dzień, za chwilę razem nie będzie nas.
        Nadszedł rok 2010, źle zapowiadający się dla nas. Nasze choroby stawały się bardziej dokuczliwe, choć byliśmy pod stałą opieką lekarską i prywatną i stosowaliśmy kosztowne leki, co nam przedłużało życie.
        Pomimo to szczególnie u mojej żony Jadwigi dał się zauważyć ubytek na zdrowiu. Ja wiele zakupów domowych robiłem sam i wracałem na czwarte piętro, gdyż jej duże trudności sprawiało chodzenie po schodach.
      Zbliżała się Wielkanoc, Jadzia jak zawsze święta urządzała dla całej rodziny. Tego roku poszliśmy oboje na pierwszy dzień świąt do Zbyszka i Grażyny i tam razem świętowaliśmy.
 

Umówiliśmy się, że drugi dzień świąt spędzimy u nas, oni przyjadą pod kościół, do którego zawsze chodziliśmy, i stamtąd przyjedziemy na Podskarbińską.
      Drugiego dnia świąt wstaliśmy rano, rozstawiliśmy stół na ich przybycie i poszliśmy do kościoła. Spotkaliśmy się zgodnie z umową i zaczęliśmy iść w kierunku ich samochodu. W pewnej chwili zauważyłem u Jadzi małe zachwianie, ale sądziłem, że nic poważnego.
    Wsiedliśmy do samochodu i przyjechaliśmy po nasz dom. Jadzia wysiadła i nagle zaczęła tracić siły, z trudem przy pomocy Zbyszka i Grażyny wchodziła na klatkę schodową. Sił jej raptownie ubywało i zaczęła tracić przytomność. Zbyszek krzyknął do mnie: Przynieś szybko wody i dzwoń po pogotowie! Wszystko to uczyniłem i wody przyniosłem, trochę się napiła i do Grażyny, która była przy niej, powiedziała: Coś się ze mną dzieje... Pogotowie szybko przyjechało i po zbadaniu od razu zabrali ją na nosze szpitalne i przewieźli do szpitala na Szaserów. Tam dokonano różnych prześwietleń i została umieszczona na trzecim piętrze, w klinice neurologii. Stosowano leczenie przeciwobrzękowe, nie uzyskując poprawy klinicznej. 7 kwietnia 2010 roku nastąpił zgon. Trzy dni leżała pod respiratorem. Przy łożu śmierci mojej żony Jadwigi najwięcej czasu spędziła Grażyna, ja ze Zbyszkiem nieco mniej, nie każdy jest zdolny w takiej sytuacji wszystko to znieść. Grażyna jeszcze zdobyła się na to, że przed śmiercią przyprowadziła księdza szpitalnego, który udzielił ostatniego namaszczenia chorej. Pamiętam, był również brat żony, Ziutek, i powiedział: Jak ona zdrowo i pięknie oddycha. Usłyszał to lekarz i powiedział: To nie ona oddycha, to za nią respirator. Tą drogą Grażynie składam serdeczne podziękowanie za to, co uczyniła dla mojej żony w ostatniej chwili życia swojej teściowej.
    Ania i Ewa przebywały za granicą, zostały powiadomione i natychmiast przyjechały wraz z wnukiem Pawłem i Burkhardem na pogrzeb.
       Przystąpiliśmy do przygotowania pogrzebu, właściwie Grażyna kierowała doborem wieńców, kwiatów i innych rzeczy związanych obrzędem. Zbyszek powiedział, że mamy się na pochówek złożyć, ilu nas jest, ale ja powiedziałem kategoryczne „nie”. Wszelkie koszty, które będą poniesione w związku z pogrzebem i pomnikiem, ja pokryję. W końcu Zbyszek powiedział, że każdy od swojej rodziny kupi wieniec. I tak zostało uczynione, był jeszcze wieniec od Ziutka, razem dołączony, i wiele innych kwiatów uczestników pogrzebu. W kościele przed mszą świętą pojawił się kłopot. Napisałem ogólne pożegnanie, które miał odczytać wnuczek Bartek. I nagle on mówi, że tego nie może zrobić, że załamie się… Nie było komu tego uczynić. W ostatniej chwili postanowiliśmy z Grażynką, że pójdzie do zakrystii i poprosi, by ksiądz odczytał to sam, i tak to było...
       Ciało zostało pochowane na cmentarzu w Rembertowie 10 kwietnia 2010, w dniu, w którym miała miejsce najstraszliwsza katastrofa lotnicza w powojennych dziejach Polski. Dziś już stoi pomnik z ładnym krzyżem harcerskim, który mi się bardzo podobał, rzadko spotykany jest na pomnikach. Żadnych dużych przyjęć dla gości nie urządziliśmy, tylko dla naszych dzieci, które przyjechały z Berlina, i innych domowników. Po tygodniu pojechaliśmy z Anią do ZUS i załatwiliśmy sprawy dotyczące odszkodowania. Po miesiącu otrzymałem pieniądze, które przeznaczyłem na budowę pomnika. Pół roku już jestem sam, jeszcze nie tak źle się czuję, chodzę na spacery i na czwarte piętro wchodzę bez specjalnych trudności. Dużą pomocą są dla mnie Grażyna i Zbyszek. Oni po prostu mną się opiekują, przynoszą mi smaczne obiady, przyrządzone przez nią… Ale muszę być samodzielny. Wiele zakupów robie sobie sam, z tym teraz nie ma kłopotów, wszelkie opłaty dotyczące komornego i inne opłacam w terminie, nie mam żadnych długów i nie wyciągam ręki do dzieci o jałmużnę, mam emeryturę, która mi na wszystko wystarcza.
Koniec migawek wspomnień
     Obserwuję życie w dzisiejszym świecie… Jest bardzo trudne i skomplikowane, wielu ludzi umiera z głodu, bez należytej opieki i pomocy. Nas w Polsce też nawiedzają różne nieszczęścia, powodzie, wypadki itp. Świat nie jest źródłem uszczęśliwienia człowieka, nie jest zdolny ocalić go od zła, chorób, epidemii, katastrof, cierpienia i śmierci. Wiele nieszczęść ludzie sobie sami sprowadzają, choćby narkotyki, dopalacze i inne, dobrze się stało, że premier Tusk ostatnio mocno przeciwstawił się temu złu. Tak należy czynić, jestem przekonany, że bardzo duży dużo ludzi pochwala tę zdecydowaną, mądrą decyzję. Życie jest ważne, trudne i niebezpieczne. Młodzi ludzie nie mają stabilnej pracy, niskie zarobki tworzą trudną sytuację życiową. Szukajmy prawdy, szukajmy nowych, nie odkrytych dróg.
Mamy dużo mądrych ludzi na stanowiskach w Sejmie, w Senacie, od których należy więcej jak dotychczas od premiera, prezydenta i innych.
Ostatnie zajścia wokół Krzyża nas, Polaków, poniżają, a wypadki, jakie miały miejsce w Warszawie czy w Przemyślu, źle świadczą o całym niemal społeczeństwie. Ludzie wierzący mają prawo wiązać polską tożsamość z krzyżem Chrystusowym.


Tylko pod tym Krzyżem,
Tylko pod tym znakiem,
Polska będzie Polską,
A Polak Polakiem.


     Nie wystarczy narodzić się człowiekiem, trzeba jeszcze być człowiekiem. Zbliżając się do końca migawek wspomnień, chcę dodać, że wszelkie podane wierszyki i zwrotki piosenek znam na pamięć, i melodię do nich też. Pragnę oznajmić, że w swoich wspomnieniach poruszyłem sprawy historyczne, polityczne i chrześcijańskie, dotyczące naszego kraju, które pozostawiają wiele do życzenia. Niewesoło to wszystko się zapowiada, ale to już młode pokolenie musi rozwiązywać narastające trudne sprawy przyszłego życia.
    Chcę wszystkich czytających moje wspomnienia przeprosić za wszelkie niedociągnięcia, błędy, niedomówienia i inne występujące w moim piśmie. Uważam, że 84 lata skończone w tym miesiącu, w tym 56 lat w małżeństwie, są dla mnie dużym osiągnięciem. Wszystko to zawdzięczam Bartkowi, mojemu wnukowi, i tą drogą składam mu serdeczne podziękowania za to, że mnie do tego pisania zachęcił, co wypełniło mój samotny czas. Kończąc, pragnę jeszcze dodać słowa naszego wieszcza:
Żyłem z wami, płakałem i cierpiałem z wami, nikt nie był mnie obojętny.
Trudno mi powiedzieć, kiedy rzucę was i dalej pójdę w cień z duchami do najbliższych mi osób, znajdujących się po tamtej stronie życia.

Pragnę stwierdzić, że w pisaniu moich wspomnień
korzystałem z książek naszego wspaniałego rodaka Ojca Świętego oraz z gazet, różnych czasopism i innych historycznych powieści przeczytanych przeze mnie.
Pozostała mi jeszcze piosenka, która dotyczy mego dalszego życia:  
                                                                                                           
Smutny każdy wieczór dla mnie,
siedzę przy oknie sam.
Patrzę na księżyc, a księżyc na mnie i dziwnie smutno nam.
Czasem towarzysz mej niedoli do mnie uśmiecha się,
jakby przeczuwał, że coś mnie boli i chciał pocieszyć mnie.
Zakochany księżyc błąka się po niebie, pewnie coś go dręczy,
dręczy tak jak mnie.
U mnie powód, powód prosty, brak mi tylko Ciebie, a księżyc,
którz go tam wie, może też mu źle.           
                           

Koniec

                                                       29 października 2012 roku
                                                             Stanisław Łukasiuk


Serdeczne pozdrowienia łączę dla wszystkich,
a szczególnie dla tych, którzy będą to czytać.
Szczęść Boże


Poprawiony (niedziela, 25 listopada 2012 07:22)

 

Ignacy Paderewski w Kaliforni 1896-1939 (Krzysztof Onzol)

Ignacy Paderewski w Kalifornii 1896 - 1939

Pianista * Kompozytor * Mąż Stanu * Orator * Poliglota * Filantrop * Posiadacz Ziemski * Współczesny Nieśmiertelny

Ignacy Paderewski odwiedził Kalifornię po raz pierwszy dopiero w trakcie swojej trzeciej tury koncertowej w Stanach Zjednoczonych. Był już wtedy supergwiazdą, idolem, do którego wzdychały wszystkie damy Ameryki w wieku od lat czterech do lat stu z okładem, bożyszczem wprawiającym cały kraj w stan zbiorowego zauroczenia, określany krótko Paddy-manią.
Ameryka stała się dla niego krainą z bajki – uwielbiał ją, a ona odpłacała mu to uczucie w pełni. Na koncerty przychodziło po kilka tysięcy ludzi, nowojorskie elegantki zamawiały pończochy z zapisem nutowym fragmentów jego Menuetu, dzieciom dawano w prezencie cukierki „Paderewski” oraz zabawki w kształcie pianina z miniaturowym wyobrażeniem Paderewskiego przy klawiaturze. Do mycia rąk używano mydła „Paderewski”, a w środowiskach artystycznych obowiązkowym uczesaniem męskim była fryzura na „Paderewskiego”. Na stacjach, wzdłuż tras przejazdu pociągu, którym podróżował w swoim luksusowym prywatnym wagonie, zbierały się tłumy ciekawskich i wielbicieli aby go wiwatować.

Po “purpurowym” przyjęciu w wielkich miastach atlantyckiego wybrzeża i centralnego USA, klasą dorównujących europejskim metropoliom, w 1896 roku podążył z koncertami do stanu, którego cała ludność stanowiła zaledwie jedną trzecią ówczesnego Nowego Jorku, a San Francisco, największe wtedy miasto w zachodniej Ameryce, było zaledwie połową Warszawy z końca XIX wieku.

Nie sposób odgadnąć jakie wyobrażenie o Kalifornii miał Paderewski gdy na początku lutego 1896 roku przybywał do San Diego. Z pewnością nie znał mocno już wówczas przestarzałej relacji Aleksandra Hołynskiego o utopijnym kraju, w którym profesor łaciny podaje zupę w restauracji, pucybut jest filozofem, a wszyscy są sobie równi, zarabiając krocie. Musiały natomiast do niego docierać publikowane na wschodzie Ameryki fantastyczne historie o krainie, w której po przeminionej już gorączce złota zaczynała się właśnie gorączka ropy naftowej i gdzie marzenia o fortunie przeistaczały się w rzeczywistość w mgnieniu oka.

Jakież musiało być zatem jego zdumienie gdy z maleńkiej stacji kolejowej przyszło mu przejść do sali koncertowej o nazwie Teatru Operowego Fishera prawie kilometr polną drogą, przy której jedyną, wątpliwej natury atrakcją, był niewielki dom gier hazardowych. Jakiej sali, jakiej publiczności, jakiego przyjęcia mógł oczekiwać światowej klasy artysta, przybywający z arcypoważnym koncertem pianistycznym w zwykły, czwartkowy wieczór do zagubionej gdzieś na amerykańsko-meksykańskim pograniczu, mocno podupadłej, kilkunastotysiecznej mieściny, o której lata poźniej powiadał, iż w roku 1896 była „zaledwie wsią”?

Bajeczność Ameryki Paderewskiego, tak jak wszędzie, również w prowincjonalnym San Diego, objawiła się w pełnej krasie gdy Teatr Operowy Fishera okazał się jedną z najlepszych i najnowocześniejszych sal koncertowych w Kalifornii, której 1400 miejsc wypełniła wieczorem prawdziwie elegancka i świetnie znająca się na muzyce publiczność. Większość jej stanowili goście luksusowego, 400-pokojowego hotelu del Coronado, bowiem dla właściwej ludności miasteczka, z wyjątkiem nielicznej elity z kręgów biznesu i polityki, bilety w cenie od trzydziestu do ponad stu dolarow (według dzisiejszego przelicznika) były zupełnie nieosiągalne.

Jest coś wprost surrealistycznego, kłócącego się z logicznym porządkiem rzeczywistości, w zestawieniu Paderewskiego i jego sztuki z obrazem ówczesnego San Diego i całej Kalifornii na przełomie XIX i XX wieku. Z jednej strony była to wówczas kraina najbardziej dynamicznego rozwoju w świecie, przechodząca bolesne przeobrażenie ze stanu gospodarki chaotyczno-rabunkowej w stan wysoce zorganizowanego społeczeństwa, świadomego wielkich wartości tego kawałka ziemi. Z drugiej strony, był to wciąż zapyziały światek małych miasteczek, wielkich farm, słabej sieci marnych dróg, powszechnego analfabetyzmu, prymitywnych warunków sanitarnych, nadużywania whisky i powszechnego rozboju. Jest to wciąż jeszcze czas gdy nastoletnia młodzież kalifornijska najchętniej zabawia się konną galopadą po ulicach miast i strzelaniem do mijanych domów, dorożek oraz lamp ulicznych. Zupełnie groteskowe wydają się być w tym kontekście tłumy ściągające tysiącami na koncerty Paderewskiego, na które bilety rozchodziły się w mgnieniu oka, aby pojawiać się we wtórnej sprzedaży po cenie trzy, cztery razy wyższej, sięgającej nie rzadko wysokości kilkuset dzisiejszych dolarów, a mimo to znajdujące nabywców bez trudu.

Jednym z niewielu koncertów Paderewskiego, na których publiczność nie przepełniła sali, był jego pierwszy recital w Los Angeles, nastepnego dnia po San Diego. Przyczyną takiego stanu rzeczy, jak należy przypuszczać, były warunki finansowe postawione przez artystę, o czym z pewnym jadem donosiła lokalna prasa, imputując mu nawet “brak zdrowego rozsądku”. Tym pierwszym występem, w 75-tysięcznym wówczas Los Angeles, rozkochał wszakże w swojej sztuce i melomanów i krytyków muzycznych raz na zawsze. Odtąd, przez przeszło cztery dziesiątki lat kalifornijska prasa anonsowała go jako “wielkiego”, “światowej sławy”, “lśniącego własnym światłem”, wspaniałego”, “najsłynniejszego w świecie” i “niezrównanego” artystę. Nazywano go “Polskim Lwem”, magiem “rzucającym niezwykły czar na publiczność”, imieniu jego przypisywano “jakiś magnetyzm, którego nieodparte działanie przyciągało tłumy gdziekolwiek duch jego sztuki się nie pojawił”, rozważano “nadnaturalną siłę osobowości”, i opisywano jako “uniwersalnie uwielbianą postać”. Miarą prawdziwej wielkości człowieka jest wszakże moment gdy zaczyna on funkcjonować w świadomości społecznej na zasadzie ikony, jako wartość sama w sobie, ponad treścią swego dzieła. Paderewski stał się taką ikoną już po pierwszych koncertach w Kalifornii i pozostał nią na zawsze. W wielonakładowych gazetach San Francisco i Los Angeles oraz w każdej lokalnej gazecie jak stan Kalifornia długi i szeroki był nieodzownym tematem. Tylko Los Angeles Times poswięcił mu blisko 250 artykułów, a ponad 1500 razy był przedmiotem wszelakiego rodzaju wzmianek, porównań i ogłoszeń reklamowych. Komentowano każdą jego wypowiedź, podpatrywano i analizowano każdy krok w jego życiu do rozmiarów absurdu. Oto, gdy na Boże Narodzenie 1904 roku Paderewski udawał się na kilka dni w odwiedziny do „Ardenu”, posiadłości Heleny Modrzejewskiej w okolicach Anaheim, pewien nadąsany reporter donosił w świątecznym wydaniu gazety ze stacji Los Angeles: „Poranny pociąg linii Santa Fe doznał frustrującego opóźnienia wczorajszego poranka, oczekując w deszczu kilka minut na przybycie pewnych ożywionych i nieożywionych przedmiotów podróżujących spóźnionym pociągiem z San Francisco. Był to jeden z najbardziej irytujących przypadków w historii. Konduktor przeklinał deszcz padający mu za kołnierz, flagowy kurczył się ze strachu przy każdym jego rozkazie, a palacz popuszczał z komina pełen sadzy dym. Oto wielki pociąg do San Diego stał, tracąc czas w oczekiwaniu na dwa absurdalne fortepiany, osiem takichże waliz, rozczochraną kobietę, osobistego sekretarza, trzy służące, wielką zieloną papugę, paczkę chrupków, ser i małego człowieczka z szaloną fryzurą, łagodnymi oczami i o niemożliwym do wymówienia nazwisku Paderewskiski.
...
Pociąg posłusznie oczekiwał aż kawalkada Paderewskiego nadeszła. Pianista szedł dostojnie na przodzie, za nim jego polska żona, wielce podekscytowana z obawy, że mogliby nie zdążyć, a potem niosąca klatkę z papugą, zupełnie roztrzęsiona służąca, za którą podążała następna z papuzimi chrupkami i serem – nieszczęsna dziewczyna źle obliczyła wysokość stopnia pociągu i chrupki z serem, a i ona sama wywaliły się na peron w chwili gdy zabrzmiał gong ostrzegający o odjeździe pociągu lada moment. Sekretarz popędził na pomoc, rozszarpując przy okazji papierową torbę, z której wytoczyły się na peron butelki z wodą sodową i delikatną smietanką z północnych mleczarni. Oboje, służąca i sekretarz, padli na kolana w raptownej próbie pozbierania cennych szczątków jedzenia. Papuga zaczęła rzucać przekleństwa po polsku. Hrabia Bozenta (mąż Modrzejewskiej) gestykulował zamaszyście w zdenerwowaniu i prosił o przytrzymanie powitalnego bukietu kwiatów aby mógł zapalić papierosa dla ukojenia nerwów. Paderewski uśmiechał się i gramolił do pociągu ze wzrokiem utkwionym w oddali. Gdy główny powód atrakcji usadowił się już bezpiecznie w pociągu, konduktor przestał zwracać uwagę na jego grzebiących się podwładnych i dał znak do odjazdu. Papuga wrzeszcząc wniebogłosy patrzyła jak jej delikatesy umykają z widoku. Bagażowy z wysiłkiem i w ostatniej chwili wepchnął na stopnie pociągu sekretarza i służącą, a tak pożądane chrupki i ser zostały na stacji dla miejscowych ptaków.

Paderewski ma teraz włosy nieco krótsze, jego ubranie jest szczyptę bliżej obowiązującej mody, i mówi dużo lepiej po angielsku – tym nie mniej jest to wciąż ten sam Paderewski.”
Pierwsza tura koncertowa Paderewskiego w Kaliforni trwała zaledwie 25 dni, od 6 lutego do 2 marca 1896 roku. Odwiedził wtedy sześć miast, dając ogółem 14 koncertów. Był to tytaniczny program, na jaki zdobyć mógł się wyłącznie człowiek o stalowej kondycji fizycznej, fenomenalnej odporności psychicznej i bezkresnym umiłowaniu tego co robił. Do Kalifornii przybył po odbyciu już 49 koncertów w ciągu trzech miesięcy na trasie liczącej prawie dziesięć tysięcy kilometrów. Z San Antonio w Teksasie, gdzie koncertował 3 lutego, wyruszył nastepnego dnia rano w półtoradniową podróż do stacji Arcade w Los Angeles dokąd dotarł 5 lutego wieczorem. Przenocował w swoim wagonie na bocznicy, po czym rano udał się w drogę do San Diego na wieczorny koncert. W dwa następne wieczory grał w Los Angeles, kolejnego dnia przez 12 godzin telepał się pociągiem do San Francisco by po słabo przespanej nocy i całym dniu przygotowań, dać znów porywający koncert złożony z kilkunastu utworów i wielu bisów dla ukontentowania publiczności. Tak szalony rytm koncertowy Paderewskiego nie miał miejsca nigdzie indziej w świecie oprócz Ameryki i trwał co najmniej przez piętnaście następnych lat, kiedykolwiek tam powracał. W późniejszych latach, szczególnie po powrocie do koncertowania spowodowanej przerwą na działalność polityczną, intensywność jego tur koncertowych nieco zmalała, za to wzrosła jeszcze bardziej ich dostojność.

Jesienią 1913 roku Paderewski przybył do Ameryki aby odbyć swoją dziewiatą turę koncertową w tym kraju. Szaleńcza praca przez wszystkie poprzednie lata doprowadziła w końcu do momentu, w którym nawet tak odporny organizm jakim szczycić mógł się nasz bohater, odmówił dalszej kooperacji. W połowie stycznia 1914 roku musiał na jakiś czas zawiesić koncerty, bowiem jego prawa ręka stała się praktycznie bezwładna. Wtedy to z polecenia przyjaciół w San Francisco wybrał się po raz pierwszy do Paso Robles, małej mieściny w powiecie San Luis Obispo, położonej dokładnie w połowie drogi pomiędzy San Francisco i Los Angeles. Podróż pociągiem, z któregokolwiek z tych miast do Paso Robles nie wymagała więcej niż sześć godzin Paderewski ma teraz włosy nieco krótsze, jego ubranie jest szczyptę bliżej obowiązującej mody, i mówi dużo lepiej po angielsku – tym nie mniej jest to wciąż ten sam Paderewski.”

Pierwsza tura koncertowa Paderewskiego w Kaliforni trwała zaledwie 25 dni, od 6 lutego do 2 marca 1896 roku. Odwiedził wtedy sześć miast, dając ogółem 14 koncertów. Był to tytaniczny program, na jaki zdobyć mógł się wyłącznie człowiek o stalowej kondycji fizycznej, fenomenalnej odporności psychicznej i bezkresnym umiłowaniu tego co robił. Do Kalifornii przybył po odbyciu już 49 koncertów w ciągu trzech miesięcy na trasie liczącej prawie dziesięć tysięcy kilometrów. Z San Antonio w Teksasie, gdzie koncertował 3 lutego, wyruszył nastepnego dnia rano w półtoradniową podróż do stacji Arcade w Los Angeles dokąd dotarł 5 lutego wieczorem. Przenocował w swoim wagonie na bocznicy, po czym rano udał się w drogę do San Diego na wieczorny koncert. W dwa następne wieczory grał w Los Angeles, kolejnego dnia przez 12 godzin telepał się pociągiem do San Francisco by po słabo przespanej nocy i całym dniu przygotowań, dać znów porywający koncert złożony z kilkunastu utworów i wielu bisów dla ukontentowania publiczności. Tak szalony rytm koncertowy Paderewskiego nie miał miejsca nigdzie indziej w świecie oprócz Ameryki i trwał co najmniej przez piętnaście następnych lat, kiedykolwiek tam powracał. W późniejszych latach, szczególnie po powrocie do koncertowania spowodowanej przerwą na działalność polityczną, intensywność jego tur koncertowych nieco zmalała, za to wzrosła jeszcze bardziej ich dostojność.

Jesienią 1913 roku Paderewski przybył do Ameryki aby odbyć swoją dziewiatą turę koncertową w tym kraju. Szaleńcza praca przez wszystkie poprzednie lata doprowadziła w końcu do momentu, w którym nawet tak odporny organizm jakim szczycić mógł się nasz bohater, odmówił dalszej kooperacji. W połowie stycznia 1914 roku musiał na jakiś czas zawiesić koncerty, bowiem jego prawa ręka stała się praktycznie bezwładna. Wtedy to z polecenia przyjaciół w San Francisco wybrał się po raz pierwszy do Paso Robles, małej mieściny w powiecie San Luis Obispo, położonej dokładnie w połowie drogi pomiędzy San Francisco i Los Angeles. Podróż pociągiem, z któregokolwiek z tych miast do Paso Robles nie wymagała więcej niż sześć godzin na niczym, pomimo iż ze wszystkich okolicznych działek pompowano ją w obfitości. Być może dlatego też w swoich Pamiętnikach pisał z cierpkim przekąsem: „Tak, kochałem Paso Robles, zanim je kupiłem i potem także. Okazało się ... jeszcze jedną żyłą złota, taką do której pompuje się złoto, a nie wydobywa nigdy!” Tak, Paderewski rzeczywiście wpompował w ciągu kilkunastu lat około trzech milionow dzisiejszych dolarów w zagospodarowanie swojej posiadłości. Była to suma o wiele wyższa niż uzyskano za jej sprzedaż jakiś czas po jego śmierci.

Paderewski nigdy nie zbudował domu na swoim ranczo. W czasie swoich wielokrotnych pobytów w Paso Robles mieszkał zawsze we wspaniałym wiktorianskim hotelu, który niestety spłonął w grudniu 1940 roku, na kilka dni przed jego planowanym przyjazdem na świąteczny odpoczynek i doglądnięcie posiadłości. Pamięć o Paderewskim przetrwała wszakże w Kalifornii i jest żywa po dzień dzisiejszy. W odbudowanym po pożarze hotelu Paso Robles Inn, jedna z sal bankietowych nosi jego imię. Co jakiś czas, w którejś ze 100 winiarni jakie obecnie istnieją w okolicy miasta, produkuje się okazjonalne wydanie pewnej ilości butelek wina z gron odmiany zinfandel z podpisem „Mieszanka Paderewskiego”. Przez szereg lat, do 2002 roku, wielką popularnością w całej Kalifornii cieszył się coroczny wiosenny Festiwal Paderewskiego w Paso Robles, który po kilkuletniej przerwie, już w bieżącym roku zostanie reaktywowany. W trakcie realizacji jest plan postawienia pomnika Paderewskiego na terenie prestiżowego Uniwersytetu Południowej Kalifornii, który w 1923 nadał mu godność doktora honoris causa w zakresie prawa w uznaniu jego zasług jako humanisty i męża stanu.

W ciągu czterdziestu czterech lat Paderewski wystąpił w Kalifornii publicznie ponad osiemdziesiąt razy, dał niezliczoną ilość prywatnych koncertów w zaprzyjaźnionych domach, grał w Paso Robles i w wielu innych miejscach w ad hoc aranżowanych wystąpieniach z potrzeb altruistycznych i ku radości otoczenia. W czasie owych czterdziestu z okładem lat kiedy odwiedzał Kalifornię, przepoczwarzyła się ona z pustawej i sielskiej krainy, tu i ówdzie dotknietej znamionami cywilizacji, w przemysłowo-artystycznie-handlowo-naukowy kombinat osadzony w otoczeniu nieprawdopodobnie wielorakiej i cudownej natury. Los Angeles z prowincjonalnego, niespełna 100-tysięcznego miatsa wyrosło na półtoramilionową metropolię, światową stolicę kinematografii, która w 1896 roku nawet jeszcze nie istniała. San Diego rozrosło się w 200-tysięczne przepiękne miasto. Berkeley zaczeło przypominać wreszcie bardziej starożytne Ateny niż typowe miasteczko „dzikiego zachodu”, a po San Farncisco pędziły dziesiątki tysięcy samochodów, których zaledwie i literalnie jeden był w całym mieście gdy Paderewski przybył tam z pierwszym koncertem. W trakcie jednego z pobytów w Paso Robles w latach 20-tych, Paderewski został zaaresztowany w okolicach Camarillo za szaleńczą jazdę samochodem z szybkością 60 km/godz., prędkość, która trzydzieści lat wcześniej nie była nawet przedmiotem jakichkolwiek rozważań.

Czterdzieści lat przed pierwszym występem Paderewskiego w Kalifornii, Aleksander Hołynski, polski globtroter i reporter w jednej osobie, pisał o tej krainie, iż “rolnik nie może skarżyć się na tę ziemię, którą artysta ogląda z obojętnością, jeśli nie z niechecią”, oraz, że “natura uczyniła Kalifornię użyteczną, rolą człowieka jest uczynić ją przyjemną”. Nie ma żadnej wątpliwości, że Paderewski przyczynił się istotnie do wypełnienia postulatu Hołynskiego, zapewniając swoim kunsztem artystycznym i charyzmatyczną osobowością najwyższej klasy przyjemność dziesiątkom tysięcy kalifornijczyków. Z sobie tylko właściwą dystynkcją obalił również tezę o niechęci artysty do ziemi.

Tak, Paderewski dawał radość i czynił przyjemnym życie kalifornijczyków. Był prawdziwie dobrym duchem tej krainy, nic zatem dziwnego, że kochali go do łez gdy w 1939 roku grał w Shrine Auditorium dla ośmiotysięcznej publiczności swój pożegnalny koncert w Los Angeles, a potem dla niemal takiej samej liczby słuchaczy w Civic Exposition Auditorium w San Francisco. Potknięcia warsztatowe starego człowieka nie miały najmniejszego znaczenia, bo oto wraz z ostatnim akordem koncertu w San Francisco, na scenę wskoczył jeden z widzów aby w spontanicznym odruchu podzięki ucałować ręce pianisty, a krytyk z San Francisco Chronicle pisał tak: „Wysoka, w surdut ubrana postać o niepewnym kroku ale kolosalnej dostojności, jest daleko więcej niż najsławniejszym pianistą świata. Jest on znacznie więcej niż artystą z prawem do noszenia tytułu Kawalera Orderu Imperium Brytyjskiego, jest kawalerem większej ilości orderów niż można sobie wyobrazić i profesorem większej liczby honorowych dyplomów niż jest sam w stanie zliczyć. On jest nawet więcej niż człowiekiem, który zrobił kilka
fortun aby je rozdać dla dobra innych. On jest przede wszystkim tym, który mając wszelkie pochlebstawa, nagrody pienieżne i poważanie całego świata u swoich stóp, nie zawahał się odsunąć tego na bok , odrzucając profity i bezpieczeństwo jakie mógł sobie łatwo zapewnić, aby poświęcić się w całości sprawom wyłącznie humanitarnym.

Świat ma wiele powodów aby docenić tak rzadki dzisiaj humanizm, szczególnie gdy sukces sprawy, o którą Paderewski walczył jest teraz zagrożony. Zatem jedynym co pozostało do zrobienia, było oddanie mu skromnego honoru poprzez przybycie wczoraj aby wysłuchać jego gry” Gdy zmarł w 1941 roku, Los Angeles Times donosił: “Odejście nieśmiertelnego herosa, Ignacego Paderewskiego, stało się głęboką osobistą stratą dla wielu w Południowej Kalifornii.” Tak, była to wielka strata dla kalifornijczyków i dla całego świata..

Krzysztof Onzol
Los Angeles

Poprawiony (środa, 23 stycznia 2013 15:56)

 
Więcej artykułów…